Czy spowiedź pomaga?
#26
Annino, wg mnie nawet tzw. Terminacja i aborcja nie powinny być wrzucane do jednego wora. A już na pewno nie samoistne poronienie. Tu nie ma się żadnego wyboru...
Odpowiedz
#27
Spotkałam sie tu na forum z dziewczynami po takim doświadczeniu i otrzymały wsparcie i zrozumienie.

Ja osobiście, pisze tutaj tylko i wyłącznie moją opinie, nie czuje się bardziej poszkodowana przez los niż moja koleżanka.
Przy tym zespole wad, jej dziecko ,gdyby dożyło do terminu porodu nie byłoby leczone ani ratowane bo jest to wada która prowadzi tylko do śmierci dziecka z wcześniejszym cierpieniem.

Któregoś dnia powiedziała mi że" zazdrości " mi poronienia samoistnego bo wszyscy mi współczują a ja wiem że świadomie nie zrobiłam nic by moje dzieci odeszły.
Rozumiem w pełni jej ból i cierpienie.
Odpowiedz
#28
Ona też nie zrobiła nic, by jej dziecko odeszło. Nie ona zdecydowała, że jej dziecko nie bedzie miało szans na życie, choć podpisała zgodę na zabieg. Musi być to dla niej okropnie trudne, gdy postrzega się to wszystko pod jednym kątem - aborcja, która kojarzy się głównie z usuwaniem dzieci, które pojawiły się nie w porę i byłyby przeszkodą. Dlatego pisałam, że dla mnie nawet pojęcia terminacja i aborcja nie powinny być używane w jednym kontekście.

Bardzo współczuję Twojej koleżance. Marne to pocieszenie, ale ja mogłabym "zazdrościć" jej wiedzy o swoim Dziecku i czasu na pożegnanie. Poronienie często ci tego nie daje. Mnie nie dało.
Odpowiedz
#29
Myślę, że patrząc z perspektywy wiary, ważna jest świadomość, że wasze dzieciątko jest zbawione, czyli jest w niebie. W żaden sposób nie zasłużyło, aby tam nie być. Nie wiem, czy wy tak macie, ale kobiety, z którymi rozmawiałem, miały wewnętrzne przeświadczenie odnośnie płci dziecka. Dlatego ważne jest nadanie imienia dziecku, gdyż jest on konkretną osobą. Pismo Święte mówi:
Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,
ta, która kocha syna swego łona?
A nawet, gdyby ona zapomniała,
Ja nie zapomnę o tobie.
Oto wyryłem cię na obu dłoniach (Iz 49, 15)
Wierzę, że to wam pomoże, a zwłaszcza świadomość, że dzieciątko to jest święte i możecie się modlić za jego wstawiennictwem.
Odpowiedz
#30
Drogie Mamy, Drogi Ojcze!

Czytałam dotychczasową rozmowę i chciałabym się dołączyć.

„Idź, syn twój żyje.” (J 4, 50)

„Idź, syn twój żyje, to usłyszałam
Idź, syn twój żyje.
Nie rozumiałam, ale ufałam”.
To refren piosenki, którą napisałam jako dziękczynienie za dar uzdrowienia.

Jestem żoną i mamą dwójki, a właściwie czwórki dzieci. Pierwsze dziecko urodziło się jako wcześniak. Wydawało się, że będzie bardzo źle, ale Bóg-Stworzyciel czuwał nad nim w najlepszy sposób, a Matka Boża z Leśniowa opiekowała się najlepiej, jak tylko matka może. Urodził się śliczny chłopczyk z czarną czuprynką, Franuś. Teraz ma 5 lat i jest zdrowym, radosnym dzieckiem. Życie biegło swoim rytmem i nie przypuszczałam, że wydarzy się największy dramat w moim życiu. Pewnego dnia test ciążowy pokazał wynik pozytywny. Radość mieszała się lękiem. Jednak długo to nie trwało. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia straciliśmy pierwsze dziecko, któremu nadałam imię Marcelinka. Dwa lata później w październiku miała miejsce kolejna tragedia. Odeszła Klara. Ból nie do opisania. Ledwo podniosłam się po stratach dziewczynek, a wiosną zdarzył się poważny wypadek samochodowy. Powinnam już nie żyć. Auto do kasacji. Ale nie tylko. Moje stare życie również.
Pan mnie doświadczał, ale nie zostawił. Ułożył najlepszy plan. Odnowił znajomość sprzed lat, posługując się kapłanem. W modlitwie wstawienniczej popłynęła prośba o dar uzdrowienia dla mnie i mojego męża. I oto za kilka miesięcy urodziła się córka, Kinga. Ma 9 miesięcy. Jest zdrowym, roześmianym dzieckiem. Namacalny dowód działania Boga. Jednak to nie koniec hojności Pana. Odczuwam Jego realną bliskość. Odnowił we mnie wiarę, nadzieję i miłość. I nadal mnie uzdrawia.

To moje świadectwo, że śmierć nie ma ostatniego słowa. Rozumiem, że ból po stracie dziecka jest nie do opisania. I rozumiem, że nie można porównywać aborcji z poronieniem. Wydaje mi się jednak, że śmierć, zawsze przynosi stratę. I to właśnie opłakiwanie tej straty jest sednem. Odpowiednie przeżycie żałoby jest uzdrawiające. W moim przypadku uzdrowienie przyszło od Pana przez kapłana. I za to jestem wdzięczna.

Chętnie służę pomocą, rozmową, modlitwą :)
Odpowiedz
#31
Proszę księdza ja nie poznałam płci swojego dziecka czego pewnie będę żałować do końca życia. Nie miałam też przeczucia co do jego płci, niestety. Dlatego już zawsze to będzie Bąbelek. Nie odważyłabym się mu nadać imienia "w ciemno".
Odpowiedz
#32
można prosić, aby Bóg pokazał płeć dziecka jaka była. Po prostu Go o to poprosić. Zazwyczaj pojawia się przekonanie wewnętrzne, odczucie co do płci. Oczywiście jest to kwestia zawierzenia, bo dopiero po naszej śmierci będziemy mieć pewność. Jeżeli jest to zbyt trudne, to Bąbelek też jest pięknym imieniem.
Odpowiedz
#33
Dziękuję za świadectwo Smile
Odpowiedz
#34
Strucla gratuluję i cieszę się, że doznałaś uzdrowienia. Jednak myślę, że wiele z nas też błagało Boga o pomoc, zwłaszcza w tych najgorszych chwilach, o to, żeby nie dopuścił do tego najgorszego, a to nadchodziło. Nie obwiniam Boga, za to, co np. mnie spotkało, ale szczerze mówiąc z dystansem podchodzę do myślenia, że Bóg uzdrawia, jak tylko Go o to poprosimy. Ja prosiłam, błagałam i to nie jeden raz i co? Czy to oznacza, że wierzyłam mniej niż Ty, że nie prosiłam tak mocno jak Ty, skoro Ciebie wysłuchał, a mnie nie? Czy Bóg wybiera sobie ofiary, a innym daje nadzieję. Jeśli jest miłością to raczej nie. A może jestem gorsza od innych kobiet i na to nie zasługuję?
Jeśli boskie plany przewidują, że spotyka nas jedna z największych tragedii w życiu po to, żeby przeżyć śmierć, która ma dawać jakieś sedno i ma uzdrowić, to szczerze dziękuję bardzo za taką hojność (przepraszam za szczerość i jeśli kogoś uraziłam). I wręcz przeciwnie moja wiara, nadzieja i miłość maleją każdego dnia.
Cieszę się naprawdę, że Tobie się udało, ale co powiedzieć o kobietach, którym nie uda się to nigdy?...
Odpowiedz
#35
Isla, wydaje mi się, że dobrze Cię rozumiem. Miałam po poronieniach potężny kryzys wiary, która wcześniej była dla mnie bardzo ważna.
Nie mam do tej pory żadnej odpowiedzi, żadnego zrozumienia tego bólu, i wątpię, czy kiedykolwiek będę miała. Ale mimo to mam nadzieję na ukojenie tego bólu w Jego miłości. Po troszku, po kropelce, to się dzieje w moim życiu. Coraz bardziej wierzę, że to możliwe.
Odpowiedz
#36
Isla

Trudno jest opisać w kilku słowach swoje doświadczenia. Być może zbyt górnolotnie zabrzmiało moje świadectwo, ale uwierz, nie wszystko działo się tak szybko. Bardzo długo męczyłam się z żałobą. Nawet nie wiedziałam, że ją przechodzę i nie rozumiałam co się dzieje. Tylko bunt, rozdarcie, żal i podobne uczucia. Świat się walił na potęgę. A ja myślałam, że to koniec wszystkiego. Że już nigdy nie urodzę dziecka. Kazano mi się nawet z tym pogodzić i zaakceptować. Tak "po Bożemu". Ale Bóg nie jest taki. Nie jesteśmy marionetkami w Jego ręku. On chce nam pomagać, tylko my chcemy po swojemu. Ja też chciałam. Ale wyciągnął mnie z błota. Nawet nie prosiłam, nie wiedziałam, że mogę. Że On tak działa. On sam posłał człowieka, kapłana, ni stąd ni zowąd. I niczego wtedy nie rozumiałam. Ale pozwoliłam, żeby działał. Tak, jak On chce. Nie zasłużyłam na nic. Zresztą nigdy nie zasłużę. Ale wiem, że Jezus już to wszystko wziął na krzyż, dlatego już nie muszę tego wszystkiego nosić. Tęsknota nigdy nie minie, ale nie noszę tego ciężaru opłakiwania, żalu, beznadziei. Nawet, gdy przychodzą trudne momenty, to przypominam sobie co dla mnie zrobił. I to mnie pokrzepia. Śmierć nie jest sednem. Chodziło mi o to, że jeśli żałoba nie idzie właściwym torem, nie można mówić o uzdrowieniu. Czasem trzeba dać sobie pomóc. Ja taką pomoc otrzymałam. Uzdrowienie nie przyszło ot tak, pstryk. To trwało. Nie znamy się, więc wskazywanie kto i dlaczego jest gorszy, jest niepotrzebne. I jeśli mogę Ci w jakikolwiek sposób pomóc, napisz do mnie wiadomość. Pozdrawiam Cię gorąco Smile
Odpowiedz
#37
Isla, w czasie burzy na jeziorze Jezus śpi. Życie uczniów jest w niebezpieczeństwie, a On śpi. Tak i po moim pierwszym poronieniu spał. Czułam się opuszczona przez wszystkich, bez nadziei na pocieszenie, ale On cały czas był w mojej łodzi. Uzdrowienie nie przyszło w postaci żywego dziecka, choć był to cud. Trwałego uzdrowienia doznałam dużo później, oddając w Jego ręce moje zmarłe dzieci.
Odpowiedz
#38
"Ja prosiłam, błagałam i to nie jeden raz i co? Czy to oznacza, że wierzyłam mniej niż Ty, że nie prosiłam tak mocno jak Ty, skoro Ciebie wysłuchał, a mnie nie? Czy Bóg wybiera sobie ofiary, a innym daje nadzieję. Jeśli jest miłością to raczej nie. A może jestem gorsza od innych kobiet i na to nie zasługuję?"
Jeśli boskie plany przewidują, że spotyka nas jedna z największych tragedii w życiu po to, żeby przeżyć śmierć, która ma dawać jakieś sedno i ma uzdrowić, to szczerze dziękuję bardzo za taką hojność "
Jakbym czytała swoje myśli...
Odpowiedz
#39
Ja nie wierzę że Bóg zajmuje się jednostką.
Po co takie doświadczenia?
Po co trzy poronienia? Żeby lepiej doświadczyć życie? Zrozumieć śmierć?
Gdyby nie baaaardzooo dużo traumatycznych doświadczeń w moim życiu może bym uwierzyła.Doświadczyłam życia i bardzo wiele jego ciemnych stron...i jeszcze to.Strata dzieci gdy mój czas już mija...Co mam zrozumieć?
Bóg mnie w taki sposób kocha???
Odpowiedz
#40
Myślę, że myślenie o powodzie straty dzieci , o "dobru" wynikającym ze straty to pomyłka. Nie ma powodu, który mogłabym zaakceptować jako wystarczający, tłumaczący, że rzeczywiście, dla tego powodu pozwoliłabym umrzeć moim dzieciom. Nie pozwoliłabym, nigdy.
A z drugiej strony, wydaje mi się, że brak zrozumienia Boga w tej sytuacji i bunt nie wyklucza rozmowy z Nim. Próby znalezienia drogi powrotu do Niego, jeśli tęsknicie.
Odpowiedz
#41
Do kogo wracać gdy widze i czuje obojętność w stosunku do mojej osoby np?
i przez całe życie kłody pod nogi...to objaw miłości? 

Pytanie czy spowiedź pomaga?
Mi nie.
Dla mnie ksiądz, który siedzi w konfesjonale i ziewa mi w twarz i nie nawiązuje do tego o czym mówie...i tak kilka razy...


Przecież ON jest wrzechmocny ,wie wszystko.Dlaczego mam powierzać tak ważne sprawy komuś kogo nie znam i kto jest często mało zainteresowany tym co słyszy..........Jeżeli ON wie wszystko to wie co mam w sercu.I jeżeli będę prosić to wskaże drogę,pomoże zrozumieć,tak?
Odpowiedz
#42
Annino, można modlić się o dobrą spowiedź, a ze swojej strony działać i poszukać miejsca, gdzie są dobrzy spowiednicy.

Ciekawe rozmyślania o tym, czy Bóg tak chciał, czy Bóg zsyła cierpienie:
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=517
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=1700

O zbawczym sensie cierpienia, z Listu apostolskiego Salvifici Doloris Ojca Świętego Jana Pawła II:
Cytat:„Chrystus nie ukrywał wobec swoich słuchaczy potrzeby cierpienia. Bardzo wyraźnie mówił o tym, że kto chce iść za Nim, musi wziąć krzyż na każdy dzień[url=http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/listy/salvifici_note.html#p81][/url] (...)
(...) prawie każdy wchodzi w cierpienie z typowo ludzkim sprzeciwem oraz z pytaniem „dlaczego”. (...) Niejednokrotnie zapewne stawia to pytanie również Bogu — i stawia wobec Chrystusa. Nie może przy tym nie dostrzegać, że Ten, wobec kogo stawia swe pytanie, sam cierpi — a więc, że chce mu odpowiadać z Krzyża, z pośrodka swego własnego cierpienia. Trzeba jednakże nieraz czasu, nawet długiego czasu, ażeby ta odpowiedź zaczęła być wewnętrznie słyszalna. (...)
Chrystus nie wyjaśnia w oderwaniu racji cierpienia, ale przede wszystkim mówi: „Pójdź za Mną!” Pójdź! Weź udział swoim cierpieniem w tym zbawianiu świata, które dokonuje się przez moje cierpienie! Przez mój Krzyż. W miarę jak człowiek bierze swój krzyż, łącząc się duchowo z Krzyżem Chrystusa, odsłania się przed nim zbawczy sens cierpienia.”
A z drugiej strony mamy to: https://www.poronienie.pl/forum/showthre...6#pid65626 (Czy Bóg potrzebuje naszego cierpienia? ks J. Prusak SJ), o mocy odkupieńczej miłości, a nie cierpienia jako takiego.
Odpowiedz
#43
Mnie spowiedź pomaga, choć nie czuję potrzeby wyspowiadania się, a mija dziś dokładnie miesiąc od zabiegu po stracie dziecka, które się przestało rozwijać.
Jak poczuję potrzebę, żeby się wyspowiadać to pójdę.
Mam w większości takich kapłanów, że spowiedź u nich to jak rozmowa z najdroższym przyjacielem.
Mąż mi zadał pytanie, gdzie był mój Bóg gdy nasze dziecko umarło? a ja wiem,że był przy mnie i przytulał mnie, takie mam odczucie.
A jak czekałam na zabieg, to mocno się modliłam, bo czułam, że zawiodłam i w drzwiach stanął Ksiądz i zapytał: kto chcę przyjąć Komunię i dla mnie to był znak, że Bóg jest ze mną, chce ze mną być.
Nawet Panie na sali były w szoku, bo tego dnia wcale nie chodzi z komunią po szpitalu, a nagle się zjawił.
Wcale nie uważam się za lepszą, czy jakąś wybraną.
Nie znam odpowiedzi na pytania: dlaczego? i ich nie zadaję.
Raczej staram się dostrzec sens: po co ?
Dużo myślę i się modlę, mnie to pomaga.
Odpowiedz
#44
Kilka lat dreczyłam się tym,ze nie pochowalam swoich dzieci szczególnie drugieg synka.Co jakiś czas wracało to do mnie jak bumerang.Wielokrotnie chciałam porozmawiać z księdzem ,ale tchurzylam. Nie trafialam na "sensownego " spowiednika.A może tak sobie tlumacze swoj brak odwagi.Nie wiem.Dzisiaj dokonała w pewnym sensie spowiedzi.Otóż w mojej parafii była ikona Matki Boskiej Częstochowskiej ,z która jeździ zakonnik.Człowiek otwarty, pięknie mówiący o wierze i tak trafiających w serce swoimi słowami,ze plakalam na koniec mszy.Od rana czulam,ze z nim mogę porozmawiać o swoich stratach i meczacych myślach.Czailam się ,wypatrywalam okazji i zbieralam się w sobie,żeby podejść. W końcu w ostatniej chwili tuz przed pożegnaniem obrazu odwazylam się.Nie potrafię teraz przytoczyć dokładnie jego slow.Min.nie kazał mi się zadreczac. Moje dzieci miały dusze i to jest najważniejsze,a nie to gdzie spoczęły ich tkanki czy nie do końca pięknie wykształcone ciałka.Jestem ich mama mam w niebie 5 dzieci ,ktore nie maja mi nic za zle,które czekają na spotkanie ze mna.Są w niebie szczęśliwe.Poczulam wielka ulgie po tej rozmowie.Dla mnie to zakończenie etapu pretensji i obwiniania się.Może ta moja wypowiedź pomoże której z Was przełamać się i odwazyc na rozmowę z księdzem.Może na swojej drodze spotkacie tego właśnie kapłana.Jeśli tak to warto odważyć się .Ja odzyskała spokoj .Życzę tego każdej mamie aniolkowej.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości