Choć od ramion daleko, Sercu zawsze bliski.. Mój Anioł Gabriel
#51
Snopka wzruszyla mnie twoja historia i rowniez siedze i placze przed komputerem.. ja poronilam dwa lata temu a wspomnienia sa takie jak by to sie dzialo wczoraj wszystko takie swierze.. Dla Gabrysia [*]
Odpowiedz
#52
Czytam mądrą książkę ( dzięki Snopka wielkie ) , dziś oglądałam program na tvn style o kobiecie która miała córeczkę - odeszła mając 3 miesiące.Reportaż był kręcony niedawno , minęło 27 lat a ona na wspomnienie tego tragicznego wydarzenia miała wielki ból na twarzy .... 27 lat ... ych.W kolejnych związkach poroniła 8 razy i już niestety nie ma dzieci ani rodziny , pozostały jej tylko przyjaciółki.
Każda z naszych historii jest taka smutna , tak bardzo cierpimy ale pamiętajcie - my zawsze mamy szanse i to jest największa nadzieja.
Odpowiedz
#53
„Dzień z życia Aniołka”

Pamiętam jak to było..ktoś mnie łaskotał a potem…a potem już tak chciałam wyjść…tam do Was i wyciągnęli mnie, ale tatuś się odwrócił, a Ty Mamo płakałaś Dotknęłam policzków Twoich – zapłakałaś mocniej, chciałam przytulić tatusia, ale się tylko skulił… Dlaczego? Chciałam krzyczeć, bo byłam blisko, ale nie widzieliście. A moje pieszczoty sprawiały Wam ból. Wtedy przyszła po mnie… Nie przedstawiła się.. zabrała na chmurkę i pogłaskała po główce. Powiedziała, że jeszcze troszkę i mnie zobaczycie, i będziemy się uśmiechać. Powiedziała, że nauczy mnie wszystkiego. Zapytałam, dlaczego jestem tutaj. Podobno wszystkie dzieci wracają na chmurki, kiedy ich skrzydełka są zbyt duże. To znaczy, że jeszcze nasze duszyczki nie są gotowe, by zejść na ziemię, by stawić czoło trudom codzienności. Mądre słowa, za dużo… Zasnęłam.
Kilkanaście minut
później obudziła mnie. Powiedziała, że czas na lekcje. Zabrła mnie do Was. Zabawne, ale byliście w domku już. Nadal płakaliście. Byłam zła. Tak zła, że tyle bólu, że tęsknicie do mnie a ja do Was, choć się nie widzimy. Moja nauczycielka wyjaśniła, że nie mogę się denerwować. Tak właśnie sprawiam, że bardziej boli, że moja cierpliwość nauczy Was uśmiechu i że kiedyś się spotkamy.
Podglądam Was co kilka minut. Patrzę, jak się bawicie z moim rodzeństwem. Zazdroszczę. Ale kocham Was wszystkich. Dla Was płyną dni, miesiące, lata. A dla mnie to sekundy, minuty, godziny. Tak wolno. Ale postanowiłam zamrugać. Mrugnęłam oczkiem. Uśmiechnęłaś się! Zobaczyłaś ten błysk Słońca i uśmiechnęłaś się do mnie. Tata też! Te dwa ciepłe uśmiechy tulę do serduszka, tulę mocno. Teraz błyskam co kilka minut i się uśmiechacie. Czasem do nieba, czasem do dzieci
, czasem do siebie, a ja chowam to i podglądam Wasze spokojne życie.
Przyszła…przyszła i powiedziała, że mamy ważne zadanie… Pokazała mi samotnego zapłakanego Aniołka. Kazała zabrać za rączkę. Powiedziała, że minęło dość minut i muszę zaprowadzić maleństwo do Twojego brzuszka. Że ma już dość słabiutkie skrzydełka i może zejść i że potrzeba
mu ciepła.
Nigdy nie zapomnę tej godziny. Dla Ciebie minęły wieki i wiem, że nadal pamiętacie… Zobaczyłaś dwie kreseczki… Płakałaś. Ty, Tatuś.. płakaliście razem. A ja stałam przy Was i głaskałam brzuszek uspokajając.
Już czas…Poczujesz ruchy. Idę połaskotać brzuszek. Gili gili Auć kopie Gili gili Auć znowu kopie. Och jak cudownie! Tulę, głaszcze, a Wy się śmiejecie. To ciepło z Waszej radości sprawia, że mogą fruwać wysoko.
Och minęło kilka sekund Oj!!! Zapomniałam Mamusiu! Znowu płaczecie. Mamusiu nie… Przepraszam, już łaskocze, już maleństwo kopie. Nic nam nie jest. Nic Wam nie jest. No gili gili gili gil I wielki kopniak Ufff Uspokoiliście się…
Tak przewędrowałam z Wami w moim świecie minuty, a w Waszym miesiące i lata. Już czas wyjść, już przychodzę i budzę maleństwo, a ty czujesz pierwsze skurcze. Cierpisz… ale jednocześnie cieszysz się. Głaszczę Ciebie, by mniej bolało. Wołam Maleństwo, by szybciej wyszło. Jest! Po tylu godzinach się wydostało, choć dla mnie to tylko mgnienie
Od tej pory mogę tylko Was obserwować, mrugać Wam, a czasem szeptać. Wiem, że pamiętacie. Jeśli znowu będę musiała zaprowadzić Aniołka do Twego brzuszka, by przemieniło się w maleństwo, będę bliżej. Jeśli nie, będę czuwać, aż minął moje 24 godziny i lata Waszego życia
Przyjdę wtedy do Was i przytulę. Przyjdę i powiem, jak tęskniłam, i wtedy znowu się dotkniemy. Bez łez, bez żalu. A teraz tylko spoglądam z uśmiechem i już nie zazdroszczę, bo choć nie mogę Was dotykać, to mogę pilnować, by nic Wam się nie stało.
Kocham Was. Każdy błysk słońca, każdy szum drzewa, każda kropla rosy, każdy raz, gdy zatrzymujecie się i zachwycacie światem, to moje wyszeptane kocham do Was…
Odpowiedz
#54
Dzięki Justysss.

Aniu Smile
Odpowiedz
#55
Cytat:[autor cytatu=Ezcna]
Każda z naszych historii jest taka smutna , tak bardzo cierpimy ale pamiętajcie - my zawsze mamy szanse i to jest największa nadzieja.

Nie rozumiem - mamy się pocieszać tym, że inni mają gorzej? I nie uogólniajmy - tu także są osoby, które poroniły 7, 8, 9 razy. I takie, które nigdy nie urodzą żywego dziecka. Albo nigdy juz nie zajdą w ciążę.
Nadzieja nie polega na tym, żeby sobie wmawiać, że wszystko już będzie dobrze, tylko by uczyć się patrzeć w przyszłość bez lęku.
Odpowiedz
#56
Cytat:[autor cytatu=Snopka]
Ja jeszcze czasem tęsknię do tej beztroski.. do tej wiary, że będzie dobrze..
Ale gdybym mogła cofnąć czas i nie mieć Gabrysia wiedząc jak to się skończy-nic bym nie zmieniła.
ja też tęsknię za tym, jeśli jednak chodzi o stratę - cofając czas nie zaszłabym w ciążę, aby uniknąć tego bólu...ostatnio pierwszy raz w życiu naprawdę komuś pozazdrościłam i była to zazdrość o brak \"złych\" doświadczeń związanych z ciążą i stratą...
Małgsiu pierwszy raz w życiu się z Tobą zgadzam - nie można się pocieszać tym, że inni mają gorzej i tym, że napewno się uda, bo niestety tak nie jest...a nadzieją jest właśnie to, że może akurat się uda...
(*)(*)(*) dla wszystkich Aniołków
Snopko rzadko ostatnio się wypowiadam, choć czytam regularnie - podziwiam za pamięć, podziwiam za umiejętność opisania tego co Ciebie spotkało...mam nadzieje, że to opisanie pomogło Ci choć trochę...
Odpowiedz
#57
Dziękuję rodosek. Trochę chyba pomogło. Poukładałam sobie wszystko w głowie. Dotąd nie miałam siły na wspominanie całości.. Wspominałam sceny, obrazy, ale uciekałam od wspominania wszystkiego po kolei. A teraz jeszcze mogłam to przedstawić Mężowi, łatwiej napisać niż opowiedzieć. Pogadaliśmy trochę i chyba jemu też to moje opisanie pomogło..
Odpowiedz
#58
Małgosiu - bo każda z nas przeszła piekło i tu nie chodzi o pocieszanie się że inni maja gorzej chodzi raczej o to że wiele z nas przechodzi ból w podobnych tragediach w naszym życiu ..a nadzieja ... nadzieja zawsze pozostanie dla niektórych na to że będą rodzicami a dla niektórych na to że poukładają sobie wszystko , nikt tak naprawdę z nas nie wie co nas czeka i jak życie nam się poukłada.Każdy inaczej czuje swoją nadzieje ale najważniejszy by ją mieć ...
Odpowiedz
#59
Tylko śpij i aż spij
A mnie prowadź tam
Tam gdzie jesteś
Chcę być tam gdzie Ty
W niebie?Czemu nie..
W piekle?Aż na dnie...
Będę wszędzie,wszędzie będę
Czy to ważne gdzie to będzie?
....
Tylko śpij i aż śpij
Wniebowzięty chór wszsytkich świętych
Patrzy na nas w dół
A to tylko ty
A to tylko ja
Ty maleństwo niepojęte
Boże,życie bywa piękne...
Odpowiedz
#60
Piękna i zawsze tak mnie wzrusza ....
Odpowiedz
#61
Piękne
Odpowiedz
#62
Alo alo ... napisz Snopka co u Ciebie , jak się czujesz co porabiasz i czy byłaś już u lekarza ? hmmm????
Odpowiedz
#63
U mnie.. był weekend wyjazdowy Smile Dzień Ojca ciężki dla Męża.. ale ogólnie jest coraz normalniej..
Odpowiedz
#64
Snopko... bardzo mi przykro z powodu odejścia Waszego Gabrysia... [\'][\'][\']

Czytając twoą opowieśc czułam swoje emocje... i choć nasze dzieci nie mają fizycznego grobu na cmentarzu, to mają taki wypielęgnowany w naszych sercach... za miesiąc kolejna rocznica Sad

Trzymaj się jakoś, Gabryś nad Wami czuwa...
Odpowiedz
#65
Ola jestem z Tobą
Odpowiedz
#66
Wczoraj u teściów oglądaliśmy filmy na których widać było mojego męża jak miał 3 lata.. I patrząc na tego małego chłopca zaczęłam myśleć oczywiście o tym moim maluchu którego nigdy nie przytulę, który nigdy nie będzie tak mówił wierszyków.. a byłby taki podobny.. już na zdjęciach usg widać to podobieństwo..

Właśnie tak to wygląda.. jest coraz lepiej i niby się łatwiej żyje.. wraca do rzeczywistości.. ale ciągle jest ta \"cegła w kieszeni\" i ciągle się na nią trafia. Raz się na nią trafi i wywołuje to uśmiech na twarzy, a raz tylko żal za tymi wszystkimi chwilami które się utraciło... Szczególnie jak się zobaczy jak mogłoby być..
Odpowiedz
#67
Olu jestem z tobą przytulam mocno dla Gabrysia (*)
Odpowiedz
#68
Kochana Biedroneczko, przedwczoraj widziałam Twoją kuzyneczkę która urodziła się prawie wtedy kiedy Ty miałeś... Jakiego bym miała już dużego synka.. jak wiele rzeczy byś umiał i ile szczęścia nam dawał... Tak trudno jest patrzeć jak nasze marzenia spełniają się komuś innemu..
Odpowiedz
#69
OLA PRZYTULAM MOCNO MOCNO
Odpowiedz
#70
Oleńka jestem z tobą dla Gabrysia (*)
Przytulam mocno
Odpowiedz
#71
Dzięki Marika Smile Ja do Was codziennie zaglądam i gorąco kibicuję Smile
Odpowiedz
#72
Dzisiaj jakoś tak wyjątkowo tęsknię i dużo płaczę Kochanie... Odkąd odszedłeś wszystko się wali.. coraz więcej problemów spada na moją głowę i już dawno przestałam sobie chyba radzić, po prostu czekam aż same się rozwiążą.. Gdybym tylko mogła mieć Cię przy sobie, wszystko inne straciłoby znaczenie..
Odpowiedz
#73
Snopeczko, kochana.....
wiesz, to chyba tak nie działa. \"Gdybyś był....\"
Tak, świat byłby inny. Ale czy problemy walące się na głowę też?
Na pewno byłoby \"inaczej\".
Nie będzie...

Wiele, wiele razy myślałam, że byłoby łatwiej, gdyby żyli moi rodzice. Pewnie byłoby. Ale - nie żyją. Sad świat powinien się zatrzymać, a pędzi naprzód...

Życzę Ci mnóstwa sił. Niech się to, co zakręciło, rozsupła.
Odpowiedz
#74
Aniu wiesz, mi się wydaje że te problemy straciłyby trochę na znaczeniu. Bo jednak wiele zależy od naszego nastawienia.. Dokładnie od śmierci Gabrysia nie mogę dobrze stanąć na nogi bo ciągle coś dochodzi. Możliwe, że przy radości z synka te problemy niewiele by znaczyły, ale gdy jest tak źle a kolejne rzeczy dobijają to robi się beznadziejnie. I na prawdę nie mam już za bardzo siły do tego wszystkiego... Wcześniej idealnie nam się wszystko układało. Były przeszkody, ale ogólnie było na plus więc nad małymi problemami przechodziło się spokojnie i prawie nie zauważało. Po śmierci Gabrysia nagle zaczęły zwalać nam się na głowę kolejne problemy, wydatki. Nie możemy się wygrzebać bo ciągle coś. I co się wydaje, że wyjdziemy na prostą bo podwyżka, premia, wyjdziemy na wakacje, odpoczniemy i się zdystansujemy.. to kolejne rzeczy wychodzą i się okazuje, że nie. Od wczoraj miałam być na urlopie, planowaliśmy jakieś fajne wakacje. To dostaliśmy info od banku o kilku tysiącach ubezpieczenia do zapłacenia.. i tak w kółko. Teraz niby ma się wyprostować wszystko na koniec miesiąca i mamy w październiku jechać... Zobaczymy. Ale wydaje mi się, że to po trosze tak, że moje złamane serce i poraniona dusza już sobie tak nie radzi z kolejnymi problemami i nawet te małe urastają do olbrzymich rozmiarów, a drobne potknięcie sprawia że mam ochotę usiąść i płakać. Może to jesień...
Odpowiedz
#75
Cytat:[autor cytatu=Snopka]
Ale wydaje mi się, że to po trosze tak, że moje złamane serce i poraniona dusza już sobie tak nie radzi z kolejnymi problemami i nawet te małe urastają do olbrzymich rozmiarów, a drobne potknięcie sprawia że mam ochotę usiąść i płakać. Może to jesień...

Wydaje mi się, że to właśnie o to chodzi... Teraz wszystkie problemy wydają się olbrzymie i nie do pokonania... Ja też mam wrażenie, że czasem tak jest... Coraz częściej łapię się na tym, że nawet zwykłe zakupy stają się dla mnie problemem... Praktycznie doprowadza mnie czasem do łez to, że nie mogę się zdecydować który makaron wybrać... Już nie wspomnę o wydatkach czy innych poważnych problemach... Wiedziałam, że w te wakacje raczej się nigdzie nie wybierzemy, bo mieliśmy odkładać na wyprawkę dla dziecka... wózek, łóżeczko itp.... I wtedy nie było to dla mnie żadnym problemem... Teraz dobija mnie fakt, że pojechaliśmy tylko na weekend, że wszystko jest coraz droższe i ciągle mamy prawie cykl \"od wypłaty do wypłaty\". Więcej spraw jest mi obojętnych... Miałam nadzieję, że to minie... Ale teraz patrząc na Twój wpis mocno się nad tym zastanawiam... Wiem, że musimy się starać funkcjonować tak jak funkcjonowałyśmy wcześniej, chociaż jest bardzo ciężko. Mimo wszystko musimy się starać. Myślę, że Ania na rację... Nic nie zmieni faktu, że nie ma z nami naszych dzieciątek... A my musimy nauczyć się z tym żyć, bo mówienie sobie, że \"gdybyś był - byłoby inaczej\" do niczego dobrego nas nie doprowadzi niestety... Może dzisiaj taki dzień... Ja mimo tego, że wczoraj miałaś świetny humor (jak jeszcze nigdy od czasu straty Aniołka... Dzisiaj siedzę i płaczę i nic mnie nie cieszy... Nawet nie potrafię się ucieszyć z leżaczka, który mąż mi kupił, żebym mogła sobie poleżakować na balkonie... A już jakiś czas mi się \"marzył\"... Może mimo tego słoneczka, które bynajmniej u mnie świeciło były jakieś złe fluidy dziś ? Nie wiem... wiem za to, że dzisiaj też jest mi ciężko... Ale musimy starać się \"żyć normalnie\", choć bywa ciężko...

Przytulam mocno.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości