Nasza historia... :(
#1
Dziewczyny wiem, że wszystkie historie są podobne Sad

Chciałam opisać, co nas spotkało w drugiej połowie 2013 roku.

Pierwszy raz poroniłam na początku września, nawet nie wiedziałam, że jestem w ciąży. Miałam normalnie okres i tydzień po nim zaczął mi się drugi \"okres\". Najpierw w piątek plamienie, w sobotę większe, a w niedzielę to już spore krwawienie. Pojechałam z mężem do szpitala i dowiedziałam się, że byłam w ciąży, którą właśnie tracę. Zostawili mnie na oddziale, żeby sprawdzić czy wszystko w porządku.
W wypisie ze szpitala mam \"poronienie samoistne całkowite\".
Chociaż nie wiedziałam, że jestem w ciąży to jednak płakałam za tamtym dzieckiem, którym nie zdążyłam się nawet ucieszyć.
Straszny szok i ogromny smutek. Ciągłe zastanawianie się, co by było gdybym do szpitala pojechała już w piątek...? Co by było gdybym zrobiła test, pomimo okresu...?
Zwłaszcza, że miałam sen - wyraźny sen że jestem w ciąży. I wtedy właśnie byłam, tylko o tym nie wiedziałam... ;(

Bardzo chcieliśmy mieć dziecko i zaczęliśmy się starać od kolejnego cyklu po krwawieniu(za zgodą lekarza).
Pod koniec października dowiedzieliśmy się, że spodziewamy się kolejnego dziecka Big Grin Radość była OGROMNA Big Grin !!! Niestety, strach też był dużySad Każda wizyta w łazience była nim podszyta. Co chwilę z niepokojem sprawdzała, czy nie ma krwawienia. Nie było i miałam nadzieję że wszystko będzie dobrze... Bardzo się oszczędzałam, nie chodziłam do pracy, nie piłam kawy, nie używałam lakieru, nawet nie malowałam paznokci Sad

Niestety...Drugą ciążę również straciliśmy...;( Nie było żadnych oznak, plamień, bóli - NIC!!!
W 11 tygodniu .\\, 18.12.2013 na wizycie okazało się, że serduszko nie bije, a rozwój dziecka zatrzymał się 2 tygodnie wcześniej. W gabinecie prawie dostałam ataku histerii, potem wracałam do domu na piechotę i całą drogę szlochałam.
Zadzwoniłam do mojego Męża, ale był w pracy i nie mógł odebrać. Zadzwoniłam do mojej siostry i kiedy krzyczałam jej z płaczem, że już się nie spodziewamy dziecka ona też zaczęła płakać tak głośno jak ja ;( Na szczęście mogła do mnie od razu przyjechać ;(
Za 2 godziny przyjechał mój Mąż, siostra zostawiła nas samych. A my przytulaliśmy się i płakaliśmy Sad Ja dużo bardziej Sad Zadzwoniłam do pracy powiedzieć co się stało, żeby wiedzieli, że wkrótce wrócę do pracy Sad Mam trochę żal do nich, bo odkąd wiedzieli że spodziewamy się dziecka (od 6 tc) próbowali wymusić ode mnie deklarację czy będę pracować, czy będę na zwolnieniu. JAK MOŻNA SIĘ OKREŚLIĆ, ZWŁASZCZA,ŻE JEDNO DZIECKO JUŻ STRACILIŚMY??? Niektórym się wydaje że wystarczy zajść w ciążę, bo przecież wiadomo że urodzi się dziecko. Niestety, NIE wiadomo Sad
Od lekarki dostałam skierowanie na następny dzień do szpitala na zabieg łyżeczkowania. W szpitalu wszyscy byli dla mnie dobrzy, inaczej było by mi jeszcze ciężej...;( Panie położne na prawdę podchodziły do mnie z sercem na dłoni. Dowiadywaliśmy się o możliwość pochowania dzieciątka, zostaliśmy potraktowani bardzo poważnie, wyjaśniono nam wszystkie aspekty i dowiedzieliśmy się do kiedy mamy czas na podjęcie decyzji. Psychicznie byłam w strasznym stanie, zwłaszcza, że wszystko działo się tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Wszystkie \"papierkowe\" aspekty mnie przerażały, nie miałam siły, żeby to załatwiać i żeby wytrzymać pogrzeb. Po długiej rozmowie z Mężem podjęliśmy decyzje, że nie będzie pogrzebu. Nasze drugie dzieciątko jest już w niebie, razem z naszym pierwszym dzieckiem.
Po powtórnym usg ok godz. 8.30 podano mi tabletki poronne i kazano czekać. Rozwieranie szyjki macicy zajęło cały dzień. Dopiero o 19.50 miałam robione łyżeczkowanie. Zabieg miałam robiony ze znieczuleniem ogólnym, nic nie czułam i mało pamiętam ;( Wiem, że płakałam zanim dostałam kroplówkę. Po zabiegu, jak przywieźli mnie do sali też płakałam, właściwie wyłam na cały głos...;( Miałam gdzieś, że pozostałe dziewczyny na sali słyszą - ja już nie czekałam na dziecko, a one tak!!! Niestety byłam na patologii ciąży razem z ciężarnymi - nie było miejsca w salach, do 16 leżałam na korytarzu. Cały czas dostawałam ogromne wsparcie od Męża, który był przy mnie.
W dzień po zabiegu dostałam wynik badania na mycoplasma pneumoniae , które zleciła mi moja internistka ze względu na długotrwały kaszel. Wynik - POZYTYWNY!!! Możliwe, że to właśnie była przyczyna śmierci naszego dzieciątka ;(

Po powrocie do domu nie mogłam się pozbierać ;( Kiedy słyszałam, że \"mam być twarda\" i że \"to jest na pewno jakiś plan, który później zrozumiemy\" miałam ochotę lać po gębach pięściami tych doradców!!! I wykrzyczeć im w twarz, żeby się odwalili!!! ;(
Bardzo dużo płakałam, nie chciałam nikogo widzieć i z nikim rozmawiać ;( Mój Mąż nie wiedział o co mi chodzi, czemu tak długo nie mogę się pozbierać, znalazłam w Internecie informacje na temat depresji po poronieniu i dałam mu do przeczytania
( http://portal.abczdrowie.pl/depresja-po-poronieniu, http://parenting.pl/portal/pomoc-po-poronieniu ). To bardzo pomogło. Od tej pory, kiedy tylko zaczynałam płakać, nawet po cichutku, mój Kochany podchodził do mnie i przytulał mnie mocno nic nie mówiąc. Trwaliśmy tak przytuleni, dopóki nie skończyły się moje łzy. Przez kilka dni płakałam dosłownie co chwilę, prawie cały czas. Mój Mąż był cały czas przy mnie. Czuję, że ta sytuacja wzmocniła naszą wzajemną relację i że kocham Go jeszcze bardziej.
Reakcje ludzi są najróżniejsze. Od udawania, że nic się nie stało, do nadmiernego wtrącania się i pouczania nas, co powinniśmy zrobić według nich...Sad To bardzo boli Sad Gdyby sami byli w naszej sytuacji, mogliby decydować o sobie. My podjęliśmy najlepsze właściwe dla nas decyzje z wiedzą i siłą, którymi wtedy dysponowaliśmy. Nikt nie ma prawa mówić nam, że powinniśmy pochować dziecko i dlaczego tego nie zrobiliśmy Sad Zwłaszcza udzielanie takich rad, kiedy już jest po fakcie niczego nie wnosi i tylko rozwściecza :x

Mamy prawo żyć naszym życiem i przeżywać naszą żałobę tak, jak tego chcemy. Miło, że daleka rodzina się przejmuje, ale to MY straciliśmy dziecko, a nie oni... Sad Jeśli prosimy, żeby się nie wtrącać, powinni to uszanować.

Jutro wizyta u naprotechnologa. Ciekawe co powie...

Nawet, jeśli nikt nie przeczyta, cieszę się, że to napisałam. Pozdrawiam wszystkie kobietki i mocno Was ściskam!
Odpowiedz
#2
Agatka Maria dla Waszych dzieci (*) (*)
Dla Was wyrazy współczucia i dużo sił.
Odpowiedz
#3
Przeczytamy.. Wyrazy współczucia i dużo siły na te najgorsze dni.
Dla aniołków [*][*]
Odpowiedz
#4
Dziękuję dziewczyny... Ciągle jest mi ciężko... Wkurzają mnie kobiety w ciąży, zazdroszczę im tych brzuszków ;( Ja nie mogłąm doczekać się swojegoSad
Na widok małych dzieci chce mi się płakać, ja też miałam mieć takie MaleństwoSad
W poniedziałek wracam do pracy, do moich 3-latków. Wszyscy w pracy wiedzą. Niektórzy rodzice też, ale ja nikomu nie mówiłam. Koleżankom się \"wypsnęło\", a potem w Wigilie odebrałam telefon z gratulacjami od jednej z Mam...Sad Mówiła, żebym się pochwaliła, a ja jej ryknęłam płaczem w słuchawkę! ;( Wiem, ze to nie jej wina, chciała dobrze, ale ten kto ją poinformował, powinien też sprostować, żebym potem ja nie musiała przechodzić takich sytuacji ;(

Przed chwilą telefon z centrum medycznego. Niestety naprotechnolog nic nie powie- po raz drugi przekładają naszą wizytę na następny piątek Sad A ja bym tak chciała już coś zacząć robić! Sad Jestem wściekła!!!
Odpowiedz
#5
Agatka łączę się w bólu razem z Tobą. Przeżyłam coś podobnego na początku grudnia... Ja też znam czym jest zazdrość....nie mogę patrzeć na kobiety w ciąży..., na ich piękne brzuchy. Sama chciałabym taki...płaczę też po cichu bo nawet Mąż ma już dosyć ciągłego rozpamiętywania... Mam nadzieję, że Ci się uda, że będę mogła Ci tu na forum pogratulowaćSmile Ja staram się teraz myśleć pozytywnie. Nie można cały czas dostawać kopniaków od losu...przecież w końcu i nam musi się udać prawda??
Odpowiedz
#6
Dziękuję Patrycja. Zupełnie inaczej jest rozmawiać/pisać z kimś, kto też to przeżył i wie co powiedzieć, a czego nie mówić...
Masz rację, w końcu nam też MUSI się udać!!!
Dziękuję...
Odpowiedz
#7
Najważniejsze abyś nie traciła nadziei...
Dużo sił dla Ciebie


Dla Twoich Aniołków [*]
Odpowiedz
#8
Wierzę w to z całego serca że teraz Nam się udaSmile że założymy nowy wątek i będziemy tam razem i Ty i jaSmile na prawdę ogromnie w to wierzę.... ja odliczam już czas...kiedy miną te 3 miesiące i będę mogła rozpocząć starania....lekarka powiedziała, że psychicznie się pozbieram jak zajdę ponownie w ciążę, że to normalne, że teraz płaczę, że mam wybuchy złości, żalu...rozgoryczenia...
Jestem z Tobą....
Odpowiedz
#9
U mnie po pierwszej stracie tak było, ale możliwe, że to dlatego, że nie wiedziałam o dzieciątku. Teraz nie wiem jak będzie...
Też czekam z niecierpliwością na możliwość rozpoczęcia starań, ale mam dużo lęku... Sad Najpierw chcę zrobić dokładne badania, żeby nie narażać kolejnego dziecka na śmierć Sad
Właściwie teraz to trochę się boję bycia w ciąży Sad Boję się, że może się skończyć inaczej niż bym chciała Sad
Bardzo dziękuję za wsparcie, nawet nie wiesz,ile to dla mnie znaczy Smile
Mocno Cię ściskam Patrycja i też jestem z Tobą!
Odpowiedz
#10
Knecik dziękuję...
Jedyne, co mnie trzyma przy życiu, to nadzieja. Sił nie mam za dużo... Sad
Odpowiedz
#11
agatka_maria przeczytaj ....
http://forum.gazeta.pl/forum/w,16556,746..._mamy.html

Każdej jest ciężko ale z czasem na Twojej buzi pojawi się uśmiech, ale w sercu na zawsze zostanie ból Sad ale będziemy z nim żyć ...
U mnie w marcu minie rok odkąd straciłam Juleczkę w 33tyg, jakoś żyję i funkcjonuję sa lepsze i gorsze dni ale jest już więcej lepszych ... Jestem w drugiej ciązy i teraz mam nadzieję, ze będzie mi dane urodzić zdrowego bobaska, którego obdarzę duża miłością.
Tobie też się uda, i innym dziewczynom Smile
Odpowiedz
#12
Agatka Maria , łączę się w bólu Twojej straty.
Ja sama dzisiaj postanowiłam wyjść wreszcie z domu, musiałam odprowadzić siostrę na pociąg, bo po poronieniu postanowiła u nas zostać, aby mnie troszkę wesprzeć...i kiedy wracaliśmy z PKP z narzeczonym rozpłakałam się słysząc rozmowę małej dziewczynki z mamą, które szły prawie całą drogę za nami.
To jest ciężkie, ale musimy być silne...dla siebie, dla naszych ukochanych, dla naszych Aniołkow i dla naszych dzieci, które kiedyś będziemy na pewno miały.
Tule mocno!
Odpowiedz
#13
Razem z Wami jest jakoś łatwiej...
Dziękuję, że jesteście!
Odpowiedz
#14
Agatka, masz rację porób wszystkie niezbędne badania. Wtedy będziesz spokojniejsza. Ja też się ogromnie boję, ale ze względu że to pierwsze poronienie learze powiedzieli, że traktujemy to jak\"przypadek\"... więc nie będę robić badań. Ciekawa jestem czy po tym badaniu his-pat. będzie można określić przyczynę. Wierzę, że u Ciebie to była też kwestia przypadku. Po prostu hromosomy się źle połączyły...Ale badania warto zrobić.
Ja wczoraj miałam straszny dzień....może dlatego, że próbuje za zewnątrz się uśmiechać (mało kto wiedział o ciąży, tylko rodzina) a od środka mnie ściska ogromy żal, złość,gniew...

<przytul> Jestem z Tobą. Pamiętaj, że zawsze masz z kim pogadać. Nie jesteś sama.
Odpowiedz
#15
Patrycjo ja bardzo liczyłam na to, że badanie hist-pat coś mi wyjaśni, ale nic się nie dowiedziałamSad

Pierwszą, bardzo wczesną stratę, potraktowałam właśnie jako mutację genetyczną-przypadek. To było poronienie samoistne, bez hist-patu.
Drugiej boję się tak potraktować. Mógł to być kolejny przypadek, mogła być infekcja którą zaraziłam się od przedszkolaków-mycoplasma pneumoniae, którą trzeba leczyć antybiotykami, a ja przez prawie 3 msc ciąży tylko syropki i leczenie naturalneSad Ale dopóki tego nie sprawdzę, nie będę miała spokoju ani odwagi by starać się o kolejne dziecko...

U mnie niestety wiedzieli prawie wszyscy-rodzina cała, część znajomych i ludzie ze wspólnoty modlitewnej do której należymySad Tym ciężej mi jest, że już nikt nie pyta, nie okazuje troski. Jakby nic się nie stało...Jakby tego po prostu nie było...Sad W poniedziałek pierwszy dzień do pracy po zwolnieniu.Trochę się boję Sad
U mnie też jest gniew,żal i smutek. Przez to wszystko niestety zaczęłam kląć jak szewc Sad Czego wcześniej nie robiłam, a u innych mnie bardzo raziło Sad Mam nadzieję, że jak przejdzie złość, przejdzie mi też chęć na wyrażanie jej w ten sposób...

Dzięki, że jesteście!
Odpowiedz
#16
Agatka Maria jak już wspominałam przy moim wątku, przykro mi odnośnie tych badań ;/ Podzielam Twój lęk, sama jestem zdania, że zanim zajdę w kolejną ciążę chcę zrobić możliwie wszystkie badania, mogące wyjaśnić co się stało i jeśli już to jak mam się wyleczyć przed kolejną ciążą.
Co do zachowań bliskich i znajomych to mi przykro, że właśnie tak sie zachowują ;/
Będę trzymać za Ciebie kciuki w poniedziałek, ja wracam do pracy dopiero w czwartek...i też sie boję ;/
Odpowiedz
#17
Jutro ciężki dzień, \"trzymajcie kciuki\"... tzn. westchnijcie, pomyślcie o mnie...
Odpowiedz
#18
U mnie jest to samo...wszyscy myślą, że minęło już dość czasu i powinnam się \"ogarnąć\", że nie powinnam już o tym myśleć i się zadręczać, nikt nie rozumie;( nawet mąż powiedział mi ostatnio, że za dużo o tym rozmyślam...i że powinnam zacząc normalnie żyć...

Trzymam kciuki za CiebieSmile i życzę powodzenia!
Trzymaj się <przytul>
Odpowiedz
#19
Agatko, bardzo mi przykro... Sad Łączę się z Tobą w smutku... (*) Doskonale rozumiem przez co teraz przechodzisz... Mocno Cię przytulam

Chciałam Wam dziewczyny dodać nieco otuchy w związku z powrotem do pracy... sama niedawno przechodziłam przez ten \"pierwszy dzień\" i doskonale pamiętam lęk jaki mi w tym dniu towarzyszył...
Oczywiście wiem, że każdy przeżywa wszystko na swój sposób i wszystko zależy też od charakteru wykonywanej pracy, ale to właśnie praca może pomóc w \"powrocie do normalności\"... Mnie pomogła na tyle, że w pracy chciał nie chciał, musiałam się skupić i po prostu zapominałam co jakiś czas na chwilkę o moim nieszczęściu... w tym czasie mogły mi odpocząć oczy od płaczu... uważam, że jeśli będzie Wam za ciężko, to z pewnością warto pomyśleć o ponownym zwolnieniu, ale jeśli jakoś przebrniecie przez tych pierwszych kilka dni, to postarajcie się znaleźć jakąś pozytywną stronę wychodzenia do pracy... chociażby to, że jest to powód do wyjścia z domu, do umycia włosów... na mnie praca wpłynęła pozytywnie, będę trzymać kciuki za Was, żeby i Was wzmocniła.
Odpowiedz
#20
daj znać Agatko jak wrócisz z pracy jak poszło? mam nadzieję, że miałaś miły dzień....
Odpowiedz
#21
Bardzo mi przykro.
Przytulam mocno..
Odpowiedz
#22
Mam nadzieję, że Twój ciężki dzień dobiega końca i będzie już tylko westchnieniem.
Odpowiedz
#23
Dzięki za wsparcie:* Kochane jesteście!
Dzień był lepszy niż się spodziewalam...Wink
Oprócz początku, bo oczywiście na każde \"jak się pani trzyma?\", \"tak już czasem jest\" świeczki mi stawały w oczach... Ale potem, jak już zaczęły przychodzić dzieci było lepiej. Trzeba było się zajmować nimi, a nie sobą i swoim smutkiem... Zresztą moje 3latki są takie kochaneSmile ich teksty powalają na kolana ze śmiechuWink A ja tak patrząc na nie, zaklinam przyszłość i mocno wierzę, że też nam się uda i będziemy mieli małego, a potem większego człowieka.
Logopedka ode mnie z przedszkola(moja koleżanka) jest w ciąży...termin ma 3 dni po mnieSad Dzisiaj się dowiedziałamSad Lubię ją, ale jakoś mam taki żal-dlaczego nam się nie udało...?
Odpowiedz
#24
Nie mam żadnego zdjęcia usgSad Chyba trochę bałam się brać i nigdy nie prosiłam. Za to na ostatniej wizycie (po skierowanie na badania) zapytałam, czy mogę dostać ostatnie zdjęcie usg... Moja lekarka powiedziała,że mam takie prawo, ale że ona da mi kiedyś inne zdjęcie... I że tego lepiej nie będzie mi dawać. Też mam nadzieję, że będę miała jeszcze duuużo takich zdjęć. Ech...Contra spem sperare audeo...-wbrew nadziei ośmielam się mieć nadzieję!
Mocno was Ściskam kochane:*
Odpowiedz
#25
Agatko, cieszę się, że wczorajszy dzień nie był dla Ciebie zły! Oby dzisiejszy był jeszcze lepszy!

Uważam, że masz prawo czuć żal na widok koleżanki z pracy... doskonale Cię rozumiem- ja mam koleżankę, która ma termin porodu 2 miesiące przede mną i w ogóle się z nią teraz nie spotykam, nie potrafię... myślę, że powinnaś powiedzieć jej otwarcie o swoich uczuciach, nawet może uprzedzić na ewentualną \"przykrość\" jaką nieświadomie mogłabyś jej kiedyś powiedzieć. Myślę, że jeśli ma ona nieco empatii to po takiej rozmowie będzie unikała przy Tobie tematów o ciąży, co z pewnością ułatwiłoby Ci funkcjonowanie w pracy. Jak sobie wyobrażam taką sytuację, w której jestem po stracie dziecka i wchodzę do pokoju, gdzie grupka koleżanek głaszcze brzuch jednej z nich i się rozczulają nad nią jak to będzie wspaniale, że zostanie mamą to wiem, że wiem, że bardzo by mnie to zabodło. Bynajmniej na tym etapie, na którym jestem teraz. Wiadomo, że każda mama, która spodziewa się dziecka potrzebuje takich rozmów, ale mając świadomość, że komuś mogłaby sprawić tym przykrość może zachowywałaby się przemyślanie. Takie jest moje zdanie.

A zdjęcie USG może warto wziąć.. nawet gdyby miało zostać schowane je głęboko w szafie... może za kilka lat będziesz chciała je zobaczyć... kto wie... może będziesz chciała oprawić w ramkę i powiesić pośród innych zdjęć Twoich ziemskich dzieci... nigdy nic nie wiadomo...

Wracając jeszcze do Twojej pracy, chciałam Ci powiedzieć, że rozumiem teraz Twoją wcześniejszą obawę odnośnie powrotu do pracy... ja sama pracowałam w przedszkolu przez 8 lat zanim zaszłam w ciążę. Chcę pojechać tam w odwiedziny, ale najzwyczajniej boję się zobaczyć na raz tyle dzieci...
Zastanawiałam się nad powrotem do pracy w przedszkolu, myślałam żeby może w nowym semestrze wrócić, ale chyba tego nie zrobię. Idzie okres przedwiosenny, dzieci będą ciągle chorować... mam słabą odporność i nie chciałabym czegoś złapać... jak zaszłam w ciążę lekarz kazał mi zrezygnować z tej pracy właśnie z powodu chorób przenoszonych przez dzieci... i myślę, że w okresie starań o dziecko też lepiej jest unikać takich miejsc pracy jak przedszkole, oczywiście jeśli ma się taką możliwość...

ściskam Cię mocno!
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości