czekajac na poronienie
#76
Kobietom zawsze dłużej zajmuje dojście do siebie, jeśli można to tak określić, niż mężczyznom, bo to kobieta jest silniej z dzieckiem związana i bardziej to przezywa - przynajmniej tak mi się wydaje. Z tego co piszesz problem leży w Twojej psychice, rozmawiałaś może z psychologiem po stracie?
Odpowiedz
#77
Nie rozmawiałam, jakoś mi tak nie po drodze było... Mąż mnie cały czas do niego wygania, ale sama to się trochę krępuję. Mąż nie ma jak ze mną iść, bo w domu jest tylko w weekend
Odpowiedz
#78
to podobno najlepiej jak się samemu idzie, choć w Waszym przypadku może lepiej razem, mąż zrozumiałby Twoją reakcję i niepokój.
Odpowiedz
#79
Ja tez sie tego boje dziewczyny, na sam dotyk mojego meza reaguje nerwami. On chcialby zebysmy sie zaczeli starac jak najszybciej ale tez ma obawy jak to bedzie. A ja na mysl ze znow bede czekac od dni plodnych do okresu spieta z nadzieja ze moze tym razem wyszlo a potem te rozczarowanie i lzy i zal jak przyjdzie @. Boje sie tego ze nawet jesli zajde w ciaze bede zestresowana caly czas i nie bede sie potrafila cieszyc ta ciaza.
Odpowiedz
#80
Wiolu może dajcie sobie jeszcze trochę czasu? porozmawiaj szczerze z mężem i powiedz mu o swoich obawach
Odpowiedz
#81
Wiola, to normalne że każda z nas, która straciła dziecko będzie się bała ciąży i w momencie kiedy już w niej będzie stres towarzyszyć nam będzie na każdym kroku... wczoraj odwiedziłam moją koleżankę, która obecnie jest 12 tc, a pierwszą ciążę straciła i wiesz co? zamiast się cieszyć tym, że udało im się za 1 razem, że jest w ciąży i że dziecko ma się bardzo dobrze, to ona cały czas narzekała: że ma mdłości, że jest zmęczona, że to, że tamto, a mi krajało się serce (ona nie wie,że byłam w 2 ciąży, którą straciłam). ile bym dała żeby mieć mdłości i żeby wiedzieć że dziecko rozwija się prawidłowo.. wiem, że ciąża w którą mam nadzieję zajde niebawem nie będzie dla mnie, dla męża łątwym czasem, ale wiem, że będę się cieszyć każdym tygodniem, który będzi mi dany i za każdy tydzień ciąży będę dziękować Bogu, mimo, że ostatnimi czasy moja wiara podupadła...
co do zbliżeń, nic na siłe, to ma być dla was przyjemność, a nie obowiązek. nie możesz mówić, że będziesz rozczarowana gdy nie uda się i dostaniesz @. o swoje trzeba walczyć i nie poddawać się. nikt nie mówił, że będzie łatwo, życie jest brutalne i my doskonale o tym wiemy, ale trzeba wierzyć i ja w to wierze, że każda z Nas będzie miała wkońcu swoje upragnione dziecko. Tobie i Wszystkim nam tego życzę!
Odpowiedz
#82
Dziewczyny jak ja was doskonale rozumiem wszystkie te wasze wpisy jak czytam to są i moje odczucia wiec same wiemy że to co czujemy to nic dziwnego każda z nas to przeżywa i ma podobne problemy .Ja jestem przed etapem zbliżenia z mężem po raz pierwszy od kilkunastu tygodni nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz było Sad ale boję się tego ........po drugiej stracie jak się przytulanki zaczęły w trakcie tak się poryczałam że szok, bo czułam się winna ,że ja z m się kocham a mego dziecka nie ma ;( Sad boję się tej chwili teraz też ......każdy jego dotyk mnie denerwował i zmuszałam się normalnie do zbliżeń teraz boje się żeby nie było podobnie ………………
P.S
Wczoraj dzwoniłam do szpitala są wyniki histopatologiczne boje się ich oby nic złego Sad Pisma jeszcze nie dostałam co do rejestracji Sad
Odpowiedz
#83
wiecie dziewczyny mialam dzis spotkanie z psychologiem i powiedzialam o mojej reakcji w stosunku do meza kiedy mnie dotyka a ona na to ze on chce w ten sposob okazac ze jest blisko mnie bo poprzez zblizenie ludzie okazuja sobie ze sie kochaja, pragna, ze chca byc razem i ze my jestysmy ich wybrankami. To taka wspolnota i wcale to nie oznacza ze on chce tylko sobie ulzyc i nie szanuje naszych uczuc i rozpaczy. Jest cos w tym bo przeciesz my sie naprawde bardzo kochamy i wiem ze on nogdy nie chcialby mnie zranic. Moze to my patrzymy na to w zly sposob, zamykamy sie przed partnerami odcinamy sie od nich?
Odpowiedz
#84
Wiolu, psycholog ma rację, kobiety i mężczyźni okazują sobie w różny sposób uczucia w takich momentach, Twój mąż, jak sama piszesz bardzo Cię kocha i w ten właśnie sposób okazuje Ci to i chce dla Ciebie, dla Was jak najlepiej. Często kobiety po stracie, zamykają się w sobie, nie chcą z nikim rozmawiać, tworzą wokół siebie taką otoczkę i nikomu nie pozwalają jej przekroczyć i dopiero po pewnym czasie, stopniowo pozwalamy się im do nas zbliżyć
Odpowiedz
#85
Natanku i Idusiu byliście naszymi cudami, które zostały nam odebrane. Bardzo za Wami tęsknię. (*)(*)
Odpowiedz
#86
Hej dziewczyny, czy to jest normalne ze jeszcz krwawie, od poronienia minelo juz prawie półtorej tygodnia. Nie sa to mocne krwawienia ale sa szczegolnie przy wysilku.
Odpowiedz
#87
ja miałam dosyć długo jeszcze krwawnienia, także nawet do 2 tyg, jak nie przejdą po 2-2.5 tyg to może zgłosisz się do lekarza?
Odpowiedz
#88
Bylam dzis w kosciele i traf chcial ze usiadlam kolo kobiety w ciazy, az mnie wszystko w srodku gniotlo. Miala taki piekny brzuszek a ja..... ja czuje ogromny zal i pustke. Wiecie wiekszosc moich kolezanek jest w ciazy a ja nie moge zdobyc sie na odwage zeby je odwiedzic. Dzwonia do mnie i pytaja sie jak sie czuje, opowiadaja o swoich ciazach a we mnie wszystko krzyczy. Ja tez bym juz byla w 12 tygodniu, jutro mielismy wyznaczona date na nasze pierwsze usg gdzie zobaczylibysmy naszego fikajacego anioleczka. A tu pustka..... i jak tu dalej zyc? W kosciele chcialam krzyczec do Boga DLACZGO!!!!!! na poboczu biegaly dzieci, wlasnie tak wyobrazalam sobie nasze malenstwa. Natanek w kreconych po tatusiu bialych wloskach i Idusia z pieknym usmiechem na twarzy, ciekawi swiata. Czuje sie strasznie samotna, maz ciagle w pracy a mi serce sie rozrywa na strzepki. Nienawidze tego swiata!
Odpowiedz
#89
wiola1980

wiem jak to strasznie boli, ta bezradosc, kochana musimy miec nadzieje, musimy patrzec na dziewczyny ktore po stracie urodzily zdrowe maluszki i musimy wierzyc ze my bedziemy kolejne. Wiem ze czas , czas tego nie ułatwia, to czekanie .... ale mam nadzieje ze kiedys los nam to wynagrodzi ...... przytulam mocno .....
Odpowiedz
#90
hej dziewczyny, widzialam dzis swojego lekarza rodzinnego i poprosilam o referat do kliniki leczenia nieplodnosci. Nie wiem czy dobrze zrobilam ale czuje ze musze cos robic. We wrzesniu mielismy zaczac inseminacje ale zaszlam w ciaze wiec zostala ona odwolana, no i znow trzeba zaczac wszystko od poczatku. Nie wiem czy tym razem nie beda nam robic problemow bo przeciez zaszlam w ciaze a to ze poronilam to ich juz nie obchodzi. Boze co ja bym nie dala zeby dalej moje dzieciatko bylo ze mna i zebym nie musiala tego przezywac jeszcze raz. Mam metlik w glowie, rodzina mi mowi zebym nie czekala tylko probowala dalej zabym sie otrzasnela z tego i walczyla. Nie wiem czy mam sily zeby walczyc, jest we mnie tyle strachu i lekow. Ale lata leca i nie jestem juz dwudziestka wiec chyba nie powinnam tracic czasu?

Natanku i Idusiu kopiłam wczoraj dwa aniolki ktore przypominaja mi o was, czuwajcie nad nami i wyproscie od Boga laski dla nas. Bardzo was kocham i calym sercem tesknie za wami (*)(*)
Odpowiedz
#91
Mialam dzis bardzo ciezki dzien, nie moglam przestac plakac. Zadzwonila do mnie kolezanka ktora jest dokladnie w tym samym tygodniu ciazy co ja bum byla. Martwilam sie o nia bo tez miala plamienia ale dzieki Bogu juz jest wszystko ok. Ale jakos po rozmowie z nia zrobilo mi sie ciezko, zazdroszcze jej. Wstyd sie przyznac bo nie powinnam bo to zle uczucie ale nie moge tego powstrzymac. Strasznie dzis bylam zla na Boga i bardzo na niego nakrzyczalam. Powiedzialam ze go nienawidze ale przeciez nie powinnam tak mowic. Tylko teraz jakos nie rozumiem i nie mam tak mocnej wiary jaka mialam wczesniej. Teraz nawet jak sie modle to czuje taka pustke i tak jakbym to automatycznie robila. Jeszcze niedawno dziekowalam Bogu za nasza kruszynke a teraz go wyklinam. Jaki ten los jest okrutny. Mam straszny metlik w glowie, co robic? Czy myslicie ze stwierdzenie ze jesli cos sie przydazylo dwa razy to na pewno przydazy sie i trzeci jest prawdziwe? Bardzo mnie to przeraza i niepokoi. Bo skoro tak to moze juz nie probowac bo po co znow cierpiec? Ale z drugiej strony to nie wyobrazam sobie zycia bez dzieci, takich ziemskich dzieci. Moze to tylko kwestia przyzwyczajenia? Zaczelam pisac dziennik to troche pomaga bo moge wyrzucic swoje uczucia na kartke. Chcialabym przestac myslec bo myslenie bardzo boli.
Odpowiedz
#92
Wiolus, Kochana.
Zdarzaja się takie dni , strasznej złości i poczucia niesprawiedliwości.
Ja niestety nie raz , pyatałam gdzie Bóg w tym wszytskim, jak on może pozwalac cierpieć, tracić tak wyczekiwane i kochane maleństwo, gdzie sens, jaki cel .... odpowiedzi nie ma
Co do Twojego pytania ... nie odpowiem Ci rowniez Sad . ja sobie mówiłam, \" do trzech razy sztuka\" musi sie w końcu udać, przecież będę dobra mamą, wierzyłam w to szalenie ... w trzeciej ciąży byłam pełna wątpliwości, ale więcej było we mnie nadziei, niestety ..... teraz myślę, ze za czwartym razem będize wszystko dobrze, i jedynie nadzieja mnie trzyma, tęsknota za poczuciem maluszka pod sercem, jego ruchów, i wszystkich cudnych i tych mniej cudnych chwili, jakie daje macieżyństwo.
Nikt nikomu nie da gwarancji, ze następna ciaza będzie właściwa, ale może właśnie będzie ..... i w to musisz wierzyc, miec nadzieje i wiare.
Przytulam ciepło, i przesyłam świetełko nadzei.
Odpowiedz
#93
Wiolu, taka zazdrość, a nawet niechęć do kobiet w ciąży (nawet do przyjaciółek) i złość na Boga są zupełnie zrozumiałe. Też mam koleżankę, która zaszła w trzecią ciążę mniej więcej w tym czasie, co ja z Dominikiem i bardzo narzekała, że nie chce tego dziecka. Ale to mój syn zmarł, a jej żyje i wszyscy go bardzo kochają. A ja mam do dzis takie poczucie krzywdy. Co nie znaczy, że życzę im śmierci.
I łapię się też czasem na myśli, że jestem jedyną matką w rodzinie i wśró bliskich moich przyjaciół, której dzieci umarły. Cieszę, się z tych żyjących dzieci, ale czuję tym bardziej osamotnionym dziwakiem.

Dużo sił na dziś.
Odpowiedz
#94
Dziekuje dziewczyny, wiem ze wiare trzeba miec ale tej wiary zostalo u mnie bardzo malutko i wiecej jest strachu i negatywnych mysli. Wiec jak z taka psychika mozna myslec o dziecku? A jednak mysle i nie wiem czy powinnam czy dac sobie na spokój. Te uczucia sa przeplatane dzis strasznym gniewem i zloscia. Nie chce sie tak czuc, nie czce byc wiecznie albo zaplakana albo wsciekla na wszystkich. Ja po prostu chcialabym zostac mama. Ale Bog ma inne plany wobec mnie, niestety nie liczy sie z tym co ja czuje i czego bym pragnela. Wiecie ja juz od ponad 4 lat modle sie o dziecko i nic. Moze ja sie nie potrafie modlic? Moze robie cos zle? A moze po prostu jestem zla osoba i bylabym zla mama?
Odpowiedz
#95
Mam mega dołka, nie wiem w jakim my świecie żyjemy niby wszytko tak do przodu idzie ale co do ciąż niestety dalej to temat tabu i dziecko od poczęcia nie jest traktowe jako dziecko Sadtylko gdyby któraś się podjęła aborcji, to zabójstwo dziecka żywej istoty ale jak się ją roni i traci to nie dziecko tylko cholera co.......... szlak mnie trafia
Pismo ze szpitala jak miało przyjść tak jeszcze nic nie przyszło.
Mnie głównie chodziło o rejestracje...........
Wynik mam z histopatologii i tam właśnie napisali że brak elementów płodu czyli tak jak by było to „ puste jajo płodowe” .Tak mi to przedstawił pan dyrektor. Więc nie rozumiem skąd puste jajo płodowe skoro zarodek wszędzie piszą był z echem czyli widocznym sercem lecz nie określonym FHR czyli tętnem co ??? Był a potem go nagle nie ma tak….. Na wynikach z poprzednich ciąż z histopatologii wszytko po łacinie ale nic nie piszą o strukturach zarodka na obu ,a teraz nagle tak. Bardzo mnie to dziwi i po polsku nic po łacinie. oto treść : fragmenty doczesnej gąbczastej i zbitej z drobnymi ogniskami martwicy i skąpymi naciekami zapalnymi. Liczne prawidłowe kosmki. Brak elementów płodu. W szpitalu pulsowało jak miałam mieć zabieg na wypisie wszędzie widnieje potwierdzenie że zarodek z echem ale nie szło określić FHR. Może miałam urojoną ciążę……….. Pan dyrektor mówi ,że pismo jest w toku że mój lekarz też będzie musiał napisać swoją opinie, ordynator ją też wyraził i rozmawiali ze wszystkimi lekarzami. Dwóch patomorfologów badało te wyskrobiny z macicy jeden z naszego szpitala i drugiemu wysłał żeby potwierdzenie otrzymać co do swojej opinii wystawienia wyniku, żeby nie było (zabezpieczyli się ) Nic już nie wiem Sad może za ciemna jestem chyba , a może już psychicznie chora co hehehehe chyba od razu załatwię sobie salę na psychiatryku ............. Mam serdecznie dość ryczeć mi się chce kim ja jestem przedmiotem czy człowiekiem :?: :!: Nie chce używać nie cenzuralnych słów cholera jasna czy to nie paranoja co oni z nami robią kobietami , przecież to moje (nasze) dzieci były, jak tak można ludzi traktować nie ogarniam co za życie ......... Kiedyś patomorfolog mi powiedział że oni nie badają jako tako zarodka oni dostają do badania te wyskrobiny z macicy bo 2 lata temu chciałam pochować dziecko ale nie miałam co bo nie było też niby płodu stwierdził że mam zapytać na ginekologii co zrobili z ciałkiem ,no to się dowiedziałam ............nie będę pisać szczegółów każda się może domyślić…… Więc coś tu nie halo jest ,ktoś tu oszukuje dla mnie to jakaś paranoja skoro było echo to czy to nie dziwne ,bo jak jest echo to świadczy o pojawieniu się serca a FHR to określenie tętna ......... to „co” miało to serce ???????? skoro puste jajo płodowe miałam ???? Dodam że ono biło i się pojawiło ale właśnie nie określili tętna bo było ciężko określić czyli je nie słyszałam go, mieli mi robić Dopplera ale nie zrobili bo beta już spadła do 20000,a potem napisali już przed samym zabiegiem jak badali też było , ale już zatarte echo płodu. To powiedzcie same jak może być zatarte echo płodu czy w ogóle echo skoro puste jajo płodowe do mnie to nie dociera skoro serce się wytworzyło chciało i podjęło prace to przecież musiało być dziecko, po za tym to widziało dwóch lekarzy trzecim był ordynator sam mnie wypisywał i mówił że echo zarodka więc go widział a potem tłumaczą ,że to nie było dziecko itd. i dwie różne położne też to widziały, więc jedna osoba może się pomylić ale nie tyle co???!!!
Ja tego nie ogarniam serio…..Dzwoniłam też wczoraj do Rzecznika praw pacjenta ze szpitala przedstawiłam swoje obawy i to że mnie bardzo to dziwi i proszę o dokładne wyjaśnienie i ewentualnie co ja mam dalej zrobić jeśli nie zostanie mi wyjaśniona moja sprawa..........Wysłał mi mejla z namiarami gdzie mogę napisać odwołanie czy skargę.
Mam tylko nadzieję że nie będę musiała borykać się dalej z tą trudną dla mnie i mojej rodziny sytuacją.
Jak my pacjenci mamy ufać lekarzom i jak nie wątpić ,że faktycznie robią co w ich mocy żeby nam pomóc???..........Przecież nie uroiłam sobie tego że nie podjęli się zabiegu ponieważ zauważyli że coś zaczęło się dziać i serce się pojawiło, że byłam w ciąży.
Oby szpital wywiązał się odpowiednio ze swoich obowiązków.
Przecież szpital to instytucja która powinna służyć pomocą a nie walczyć z pacjentami.
Sorki dziewczyny ale musiałam się wygadać a mimo wszytko napisać jak to się dzieje co oni wyrabiają z nami kobietami w tak już trudnych dla nas chwilach jakim jest starta tego co najcenniejsze naszych dzieci Sad Pozdrawiam was bez wyjątku
Odpowiedz
#96
sarp40 wiesz masz sluszne obawy i ja tez w to nie moge uwierzyc bo skoro serduszko bilo to jak to mozliwe ze jajo bylo puste? Ja na twoim miejscu napisala bym skarge oczywiscie jesli masz na to sile i chec. Widze ze dalej trzeba walczyc zeby sie czegokolwiek dowiedziec a juz myslalam ze te czasy sie skonczyly Sad Saro40 pamietaj ze w twoim sercu i pamieci bedzie wasz maluszek a nie puste jajo i nie wazne co ci durni lekarze twierdza ty jestes mamusia maluszka ktory byl w twoim brzuszku. Zycze ci duzo sil i serdecznie przytulam.
Odpowiedz
#97
Wiolu bardzo mi przykro Sad światelko dla Twojego aniołka[*] pamietamy o Was!
Odpowiedz
#98
Wiola dla aniołków (*)
Odpowiedz
#99
Dziekuje dziewczyny, dzis minelo dwa tygodnie od poronienia. Od rana bylam podminowana i czepialam sie meza czym i go podirytowalam. Stwierdzil ze nie lubi jak sie tak zachowuje a ja na to ze jak mam sie zachowywac po 2 tyg po stracie? Porozmawialam z nim na spokojnie po poludniu i probowalam wyjasnic ze to jest normalne i ze inne kobiety po stracie tez sie tak zachowuja, ze ja nie jestem jakims wybrykiem. Przyjal to na spokojnie ale wydaje mi sie ze oczekuje ode mnie ze w koncu zaczne zyc normalnie. A ja juz nigdy nie bede zyc tak jak kiedys. W nast tyg wracam do pracy ale bardzo sie tego boje bo pracuje ze mna dziewczyna ktora ma rodzic w marcu. Jak zaszlam w ciaze to cieszylysmy sie obie i obiecalysmy sie spotykac na kawce jak bedziemy juz na macierzynskim. A teraz nie wiem jak ja mam z nia rozmawiac, boje sie ze bede codziennie widziala jej rosnacy brzuszek. Boze jak ja sobie z tym poradze. Jak ja jej zazdroszcze. Czemu tak musi byc? Dlaczego kobiety musza tak cierpiec. Chce mi sie wrzeszczec i wyc z bolu.
Odpowiedz
wiola1980 miałam podobną sytuację z moim Sławkiem kiedy ogarną mnie płacz jak dowiedziałam się że koleżanka urodziła córcie pierwszą on powiedział mi wtedy że zwariowałam a moje tłumaczenia nic nie dały dałam mu do przeczytania materiały o żałobie przeczytał przemyślał potem mnie przytulił i powiedział że [przeprasza i że teraz rozumie moje zachowanie
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości