nienawidze siebie tak potwornie
#1
i jest gorzej, coraz gorzej... marze o bolu fizycznym, marze, zeby zaprochowac i przestac istniec, marze, zeby zgolic glowe na lyso, wypelnia mnie tylko nienawisc i przeklenstwo

pierwsze usg pokazalo fantastyczne mocno bijace serce zdrowego dzidziusia

trzy tygodnie pozniej szlam zobaczyc juz i raczki i nozki, i prawdziwy ksztalt dzidziusia

pierwsze spojrzenie na ekran i wiedzialam - w moim brzuchu jest trup

mniejsze niz na tym pierwszym usg, bez bicia serca

lekarka nic nie musiala mowic

to bylo w zeszla srode

prochy nie wywolaly poronienia
zrobili mi operacje w sobote wieczorem
coraz mniej placze, juz nie wyje jak smiertelnie ranne zwierze, ale jest gorzej niz kiedykolwiek

czekam tylko kiedy moj maz zupelnie sie ode mnie odwroci bo ma dosyc ze nic sie ze mna nie polepsza

nienawidze siebie, nienawidze mojego zycia, i mojego ciala, ktore mnie oklamalo

....
czekalam 35 lat zeby spotkac mojego meza;
slub byl w czerwcu 2010...
(wczesniej bylam zareczona z innym, slub byl ustalony, wszystko zarezerwowane, goscie zaproszeni... on zerwal ze mna dwa miesiace przed data slubu... myslalam, ze to bylo najgorsze pieklo mojego zycia, i ze tyle cierpienia wystarczy... nie wystarczylo...)

owszem, stal sie cud, ze w ogole wyszlam za maz
ale potem od razu rozne problemy zdrowotne...., niby stal sie cud - ciaza w styczniu, i najpierw wszystko tak dobrze szlo

a teraz juz koniec
nie wiem czy nazywac to cudem czy potwornym potwornym okrucienstwem boga

moja siostra poradzila, ze to forum mi pomoze; czytam troche postow, i tylko widze, ze pieklo moze byc jeszcze gorsze niz to, przez jakie ja przechodze

jesli jestem przekleta, a jestem, to czekaja mnie tylko jeszcze gorsze wydarzenia niz to poronienie
Odpowiedz
#2
Tysia posłuchaj mnie daj sobie czas czas leczy rany nawet te najgorsze Wiem co czujesz i wiem że cierpisz pozwól sobie przeżyć żałobę masz prawo do płaczu i żalu i twój mąż nie powinien się od Ciebie odwracać i mówić że ma dosyć. Bardzo mi przykro z powodu śmierci twojego dziecka(*) Dużo sił Ci życzę. Nie jesteś sama masz nas pomożemy Ci przez to przejsć
Odpowiedz
#3
Tysio rozumiem Twój ból, przeszłaś wiele w życiu!!Teraz jeszcze spotkało Cię kolejne nieszczęście, to niesprawiedliwe!!!Rany są zbyt świeże dlatego tak bardzo cierpisz.Nie napiszę Ci ,że czas leczy rany , bo tak nie jest , zawsze będziesz pamiętała o swoim Maleństwie. Ale powoli z dnia na dzień naouczysz się żyć na nowo.Nie myśl o sobie żle , nie obwiniaj się, znajdż w sobie choć iskierkę siły, choćbyś wylała morze łez nic nie zmieni tego co Cię spotkało. Bądź silna dla męża dla siebie!!Wiem,że nie będzie łatwo, sama przez to przechodziłam!!Ból , pustka ciągle mi towarzyszy , choć dziś już nie płaczę tak bardzo jak kiedyś , nie szukam odpowiedzi \"dlaczego mnie to spotkało\", po prostu cieszę się ,że było mi dane być mamą wyjątkowego Aniołka- mojej córci choć przez 11 tygodni , spoglądam w niebo i gdy zaświeci słońce wierzę , że uśmiecha się do mnie.Życzę CI dużo siły !!!wysyłam światełka dla Twojego Maleństwa i wszystkich innych Aniołków (*)(*)(*)
Odpowiedz
#4
Czas nauczy Ciebie z tym bóle żyć... Nie będzie on mniejszy...

Przykro mi, że dołączyłaś do nas... Dla Twojego dziecka mogę zapalić wirtualne światełka (*)

Teraz powiem co pomyślałam jak to wszystko czytałam.

Pamietaj to nie Bóg na to wszystko pozwala... to wszystko dzieło szatana. On ma na celu zniszyć nas-kobiety. Wmówić jakie jesteśmy brzydkie niedobre. To Bóg pokazuje Tobie jednak, że są dobre rzeczy musisz tylko o nie zawalczyć bo zło chce Ciebie dla siebie. NIe możesz się poddać. To zbyt łatwe rozwiązanie na życie.
Twoja rana jest jeszcze bardzo \"młoda\" daj sobie czas na rozpacz, ból i cierpienie. I walcz, walcz o kolejne dziecko.... spełnij swoje pragnienie bo przeciez tego chcesz. Nie odtrącaj osób, które Ciebie kochają! Dla Twojej rodziny to też jest tragedia ojciec stracił dziecko, babcia dziadek wnuka/wnuczkę... nie boli ich to tak jak Ciebie ale uwierz oni to też przeżywają tylko inaczej....

Nie wiem ale dla mnie dużo odpowiedzi jest w poniższym wykładzie.....Jak znajdziesz siły to odsłuchaj...
http://lusiek000.wrzuta.pl/audio/3cRAlKB...onferencja
Odpowiedz
#5
Tysiu, ogromnie współczuję.

Śmierć dziecka jest taka okrutna, tak nieludzka i bezsensowna, że nie da się jej z niczym porównać. Zmienia w nas wszystko i wokół nas. A żałoba trwa nie dni czy tygodnie a długie, mroczne miesiące, czasem nawet lata. I często jest tak, że ten ból jest mniejszy z czasem - mnie myślenie o moich zmarłych dzieciach już zwykle nie boli, choć tęsknię za nimi mocno.
Pierwsze dni są najtrudniejsze: nawet oddychać trudno, smutek i rozpacz ogarniają nas całych, ciemność w nas i dokoła. Jedyne co można zrobić, to próbować jakoś przetrwać kolejne godziny.
Dużo, dużo sił.
Odpowiedz
#6
Tysia bardzo mi przykro. Ale nie poddawaj się.
To prawda: czas nie leczy ran, ale przyzwyczaja do bólu.. Za jakiś czas sama będziesz się dziwić. Nadal będziesz czuła ból, żal, tęsknotę.. ale mimo tych wszystkich uczuć gdzieś w środku będziesz potrafiła jednocześnie normalnie funkcjonować, a potem śmiać się i cieszyć życiem.
Ja na początku umierałam z bólu. I to fizycznego. Zastanawiałam się jak to możliwe że czuję jak pęka mi serce, po prostu boli aż nie mogę złapać tchu, a jednocześnie żyję dalej?! Słońce wstaje, ludzie żyją jak zwykle a przecież świat się skończył... Wyłam z bólu, nie mogłam oddychać... a teraz? Nadal boli.. Nawet dzisiaj mój mąż wracając od bankomatu do samochodu spojrzał na mnie jak siedziałam w środku a potem spytał \"Kochanie o czym myślałaś? Byłaś tak smutna że zachciało mi się płakać.. dlaczego moja Żona jest taka smutna?\".. Ale jednocześnie żyję dalej. Nie wiem sama jak to możliwe ale tak jest. Przeżyłam a teraz staram się o kolejne dziecko, żyję, spotykam się ze znajomymi, śmieję się... Daję radę. Wiadomo- nic nie jest tak jak kiedyś. Cały mój świat, moje spojrzenie na świat runęło i musiałam je odbudować na nowo. Ja się zmieniłam i mój stosunek do wszystkiego. Ale dałam radę chociaż na początku się nie zapowiadało. Aż sama byłam zdziwiona jak szybko zaczęłam zauważać że powoli wracam do normalności..
Jestem pewna, że Tobie też się to uda. Może jesteś jeszcze silniejsza i uda Ci się to szybciej? Tylko nie rób nic na siłę! nie staraj się uśmiechać jeśli nie masz na to ochoty, płacz kiedy potrzebujesz, unikaj dzieci i matek jeśli nie masz na to siły. Nie oglądaj się na nikogo. Musisz przeżyć tę żałobę po swojemu i tak jak Ty tego potrzebujesz. Ludzie pytają \"co słychać? jak tam?\" i liczą że powiesz że wszystko dobrze. Ja zawsze mówiłam \"Jeszcze nigdy w życiu nie było tak źle\". Poczytaj materiały na tej stronie o żałobie i nie tylko. Daj mężowi do przeczytania wskazówki dla Partnerów.. Wyjaśnij mu że Twój płacz nie oznacza że się nakręcasz, tylko potrzebujesz tego żeby oczyścić emocje i nie możesz dusić tego w sobie. Mój mąż martwił się że jak płaczę to jest gorzej. Musiałam mu wytłumaczyć że to przynosi chociaż minimalną ulgę. Mężczyźni myślą zadaniowo, dla nich żona płacze to trzeba to jakoś załatwić i jej pomóc. A tu są bezradni wiedzą że nic nie mogą.. Dla nich też to ciężkie chwile i boli ich że cierpimy bo sami starają się być twardzielami..

Dasz radę, sama masz pojęcia jak bardzo jesteś silna i ile jesteś w stanie znieść..
Odpowiedz
#7
Wszystko napisała Snopka, nic dodać, nic ująć.
Dla Twojego Aniołka [*]
Odpowiedz
#8
Dla Twojego Aniołka [*]
Odpowiedz
#9
Przytulam Cię mocno dla twojego aniołka(*)
Odpowiedz
#10
przyjechali rodzice do mnie do Waszyngtonu... mieli przyjechac w pazdzierniku, na narodziny dziecka... przyjechali na pogrzeb, ktory nawet nie bedzie prawdziwym pogrzebem, na zalobe, na widok corki, ktora jest umierajaca - widze, jak na mnie patrza, widze straszny bol w ich oczach, mysle, ze bede odpowiedzialna za ich smierc teraz... obydwoje maja kolo 70 lat... tyle bylo radosci, ze ich corka, ktora tyle lat czekala, zyla w samotnosci, wreszcie wyszla za maz, i potem cud bo ciaza, i tyle bedzie radosci, a przyszla smierc, podwojna smierc, bo ja tez juz nie zyje

czekalismy na nich na lotnisku, i byl tam facet z noworodkiem na rekach.... czytalam ostrzezenia, ze takie momenty beda potworne... nie mialam pojecia ze tak ROZDZIERAJACY BOL SERCA jest w ogole mozliwy...

moj maz sie pyta, dlaczego znow ze mna jest gorzej

ja nie potrafie nic juz mu odpowiedziec
minal tydzien i dzien odkad dowiedzialam sie, ze moj synek nie zyl juz od trzech tygodni.... moj maz chcialby, zeby juz tylko bylo lepiej.. ja nie potrafie mu wytlumaczyc, ze nie bedzie lepiej...
Odpowiedz
#11
czytam coraz wiecej postow na forum... nie moge pojac, jak mozliwe jest przezyc tyle cierpienia i zyc.... i marze o jednym: zebym mogla kiedys uwierzyc, ze jestem mama mojego synka... pisze tez slowa - moj synek, ale wcale zupelnie wcale nie czuje sie zadna mama... caly czas mysle, ze to wszystko to bylo tylko okrutne klamstwo
Odpowiedz
#12
Tysiu, tak niewiele czasu minęło.. Nie oglądaj się na nikogo, że sprawiasz ból albo komuś jest przykro że cierpisz. Nie możesz ukrywać tego co czujesz ze względu na to że komuś przykro jak płaczesz. Musisz to przeżyć tak jak potrzebujesz. Inaczej tylko dłużej będzie to trwało.. Mów mężowi co czujesz, żeby nie oczekiwał że za chwilę już będzie dobrze, wytłumacz że to trwa i ani Twoje ani Jego chęci tu nic nie pomogą. Mężczyźni chcą nas chronić od złego, jak jesteśmy smutne to czują że zawalili, że nie potrafią sprawić żebyśmy były szczęśliwe i traktują to jako swoją porażkę. Mój mąż starał się być twardy i nie przeżywać, żeby nie pogarszać mojego stanu. Dopiero po rozmowie, jak mu powiedziałam że ja chcę widzieć że On też tęskni to się rozkleił.. A mimo, że teraz w to nie wierzysz.. z czasem będzie.. może nie lepiej ale łatwiej.. łatwiej będzie z tym żyć. Ja też nigdy nie zrozumiem jak to możliwe że człowiek umiera, dusi się z bólu a mimo to żyje dalej.. Nie sądziłam że potrafię być tak silna i to przeżyć.. Ty też sama Siebie zadziwisz.
Odpowiedz
#13
Tysiu, pokaż może mężowi np:
http://www.miscarriageassociation.org.uk...rriage.pdf (po angielsku)
albo https://www.poronienie.pl/bliscy_partner2.html (po polsku)
Odpowiedz
#14
Droga Tysiu,
bardzo, bardzo mi przykro. Założyłam dziś konto, choć zaglądam tu często, to nigdy nic nie pisałam. Chciałabym coś Ci napisać, bo bardzo podobnie czułam się jak Ty. 5 miesięcy temu straciłam Zosię w 9 tygodniu ciąży. Do tej pory zastanawiam się, jak przetrwałam te tygodnie. Ja w życiu wiele przeszłam, myślałam, że wiem, co znaczy cierpieć. Niestety, bardzo, bardzo się myliłam. Śmierć własnego dziecka jest tak ogromnym bólem, że nie da się jej do niczego porównać. Nikt nie jest w stanie sobie tego wyobrazić, jeśli tego nie doświadczył. A piszę dla Ciebie, bo ja miałam tak samo jak Ty. Nienawidziłam siebie, swojego ciała, czułam się winna. Ja z ofiary stałam się katem. Czułam, że zawiodłam wszystkich na każdej płaszczyźnie. Nie mogłam jeść, spać, nawet płakać. Nie myślałam o sobie jako mamie. Mój mąż mnie bardzo wspierał. Mieliśmy trudne narzeczeństwo (czynniki zewnętrzne), więc cudem było, że wzięliśmy ślub. Na szczęście miłość zwyciężyła. I kiedy wszystko wydawało się, że zmierza w dobrym kierunku, straciliśmy dziecko. U nas dodatkowo nieszczęśliwie się złożyło, że ja roniłam w samotności, mój mąż był zagranicą. Do tej pory nie potrafię się(i on też) z tym pogodzić, że go ze mną nie było. Nawet nie widział naszego dziecka na USG. Moi rodzice też czekali na wnuka, bardzo, bardzo się cieszyli. A potem była rozpacz. Chciałabym Ci napisać, że będę myśleć dużo o Tobie. Życzę Ci dużo, dużo siły. Opowiadaj mężowi codziennie, co czujesz. Będzie mu prawdopodobnie ciężko to zrozumieć, ale lepiej, żeby wiedział. Mój mąż cierpi bardzo, kiedy jest mi źle. I choć minęło już 5 miesięcy, to popatrzył dziś rano na mnie, bo ja byłam taka smutna, i powiedział ze smutkiem, że nie wie jak mi pomóc, a tak bardzo by chciał... Dziewczyny, tutaj na forum, piszą mądre rzeczy. Mnie też one bardzo pomagały. Ból jest i będzie ogromny, ale powoli nauczysz się z nim żyć. Dla mnie śmierć Zosi zmieniła całkowicie spojrzenie na świat. To, co kiedyś było istotne, przestało być istotne. Powoli odkrywam inny sens życia. Niestety cenę za to płacę ogromną. Wszystkie płacimy.
Pamiętaj, że masz prawo czuć się źle. Nie pozwól nikomu, żeby Ci to prawo odebrał. A mamą poczujesz się z czasem. Ja, przez pierwsze tygodnie nic nie czułam, nawet nie potrafiłam myśleć o moim dziecku, tak byłam zła na siebie i skupiona na swoim bólu. Miłość przyszła z czasem. I jeszcze jedno, jeśli będzie bardzo źle, to próbuj przetrwać jakoś ten czas. Pisz, opowiadaj mężowi, co czujesz, rozmawiaj z kimś zaufanym.
Ściskam Cię mocno. Twoje Dziecko ma wspaniałą mamę, która bardzo teraz cierpi, bo tak bardzo kocha.
Odpowiedz
#15
Cytat:[autor cytatu=Malgosia]
Tysiu, pokaż może mężowi np:
http://www.miscarriageassociation.org.uk...rriage.pdf (po angielsku)
albo https://www.poronienie.pl/bliscy_partner2.html (po polsku)

Malgosia,
dzieki, wyslalam do Paula to po angielsku; po polsku nie da rady, musialabym wszystko tlumaczyc
Odpowiedz
#16
kochana Tysiu jesteś mamą. z każdą z nas los okrutnie postąpił i wystawił nas na ogromną pupę... Twój synek patrzy teraz patrzy na Ciebie z nieba i wie że mama go kocha najbardziej na świecie. A on kocha Ciebie bo miłość jest silniejsza niż śmierć... Tysiu daj sobie czas. Płacz i ból jest normalny po stracie jeśli tylko czujesz że potrzebujesz się wypłakać to po prostu płacz nie tłum tych emocji w sobie ściskam mocno
Odpowiedz
#17
Tysiu, wiem, że wydaje się teraz, że jesteś na dnie, z którego się nie podniesiesz, że nie warto, że nie dasz rady. Teraz. Nigdy nie będzie tak samo, życie na zawsze się zmieniło i tego cofnąć się nie da. Twój synek był i jest, a Ty zawsze będziesz Jego mamą, choć może w tej chwili trudno Ci nawet o sobie tak myśleć. Bądź dla siebie dobra, dbaj o siebie, bo On by tego z pewnością chciał. A co do męża - Waszą miłość spotkała okrutna próba, ale nie trać nadziei, że wyjdziecie z niej zwycięsko, jeszcze bliżsi sobie niż dotychczas. To wszystko, co czytasz powyżej mojego postu i to, co jeszcze przeczytasz poniżej, piszą osoby, które wiedzą, co mówią. Uwierz, że to nie Twoja wina i nie wmawiaj sobie, że jesteś przeklęta. Jesteś w piekle - tak. Ale jeśli obejrzysz się przez ramię, to zobaczysz, że Bóg, którego obwiniasz (to też naturalne!), jest w tym piekle razem z Tobą, że Cię podtrzymuje i rozumie.
Odpowiedz
#18
Piękne słowa ellen sama bym tego lepiej nie ujęła
Odpowiedz
#19
Tysiu, z całego serca życzę Tobie i Twojemu partnerowi, żebyście odnaleźli spokój. I przeszli razem przez ten ogrom cierpienia, jakie Was spotkało i jakie jeszcze przed Wami. Ale pamiętaj, że ta ciemna noc ma swój kres. Nie dziś, nie jutro. Ale może za kilka miesięcy, może za rok, będziecie znów cieszyć się życiem i doceniać je. Życzę Wam sił na ten czas.
Odpowiedz
#20
dzisiaj byl pogrzeb mojego synka...

poczulam sporo ulgi...
tzn. wczoraj najpierw absolutna histeria jak sie wydawalo, ze nie bedzie trumny w ogole, bo nie ma \'ciala\'... w koncu moj maz zrozumial, ze musi byc trumna, w ktorej bedzie to, co ja zebralam z mojego synka jak sie wydawalo, ze poronienie odbedzie sie w domu (nie odbylo sie; byla operacja; ale potem w szpitalu mowili, ze dziecka nie znalezli w tym co ze mnie wyskrobali...)

wiec moj maz wycial z desek mala trumienke
razem ja zbilismy gwozdzmi, ja potem wygladzilam papierem sciernym, a Paul w koncu wypalil dwa krzyze po dwoch stronach

bardzo go kochalam, mojego meza, jak patrzylam ze buduje trumne dla naszego synka...

dzisiaj pogrzeb
msza zorganizowana przez moja wspolnote (neokatechumenalna)
plakalam wiekszosc czasu, nie moglam nic spiewac ani odpowiadac... ale slowa byly pelne nadziei, ksiadz powtarzal, ze moj synek, Uriah Paul, zyje, i jest w niebie...

na koniec mszy stal sie cud
cala msza i wszystkie psalmy/piesni oczywiscie po angielsku, przez 12 lat w Stanach juz sie oczywiscie przyzwyczailam ze wwszystko w tym jezyku, ale wiedzialam, ze to nie bedzie wcale pogrzeb dla mnie, bez jednego elementu, a ten element to piesn \'Anielski Orszak\', \'Przybadzcie z nieba na glos naszych modlitw\'.

Wiec juz po blogoslawienstwie na koniec miala byc piesn na zakonczenie. Wzielam gitare, stanelam obok mojego ojca i razem zaspiewalismy Anielski Orszak. Glos bardzo mi drzal, ale spiewalam glosno, tylko dla mojego synka.

Potem widzialam lzy w oczach mojego meza - do tej pory od poronienia ani razu nie zaplakal.

To wszystko to byl wielki prezent z nieba dla mnie.

Do tego druga spowiedz w ciagu jednego tygodnia.
Bo diabel mnie potwornie potwornie meczy i wydaje sie, ze bez przerwy wygrywa walke. Ale drugie rozgrzeszenie w ciagu tygodnia, jak bedzie trzeba, moze bede sie spowiadac codziennie to moze nie zwariuje....

Zaczelam tez prochy przeciwdepresyjne, bo wydaje sie, bez nich sie nie da....

Tyle mojej historii na dzisiaj...

Dziekuje wszystkim Wam, ktore czytacie i mowicie do mnie... Coraz bardziej wazne sie dla mnie robi to forum...
Odpowiedz
#21
Uriah Paul na pewno jest bardzo szczęśliwy, że ma taką wspaniałą, silną Mamę..

Cytat:[autor cytatu=Tysia]
bardzo go kochalam, mojego meza, jak patrzylam ze buduje trumne dla naszego synka...

To zdanie bardzo mi się spodobało.. Chyba ciężko byłoby to zrozumieć innej kobiecie, której to nie spotkało.. Bo pewnie dla kogoś z boku: Jak można kochać za coś takiego? A myślę, że my patrzymy na to bardziej jak inne matki patrzą kiedy ich mężowie np pierwszy raz kąpią swoje dziecko.. okazując czułość, miłość i widać jak to dziecko jest dla Nich ważne.. Albo jak składa łóżeczko.. Tak zupełnie inaczej przejawia się miłość Aniołkowych rodziców..

Tysia opisałaś to wszystko tak, że oczami wyobraźni widziałam jak z miłością i dbałością szykujecie trumienkę, jak śpiewasz dla swojego Synka..
Cieszę się, że poczułaś ulgę. Znam to uczucie. Ja ją poczułam już po tym jak zdecydowaliśmy się na pogrzeb.. później jak nadaliśmy imię.. no i pogrzeb.. Ludzie nie zdają sobie sprawy jak bardzo to wszystko jest ważne dla psychiki.. Mi mówili \"Po co pogrzeb, tylko będziecie się denerwować\"...
Myślę, że przeżycie tego z bliskimi, że zaangażował się w pogrzeb i mąż i tata.. znajomi ze wspólnoty też pomogło. Mnie bardzo cieszyło, że Gabriel był ważny nie tylko dla mnie, ale i dla mojej rodziny, przede Wszystkim męża.. Który też starał się głównie być twardy i tego nie pokazywać..

Światełka dla Synka, a Tobie dużo sił..
Odpowiedz
#22
Tysiu dla twojego synka(*)
Odpowiedz
#23
Wspolczuje, nie poddawaj sie.
Jakie to wielkie szczescie miec tak dobrego meza, ktory na swoj sposob cie wspiera, przy mnie nie bylo nikogo gdy podnosilam sie z dna, a wydawac by sie moglo, ze nigdy tak naprawde sie nie podnioslam.
Beda dni lepsze i dni gorsze, beda lzy i zwatpienie, ale potem pomalutku ujzysz troszeczke slonca, i w najmniejszych darach od Boga poczujesz obecnosc twojego synka.
Trzymaj sie i ufaj mimo, ze wszystko krzyczy w duszy
Odpowiedz
#24
Tysiu - ogromnie wspolczuje. Te pierwsze dni i emocje sa tak rozne od naszych wyobrazen na temat zaloby, ze czesc pojawiajacych sie uczuc moze nas autentycznie przerazac.
Dalas zycie - to jest najwazniejsze - nie zawsze potrafimy i mozemy ochronic przed smiercia Dziecko, ktore nosimy pod sercem. Dlatego nas jest tyle na forum.
Ale to pragnienie, aby cud zycia trwal i sie spelnial na swiecie, wpisane jest nadal w nasze serca. To jest to nasze podobienstwo do Boga, ktory jest dawca zycia a nie smierci.

Choc bol rozrywa Twoje serce, to zawsze i wszedzie bedziesz Mama dla Twojego synka. Ten bol jest dowodem, jak bardzo mozna pokochac drugiego czlowieka.
Kiedys, zobaczysz, zostanie tylko tesknota za nim.

Duzo, duzo sil.
Monika
Odpowiedz
#25
Dziekuje, Dziewczyny...
Za kazde slowo...

Faktycznie nie mialam pojecia ze moze byc tak ciezko. Najgorzej, ze przychodza momenty, nawet godziny, kiedy czuje sie w miare normalnie. A potem wraca tak potworna rozpacz i przerazenie i bol.. Wydaje sie, ze moze lepiej by bylo, gdyby bolalo bez przerwy...

Nie moge pojac, ze niektore z Was przeszly przez to w samotnosci... i dalej jakos zyja...
Nie moge pojac, ze mozna przezyc smierc wiecej niz jednego dziecka...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości