Dwa szybkie pytania
#1
Dowiedzialam sie o martwym dzidziusiu w srode 16-go marca. W sobote 19 marca zrobili mi operacje bo potrojna dawka prochow nie wywowala poronienia. Do tej pory codziennie krwawienie. Caly brzuch mnie boli, nie bez przerwy, ale czasami dlugo .... nie jest to okropny bol, no ale jest.

Pierwsze pytanie moje jest takie: czy to juz naprawde czas, by wrocic do pracy?
Wczoraj minal tydzien od operacji. Wczoraj tez byl pogrzeb.
Nie wyobrazam sobie, ze bede stala we wtorek przed 60-ma studentami i opowiadala im o filozofii, ktora w tym momencie obchodzi mnie najmniej na swiecie. Moj szef twierdzi, ze powrot do pracy pomoze. ALe naprawde juz teraz?

Drugie pytanie:
minal wlasnie ten tydzien, a ja nie mysle o niczym innym tylko KIEDY ... kiedy bylaby szansa, zeby znowu zaczac myslec o dzidziusiu.. czytam wasze posty, wiem, jak dlugo czasem trzeba czekac... Ale tylko ta mysl trzyma mnie przy zyciu, ze moze jeszcze jest szansa, ze moj Uriah ublaga mi u Boga zywe i zdrowe dziecko... czy to jest obsesja zranionego zwierzecia? czy powinnam probowac sie od tej obsesji sie uwolnic i przyjac, ze przez najblizsze pol roku lepiej nawet o tym nie mysle i nie ludzic sie?
Odpowiedz
#2
Tysiu,
nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi na Twoje pytania, niestety
dla jednych praca jest wybawieniem, możliwością wyjścia \"do ludzi\", wzięcia się w garść
a innych to przerasta i przeraża
sama musisz ocenic, czy dasz radę, czy Ci to pomoże
to nie inni mają Ci mówić, co jest dla Ciebie dobre, to Ty sama musisz czuc, że chcesz lub nie chcesz czegoś robić
nie bój się odmówić, powiedzieć, że nie masz ochoty, że brzydko mówiąc masz to w d...
masz prawo robic to, co chcesz robić

podobnie jest z kolejną ciążą - jedne kobiety czują, że muszą natychmast być w kolejnej ciązy, a inne nie sa do tego gotowe i latami
z medycznego punktu widzenia nie ma dobrego i złego czasu, nie ma sztywnego okresu oczekiwania
jesli organizm będzie gotowy fizycznie to można w ciążę zachodzić
pytanie tylko, jak z psychiką
to nie jest tak, że kolejne dziecko zastąpi to utracone, że wyleczy rany
to wszystko nie jest proste

musisz sporo rzeczy przemyslec, przede wszystkim przeżyc żałobę, jej wszystkie etapy, także nienawiść, która teraz czujesz do świata, do siebie samej
nie bój się swoich uczuc, nie wstydź sie ich, nie porównuj do innych ludzi, do innych kobiet
nie ma bólu gorszego i lepszego, straty mniejszej czy większej
jestes Ty, Twoje dziecko i Twój ból - to się teraz liczy

ściskam Cię mocno i życzę dużo sił na ten trudny czas
Odpowiedz
#3
Co do powrotu do pracy to jeżeli masz akt urodzenia dziecka z adnotacją, martwourodzone to przysługuje Tobie 8tygodni urlopu macierzyńskiego.

Co do bóli brzucha to powiem, że mi dali ketonal. Czy brałaś jakieś środki przeciwbólowe? Jeżeli coś Ciebie niepokoi warto wybrać się do lekarza.

A co do ponownego zajścia w ciążę to spraw jest bardzo indywidualna. Dużo zależy od przyczyny śmierci dziecka. Totalne minimum to 1-2cykle. Np po ciążach biochemicznych nic nie stoi na przeszkodzie aby odrazu się starać.
Odpowiedz
#4
Tysiu, powrót do pracy w czym ma pomóc? Życia Uriahowi nie zwróci. A rozpacz się nie zmniejszy przez to, że będziesz musiała się przez kilka godzin mobilizować, odpowiadać na \"dzień dobry\" etc. Żałoba ma swoje prawa i, owszem, można próbować ją tłumić i ubrać się w maskę \"Wszystko_w_porządku\". Tylko jakim kosztem?
Tym bardziej, że krwawisz - czyli organizm jest nadal osłabiony. Nie wiem jak wyglądają amerykańskie zwolnienia lekarskie i jakie masz możliwości. Ale wg mnie kobieta powinna wracać do pracy wtedy gdy uważa, że już jest na to gotowa (także fizycznie), a nie na czyjeś sugestie.

Tak samo jest z kolejnym dzieckiem. Ta pustka w brzuchu jest tak dokuczliwa, że wszystkie chcemy być natychmiast znowu w ciąży. I niektóre z nas idą za tym impulsem (z różnych powodów), a inne czekają. Ja sama jak sobie uświadomiłam, że wcale nie chcę być w nowej ciąży, tylko w tej, która się skończyła i nie tęsknię za jakimkolwiek dzieckiem, tylko za tym jedynym, konkretnym - to mi przeszło. I gotowa na kolejne starania poczułam się chyba po 10 miesiącach.

Ale to pragnienie dziecka, o którym piszesz jest zupełnie naturalne. czemu miałabyś z nim walczyć?

Od strony fizycznej - większość lekarzy zaleca odczekanie 3 cykli. Od strony psychicznej - trudne jest przeżywanie jednocześnie żałoby i kolejnej ciąży i to, co pisałam niedawno dziewczynom - sprawdzenie czy na pewno marzę o dziecku, bo tyle we mnie miłości, która nie ma ujścia, czy ma to być sposób na ucieczkę przez smutkiem i narzucenie temu maluszkowi roli pocieszyciela. Daj sobie czas na spokojne przemyślenia.

Masz ogromną, ogromną szansę, że zdrowe dziecko się w Waszym życiu pojawi - choć gwarancji żadnych nikt Ci nie da. Ale statystycznie większości kobiet po poronieniu udaje się urodzić kolejne, zdrowe dzieci.

Ściskam mocno
Odpowiedz
#5
ja jeszcze mysle bez przerwy, ze juz mam 36 lat, w czerwcu 37... ile jeszcze szansy? tu w Ameryce trabia bez przerwy, ze jak przekroczy sie 35 lat, to juz tylko coraz wieksze szanse na Downa, na inne problemy, i coraz wieksze szanse na poronienie...

powrot do pracy faktycznie bedzie \'zabawny\' tu w Ameryce, gdzie ABSOLUTNIE KAZDY zadaje pytanie \'how are you doing?\' z wielkim entuzjazmem i z absolutnym oczekiwaniem na odpowiedz \'I am doing great, it\'s so good to see you\'...

a moja odpowiedz na kazde takie pytanie mogla by byc tylko czysto po polsku, zeby sie wszyscy caly swiat \'od-p-...lil\'....
Odpowiedz
#6
Jeśli chodzi o powrót do pracy to nie masz co się zastanawiać. Nie czujesz się gotowa, więc jeśli tylko masz taką możliwość to nie wracaj. Nie rób nic przeciwko sobie. Chociaż nie do końca zgadzam się z Małgosią, bo dość szybki powrót do pracy nie zawsze jest takim złym pomysłem. Ja np sama chciałam wrócić. I wróciłam 1,5 tyg po stracie, a czasem żałowałam że wzięłam tak dużo zwolnienia. Nie dlatego, że musiałam wziąć się w garść i udawać że jest w porządku, bo nie udawałam. Po prostu miałam czym się zająć, oderwać się trochę od tego.. siedzenie samej w domu nie robiło mi dobrze. Tym bardziej że wcześniej 3 miesiące leżałam, więc całe dnie sama.. a w pracy miałam zajęcie.. i koleżankę której opowiadałam o Gabrysiu. NIGDY nie udawałam, że jest dobrze. U nas też jest tak że ludzie pytają \"jak tam? co u Ciebie?\" i nawet jak wiedzą co się stało to oczekują i mają nadzieję że powiesz \"jest ok, daję radę\". Ja odpowiadałam zawsze \"tak źle jak nigdy w życiu\". Widziałam, że chcieli usłyszeć coś innego.. wręcz patrzyli na mnie jakby nietaktem była taka odpowiedź. Ale ja miałam to gdzieś.. Czasem myślę, że mogłam wyglądać wtedy na wariatkęWink Pewnie znaleźli się tacy którzy uznali że robię to na pokaz, że obnoszę się z tym.. ale co mnie to obchodzi? Ja chodziłam i opowiadałam o tym co mnie spotkało każdemu komu się dało.. po prostu czułam potrzebę mówienia o moim Dziecku, żeby każdy wiedział że On był i jaki jest ważny. Zresztą nadal wykorzystuję każdą okazję rozmowy Smile No ale to nie oznacza oczywiście że dla Ciebie powrót do pracy będzie równie dobry, bo czujesz że nie będzie. Wiele zależy od człowieka, rodzaju pracy, atmosfery, współpracowników itd..

Co do kolejnej ciąży to wszystko zależy właśnie od etapu ciąży i jak szybko się wraca do formy. Najlepiej by było przed podjęciem starań iść na kontrolę do lekarza.. A jeśli chodzi o stronę psychiczną.. To Małgosia ma rację. Ja zaczęłam się starać 2 miesiące po stracie.. w sumie miesiąc po pogrzebie. Od początku wiedziałam, że nie zastąpię jednego dziecka drugim, ale tak bardzo pragnęłam takiego maleństwa.. od zawsze tego pragnęłam.. nie chciałam już czekać. Ale minęło już prawie 10 miesięcy i zdecydowanie teraz moja psychika jest w dużo lepszym stanie niż wtedy.. i myślę że będzie mi łatwiej przejść przez ciążę niż jakby się udało już wtedy. Długo po poronieniu wpadałam w panikę widząc krew nawet w czasie okresu. Myślę że ciąża i ewentualne plamienia by mnie wykończyły.. Teraz też na pewno będę się bała, że coś pójdzie nie tak.. ale jestem spokojniejsza. Chociaż z drugiej strony gdybym mogła decydować ponownie kiedy zacząć się starać, znowu zaczęłabym wtedy.. bo to nie jest tak, że się podejmie decyzję i się uda niestety.. chociaż może jakbym zaczęła później to starania byłyby krótsze bo hormony wróciły by do normy? Nie wiem.. Ale chyba męczyłabym się czekając Smile

Myślę, że najlepiej w każdej kwestii kierować się sercem i swoimi potrzebami. Na nikogo się nie oglądaj.. Rób tak jak sama potrzebujesz przeżyć żałobę.
Odpowiedz
#7
Tysiu moim zdaniem powinnaś zaczekać z tym powrotem do pracy zwłaszcza że dopiero miną tydzień od straty
Tysiu to nie jest obsesja to normalny stan myślę że każdą z nas przy życiu trzyma myśl o następnej ciąży
Odpowiedz
#8
Dziewczyny, bardzo mi pomogly Wasze wypowiedzi... W ogole czytam wszystkie posty, od poczatku te ktore dostalam na pierwszym moim watku, bo na poczatku nic z tego co czytalam do mnie nie docieralo. Teraz powolutku troche zaczyna...

Bylam dzisiaj na sprawdzeniu, bardzo szybko, bo to tylko tydzien i dwa dni od operacji.

Lekarka ze strachem na mnie popatrzyla, ze widac, ze fatalnie ze mna. Powiedziala, ze absolutnie do pracy sie nie nadaje. To mnie az przestraszylo... Chyba postarzalam sie o jakies 20 lat...

Za to fizycznie - jakos sie wszystko bardzo szybko leczy tak jak powinno, hormony szybko spadaja, kilogramy tez spadaja, rodzice moim tym z kolei sa przestraszeni, ze ja zanikam, no ale coz...

W kazdym razie dodatkowy tydzien wolnego, choc wiekie wyrzuty sumienia jak tak moge zawalac prace... no coz...

lekarka powiedziala tez, ze bardzo zaleca nie tylko prochy przeciwdepresyjne ale koniecznie tez terapie, no i bede probowac jak najszybciej.. kiedys terapia juz mi zycie uratowala, moze teraz tez... choc teraz juz troche terapii mam tutaj, i w blogu, ktory zaczelam pisac do synka...
Odpowiedz
#9
Tysiu nie miej wyrzutów jeśli chodzi o pracę. Praca nie zając nie ucieknie. A terapia na pewno pomoże, chociaż dobrze że pisanie tutaj i na blogu będzie ją wspomagać. Nie musisz też dobrze wyglądać dla innych i sprawiać wrażenie że jest ok, skoro nie jest... Życzę Ci dużo dużo siły..
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości