Co Wam pomaga?
#1
Co Wam pomaga w tym trudnym czasie zaloby?

Co daje Wam ukojenie, pomaga przezyc te trudne dni/tygodnie /miesiace.


Na poczatku byla to u mnie rozmowa, glownie z osobami, ktore nie byly bezposrednio zwiazane i z mezem.

Teraz chodzimy z mezem na spotkania grupy wsparcia, niedlugo juz ostatnie, ale moze dolacze do innej grupy.


Z takich przyziemnych rzeczy zauwazylam, ze pomaga mi bycie aktywna. Na poczatku bylo to niesamowicie trudne, ale tak czy siak robilismy wiele ze wzgledu na dzieci.

Teraz tez duzo daje nam kontakt z innymi ludzmi, praca, robienie czegos, czegokolwiek.


Moj ostatni projekt to sprzatanie w domu, takie konkretne, wyrzucanie, sortowanie. Pracuje 3 dni w tyg., wiec mam czas na to.

Co Wam pomaga?
Odpowiedz
#2
Spacery z psem po lesie.
Wyznaczanie sobie nowych celów.
Szukanie hobby, dodatkowych zajęć.
Dbanie o sylwetkę (dieta, ćwiczenia w planach).
Rozmowy na tym forum.
Aniołek przy bransoletce (wypełnia pustkę uczuć w ciągu dnia).

Ogólnie wszystko co zabija czas i pozwala uporać się emocjami bez bezpośredniego udziału osób trzecich. Najpierw sama muszę pomóc sobie, żeby pozwolić na to innym.
Odpowiedz
#3
Monal - mam podobnie. Strasznie było na początku gdy ból brzucha nie pozwalał nawet na krótkie spacery z psem- leżenie i odpoczywanie chyba mnie jeszcze bardziej dołowało no i czekanie na wynik badania genetycznego. Ja z zasady nie lubię odpoczywać i nie robić nicWink A w tym czasie praktycznie nic nie robiłam, nie wychodziłam nawet z domu z obawy przed światem.
Po otrzymaniu wyników mogliśmy iść dalej - realizacja kolejnych badań a co za tym idzie możliwość działania faktycznie pomagała. Realizacja zaległych spraw domowych również. Po dwóch tygodniach, kiedy fizycznie doszłam do siebie zaczęłam wracać do aktywności fizycznej. I teraz to głównie aktywność - prawie co dziennie chodzę na jakieś zajęcia (step, zumba, aerobic, nordic, pływanie) - jest tego o wiele więcej niż przed ciążą i to faktycznie pomaga. Ciężko wracało mi się do formy, na kilku pierwszych zajęciach z nordica kryłam totalne tyły - teraz idę już w tempie grupy. Mam tylko nadzieję, że ta moja nadmierna aktywność nie spowoduje jakiś problemów z owulacją. Natomiast nie robię diety bo tego się odradza gdy myśli się o ciąży.
Podstawową rzeczą jest dobry powód do wstania z łóżka i rozpoczęcia kolejnego dniaWink)
Odpowiedz
#4
Mnie nie bolał brzuch- ani w szpitalu ani później. Zastanawiam się, czy nie było bólu czy go nie czułam.
Mnie pomaga planowanie ale takie realne a nie wydumane.
No i ciepło kociaków, tylko to jest przeplecione ze smutkiem, bo ktoś inny powinien się we mnie wtulać....
Już nie płaczę ale potrafię rozwyć się nad książką
Odpowiedz
#5
Drogie Aniołkowe mamy i ich przyjaciele
chciałam napisać kilka słów o moich przeżyciach, jak sobie samemu pomóc jak ja przez to przeszłam. Od porodu minęły 3 miesiące, mój synek urodził się o czasie nie zdawalśmy sobie sprawy z tego, że coś było nie tak..i że można było uniknąć śmierci naszego dzidziusia. Nie będę pisywała ile litrów łez wylałam, i jak bardzo czułam każdego ranka po przebudzeniu, że serce mi się rozrywa bo wy wszystkie to znacie, ale o tym jak żyć aby było łatwiej. W pierwszych dniach po poronieniu najbardziej pomogły mi 2 rady i ich się kurczowo trzymałam. Po pierwsze, że musimy się z mężem NWZAJEM wspierać i być dla siebie NAWZAJEM oparciem ja sobie ustaliłam w mojej główce,że to ja mam największe prawo do cierpienia i żeby mnie pocieszano bo ja jestem matka. Tak nie jest ojciec stracił syna, babcia wnuka, ciocia siostrzeńca. Nie można się licytować. 2 rada brzmia:,,Maryja też straciła syna, u niej szukaj pomocy". Więc chyba wiecie w którym kierunku poszłam szukać pomocy. W pierwszych dniach poszukiwaliśmy z mężem psychologa...niestyty nasz kraj to pustynia psychologów - ten na urlopie en się nie zajmie ten daleko. Oczywiście czytałam w internecie podobne historie i doszło to do mnie,że takie przypadki nie dzieją się tylko daleko w nieznanych krainach ale się  dzieja tylko mało kto chce o nich mówić i cierpi samotnie. Tabletki na senne nie działały więc starałam się być aktywna w ciagu dnia aby się zmeczyć i potem dobrze spać, mam tu na myśli -jazdę rowerem długie dystanese. Czytałam w internecie historie matek, którym udało się po poronieniu znowu urodzić dziecko to mnie budowało.Po miesiacu pojechałam na 3 dniowe rekolekcje z o. Boshaborom i tam w skrócie mówiąc moje zranione serce zostało uleczone. Nie wiem jak, jak radzą sobie ze strata dziecka kobiety niewieżące. Dla mnie to była największa deska ratunku i jest do tej pory. Nie wiem czy rok terapi przyniósłby takie skutki jak 3 dniowe rekolekcje .Zaraz po rozesłałam do znajomych smesy Żeby ich poinformować i by kążdy z osobna nie pytał i jak tam dzidzuś się ma, jedni zachowali się fajnie pisali że mogę liczyć na ich pomoc inni natomiast zdzwonili co chwilę i nie ptrafili się domyśleć, że jeżeli ich rozłączam to nie chce rozmawiać. Unikałam ( tak jak alergik alergeny )ludzi, którzy wiedziałam, że będą mnie dołować, wścibskich nie wiem jak to nazwać ale takich ktorzy wiedziałam, że nie będą mi dawać siły a wrecz resztki tej siły jeszcze wysysać. Starałam się nie myśleć o sobie np, wiedziałam, że trzeba rano wstać, uczesać się, zjeść wyjść na spacer chociaż wcale nie miałam na to ochoty i najchętniej zostałabym w łóżku, żeby mama się nie martwiła czy mąż. Bałam się depresji i wiedziałam, że jest coś takiego jak Babay Blues.Starałam się nie brać leków uspokajających - bo żałobę i tak trzeba ,,przetrawić'' a przy lekach ''trawi''się dłużej

To kilka małych porad ode mnie, może komuś sie przydadzą dodam tylko na koniec, że to było nasze 1 wyczekiwane dziecko.
Odpowiedz
#6
(Wed, 26 Lipca 2017, 15:13:18)kinia0071 napisał(a): żałobę i tak trzeba ,,przetrawić'' a przy lekach ''trawi''się dłużej

Nie zgodzę się z tym, bo to nie jest reguła - leki nie wydłużają żałoby automatycznie i niekoniecznie żałoba bez farmakologii trwa krócej. Może tak być i bywa, owszem, ale bywa też odwrotnie. Czasem wręcz to dopiero leki umożliwiają osiągnięcie stanu, w którym w ogóle daje się wyciszyć na tyle, by wreszcie rozpocząć naprawdę terapię czy autoterapię i ją w sobie przepracować.
Odpowiedz
#7
Kinia bardzo Ci współczuje, nasz synek był z nami 4h i 10 minut po porodzie (niestety okazało się, że jesteśmy rodzicami jednymi na kilka tysięcy, którym zdarza się ta w skrócie mówiąc wada w sumie do wykrycia granicząca z cudem. Nasz Antoś stracił za dużo krwi i nie dał rady walczyć). Do momentu porodu wszystko było dobrze niestety los postanowił go nam odebrać, zadrwił z nas. Ja też postanowiłam nie brać leków ale korzystam z pomocy psychologa pomaga mi uporządkować to co się dzieje każdego tygodnia. Dwa dni temu Antoś kończył by miesiąc czuję taki ogromny smutek,żal, tęsknotę. Dzisiaj mój synek po raz pierwszy mi się przyśnił był szczęśliwy mówił do mnie i śmiał się nie widziałam go ale czułam i słyszałam obudziłam się z takim ciepłem i spokojem którego nie czułam od jego śmierci wierzę że jest szczęśliwym Aniołkiem.
Mam też problemy ze snem ale niestety nie mogę jeszcze ćwiczyć bo jestem po cc jest jeszcze za wcześnie ale zaczęłam szydełkować robić maskotki dla mojego synka i to bardzo zajmuje mi głowę, ręce- może też którejś z Was pomoże. Nie wiem czy kiedyś przyjdzie choć promyk słońca ale może kiedyś z pomocą Antosia chmury będą bardziej błękitne niż czarne...
Przytulam Was wszystkie kochane mamy
Odpowiedz
#8
(Wed, 26 Lipca 2017, 20:27:47)DzikaMysz napisał(a):
(Wed, 26 Lipca 2017, 15:13:18)kinia0071 napisał(a): żałobę i tak trzeba ,,przetrawić'' a przy lekach ''trawi''się dłużej

Nie zgodzę się z tym, bo to nie jest reguła - leki nie wydłużają żałoby automatycznie i niekoniecznie żałoba bez farmakologii trwa krócej. Może tak być i bywa, owszem, ale bywa też odwrotnie. Czasem wręcz to dopiero leki umożliwiają osiągnięcie stanu, w którym w ogóle daje się wyciszyć na tyle, by wreszcie rozpocząć naprawdę terapię czy autoterapię i ją w sobie przepracować.

mi tak porodzili lekarze, żeby w początkowym okresie nie zażywać regularnie. Ja zażywałam od czasu do czasu.
Odpowiedz
#9
Typowe leki przeciwdepresyjne trzeba zażywać regularnie, a ich pełne działanie występuje po 2-3 tygodniach. Jesli to jest przysłowiowe "relanium" można stosować nieregularnie.
Odpowiedz
#10
Moja siostra niedawno poroniła i od tego momentu ten temat jest mi (niestety) bardzo bliski. Z tego, co wiem, jej, po takiej stracie pomaga sport (nie jakiś wysiłkowy, ale po prostu spacery, wolne bieganie, basen - w sumie to jakikolwiek ruch, który mobilizuje ją do wyjścia z domu), rozmowy z rodziną i przyjaciółka, fotografia (chyba na nowo odkrywa w sobie tę pasję) oraz czytanie zaległych książek...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości