trudno się podnieść
#1
Starałam się o dziecko wiele lat, a gdy udało się to szczęście trwało całe 2 miesiące. Nie potrafię się pozbierać, nie umem się wściekać, ani pytać dlaczego...
Mimo, że wcześniej miałam mnóstwo energii i chęci do wielu rzeczy teraz nie ma nic
jest pustka, której nie mam czym wypełnić
modlę się, ale każda modlitwa brzmi jak modlitwa do ściany, a nie do żywego Boga

i ten ból, ciągle napływające łzy
a minęły już 2 miesiące

tak się boję spróbować jeszcze raz, nie mma już nadzieji
Odpowiedz
#2
doloress Tak mi przykro z powodu twojej straty
Dla aniołka (*)
Życzę dużo sił na ten trudny bolesny czas żałoby
Daj sobie czas na przeżycie żałoby dużo czasu dwa miesiące to tak nie wiele rana w twoim sercu jest jeszcze świeża i ciągle krwawi
Pisz do nas pomożemy Ci przejść przez tą krzyżowa drogę
Przytulam mocno jestem z Tobą myślami i sercem w twoim cierpieniu

Tu wklejam Ci link o żałobie
https://www.poronienie.pl/zaloba.html
Odpowiedz
#3
Dolores, trudno mi cokolwiek powiedzieć. To Twój ból i Twoje odczucia. Ale skoro piszesz tutaj, to szukasz pomocy przy tym pustym niebie.
Studiuję teologię od czterech lat, wierzę w Boga, znam zasady i prawa rządzące Kościołem. Powinnam wiedzieć, co odpowiedzieć na Twoją wątpliwość.
Dwanaście dni temu straciłam dziecko, a razem z nim cały swój świat. Pocieszano mnie, że teraz tylko Bóg może dać dość sił, aby przez to przejść.
Słucham?
Nie prosiłam o tę ciążę. OK - chciałam zajść, ale jeszcze nie teraz, później, z obrączką na palcu i własnym domem. Kiedy test pokazał dwie kreski uznałam, że widać to był najlepszy czas i byłam bardzo szczęśliwa. Decyzje o posiadaniu dzieci powinny być podejmowane tylko częściowo przez nas.
Ale Pan dał mi moje dziecko, a potem je zabrał. Czy ja jestem zabawką? Marionetką? Ja? A może mój narzeczony? Któreś z nas ma się czegoś nauczyć w życiu? To o to chodzi? Tylko dlaczego, cholera jasna, kosztem życia naszego dziecka? Można nam tak po prostu anulować akcję \"być rodzicem\"?
Przecież to bezsens.

Teologowie uczą, że Bóg chce z nami osobowej relacji, to znaczy takiej, w której szukamy Jego i Jemu dajemy się odnaleźć. Zalicza się to do tajemnicy stworzenia i uważa za jedną z przyczyn powstania świata. Tylko jak budować tę relację, jeśli tracimy dziecko? I to tak wcześnie, że nie możemy nawet wziąć go w ramiona, utulić, patrzeć, jak dorasta?
Byłam na Niego osobiście wściekła.
Czy o to chodziło?

Bliscy tłumaczyli mi, że organizm zwykle sam pozbywa się zarodków z ciężkimi wadami genetycznymi. Że dzięki temu w społeczeństwach rodzi się tak niewiele dzieci poważnie chorych lub upośledzonych. Że Boga nie ma co w to plątać, bo to same mechanizmy tak działają.
Bullshit. \"Uformowałeś mnie w łonie mej matki\" - mówi psalmista. Ty, Bóg JHWH i nikt inny. Nie matka natura, myląca się na każdym kroku. Nie przypadek, formujący błędnie allele moje i lubego. Nic takiego - tylko Bóg.
Ale skoro tak, to dlaczego uformowałeś go błędnie? Czemu zabrałeś mi moje dziecko? Żeby mnie ukarać? Żeby ukarać nas, za złamanie Twoich przykazań? Ale jeśli tak, to dlaczego tak wielu ludzi rodzi zdrowe dzieci bez małżeństwa? Moja droga ma być tak kompletnie inna, tego chcesz?

W tym kontakcie z Bogiem pojawia się za dużo pytań, na które trudno znaleźć odpowiedź. Czemu, dlaczego, boli, jak możesz? Czy to moja wina? Może zrobiłam coś nie tak? Ale nie - nie piję, nie palę, zdrowo się odżywiam, uprawiam nieforsujące formy aktywności fizycznej, dbam o siebie. Może to on coś zrobił nie tak? W jego rodzinie zdarzały się poronienia, znacznie częściej, niż u mnie. Jego rodzice 9 razy się starali, zanim urodziło im się żywe dziecko. A jego styl życia! Pali, regularnie dopija piwkiem, czasami jara zioło, źle się odżywia, prawie nie rusza. Może jego allele są tak uszkodzone, że nie nadają się teraz do poczynania? A przecież tylu mężczyzn w gorszej formie poczyna zdrowe dzieci.
Widać - nie tędy droga.

W tym wszystkim jest koszmarnie dużo emocji, cierpienia. Zmuszają do tego, by patrzeć przede wszystkim na siebie i w siebie. Żadna inna perspektywa nie wchodzi w grę, bo centrum własnego istnienia boli aż za bardzo. Ból zaciemnia obraz. Musi brzmieć głośno, żeby wskazać na miejsce, gdzie jest rana, po to, aby można go było uleczyć.

Kilka dni temu zadałam inne pytanie. Brzmiało:

Panie Boże, czemu uznałeś moje dziecko za tak doskonałe, że nie pozwoliłeś światu go skalać?
Czy to możliwe, że wcale nie chodzi o nas, tylko o nie?
Odpowiedz
#4
Pomagam sobie pisząc:

\"mój mały świat (się zawalił)\"

Małe szczęście mieszka tak daleko
nie mogę go dotknąć ale było tak blisko
bo pod moim sercem.
Wyglądało jak blade słońce
i bezpowrotnie dawało o sobie znać
było jak dotyk różdżki zaczarowanej wróżki
tak miły i delikatny.
Już czułam jakbym miała dwa serca
nie martwiłam się, myślałam: jakoś to będzie
zaopiekuje się tobą matka ziemia
a szum wiatru będzie twoim przewodnikiem
i ja też będę prawie zawsze blisko
nauczę cię jak żyć jak kochać...
pokażę ci piękny świat którym będziesz się zachwycał
mimo całego tego rozgardiaszu na ziemi - myślałam.
Pokocham cię nie dam cię nikomu skrzywdzić
zawsze będę chcę chować pod swoje skrzydła
tylko się nie bój daj mi swój strach w prezencie.
Poradzimy sobie razem będzie nam raźniej
będziemy jak dwie zakochane w sobie gwiazdy.
Powiedziałby nie jeden że już ciebie nie ma...
Patrz mymi oczami i widzisz płyną w nich łzy
spotkało mnie nieszczęście.
Jak umrę to złap mnie na rękę
w niebie będzie od ciebie bić beztroskie światło dziecka.
W pewnym momencie zechciałeś odejść
uroniłam morze łez i nie jedną łzę jeszcze uronię.
Idź prosto przed siebie tylko się nie odwracaj.
Teraz już nie ma Ciebie...



I jakże warto czasami się zatrzymać i złapać w skostniałe ręce obrazy snów widziane na jawie...
Odpowiedz
#5
doloress przytulam mocno Żałoba jest taka spiralna daj sobie czas
Odpowiedz
#6
Doloress przytulam i życzę dużo sił...
Dla Aniołka [*]
Odpowiedz
#7
Cytat:[autor cytatu=ikona]


W tym wszystkim jest koszmarnie dużo emocji, cierpienia. Zmuszają do tego, by patrzeć przede wszystkim na siebie i w siebie. Żadna inna perspektywa nie wchodzi w grę, bo centrum własnego istnienia boli aż za bardzo. Ból zaciemnia obraz. Musi brzmieć głośno, żeby wskazać na miejsce, gdzie jest rana, po to, aby można go było uleczyć.

Kilka dni temu zadałam inne pytanie. Brzmiało:

Panie Boże, czemu uznałeś moje dziecko za tak doskonałe, że nie pozwoliłeś światu go skalać?
Czy to możliwe, że wcale nie chodzi o nas, tylko o nie?

Ikona poruszyła bardzo ważną sprawę, opłakujemy nasze dziecko, tęsknimy za Nim a tak naprawdę nie wiemy jakie było zamierzenie Boga w tym wszystkim? Być może właśnie na ten króciuteńki czas miało zaistnieć w nas życie, żebyśmy na coś zwrócili uwagę, zatrzymali się na chwilę w pędzie współczesnego świata.
I nie piszę tego żeby oznajmić, że oto Bóg nas pokarał czy dał nam lekcję pokory, raczej, że to waśnie to dziecko wybrało nas rodziców i swój czas na tej ziemi.

Doloress, Ikono przytulam z całego serca, świeże rany potrzebują czasu by wybrzmieć w żalu i rozpaczy
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości