a miało być tak pięknie...
#51
Wiola, Kinia dziękuję dziewczyny za ciepłe słowa, jesteście kochane. To wsparcie, zwykłe słowa, które wiem, że są szczere, dużo dla mnie znaczą.

Zastanawiam się jakby mogło teraz wyglądać nasze życie. Mielibyśmy ślub, urządzony pokój na przyjście maluchów i pewnie duuuży brzuch... Ile bym dała żeby tak było.
A tak? Stoimy w miejscu, bo i po się ruszać. Już nigdy nie bedzie tak samo.

Jestem zła na siebie. Bo sama udaję przed wszystkimi, że jest ok. Że trzymam się pionu, a przecież ja nadal jestem rozsypana na kawałeczki...
Wczoraj spędziłam wieczór ze znajomymi- babskie ploty, troche wódki i dużo śmiechu. Było fajnie. Ale dzisiaj nie moge poradzić sobie z tym uczuciem, że robie źle, że nie powinnam się śmiać, że... to nie jest w porządku wobec moich Aniołków.
Odpowiedz
#52
Kochana Maklo masz prawo i do łez i do śmiechu. Myślę, że twoi znajomi wiedzą, że za twym śmiechem kryją się łzy. Twoje Aniołki z pewnością cieszą się jak widzą twój uśmiech. One Cię bardzo kochają. Nie złość się na siebie. Widzisz my musimy nauczyć się żyć bez maluszków i one żyć bez nas. To potwornie trudne. Uśmiechaj się jednak kiedy tylko Ci się to uda. Uśmiechaj do swych Aniołków.
Odpowiedz
#53
Śniłam dzisiaj, że urodziłam synka, za wcześnie... Czułam w tym śnie jak go ze mnie wyjmują, czułam dokładnie to samo co przy utracie bliźniaków! To jakby działo się naprawdę... I była dookoła straszna cisza. Synuś nie żył. Ktoś mi go zabrał, a ja robiłam wszystko żeby go znaleźć... I udało się. Był taki maleńki, owinięty w jakieś szmatki. Boże on był taki prawdziwy! Tuliłam go i całowałam, tak bardzo go kochałam i jednocześnie płakałam, że on też musi odejść do bliźniaków... Myślałam tylko o tym, że pochowam całą trójkę razem...
Ten sen był cholernie przerażający i realistyczny, byłam w szoku... Obudziłam się z takim szlochem, że narzeczony nie wiedział co się dzieje. Słowa nie mogłam z siebie wydusić! Cały dzień przetrwałam dzisiaj na tabletkach uspokajających.
Nie wierzę w żadne sny, zabobony i inne takie, ale... Co jeśli?
Wiem, wiem, trzeba mieć nadzieję na przyszłość i wiarę, że będzie dobrze... Ale zaczęłam się bać, zwyczajnie bać Sad
Odpowiedz
#54
makla w przypadku osieroconych rodziców strach jest na porządku dziennym ( widzę to w wątkach ciążowych), ale nie możemy dać mu się zdominować. Ja postanowiłam walczyć o nasze szczęście, a ty? poejmujesz moje wyzwanie? Rzucam ci rękawicę!
Odpowiedz
#55
Tobie chyba nie można odmówić, zaraziłaś mnie dzisiaj pozytywnym myśleniem Smile Wyzwanie podjęte! Smile
Odpowiedz
#56
makla9 (*)(*) dla Twoich Aniołków.

Tulę Cię mocno, też straciłam ciążę bliźniaczą tyle, że w 10 tyg. Pół roku starań o dziecko a w 7 tygodniu aż dwa bijące serduszka. Szaleliśmy ze szczęscia. Moje dzieci były jendojajowe (miały jedną kosmówkę i jeden worek owodniowy) choć wiedziałam, że to ciąża związana z wysokim ryzykiem nigdy przez myśl mi nie przeszło, że może się tak zakończyć.

Staram się wierzyć, że będzie lepiej. Odwiedzając grób moich dzieci \"ładuję baterie\".
Odpowiedz
#57
U mnie to ciąża trochę \" z zaskoczenia\", jeszcze podwójna- no nie spodziewaliśmy się, ale po pierwszym szoku radość do kwadratu Smile Moje bliźniaki były dwujajowe i gdzieś czułam, że to będzie parka... Nie wiem czy tylko tak sobie wmówiłam, czy takie przeczucia matki się sprawdzają... niestety nigdy się nie dowiem.
Ja niestety moich maleństw nie pochowałam, teraz troche żałuję... Ale czasem chodzę zapalić znicz na grobie innych Aniołków i jest lepiej. I wiem, że one pozostaną w moim sercu.
Trzymaj się ciepło Gagusia :*
Odpowiedz
#58
Makla ja tak jak Ty nie pochowałam mojej Córeczki. Jest mi ciężko z tym. To była bardzo trudna decyzja bo chciałam to zrobić a szpital rzucił mi kłody pod nogi. A konkretnie lekarz prowadzący,mówiąc mi, że to tylko zlepek komórek i jak chcę to po badaniach mogę odebrać to z Poznania ale osobiście. A to 150km ode mnie. Sama boję się jechać tak daleko a mój mąż niestety pracuje od rana do wieczora.
To boli ale trzeba jakoś żyć dalej.
Kupiłam figurkę Anioła, żeby zanieść na cmentarz i postawić na grobie dziadków, ale Anioł został w naszym domu. Codziennie zapalam świeczki, żeby moja Córeczka miała światełko. Jak patrzę na tą figurkę to mam wrażenie że widzę moje dzieciątko i jest mi lżej. Mogę ją dotknąć i w pewnym sensie przynosi mi to ulgę w moim cierpieniu.
Odpowiedz
#59
Właśnie. Myślę, że jeśli jest jakieś miejsce, przedmiot, które pozwala zbliżyć się do Aniołków to to wystarczy... Ważne żeby nam to pomagało.
Ja też nie spotkałam się z przychylnym podejściem lekarzy, dałam im się przekonać, że nie warto i tak zostało. Ale to nie zmienia faktu, że kocham moje kruszynki i nigdy ich nie zapomnę ani na moment.
Odpowiedz
#60
Nasze kochane dzieci na zawsze pozostaną w naszych sercach, i zawsze będziemy o nich pamiętać.
Odpowiedz
#61
Cytat:[autor cytatu=makla9]
Właśnie. Myślę, że jeśli jest jakieś miejsce, przedmiot, które pozwala zbliżyć się do Aniołków to to wystarczy... Ważne żeby nam to pomagało.

Zgadzam się.

Cytat:[autor cytatu=makla9]Ja też nie spotkałam się z przychylnym podejściem lekarzy, dałam im się przekonać, że nie warto i tak zostało. Ale to nie zmienia faktu, że kocham moje kruszynki i nigdy ich nie zapomnę ani na moment.


Ja miałam szczeście, że trafiłam na dobrych lekarzy.Rozmawiali ze mną, tłumaczyli wszystko. Bardzo życzliwi ludzie. Naprawdę. Nie traktowali mnie przedmiotowo, ale jak kobiete, która właśnie starciła swoje dzieci. Jeden z nich nawet mnie przytulił przed USG, które potwierdzić miało, że ciąża obumarła. Pielęgniarka trzymała mnie za rękę, kiedy przed zabiegiem łyżeczkowania ze strachu trzęsłam sie na fotelu ginekol. Naprawdę małe gesty a tyle dla mnie znaczą, znaczyły.
Odpowiedz
#62
Dziewczyny, może to nie miejsce na tę odpowiedź, no ale...
Jeśli Waszym dzieciaczkom było robione badanie hist-pat, to placówka wykonująca tę analizę ma obowiązek przechowywania materiału z poronienia- bloczku z kostkami parafinowymi- przez 10 lat!
To jest czas na pochowanie Maluchów! My też nie pochowaliśmy naszego Maleństwa (miałam zabieg) ani Bąbelka (roniłam naturalnie), ale jak tylko będziemy mogli to jedziemy do Gliwic po bloczek i chowamy Maleństwo w rodzinnym grobie wraz z testem ciążowym, z którego dowiedzieliśmy się, że Bąbelek jest z nami. Mamy jeszcze 9 lat i niecałe 6 miesięcy czasu. Na razie nie możemy tego zrobić, bo być może materiał będzie potrzebny do dodatkowych badań genetycznych, jeśli (nie daj Boże) historia znowu by się powtórzyła.

Tymczasem zaadoptowaliśmy (już przed ślubem nawet) opuszczony grobek na naszym szpitalu i tam zapalamy światełko dla naszych Dzieci. Mam też w domu figurkę dwu przytulonych aniołków, która nie wiadomo skąd wzięła się u nas (o tym pisałam na swoim wątku).

Zawsze są jakieś sposoby na stworzenie sobie miejsca spotkania z Dziećmi- także głowy do góry! One są przede wszystkim w naszych sercach
Odpowiedz
#63
gagusia- kurcze, właśnie takie drobne, życzliwe zachowania nic nie kosztują, a potrafią sprawić, że kobieta w takiej sytuacji czuje się jak człowiek, a nie natręt czy kolejny przypadek.
Ja zachowania lekarza w szpitalu podczas usg nie skomentuje, bo musiałabym użyć niecenzuralnych słów. Miałam usg dopochwowe, leżałam na tej kozetce i miałam wg niego zbyt złączone nogi ( sory za dosadność, ale bardziej rozkraczyć się nie mogłam ), w końcu musiał głłośno skomentować : \"ja rozumiem że ma pani JAKIEŚ TAM PROBLEMY, ale ja też je mam\". No jasne, moim \"jakimś tam \" problemem jest to, że straciłam dzieci. W ogóle jakiś niedouczony- najpierw stwierdził, że ciąża pojedyncza, mówie mu - bliźniaki. Potem, że jednojajowe, no to cicho rzucam, że poprzedni lekarze mówili, że dwu, na to wrzasnął na mnie : \"różnice to by zrobiło gdyby TO żyło, ale nie żyje, więc w czym problem?!\" Rozryczałam się jak dziecko.
Odpowiedz
#64
makla, co sa sku******!
Odpowiedz
#65
mało powiedziane, tacy ludzie nie powinni być lekarzami, a zwłaszcza ginekologami. Modliłam się żeby on nie wykonywał mi zabiegu i na szczęście ktoś inny to zrobił, a jego gębe widziałam już tylko na obchodzie. Wrr, paskudny facet :/
Odpowiedz
#66
Współczuję Makla. Taki człowiek nie powinien być lekarzem. Zero nie lekarz!
Odpowiedz
#67
Przykro mi że musiałaś przez to przejść. Mnie zawsze wydawało się, że lekarz to zawód z powołania. Tak mi przykro że jak widać się pomyliłam. Trzymaj się Maklo. Przytulam cię do serca.
Odpowiedz
#68
Szkoda słów dziewczyny.
Buziaki dla Was!
Odpowiedz
#69
Czuję się wyprana z uczuć.
Dziś mijają 4 miesiące.
4 miesiące pełne bólu, cierpienia i łez.
Nie tak miało być.
Odpowiedz
#70
Przytulam makla
Odpowiedz
#71
makla przesyłam ci odrobinę siły! jabyś mieszkała gdzieś blisko zaprosiłabym cię na bardzo kaloryczne ciacho, które właśnie robię- zajadłybyśmy smutki :*
Odpowiedz
#72
[\'][\'] dla Aniołków, Tobie dużo siły i lepszego jutra.
<przytulam>
Odpowiedz
#73
Makla. Pamiętaj, że jesteś silna i odważna. Dasz radęSmile Przytulam. Dla Twoich Aniołków (*)\'(*)
Odpowiedz
#74
annina, julia, mgj, wiola - dziękuję Wam dziewczyny :*
Dużo dla mnie znaczy każde Wasze słowo, poważnie.

Bolało mnie, że nikt nie pamięta. Że dla nikogo więcej 20 każdego miesiąca nie jest czymś innym niż kolejnym dniem z kalendarza. Że nikt już o nich nie mówi.
Ale trudno. Każdy żyje dalej i tak musi być.
Przegadałam pół nocy z moim K. Czasem w niego zwątpię, ale wiem, że on też o nich myśli, że cierpi, tylko w środku. I tak jak ja chwilami nie pojmuję jego, tak i on nie rozumie do końca mnie. Ale dobrze mieć jego wsparcie i wiedzieć, że nie jestem sama.
Odpowiedz
#75
Nie jesteś sama, masz nas aniołkowe mamy . Pamiętaj, wiem że teraz serce masz w kawałkach, może czasami nawet ktoś obok nie rozumie cię. Ty jesteś mamą Aniołka, i to najtrudniejszy moment w życiu. Mam nadzieję, że kiedyś i do ciebie uśmiechnie się szczęście. Pozdrawiam.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości