Straciłam córeczkę-straciłam sens życia
#1
Witam. Trafiłam tutaj, ponieważ 19.05.2011 w 30 tygodniu ciąży straciłam moją córcię. Powód? Odklejenie łożyska. Ciąża została natychmiast rozwiązana przez cesarskie cięcie, Zuzię reanimowali jeszcze przez 15 minut, ale bez skutku. Córeczkę zobaczyłam dopiero po 5 dniach od porodu, ponieważ cesarkę miałam pod narkozą, a do prosektorium mogłam pójść dopiero po wypisie ze szpitala. Sad 25 maja był pogrzeb, myślałam, że teraz stopniowo zacznę dochodzić do siebie, ale z dnia na dzień jest co raz gorzej. Nie wiem co mam ze sobą zrobić, nie mam na nic ochoty..cały czas zadaję sobie pytanie dlaczego? Dlaczego to spotkało właśnie mnie, przecież jestem zdrową młodą kobietą, moja ciąża przebiegała wzorcowo, a w jednej chwili to wszystko zostaje mi zabrane. Moja córcia, była taka śliczna, cały czas mam przed oczami jej buźkę, malutkie rączki..tak bardzo chciałabym móc ją przytulić..Sad Nie wiem co ja mam robić..Sad Straciłam wszystko..Sad
Odpowiedz
#2
Ogromnie współczuję.

Śmierć dziecka jest taka nielogiczna, że burzy naszą wiarę w sens życia. Jedyne co można robić to próbować przetrwać jakoś te trudne miesiące żałoby, powolutku, godzina za godziną.
Odpowiedz
#3
Bardzo mnie boli że kolejna z nas została aniołkową mamą.
kiniusia1730 pozwól sobie na żałobę, płacz i złość na cały ten niesprawiedliwy świat. Z czasem choć ból nie zniknie będzie można jakoś przetrwać kolejny dzień.
(\'\'\'\')dla twojego Aniołka
Odpowiedz
#4
Mam wrażenie, że nie dam rady... Uwierzcie mi jak obudziłam się z narkozy i dowiedziałam się, że mój Aniołek nie żyje, nigdy tak bardzo nie żałowałam, że się obudziłam i każde ranka żałuje, że otwieram oczy, bardzo bardzo bardzo chciałabym móc pzytulić moją córcie.. Tym bardziej, że jak stuknął mi ten 30 tydzień ciąży miałam wrażenie, że teraz to już tylko z górki, że nawet gdyby był wcześniaczek to przecież słyszy się o przypadkach, że dzieci rodzone w 20 tygodniu przeżywają. A tu spotyka mnie to wszystko.... Mam dopiero 21 lat i dostaje takiego kopa od życia, że na prawdę nie wiem czy będę w stanie się podnieść. na dodatek lekarz powiedział, że o następne dzieciątko możemy się starać dopiero za dwa lata......;(;(
Odpowiedz
#5
Kiniusiu ... tak bardzo mi jest przykro że Tobie się to przytrafiło Sad Tak bardzo serce pęka jak się czyta nowe wpisy ...ale dobrze że trafiłaś tu do nas bo jesteśmy tu my matki które w podobny sposób straciły swoje dzieci .To jest niesprawiedliwe niewytłumaczalne i nie umiem odpowiedzieć nikomu na pytanie \"dlaczego? \"- to jest niestety nasz bezradność wobec wielkiego świata ... owszem mamy wpływ na wiele rzeczy ale na niektóre w ogóle ale to w ogóle ...
Serce mi pęka bo wiem co przeżywasz ... wiem jak bardzo kochałaś Zuzie i jak bardzo za nią teraz tęsknisz ... Masz prawo teraz do każdej emocji do żalu do złości ... wiele przed Tobą bólu i męki zanim pogodzisz się z tym co się stało a trzeba będzie niestety zaakceptować tą tragedie po to żeby móc dalej żyć.Pisz do nas każdego dnia , pisz co przeżywasz bo to często pomaga - jest nas tu tyle kobiet które z bólem, tęskontą walczą każdego dnia , wiele z nas nie miała ochoty już żyć - bo po co ? ale nie ... kazdy dzień zmienia wiele , tu wiele kobiet opisuje w jaki sposób sobie radzi .... Bądz dobra dla siebie bo to berdzo ciężki okres Twojego życia a myślę że najcięższy , tak mało czasu mineło to taka świeża rana nie oczekuj od siebie zbyt wiele .. ten dramat nie zniknie z Twojego życia juz nigdy ... Bądz silna ! Ściskam Cię bardzo ciepło .

Światełko dla Zuzi (*)
Odpowiedz
#6
Kiniusia tak bardzo mi przykro to straszne co ciebie spotkalo myslami jestem z toba....zapalm swiatelko dla Twojej coreczki(*)
Odpowiedz
#7
Takich rzeczy jakie nas spotkały nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Jest wściekłość, złość, ból, rozczarowanie, bezradność. Daj sobie czas. Wiem że boli tak że aż nie masz siły oddychać. Chciałam umrzeć i myślałam że tak będzie dobrze ale nie byłoby...teraz to wiem. Każdego dnia będziesz na nowo przeżywać ten koszmar bo inaczej się nie da, ale każdego następnego dnia będzie troszkę lżej. Zaglądaj na te stronki mnie to bardzo pomogło bo zrozumiałam że pomimo tego że moje kruszynki były małe to mam prawo do żałoby i smutku. Nie jesteś sama pamiętaj o tym...
Odpowiedz
#8
Tak bardzo współczuję... Dla Twojej Zuzi [*] przytulam mocno
Odpowiedz
#9
Cytat:[autor cytatu=kiniusia1730]
Straciłam wszystko..Sad

Nie straciłaś... Za jakiś czas uczucie \"straty\" będzie inne. Nigdy nie zapomnisz... Zresztą jak każda z nas... Ja podniosłam się po stracie synka pewnie tylko dlatego, że tak jak Ty swoją Córeczkę, pochowałam go, wiem gdzie jest, mogę tam pójść, co zresztą robię pilnując aby, światełko na Jego grobie nigdy nie zgasło... Przez pierwszych parę miesięcy nie mogłam tam ustać, dławiłam się łzami, a potem nagle jakby wszystko zaczęło się zmieniać... Jakby chciał powstrzymać mnie od tej rozpaczy... Patrzyłam jak na pomniku przysiadają gołębie, których w tej okolicy nie ma... Jak zimą przy temperaturach jakie były i śniegach, znicze zawsze płonęły, nawet pod grubą warstwą śniegu... Może zwariowałam... Ale to był znak dla mnie, że moje dziecko nie może patrzeć na moją rozpacz po Jego stracie... że muszę nad sobą zapanować... Ty też musisz... Dla swojej Córeczki.
Odpowiedz
#10
Wierzymy, naprawdę. Wiele z nas miało/ma takie myśli.

Pustka po śmierci dziecka jest tak wielka, nie dająca się niczym zapełnić; boli wszystko, każda myśl, każda chwila. Ale każdy koljeny dzień będzie Cię uczył jak z tym bólem żyć, chociaż wydaje się to niemożliwe.

A czemu Twój organizm wymaga dwóch lat zdrowienia do następnej ciąży?
Odpowiedz
#11
Zapewne po cesarskim tak lekarz zalecił ...Warto się zapytać czy trzeba aż dwa lata czekać bo z otoczenia wiem że pary starają się już po roku ...
Odpowiedz
#12
Lekarz zalecił dwa lata przerwy po cesarskim cięciu, ale też słyszałam, że ludzie starają się szybciej i nic się nie dzieje, za dwa tygodnie mam wizytę kontrolną i o wszystko dokładnie wypytam, bo nie wyobrażam sobie czekać aż dwa lata.
Mam nadzieję, że jak 21Anka21 wkrótce będę mogła spkojnie iść na grób mojej córci, bo na razie wpadam tam w taką histerię, że szok...
Jest strasznie ciężko, cały czas mam jej maleńkie ciałko przed oczami. Sad Tak bardzo ją kocham.. Nie wiem czy też tak miałyście, ale rośnie we mnie tak ogromna zazdrość gdy widzę kobiety z wózkami czy z brzuszkami ciążowymi, tak bardzo im zazdroszczę, tym, które mają swoje dzieci przy sobie zazdroszczę, że mogą je tulić, patrzeć jak się uśmiechają... a tym, które noszą swoje dzieciątka jeszcze pod serduszkiem zazdroszczę tego, że czują ruchy swoich pociech. To uczucie było najpiękniejszym uczuciem jakiego doznałam w życiu..
Ogromną przykrością jest dla mnie pokarm, który zbiera się w piersiach... zawsze marzyłam o tym, że tuż po porodzie przytulę córcie i przystawię do piersi... A nawet nie mogłam jej przytulić.
Na pewno będę tutaj zaglądać, to, że mogę napisać to co czuję jest ogromną ulgą, a to, że są osoby, które doskonale to rozumieją jeszcze bardziej podnosi na duchu.
Odpowiedz
#13
Kiniusia tak bardzo mi przykro...
Ja za 3 tygodnie miałam urodzić moje dzieciatko... no własnie miałam, niestety los chciał inaczej i dziś w ponad pol roku po stracie moge powiedzieć że poczujesz sie lepiej, mimo że wcześniej bylo to dla mnie nie mozliwe do pomyslenia a co dopiero do wykonania, ale jest lepiej. ból nigdy nie zniknie, ale nauczysz sie z nim żyć, jak każda z nas na tym forum. my doskonale wiemy co czujesz. zazdrość co do innych kobiet jest zupelnie normalna, każda z nas miała to samo. ja miałam jeszcze poczucie, że jestem gorsza od pozostałych kobiet bo im się udało a mi nie...
trzymaj się na ten trudny czas, nie bój sie płakać i pisz my tu zawsze jesteśmy...
trzymaj się :*
Odpowiedz
#14
Kiniusiu...\"Kiedy wydaje się, że wszystko się skończyło, wtedy dopiero wszystko się zaczyna\"...Kochana życzę Ci siły. Ja też nie mogłam patrzeć na kobiety w ciąży, a jak tylko widziałam dziecko to płakałam. Teraz koncentruje się na przyszłości, ze spokojem myślę o moim aniołku i od niego mam poczucie wewnętrznego spokoju. Nie mogę porównać Twojego bólu do mojego. Myślę o Tobie ciepło. Czas pozwoli Ci z tym żyć.
Odpowiedz
#15
Smilko, tak pięknie napisałaś \" Czas pozwoli Ci z tym żyć...\"
Pozwoli, choćby się chciało umrzeć tu i natychmiast.
Pozwoli, choć nie ma czym oddychać, nie je się i nie śpi.
Pozwoli, chociaż przyszłość nie istnieje, a przeszłość sprawia ból.
Pozwoli...
aż któregoś dnia okaże się, że \"minęło już tyle dni\", może będzie boleć mniej?
Kiniusiu, przytulam....
Odpowiedz
#16
Kochana czytam i placze;(

Mocno cie przytulam i wierze ze los ci to wynagrodzi choc to takie niesprawiedliwe!!!!!!
Odpowiedz
#17
kochana jest mi tak bardzo przykroSad nie wiem naprawdę co Ci napisac ze wszystko bedzie dobrze? nie! bo sama w to nie moge uwierzyc po mojej stracie.. ze czas leczy rany? nie! tylko pozwal z nimi zyc... pozdrawiam
Odpowiedz
#18
tak mi przykro Sad
mam nadzieje, ze szybko odnajdziesz spokoj...
Odpowiedz
#19
Bardzo mi przykro z powodu śmierci córci przytulam mocno
(*)
Pisz do nas pomożemy Ci przejść przez tą krzyżową drogę
Życzę dużo sił na ten trudny bolesny czas żałoby
Odpowiedz
#20
Hm, po cc to zwykle rok właśnie, chyba, że jakieś dodatkowe problemy - tu musisz ustalić z lekarzem. Natomiast po 2 latach można próbowac rodzić naturalnie. No, ale to wszystko plany na odległą przyszłość. Na razie czekają Cie trudy żałoby Sad

A dostałaś jakieś leki na powstrzymanie laktacji? Wiem jak to boli - piersi pełne mleka i nikogo, kto by go potrzebował...

Zazdrość wobec innych kobiet jest zupełnie naturalna, wiele z nas tak ma po stracie.
Odpowiedz
#21
Miałam krwotok wewnątrzmaciczny, ale właśnie lekarz coś mówił, że po 2 latach będzie większe prawdopodobieństwo rodzić naturalnie.
Dostałam leki na powstrzymanie laktacji i chyba powoli zaczynają działać.
Nie wyobrażam sobie czekać tyle czasu na kolejną ciąże, ja to bym chciała już....wiem, że kolejna ciąża nie zastąpi mi mojej straconej córeczki...
NIe mogę patrzeć na siebie w lustrze, szczególnie, gdy jestem nago...piersi pełne pokarmu, brzuch wystaje jakbym była w 5 miesiącu, blada, zapuchnięta od płaczu...i ta pustka w oczach...
Czasami mam wrażenie, że brakuje mi już łez..Sad Znowu trzeba iść spać, a ja budzę się co chwilę i cały czas przed oczami moja Zuzia. Widziałam ją dwa razy, pierwszy raz w poniedziałek 23.05, a drugi raz w środę 25.05. Pierwszy raz był dla mnie ogromnym wstrząsem...wypisali mnie ze szpitala ok. godziny 11 i na w pośpiechu pakowałam rzeczy bo do 12 tylko mogłam wejść do prosektorium, bo potem moje maleństwo miało być zabrane na sekcję Sad Na szczęście zdążyłam. Weszliśmy z mężem do tego obskurnego budynku następnie jakiś pan wskazał nam na wielkie białe drzwi z napisem \'Pokój sekcyjny\' weszliśmy do tego pokoju, wielki biały pokój, pełno jakiś dziwnych sprzętów, na środku ogromny metalowy stół, a na nim..nagie, maleńkie, bezbronne ciałko mojej córeczki. Sad Siedziałam przy niej i płakałam, wiecie co było najgorsze, nie mogłam jej dotknąć, bałam się, nie wiem czego, że zrobię jej jakąś krzywdę?! nie wiem, na prawdę coś mnie sparaliżowało, wiedziałam, że Zuzia będzie malutka, bo przecież wcześniej mi powiedzieli 1100g i 39cm, ale nie wiedziałam, że to aż takie maleństwo. Oczywiście potem się paraliż miną i dotknęłam mojego Aniołka. Drugi raz nie był tak traumatyczny, bo był na dwie godziny przed pogrzebem, więc Zuzia była już ładnie ubrana i owinięta w rożek, wyglądała, jakby zasnęła, na chwilę, jedyne co psuło ten wizerunek to trumna, w której leżała...
Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale o wiele lżej jak gdzieś przeleje moje myśli...
Dziękuję za słowa wsparcia! Zajrzę jutro..
Odpowiedz
#22
Kiniusia pisz ile chcesz ... ja beczę strasznie ... o jejku jejku ... jest mi tak bardzo żal , tak mnie serce boli jak pomyślę co przeżywasz Sad
Ja na zatrzymanie laktacji dostałam Dostinex są to dwie tabletki które się bierze dzień po dniu i to koniec leków, żadnych skutków ubocznych , żadnych zawrotów głowy jak często przy bromergonie - zwala z nóg ten lek , podawano mi w szpitalu to prawie chodzić nie mogłam ech Sad bo co innego mogą podać w takiej rzeźni jakim jest szpital.
Kiniu powiedz mi a co lekarz mówili na temat ratunku Zuzi?Dlaczego nie uratowano 30 tygodniowego dziecka ?Przepraszam że pytam ale dla mnie to szok że nie uratowano córeczki Twojej.
Odpowiedz
#23
Bardzo mi przykro i wspolczuje Sad
Odpowiedz
#24
Ezcna moja Zuzia urodziła się już martwa, jak mnie zabierali na cesarkę to już nie było tętna, to dosłownie sekundy bo dosłownie pół godziny wcześniej byłam podłączona do ktg i słyszałam jak bije jej serduszko. Lekarz mówił, że łożysko oderwało się na środku czyli praktycznie od razu całą powierzchnią i mimo natychmiastowej reakcji lekarzy było już za późno. Nastąpił krwotok wewnątrzmaciczny, po za tym jak wiadomo dziecko bez łożyska funkcjonować nie może. Próbowali przez 15 minut przywrócić akcje serduszka, ale nic z tego. Lekarze powtarzali, jakby to mnie miało pocieszyć, że po tak długim niedotlenieniu mózgu nawet gdyby dali radę ją uratować \'to pewnie nie była by sprawna fizycznie albo psychicznie\', ale to tylko ich gdybanie po za tym nawet gdyby to przecież i tak bym ją kochała, nie mogłam zrozumieć dlaczego wsszyscy mi tak w kółko powtarzają. Po za tym dlaczego we wzorcowo przebiegającej ciąży nagle odrywa się łożysko? Nie ma na to wytłumaczenia, pozostaje mi się z tym pogodzić, tylko jest cholernie ciężko przestać zadawać sobie to pytanie DLACZEGO? Dziś znowu nie chciałam się podnieść z łóżka i pewnie gdyby nie to, że musiałam do toalety leżałabym dalej ze wzrokiem utkwionym w sufit...
Na zatrzymanie laktacji biorę właśnie ten bromergon, czuję się okropnie, ale nie wiem czy to zasługa tego leku czy mojej psychiki, z resztą wszystko mi jedno....
Odpowiedz
#25
Kiniusia każda z nas zadaje sobie to pytanie \"dlaczego ja\"...
To było pytanie które mnie zamęczało. Ja, pierwsze co usłyszałam od lekarzy: 60% kobiet roni . Tylko co z tego i dlaczego to ja znalazłam się w tych 60%. Następnym pocieszeniem w ustach innych było, że pewnie dziecko byłoby chore z ogromna wadą genetyczną. Tak naprawdę to nie miało dla mnie znaczenia. Ta kruszynka to była część mnie i mojego męża. Istotka, której biło serce. Dobrze napisałaś \"nie ma na to wytłumaczenia\" Kochana wiem, że też nie ma słów aby Cie pocieszyć....
Siły w tym nieszczęściu Ci życzę.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości