szpital
#1
chciałabym poruszyc temat szpitala, bo to jak mnie potraktowano to nawet nie umiem tego określić. Gdy zaczęłam krwawić, przyjechało pogotowie, akurat dyżur miał lekarz gin, mówił że to jeszcze nie oznacza najgorszego, że czasem zdarzają sie takie krwawienia. Wstrzyknęli mi coś na uspokojenie. Za to bardzo dziękuję temu lekarzowi, ale w szpitalu zaczęło się najgorsze: jakaś kobieta od razu krzyknęła do innej, że przywieźli dziewczynę z poronieniem, potem pokazali mi łóżko i tyle (była to sobota około godz. 22:00). Nic mie wiedziałam, nic mi nie powiedzieli, nomoże tylko że nie mają teraz dostępu do USG. Prawie cała noc nie spałam, a nad ranem gdy usnęłam ok 5:00, to przyszli mierzyć temperaturę,krzycząc zapaliły wszystkie światła. Potem był obchód, USG, gdzie dr stwierdził cytuję: \"Resztki po poronieniu,dziękuję, proszę się ubrać\" Potem wezwali mnie na zabieg, podpisałam tylko jakieś papiery, położyłam się,a potem to pamiętam tylko jak ocknęłam się na swojej sali a mój mąż trzymał mnie za rekę ( dziękuję Bogu, że nie jestem sama). Nikt mi nie powiedział co to za zabieg na czym polega, ja byłam w takim szoku, że nie myślałam żeby sie o coś pytać. Na koniec w dniu wyjścia ze szpitala musiałam czekać około gordziny żeby pielęgniarki wyjęły mi welfron, a sekretarka stwierdziła dość niemiłym tonem że po wszystkie dokumenty mam się zgłosic na nastepny dzień, bo ona nie ma czasu nic ją nie obchodziło że mieszkam 30 km od szpitala. To był koszmar. człowiek przeżywa tragedię a tu jeszcze dodatkowe przykrości. Prosze napiszcie czy Was też tak potraktowano.
Odpowiedz
#2
gieniu,



strasznie mi przykro, ze ten pobyt w szpitalu byl taki a nie inny.



W warunkach ronienia po ludzku, ktore sformulowalysmy na podstawie listow od kobiet, jest tez punkt dotyczacy dostepu kobiet do informacji - tych medycznych i tych \"z zycia szpitalnego\".



Na wlasnej skorze przekonalam sie, ze bardzo brakuje kogos, kto na samym poczatku pobytu w szpitalu wyjasni, co czeka pacjentke po przyjeciu - jakie badania, o ktorej mniej wiecej godzinie, jakie sa rokowania. Kogos, kto z szacunkiem do zaistnialej sytuacji powie o tym, jak wyglada poronienie (do licha, jesli jest to pierwsze poronienie, to skad kobieta ma wiedziec, jak to bedzie wygladac!) - powie o bolu, krwi, skrzepach... powie po ludzku, ze wspolczuciem.



Problem polega na tym, ze personelu medycznego nikt nie uczy, co mowic, jak mowic. Oni sami uciekaja przed tymi rozmowami, przed cudzym cierpieniem, bolem. Z jednej strony rozumiem, z drugiej - przeciez to ich zawod, gdzie najwazniejszy jest chory, cierpiacy czlowiek, nie choroba, ale wlasnie czlowiek. Mam wrazenie, ze sami sie zamykaja na bol drugiego czlowieka (nie wszyscy).



Trzymaj sie gieniu

Monika




Odpowiedz
#3
gieniu,

Przykro mi, że trafiłaś na taki szpital i właśnie takich ludzi.

Nie wiem czy będzie to dla Ciebie pocieszeniem, ale nie wszędzie tak jest. Ja trafiłam do szpitala \"z ulicy\" i chyba na niewiele rzeczy mogę narzekać. Jedynie na pośpiech i zamieszanie podczas przyjmowania mnie na Izbie Przyjeć i długie czekanie na zabieg, bo blisko 12-13 godzin.

Byłam na sali z dziewczynami z podobnymi problemami, męża nikt nie wyganiał mimo, że był trochę dłużej niż \"regulaminowe\" odwiedziny, byłam informowana o tym co mnie czeka... i jeszcze długo mogłabym wymieniać. Chyba najbardziej utkwiła mi w pamięci położna, ktora stała przy moim łózku po zabiegu w nocy i odeszła dopiero gdy powiedziałam, że już jest dobrze...

Kiedy wróciłam do poradni przyszpitalnej po wynik histopatologiczny pani rejestratorka sama zaproponowała mi założenie karty i wizytę u lekarza, żebym mogła dowiedzieć się czegoś więcej o tym wyniku.

Tak było za pierwszym razem kiedy byłam całkowicie anonimową pacjentką i podobnie było podczas zabiegu po drugiej obumarłej ciąży, kiedy miałam już \"tamtejszego\" lekarza prowadzącego. Jeśli mogę tak powiedzieć to było nawet lepiej - i ja byłam mądrzejsza i lekarz bardziej się mną przejmował.

Wiem, że personel szpitala, w którym przebywałam na pewno nie jest idealny. Nigdzie nie jest... Czasami podczas rozmowy uciekają wzrokiem, ale czy ja sama zawsze potrafię w trudnych momentach patrzeć komuś prosto w oczy? Mój ginekolog otwarcie powiedział, że nie lubi pacjentkom przekazywać takich wiadomości - i chyba za to też go cenię.

A jeśli chodzi o pobudkę pomiędzy godziną 5-6 to w szpitalu chyba standard Smile

Pozdrawiam,

Monika - magic
Odpowiedz
#4
byłam w szpitalu 2 razy z poronieniem. Za pierwszym razem to była tragedia... Szpital w remoncie, za drzwiami z napisem \"izba przyjęć\" powitały mnie worki cementu i facet w roboczym ubraniu. Pielęgniarka przyjmująca....o Boże...spojrzała na skierowanie, pyta czy krwawię, mówię że tak. No to mam pokazać, pokazuję. Komentarz: \"phi, takie krwawienie!\". Kazała się przebrać w pokoju obok (wśród wiader z farbami), zaprowadziła do sali. Za jakiś czas na USG. Wchodzę a tam kilku lekarzy + student, wszyscy rozbawieni bo przed chwilą mieli jakąś wesołą pacjentkę. Leżę pod USG, oni uchachani a mnie łzy lecą ciurkiem.... Idę korytarzem z ordynatorem i tą pielęgniarką z przyjęć. Lekarz mówi: \"czemu pani nie mówiła że wczoraj miała USG, nie robilibyśmy już?\" Ja: \"miałam nadzieję że pan zobaczy co innego\". Nic nie odpowiedział a ta ...... znowu swoje: \"phi, a co miał zobaczyć?!\" Szłam ale nic nie widziałam bo łzy mi zasłaniały wszystko. Kolejny raz było już lepiej. Co prawda musiałam czekać na izbie przyjęć wśród ciężarnych gotowych do porodu, słuchać \"to ja jadę, córcia, trzymaj się, przyjadę już po was oboje\", słuchać KTG zza drzwi... Czekałam na badanie kiedy pod drzwi gabinetu przyjechała na wózku dziewczyna w trakcie porodu. Kurczowo trzymała pielęgniarkę za rękę i prosiła \"zróbcie mi cesarkę bo nie dam rady!\". Miałam ochotę ją trzasnąć! Odwróciłam się i płakałam, myślałam sobie jak możesz? na kolację będziesz miała dziecko przy piersi a ja o tej porze będę mieć pusty brzuch! ale przynajmniej lekarze zachowali się w porządku. Młoda gin. długo kręciła we mnie głowicą, nikt nie żartował, nie prychał, nie poganiał...
Ja naprawdę nie oczekuję, że cały szpital będzie nade mną stał, głaskał mnie po głowie jaka to jestem biedna. Ale należy mi się szacunek, zwłaszcza od \"sióstr\"
I jeszcze jedno odnośnie szpitala, tym razem o odwiedzających. Po zabiegu przewieziono mnie z powrotem na salę, byłam słaba po narkozie i strasznie chciało mi się spać. Ale nie mogłam niestety bo do dwóch pań przyszli krewni. I nie przyszło im do głowy żeby chociaż głos zniżyć. Zakopałam się pod kołdrę, zasłoniłam głowę rękami, nic nie dało. A nie miałam siły żeby ich uciszyć....
Odpowiedz
#5
Bardzo Ci współczuje takich doświadczeń - nie trzeba przejść jakiegoś doświadczenia żeby wydobyć z siebie odrobinę empatii i zrozumienia.
Świat się zrobił taki obojętny na życie.
(*) dla Twoich dzieci i obyś nigdy więcej nie musiała tego przechodzić.
Odpowiedz
#6
Krew zalewa jak Was czytam.
U nas nie było inaczej.
Niestety, trzeba walczyć o swoje prawa...
Odpowiedz
#7
To się w głowie nie mieści, ze tak personel medyczny traktuje kobiety z tak straszną tragedią.
Ja trafiając do szpitala akurat trafiłam na bardzo życzliwe osoby Smile Każdy miły i uprzejmy. Dostawałam cały czas tabletki na uspokojenie, położne mówiły mi cały czas ciepłe słowa i pocieszały. lekarze tłumaczyły mi co i jak. Jak to wszystko będzie wygladac i na wyjście ze szpitala powiedzieli mi, że mają nadzieję, że w przyszłym roku trafię do nich i urodzę zdrowego dzidziusia. Wtedy te słowa niewiele dla mnie znaczyły....
Ale znam taką położoną niestety, która bije kobiety podczas porodu i strasznie krzyczy na nie. ( była przy moim porodzie nie odbierała go ale w pewnym momencie krzyknęła na mnie ze to nic wielkiego i żebym się wzięła w garść i w końcu urodziła)
Jak ja rodziłam Mojego Aniołka odbierała inna położna i Kilku lekarzy asystowali. I widząc, że u mnie poród nie postępuje, ze bardzo krzyczę z bólu to już mieli dać mi zastrzyk w kręgosłup ale nagle urodziłam....
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości