Gdzie moje dziecko?
#1
Witam! Gdy poroniłam byłam w 10 tc. Lekarz powiedział że serce przestało bić niedawno. Dzieciątko miało 22 mm. Było to poronienie zatrzymane, wywoływane bezskutecznie. Zabieg łyżeczkowania dnia następnego. Praktycznie nie krwawiłam, a wynikach histo \"tkanek płodu nie znaleziono\". Czy ktoś wie dlaczego? Co lekarz zrobił z moim maleństwem?

Jeszcze jedno mam pytanko; co oznacza rozpoznanie \".. fragmenty ogniskowo obumierającej doczesnej\"?

Będę bardzo wdzięczna za odpowiedz.
Odpowiedz
#2
Żmijko, bardzo, bardzo współczuję śmierci Twojego dziecka.

Co szpital zrobił z Twoim dzieckiem? Nie wiem. Ale coraz częściej taki wpis pojawia się w wypisach lub wynikach hist-pat. Szpitale w ten sposób chcą uniknąć wypełniania dokumentacji niezbędnej do rejestracji dziecka w USC.
W myśl przepisów ciała dzieci zmarłych nawet na wczesnym etapie ciąży powinny być traktowane z szacunkiem i tak jak ciała zmarłych dorosłych (tzn. pochowane w zgodzie z przepisami).
Możesz napisać do szpitala i zapytać co stało się z ciałem dziecka (dobrze najpierw skserować dokumentację szpitalną to znaczy historię choroby i wyniki badań), załączając np. kserokopię ostatniego badania USG, na którym stwoerdzono wielkość dziecka.

Doczesna to część błony śluzowej macicy, która umożliwia zagnieżdżenie zarodka, a potem współtworzy łożysko.
Odpowiedz
#3
Dziękuję za odpowiedz. Niestety zgodziłam się na pozostawienie maleństwa w szpitalu, teraz chyba żałuję. Miałam nadzieję, że zbadają go i skremują a nie wyrzucą do śmieci w sali zabiegowej. Przecież to było ponad 2 cm a nie 5 mm. Mój lekarz prowadzący powiedział żę nie potrafi odpowiedzieć dlaczego nie ma dziecka i że może lekarz go nie zauważył. Jestem wkurzona że takim jak ja można opowiadać jakies farmazony bo ja nie mam pojęcia jak to wygląda i co sie z tym robi. Strasznie mi smutno. Nie wiem co mam o tym myśleć, co robić.
Co do wyników; czy \"ogniskowo\" to znaczy że zaczynał się stan zapalny?
Odpowiedz
#4
Zmijka tak bardzo mi przykro z powodu śmierci twojego dziecka (*) Dla twojego aniołka w niebie
Dużo sił na ten trudny czas żałoby kochana
Przytulam mocno
Odpowiedz
#5
ja też współczuje i ściskam...rozumię Cię...dla Towjego Dzieciątka (*)
Odpowiedz
#6
Dzięki Dziewczyny.. a Wy pochowałyście swoje dzieciaczki?
Jak długo wychodzi się z żałoby? ..zastanawiam się ile łez jeszcze wyleję
Odpowiedz
#7
Żałoba trwa zwykle około roku. Tyle czasu potrzeba, żeby poukładać swoje życie od nowa i nauczyć miłości do niewidzialnego dziecka. Ale najtrudniejsze są pierwsze tygodnie i czas do przewidywanego terminu porodu.

Ale to nie znaczy, że przez cały rok będzie Ci tak bardzo bolało, z czasem zauważysz róznicę.
Polecam teksty w dziale Dusza/Żałoba.

Ja dzieci nie pochowałam od razu i bardzo tego żałuję, ale pochowałam to, co z nich zostało: https://www.poronienie.pl/pogrzeb_polatach.html
Odpowiedz
#8
ja pochowałam bez tych całych formalności...bo podczas poronienia pytałam o to pielęgniarkę...i mi po zabiegu je przyniosła...i mówi żebym schowała bo potem to już .będzie zależeć czy mi wydadzą...ale raczej nie...więc moja mama pochowała je w rodzonnym grobie...i nie rejestrowalismy w urzędzie...bo nawet jeszcze wypisu nie dostałam...a żałoba nie wiem...narazie jestem świeżo po stracie i myślę że nigdy sobie nie poradzę...ściskam..
Odpowiedz
#9
Zmijka ja nie pochowałam synka i bardzo tego żałuje i będę żałowała do końca swoich dni mam tylko nadzieję że Kamilek kiedyś mi wybaczy
Od mojej straty minęły już ponad 3mc i wciąż cierpię płaczę po nocach mam koszmary i bardzo tęsknie zgadzam się tutaj z Małgosią w 100% że potrzeba roku żeby się pozbierać poukładać sobie wszystko czas tylko tutaj może pomóc który nie zagoi twojej rany ale nauczy Cię z tym bólem żyć (*)(*)(*) Dla naszych aniołów
Przytulam was wszystkie mocno
Odpowiedz
#10
Ja mojego synka pochowałam, ma grób, jesteśmy właśnie na etapie myślenia o nagrobku dla niego. Tak chcieliśmy gdy tylko się dowiedzieliśmy, że Dawidek nie żyje. Teraz mam miejsce, gdzie mogę do niego pójść, zapalić lampion. To jest dla mnie jakiś ślad, że on istniał, chce żeby ludzie, rodzina też wiedzieli że istniał. Dla mnie na zawsze pozostanie w sercu i zawsze będę go kochała, ale ten grób dużo mi dał - bo to namacalny dowód na istnienie mojego Szkrabka. A co do żałoby to nie wiem ile czasu musi minąć, jutro mija 4 tygodnie gdy nasz synek odszedł a ja raz czuje się dobrze, raz żle. Ostatnio nawet umówiłam się z koleżanką i sobie trochę podrinkowałyśmy, bo są takie dni, że nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić. Dziękuję Bogu, że wcześniej dał nam córeczkę, w lipcu będzie miała 2 latka. To dla niej muszę być silna i to dla niej muszę poukładać sobie mój świat na nowo. Ja o synku nigdy nie zapomnę, ale wiem, że płaczem nic i tak nie wskóram. Przy nadzieji na lepsze jutro trzyma mnie obecność Juleczki i słowa księdza, który powiedział, że tu, na tym świecie mamy jeszcze zadanie do wykonania - małego dzidziusia - i że jesteśmy wyjątkowi, bo nie dość, że mamy córeczkę - nasz ziemski cud to i mamy Aniołeczka w niebie, który czuwa nad namiSmile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości