Choć od ramion daleko, Sercu zawsze bliski.. Mój Anioł Gabriel
#1
Jenny ja straciłam dziecko w 16tyg, miałam brzuch potem pokarm, miałam zdjęcia usg i wszyscy tak się cieszyli na to dziecko, powoli nawet zbieraliśmy rzeczy.. mieliśmy wózek bo trafiła się okazja sąsiedzi sprzedawali, ciuszki od teściowej itd.. a potem? \"Nie ma co płakać będą kolejne\", \"to w sumie jeszcze nie dziecko\" \"pogrzeb? no nie wiem czy jest taka potrzeba\" (to ostatnie moja teściowa!! jakbym ją pytała! tylko ją powiadomiliśmy że jest pogrzeb a ona postanowiła nam odradzić bo po co się denerwować!). To nie jest tak że ludzie traktują tak Twoją stratę bo nie było widać i \"tylko\" ciąża biochemiczna. Ludzie ogólnie starają się te straty umniejszać, dystansować się od tego bólu. Najpierw jest dziecko, wnusio, bratanek itd.. Bo mówiąc o naszej ciąży mają przed oczami już to dziecko które będzie jej owocem, tego bobasa.. ale jak coś idzie nie tak od razu zmieniają front.. I wiek ciąży nie ma tu większego znaczenia raczej. Ludzie nie pojmują tego bólu. Chociaż moja teściowa sama straciła tak dzieci a też wiele bólu mi sprawiła swoim zachowaniem. Nie mówiąc już o sytuacji takiej jaką mieliśmy z Męża babcią.. Jego brat umarł jak miał 13 lat, teraz Gabrysiowi pomniczek robił wujek i jak mu tłumaczyliśmy co chcemy i jak ma wyglądać to Babcia mówi \"Oj przestańcie brat był taki fajny i ma skromny pomnik, a tu takiemu małemu będziecie wymyślać\"... Aaa! mój Syn też był fajny! Był moją wielką miłością od tych dwóch kresek! i choćbym miała ten test ciążowy pochować bo by się nie dało odzyskać ciałka ze szpitala (była taka opcja) to też bym mu postawiła najpiękniejszy pomniczek jaki bym mogła. Ludziom się wydaje że nasza strata jest mniejsza niż kogoś kto znał już osobę zmarłą i się przywiązał. Ale przecież my znałyśmy swoje dzieci... nawet jeśli spędziłyśmy z nimi tydzień czy dwa.. zdążyłyśmy je pokochać i czas trwania ciąży nie ma znaczenia. Jedynie mój Tata który zwykle unika rozmów o uczuciach dobrze to ujął \"Najpierw tak do mnie nie docierało że będziecie mieli dziecko, ale strasznie mi przykro bo później już się przyzwyczaiłem do tej myśli, czekało się na Niego..\" Właśnie o to chodzi. Wiadomo że to my mamy największy kontakt z dziećmi, nawet nasi mężowie mają mniejszy. Ale wystarczyłoby żeby inni powiedzieli \"Przykro mi, też bardzo na to dziecko czekaliśmy i też jest nam żal że nigdy Go nie poznamy\". Niestety wolą udawać że sprawy nie było, bo to mniej boli może? Zachowują się jakby nagle wymazali z pamięci wszystkie swoje wyobrażenia i plany co do tych dzieci.
Strasznie się rozpisałam i chyba poniosły mnie uczucia, ale nie myśl że to że Twoja ciąża trwała tak krótko sprawia że jest mniej ważna. Wierz mi ludzie tak samo traktują ciąże dwa, trzy czy nawet cztery razy dłuższe. Tak jakby dla nich to czy można za kimś tęsknić i jak mocno zależało od ilości przeżytych dni.. Jak umarło w czasie ciąży, w brzuchu czy tuż po urodzeniu to nie ma sensu rozpaczać, jak żyło jeden dzień to ok trochę smutno.. Nie widzą jak bardzo to bez sensu bo przecież za 3latkiem nie będziemy płakać bardziej niż za 2latkiem. Tak samo Twoje dziecko nie było mniej ważne niż każde inne i nie mniej zasługuje na pamięć miłość i szacunek.
Odpowiedz
#2
Snopko bardzo mądrze to napisalas.. I powiem Ci, że u mnie poprzednim razem rodzina i znajomi zareagowali podobnie jak u Ciebie.. Dlatego tym razem prawie nikt sie nie dowiedział.. Nie widzę powodu, żeby im wszystkim opowiadać o czymś co ich w ogóle nie interesuje... Myslę, że tym razem te wszystkie idiotyczne uwagi i teksty doprowadziłyby mnie do furii... Skoro poprzednim razem w 14 tygodniu tak to potraktowali to co by było teraz? Eh nawet o tym nie chce mysleć i się denerwować...
A babcia to naprawdę palneła głupstwo..Sad jak mozna cos takiego powiedziec? Przeciez faktycznie to, że maleństwo nie zdążyło przeżyc zbyt wiele to nie znaczy, że ma być od razu skazane na najgorsze traktowanie.. Mówię Wam jak mnie denerwują wszyscy ci katolicy i te stare babki które rozpaczają nad aborcją.. Bo wiecie mam wrażenie że te dzieci które zostają zabite w trakcie aborcji są 100 razy lepie traktowane od tych naszych!!! Ale dlaczego czym nasze są gorsze? za nie to już nikt się nie chce modlić i robić ogolnopolskich kampanii! Ile razy słyszę o aborcji to mnie szlak trafia bo wtedy myslę, że moje dziecko zostało potraktowane jak nikt przez osoby ktore nie popieraja aborcji.. bo to przeciez czlowiek pla pla pla i serce mu bije i tak dalej.. A co naszym dzieciaczkom serce nie bilo?? To juz nie był czlowiek.. Nic nie rozumiem.... Wczoraj oczywiscie w kosciele byl chrzest! A jakże! Zawsze jak najbardziej boli trafi sie chrzest.. I noramlnie sie rozesmiałam w glos jak usłyszałam tekst \" Bog dawca życia\"... Litości....
Odpowiedz
#3
Snopka zgadzam się, bagatelizują nasze straty ci którzy ich nie poniesli. Moje dziecko tak naprawde moja strata. Ludzie nie potrafia tego uszanować. Kiedyś straciłam ciążę w 4/5tc, nawet nie wiem juz dziś czy to była ciążą, ale miałam depresję przez rok. po stracie dwóch dużych chłopców w 19tc, moja rodzina nadal dziwnie na to reagowała-milczeniem. Nie wiem czy musze stracic dziecko w wieku przedszkolnym żeby zrozumieli że przeżywam tragedię ? Najbardziej mnie bolało , że to moja mama i siostra nie rozumieją mojej tragedii i starają się przed nią ukryć.
Teraz może historia sie powtórzyć...i co mam powiedziec własnej rodzinie , że tracę dwa puste jaja płodowe? Skoro dwójka bliźniąt w w 19tc to nic. Oczywiście że moja rodzina nic nie wie. Już jej nie ufam. Nie ufam że ktoś mi bedzie współczuł albo będzie chciał wysłuchac co czuję... A jak mam się czuć?
Odpowiedz
#4
Dzisiaj mija rok.. To niesamowite, że czas płynie dalej i to tak szybko. Przez ten rok nie potrafiłam tego wszystkiego opisać. Nadal nie wiem czy już jestem na to gotowa.. Ale chcę to zrobić ku pamięci Gabrysia. Czas zaciera wspomnienia, zauważyłam że z jego upływem wspominając te chwile zwracam większą uwagę na zupełnie inne rzeczy, inne rzeczy stały się w tym ważne.. To będzie pewnie długa opowieść. Zamierzam opisać wszystko jak najbardziej szczegółowo, tak żeby niczego nie zatarł czas..

Od czego powinnam zacząć? Może od samiutkiego początku, kiedy to zaczęłam kochać moje dziecko mimo, że miało upłynąć jeszcze wiele lat aż pojawi się w moim życiu.. Bo ja nie miałam nigdy marzeń typu „chcę zostać lekarką, sprzedawcą, księgową itp.” Dla mnie to było nieistotne. Praca to tylko sposób, żeby przeżyć. Ja zawsze marzyłam, żeby zostać matką. Nawet mając naście lat już tego pragnęłam. Powstrzymywało mnie tylko poczucie odpowiedzialności, miłość do tego dziecka nie pozwoliłaby mi na taki egoizm.. Ale zawsze wiedziałam, że nie będę najpierw dbać o karierę itd. Chciałam być mamą. W liceum poznałam mojego męża.. Rok po liceum wzięliśmy ślub i kupiliśmy mieszkanie. Wprowadziliśmy się rok po ślubie. Oboje mieliśmy już niezłe prace na etacie, mieliśmy mieszkanie.. więc stwierdziliśmy, że nie ma na co czekać. Przestajemy się zabezpieczać, dziecko przyjdzie do nas kiedy zechce. Potem skusiłam się jednak na testy owulacyjne.. I ok. 25 dnia cyklu zaczęłam mieć mdłości. Myślałam, że to niemożliwe. Zrobiłam test, nie mówiąc jeszcze nic mężowi. Byłam przekonana, że nie wyjdzie. Już wyrzucałam go do kosza, ale coś zauważyłam kątem oka.. I była tam. Słabiuteńka, ale była. Dwa dni później wyszła już całkiem porządna Smile Od razu pojechaliśmy do lekarza, a potem do moich rodziców. Tego samego dnia powiedzieliśmy też reszcie rodziny na urodzinach brata męża. To było niesamowite. Takie szczęście.. Ale od początku czułam niepokój. Ciągle sprawdzałam czy nie krwawię.. Tydzień później wróciliśmy wieczorem z zakupów, mąż jeszcze wypakowywał zakupy a ja poszłam do domu. I zaraz wróciłam do niego mówiąc, żeby pakował wszystko z powrotem, bo jedziemy do szpitala. Byłam przerażona. W szpitalu zrobili usg, „czy zgadza się Pani zostać na oddziale?” „Oczywiście, że się zgadzam..”. Chyba musiałam zapytać co się dzieje.. „Nic tam nie widać, tylko jakieś skrzepy. Prawdopodobnie Pani poroniła, ale musimy poczekać”. Pobrali mi krew na betę, mąż pojechał po moje poprzednie wyniki do porównania. Ja zostałam w szpitalu, bez piżamy i żadnych innych rzeczy.. dostałam szpitalną koszulę.. Następnego dnia okazało się, że beta rośnie więc dalej czekamy. Czekałam tak od sobotniej nocy do środy rano. Wtedy zabrali mnie na kolejne usg. Tak bardzo się starałam nie płakać pod gabinetem. Pani doktor, która mnie prowadziła w szpitalu przyszła i powiedziała, żebym już weszła, bo się denerwuję to ona już zrobi usg a Pan doktor tylko potwierdzi. I był tam! Był pęcherzyk. Zabrali mnie na zwykłe badanie, ordynator stwierdził polip szyjki macicy. To on krwawił. Wróciłam do domu, dostałam zwolnienie na 1,5 tyg i skierowanie na kolejne usg i kontrolę. Tydzień później usłyszałam serduszko. Dałoby się nie płakać? Później kontrola u lekarza. Jego wątpliwości-czy to na pewno polip? Odbiór wyników cytologii, konsultacje u ordynatora. Tak to polip, „proszę się nie martwić, nie powinien być zagrożeniem po 13 tyg postaramy się usunąć, jeśli sam nie odpadnie i będzie taka potrzeba”. I zwolnienie.. Więc leżałam. Od 5 tygodnia.. Po 12 tyg usg. Moje śliczne maleństwo. Byliśmy na badaniu razem. Mąż był zachwycony. Powiedział „To na pewno chłopiec, ma czoło jak ja a dziewczynka by z takim brzydko wyglądała!”. Strasznie się denerwowałam przed tym usg. Ale wszystko było dobrze. Pokazywaliśmy wszystkim usg. Był taki piękny. Naprawdę podobny z czoła do Taty Smile Kupiłam detektor tętna. Dzięki temu mogli posłuchać moi rodzice. To było dla nich niesamowite. Te ich miny.. Lekarz po tym usg powiedział, że jeśli chcę mogę wrócić do pracy.. Uznałam, że już chyba nie ma sensu. Ale odetchnęłam z ulgą.. Ok. 15 tyg udało mi się nagrać bicie serca Gabrysia.. 5czerwca wyjechaliśmy na weekend pod Warszawę do domku moich rodziców. Głównie tam leżałam, bo mimo wszystko dalej starałam się nie chodzić za dużo.. Wracaliśmy 6go, w imieniny męża.. źle się czułam. Od jakiegoś czasu bolały mnie plecy. Ale nie dziwne skoro od tylu tygodni wstaję w sumie tylko do łazienki, prawda? Wieczorem już w domu bolało bardzo. Bolał mnie też żołądek. Często jak mam silne skurcze to boli mnie i żołądek (czy coś innego z układem pokarmowym).. I ciężko mi było dojść czy boli mnie żołądek i promieniuje na podbrzusze? Czy boli mnie podbrzusze i promieniuje na żołądek? I tak czekałam całą noc.. trzęsłam się ze strachu, ale nie plamiłam więc nie chciałam robić zamieszania, mąż rano jechał do pracy.. I tak nie spał.. Nad ranem zaczęłam plamić. Powiedziałam, że trzeba jechać. Pewnie się okaże, że to znowu polip, ale muszę to sprawdzić. Szpital. Usg.. „Zgadza się Pani zostać na oddziale?” „Oczywiście, ale co się stało? To ten polip?” „Niestety nie. Pęcherz zaczął schodzić do dróg rodny. Marne szanse”. Oddział. Oczywiście znowu bez jakichkolwiek rzeczy.. (Teraz już mam spakowaną torbę do szpitala. Leży, czeka.. Nie zajmuje dużo miejsca w szafie, a mniej koszmarów.. To jedyne nad czym mogę mieć kontrolę) Całkowity zakaz wstawania. Rano badanie przez ordynatora. Zawieźli mnie na wózku. Ordynator, taki wspaniały.. Powiedział, że spróbują.. Że jutro będę miała zabieg, postarają się wepchnąć pęcherz z powrotem i założyć szew. Szanse są małe, możliwe, że pęcherz pęknie, ale spróbują. Leżenie. Korzystanie z basenu przerażało. Wspaniałe pielęgniarki i salowe.. Moja mama chciała zapłacić salowej, żeby częściej do mnie zaglądała i pomagała. Usłyszała „Nie ma takiej potrzeby, jest dzwonek ja tu ciągle jestem i szybko przyjdę” Zaglądała i pytała kilka razy czy wszystko w porządku. Nawet zgodziła się zawieźć mnie na wózku do toalety, kiedy brzuch rozbolał mnie z nerwów.. Wieczorem kichnęłam.. i poczułam krew... Pomyślałam- to chyba koniec.. rano zabieg.. Narkoza. Nigdy przed ciążą nie byłam w szpitalu, pod narkozą tym bardziej. Ale narkozę wspominam wspaniale.. To było cudowne.. zamknąć oczy i uciec od rzeczywistości.. Budzenie. Mąż poszedł spytać jaki wynik.. „Prawie całe dziecko było już w drogach rodnych, w macicy została tylko główka. Próbowałem i tak coś zrobić, ale niestety nie udało się” Nie płakałam.. Wiedziałam wcześniej.. Widziałam że brzuch opadł.. Na sali pooperacyjnej poczułam jak wypływają wody.. Już mogłam chodzić. Nie było kogo chronić.. Więc chodziłam jak najwięcej. Kazali dać znać jak skurcze będą częściej niż chyba co 4 minuty.. Więc siedzieliśmy i mierzyliśmy czas między skurczami.. To mogłoby być takie piękne prawda? Ale dopiero następnego dnia, po 24h od odejścia wód poczułam, że to już. Akurat przyszła teściowa, przywitałam się i od razu kazałam im wyjść. Zadzwoniłam po pielęgniarkę.. Gabryś leżał już na łóżku między moimi nogami. Czułam, że się ruszał, dotykał mnie.. A ja się bałam i odsuwałam. Bałam się spojrzeć. Niesamowicie tego żałuję.. Miałam taką szansę.. Ale za bardzo się bałam.. Przewieźli mnie na salę operacyjną. „Może Pani przejść na łóżko?” „Tak, ale najpierw zabierzcie to co mam między nogami” („to” nie tyczyło się dziecka tylko podkładu na którym leżało, a który przełożyli razem ze mną na łóżko żeby mnie przewieźć), szok pielęgniarek.. Przyszedł ordynator i zabrał moje dziecko.. Rozmowy .. „Niech mnie Pani zwiąże”(fartuch), „Pana zawsze z chęcią Pani doktorze”.. I nareszcie.. nareszcie narkoza.. cisza.. sala pooperacyjna. Ból.. Środki przeciwbólowe.. Na sali dużo kobiet. Jedna pyta pielęgniarki „Dużo dzieci się teraz rodzi?”.. Po tym pytaniu wyższy wynik pomiaru ciśnienia.. Wracam do swojego pokoju. „Czy chce Pani wrócić tam, czy na ginekologię?” „Tam gdzie byłam”. Leżałam z dziewczyną w 13 tyg. Przyszła na założenie szwu. W grudniu urodziła córeczkę w 20 tyg. Agnieszka to jeden z moich Aniołów. Powiedziała mi czego mogę się spodziewać. Jak to będzie wyglądać. Opowiedziała swoją historię.. Ona leżała 2 tyg bez wód, a dziecko żyło i musiała czekać bo nie chcieli wywoływać porodu, dopóki nie było zagrożenia dla niej.. Na sali prawie nie płakałam. To nie miejsce na to.. Dopiero w domu. Sama. Potrzebuję do tego spokoju. Mąż był ciągle przy mnie. Ciągle ktoś przychodził z mojej rodziny. Nawet się śmiałam! To chyba ja już taka jestem. Serce mi pęka, ale kiedy ktoś mnie rozbawia to się śmieję.. To nawet dla mnie niesamowite.. Przyszła lekarka „Czy podjęła już Pani decyzję?” „jaką decyzję?” „Zabiera Pani dziecko, żeby je pochować?” „NIE!” Jak to? Zabrać?! Pochować?! Ja?! Ja mam się tym wszystkim zajmować? Nie! Nie ! ja nie mam na to siły.. Potem przyszli jeszcze raz się upewnić.. Czytałam kilka razy artykuły o aniołkowych mamach.. I o prawie do pogrzebu. I byłam przekonana, że pochowałabym dziecko.. Ale strach mnie pokonał..
Następnego dnia Agnieszkę wypisywali.. Błagałam Mamę żeby przyjechała ze mną pobyć.. Nie mogłam zostać sama. Mama poszła do ordynatora poprosić żeby już mnie wypisali. Dostałam wypis, za chyba 2 czy 3 tyg miałam się zgłosić po wyniki badania hist-pat.. Moja mama kupiła jakieś drobne prezenty dla personelu kawę, czekoladki. Dla ordynatora i pielęgniarek. Bo byli niesamowici. To chyba szczęście w nieszczęściu trafić na takich ludzi. Ordynator nie chciał wziąć „Podziękujesz jak urodzisz zdrowe dziecko”. Rodzice najpierw zawieźli mnie do siebie, Mąż był w pracy. Jak wrócił do wybuchnęłam.. Co ja zrobiłam?! Zostawiłam tam moje dziecko! Co ze mnie za matka? Jestem potworem.. Ale nadal nie miałam dość sił, żeby podjąć się pogrzebu.. Myślałam o mojej teściowej która dwa razy poroniła, w tym raz bliźnięta a potem umarł jej 13letni syn.. Myślałam „a jak to się powtórzy? Ile można mieć grobów swoich dzieci?”.. Kolejne dni to koszmar.. Pamiętam tylko ból.. Fizyczny i psychiczny. Na pozór żyłam dalej. Śmiałam się.. Wróciłam po 1,5tyg do pracy i żyłam jak kiedyś.. Ale wieczorami.. Tyle było nocy nie przespanych.. Dusiłam się. Czułam jak serce mi pęka. Myślałam zawsze, że to metafora.. Ale naprawdę to czułam, fizyczny ból.. Nie mogłam złapać tchu.. Myślałam „Jak to możliwe, że żyję? Jak można żyć z pękniętym sercem? Chyba umrę.. Już się duszę.. na pewno umrę.. Tego nie da się przeżyć!” Widziałam jak mąż patrzy na mnie z przerażeniem.. Tak bardzo się o mnie bał.. Standardowo, jak chyba u większości- On starał się być twardy.. Nie płakał.. a ja myślałam że mu nie zależy.. dopiero po jakimś czasie złamał się.. raz.. potem znowu był twardy.. dla mnie.. myślę, że nadal za to płaci.. Potrzebowaliśmy chyba 2 tygodni.. po takim czasie odważyliśmy się powiedzieć sobie, że chcemy poznać płeć.. Mąż pojechał, nikt nic nie wie. Jeśli dało się stwierdzić to będzie na wynikach badań. Wybraliśmy imiona. Jeśli chłopiec- Gabriel. Jeśli dziewczynka- Aurelka. Następny krok- chcemy pochować. Ulga, niesamowita ulga. Już sama decyzja przyniosła ulgę.. Mąż dzwonił do szpitala, dowiadywał się.. Nie wiedzieliśmy czy jeszcze będzie można odebrać ciałko. Postanowiliśmy, że nawet jeśli nie to pochowamy kostki parafinowe jeśli będziemy mogli odebrać, a jak nie to cokolwiek.. choćby test ciążowy. Nasze dziecko musiało mieć swoje miejsce.. Ale okazało się, że ciałko jest. Wyniki badań- Chłopiec. Mam synka : ) Pojechaliśmy po dokumenty. Lekarz miał problemy z wystawieniem, robił to pierwszy raz chyba.. Pojechaliśmy do USC. Pani w urzędzie „Ale to jest źle! Co tu jest wpisane?! To nie może tak być!” Wybuchłam płaczem i wyszłam.. Szkoda, że potrzebowała tego, żeby zmienić ton.. spokojnie wyjaśniła mężowi co trzeba poprawić.. Poradziła, żeby przyszedł sam, bo żona się denerwuje.. wróciliśmy poprawić dokumenty. Chociaż nadal uważam, że moje dziecko nie było marto urodzone. I wg opisu wypełniania dokumentów nawet przed 22tyg powinno być opisane jako zmarłe po urodzeniu. Ale nie było to dla mnie istotne. Ważne, że ja wiem.. czułam.. Znowu USC, dostaliśmy Akt Urodzenia Gabrysia. Jaki człowiek jest dziwny.. Jak można się z czegoś takiego cieszyć? Przecież jest adnotacja „Dziecko martwo urodzone”.. Ale ta radość.. duma.. Mam syna.. Pogrzeb odbył się dokładnie miesiąc po urodzeniu i śmierci Gabrysia.. Po drodze było wiele nieprzyjemności.. Zarówno ze strony rodziny (Teściowa „Uważam, ze to niepotrzebne”) i przy organizacji (Ludzie w zakładach pogrzebowych – „To takie małe to nawet dla niemowląt trumienka będzie za duża, ale coś kolega tam zbije” „Słuchaj, potrzebuję trumienkę dla małego płodu”). Ale na szczęście miałam Agnieszkę, która już to przechodziła. Poleciła mi Zakład i cmentarz niedaleko nas gdzie są miejsca dla dzieci. Zakład prowadzili starsi ludzie, którzy stracili kiedyś malutkie dziecko.. zmarło tuż po narodzinach. Ksiądz dał nam miejsce za darmo. Okazało się, że będzie to miejsce tuż koło grobu córki Agnieszki : ) Poprosiliśmy Wujka męża który jest kamieniarzem o zrobienie pomniczka. (Nie obyło się bez komentarzy Babci „Takie małe i tak wymyślacie”). I w końcu pogrzeb.. Było sporo ludzi. Rodzice, babcie, moja ciocia i wujek.. Nawet nasz kolega z liceum. Pogrzeb prowadził ksiądz, który udzielał nam ślubu. To był najpiękniejszy pogrzeb jaki widziałam. Szukałam kogoś kto by zagrał i zaśpiewał.. w końcu moja mama znalazła i poprosiła dziewczynę z chóru kościelnego.. Zaśpiewała pięknie „Kołysankę dla okruszka”. Zamiast kwiatów kupiliśmy Gabrysiowi dużego Misia..
Pogrzeb sprawił, że było lżej.. Pożegnaliśmy się. Mieliśmy nasze miejsce dla Synka.. Zrobiliśmy dla Niego wszystko co mogliśmy.. Choć dopiero od niedawna bywają dni kiedy nie płaczę.. Potrafię już mówić o Nim z uśmiechem. A mówię przy każdej nadarzającej się okazji.. Było wiele negatywnych reakcji, ale też wiele pozytywnych.. Spotkało mnie wiele dobrego od ludzi. Dali mi mnóstwo z siebie.. Najlepsze co mogłam usłyszeć powiedział mój Tata, coś takiego :„Na początku tak nie docierało do mnie, że będę dziadkiem.. ale patrzyłem na to usg, słyszałem serduszko.. i czekało się na Niego.. I bardzo mi przykro”
Nie wiem czy opisałam to tak jakbym chciała.. wyszło chyba trochę sucho.. ale zależało mi na szczegółach.. A czas sprawił, że lepiej pamiętam właśnie szczegóły.. Gdybym opisała to tuż po pewnie opis byłby bardziej emocjonalny.. Teraz mam te wszystkie uczucia głęboko w sercu.. pamiętam ten ból, przerażenie i strach.. Ale na wierzch wyszły te pozytywne wspomnienia.. Pożegnanie, dotyk mojego dziecka.. Już nie wspominam tego jak się rodził z rozpaczą.. chcę pamiętać to wszystko dobrze.. Jest już lepiej, boli mniej, łatwiej żyć. Ale nadal \"noszę swoją cegłę w kieszeni\" i codziennie na nią trafiam.. Jak coś do mnie wróci, to może kiedyś zmienię ten opis.. coś dodam.. Ogólnie chyba łatwiej mi mówić o faktach niż uczuciach.. Uczuć nie da się opisać.. Ale fakty też są ważne. Chcę pamiętać...

Najdroższy Syneczku.. Strasznie Cię kochamy. Nie ma dnia, żebyśmy nie tęsknili. Zawsze będziesz w naszych sercach. Wczoraj już byli u Ciebie dziadkowie, Ciocia i Prababcie.. Oni też o Tobie pamiętają. Tak wiele osób Cię kocha.. A dzięki temu Będziesz Zawsze. Nie potrafię wierzyć, że jesteś gdzieś w Niebie i tam żyjesz. Wiem, że już Cię nie ma. Ale jesteś. W naszych sercach. I jesteś moim przyjacielem, z którym tak często w myślach rozmawiam.
Kocham Cię
Tęsknię
Mamusia

Zdjęcie USG Link - Widzicie ten \"daszek\" z czoła nad noskiem?Smile To po Tatusiu właśnie Smile
\"Kiedyy odchodzą Anioły, zostaje wiatr po ich skrzydeł trzepocie.. \" Link-Bicie serduszka w 15 tyg
Zamiast kołyski.. Link
Kołysanka dla Naszego Okruszka Link
Mój Anioł Gabriel Link do Filmiku dla Gabrysia
Odpowiedz
#5
Olu Dla twojego synka (*)(*)
Gabryś też bardzo was kocha i jest dumny z tego ze ma tak wspaniałą silną mamę jak ty Olu
Przytulam mocno
Odpowiedz
#6
Przeczytałam. Śmierć dziecka jest tak okrutna. Nie do opisania. Przytulam. Mocno Cię przytulam.
Dla Gabriela (*)(*)(*)
Odpowiedz
#7
Nie powinnam była teraz tego czytać Sad
Spłakałam się...

Olu... Ty wiesz co chcę Ci powiedzieć. Chociaż brakuje mi słów.
Odpowiedz
#8
Wiem.. Dziękuję.
Odpowiedz
#9
Za faktami kryją się emocje, które tak dobrze znamy
Przytulam mocno (*) dla Twojego Aniołka
Odpowiedz
#10
jak czytalam Twoja historie po czesci widzialam tez mojaSad
dla Gabrysia[*]
Odpowiedz
#11
ja tez przeczytalam... nie wiem jakim cudem nie placze... przytulam, Snopko... dla Gabrysia [*]
Odpowiedz
#12
Olka, ty to wiesz jak człowieka doprowadzić w pracy do łez, wiesz co siedzie i płacze przed monitorem, jak mnie zabiorą do psychiatryka to nie masz wyjścia, odwiedziny muszą być. Płaczemy ja i moja fasolka.
Olu pieknie to opisałaś,każda z nas będzie juz nosiła tą cegłe, ale jak sama wiesz z nią da się żyć, da się uśmiechać, a nawet można nauczyć się oddychać, chociaż powietrze już nigdy nie będzie takie samo.
Gabrysiu, kochanie tu twoja przyszywana ciocia, twoi rodzice darzą cię tak wielką miłością, niczego lepszego nie mógłbyś dostać.
Olu trzymam za ciebie kciuki, za jakiś czas, gdy już on nadejdzie, wszystko się jakoś ułoży.Nigdy nie zapomnę tych świetnych rozmów na staraniach i jak ona bardzo mi pomogły. Jesteś cudowną kobietą, która ma wspaniałe dziecko. Mam nadzieję, że też kiedyś będę mogła wesprzeć tak jak wy mnie wspierałyście.
Odpowiedz
#13
O jaaa Ciotuniu dziękuję. Ty mnie też do łez doprowadziłaś, więc widzimy się w psychiatryku Wink
Odpowiedz
#14
Olu mi też łezki popłynęły Sad ściskam Cie mocno
Odpowiedz
#15
****** ŚWIATEŁKO PAMIĘCI ******

________ ×§× ×§× ×§×
_____ ק×_____)_____ק×
___ק×_______((_______ק×
__ק×________(,)________ק×
_ק×________(,,,)________ק×
_ק×_______,/_|_\\,_______ק×
__ק×_____[_____]______ק×
___ק×___[_______]___ק×
_____ק×_[_______]_ק×
___$$$$$$$$______$$$$$$$$$
_$$$$$$$$$$$$__$$$$$$$$$$$$$
$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
_$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
___$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$
______$$$$$$$$$$$$$$$$$
________$$$$$$$$$$$$$
___________$$$$$$$
_____________$$$
Odpowiedz
#16
Snopka Smile
ja nie placze.
usmiecham sie bo tak cieplo mi sie zrobilo na sercu Smile
nie chce zeby to zle zabrzmialo, ale dobrze, ze malutki Gabrys ma Ciebie za mame - kto by go tak kochal jak Ty?
Odpowiedz
#17
Aniela to dobrze Smile Ja też ostatnio się częściej uśmiecham niż płaczę.. ewentualnie płaczę przez łzy Wink I to łzy wzruszenia zwykle bardziej niż smutku..
Odpowiedz
#18
Snopka, raz jeszcze zapalam świeczkę [*] Tkwię właśnie w aucie w szczerym polu, uwięziona przez ulewę, która \"unicestwiła\" kawałek drogi i myślę o Was. I o Twojej historii, bo wcześniej miałam ją poskładaną z kawałeczków. Najbardziej mnie uderza - bo sama tak mam - że pamięta się każde zdanie, każde zachowanie lekarza... A przecież to już tyle czasu...
Odpowiedz
#19
Dziękuję. Wcześniej nie potrafiłam się tak zebrać i opowiedzieć całości.. Przy okazji wspominałam o fragmentach.. Ale pierwsza rocznica, to był chyba odpowiedni czas..
Odpowiedz
#20
Olu przytulam mocno (*)
Odpowiedz
#21
Snopka siedzę w pracy i łzy same mi płyną po policzkach...
Dla Gabrysia, który na pewno jest bardzo dumny ze swojej mamusi :* [*]
Odpowiedz
#22
Olu czytałam, czytałam i wiedziałam co czułaś i co czujesz nadal... Mocno przytulam i wspieram dobrym słowem i dobrą myślą...
Dla Synka [*]
Odpowiedz
#23
Dopiero teraz przeczytałam co napisałam.. strasznie długie wyszło.. i dziwnie się tak czyta.. jakby to dotyczyło kogoś innego.
Wydrukowałam i dam przeczytać Mężowi.. Mówiąc ciężko to tak uporządkować..
Odpowiedz
#24
Towarzyszą tym wspomnieniom tak silne emocje, że ciężko to tak wszystko uporządkować, ale dobrze się czyta :* ważne, że potrafiłaś opisać tamte wydarzenia, wspomnienia, czasem tak trzeba, czasem to pomaga, chociaż w jakiś sposób...
Odpowiedz
#25
Snopko...
Przeczytalam, poczatkowo ze lzami.... Pozniej odczulam ulge i spokoj... Spokoj, ze zrobiliscie wszystko, ze wiecej sie nie dalo, ze Gabrys ma wspanialych rodzicow...

Dla Gabrysia (*)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości