dziś mijają 4 miesiące...
Ty nie afirmujesz? Nie wierzę, że nie Smile

Po cóż miałabym się martwić czymś, na co wpływu mi brak? Jeśli boga nie ma, nie stworzę go. Jeśli jest, nie ucieknę.
Wiara mi nie jest dana. Ani zabrana. Bo jej braku nie postrzegam ani w jedną ani w drugą stronę.

Rzeczywistość postrzegam za to jako konieczną do przeżycia. Z wahnięciem w stronę wyciśnięcia cytryny możliwie mocno Wink
Zwłaszcza, jeśli potem miałoby nie być już nic. Nie można zatem nic na później odłożyć.
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=masaiimara]
Ty nie afirmujesz? Nie wierzę, że nie Smile

Po cóż miałabym się martwić czymś, na co wpływu mi brak?
Jak wiesz, ja jestem bardzo emocjonalna. Nieracjonalna w podejściu do rzeczywistości.

Wciąż mnie Twój J zadziwia... Czyżby jego wpływ na Ciebie zaczynał przeważać nas Twoim na niego? Wnioskuję, że i Piotruś to silna osobowość... nie użyję czasownika, żeby nie było, że chcę udowadniać swoje, albo że ze swojego przekonania rezygnuję...
Odpowiedz
Skąd wniosek o przewadze wplywu?
Wychowuję na wolnomyślicieli. To z definicji dopuszcza inne poglądy niż moje. Moje się nie zmieniają. Kolizji nie odczuwam Smile
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=masaiimara]
Ale perspetywa ewentualnego przyszłego ich spotkania wydaje mi się kuszącym argumentem ZA.
To zdanie. Może mnie zwiodło, wolnomyślicielko Wink
Odpowiedz
Argument za tym, żeby mu się spełniło, jesli nadal postanowi tak wierzyć. Mnie wszystko jedno. To nie gra w \"jeden wygrywa\", nie musi wyjść na moje.
Odpowiedz
Ale ja wcale nie podejrzewam, że się z J siłujecie Wink Nie da się chyba jednak zaprzeczyć, że dzieci także wpływają na rodziców, nie tylko rodzice na dzieci - jako starsi, mądrzejsi, silniejsi. I dzisiaj pomyślałam sobie, że z powodu J i P zaczęło Ci bardziej albo w ogóle zależeć na życiu po drugiej stronie.
Odpowiedz
Nie, nie sądzę żebym miała doznać nawrócenia pod wpływem mojego syna. Nawet, kiedy już przejdzie na wyzszy poziom niż radosna ekscytacja wizją nieba Wink
Odpowiedz
Ja też nie chcę brać się za prorokowanie Wink Pozdrowienia dla Piotrusia - w końcu to jego wątek Wink
Odpowiedz
Dzięki Wink

Poza tym - to by było trochę tak, jakbym wcześniej nie wierzyła bo mi się nie opłacało Wink
Odpowiedz
A ja wiem, po co się nie wierzy... Wink Tyle wiem, co mi powiesz, a i tak niewiele kumam... Wink
Odpowiedz
No ale ja o tym, że miałabym wierzyć bo mi się wydaje, że wtedy na końcu nagroda Wink Tak pół żartem.

Nie wierzy się po nic. Ot, z racji faktów Wink
Odpowiedz
Ja też cały czas półżartem Wink A Ty podobno na Forum od pewnego czasu nie bywasz... Wink
Nie to, żebym była tak bezczelna, żeby Cię z Twoich własnych włości przeganiać... Wink
Odpowiedz
agn, to forum jest dość duże dla nas obu Wink
Odpowiedz
Właśnie Wink To ja już mówię \"do zobaczenia\" i zmykam w inne rejony Wink
Odpowiedz
masaiimara, tak posłałam ten uśmiech, bo mi się ciepło na serduchu zrobiło, jak sobie wyobraziłam tę Waszą rozmowę... ale później pomyślałam, jak sama bym taki uśmiech odebrała, czy wystarczająco przekazał moje odczucia... może za dużo myślę ;-) piękna ta Wasza rozmowa i piękne Twoje podejście do wychowania.
\"Wychowuję na wolnomyślicieli. To z definicji dopuszcza inne poglądy niż moje.\" Tym zdaniem mnie kupiłaś Big Grin i w ogóle całym dialogiem z agn... kiedyś trafiłam na \"Modlitwę św. Tomasza z Akwinu\". To, że jest to modlitwa nie ma akurat większego znaczenia, ale jest tam taki fragment \"odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek\" - i ja się tak bardzo staram, ale gdzieś w środku cały czas mi się wydaje, że jestem najmądrzejsza ;p Jeśli kiedyś dane mi będzie mieć dziecko tu, na ziemi, chciałabym umieć dopuszczać u dziecka odmienność poglądów... natchnęłaś mnie, będę nad sobą pracować, dziękuję :-)
Odpowiedz
asza, dokładnie tak odebrałam Twój uśmiech - jak usmiech na twarzy kogoś, kto słucha rozmowy Dorosłego z Małym. Tylko tyle Smile Dzięki za to Smile

Mnie też się często wydaje, że jestem najmądrzejsza Wink Za często Wink
Odpowiedz
:-) nie bez kozery mówi się, że na tym forum zostaniesz zrozumiana
dobrego dnia dla Ciebie! :-*
Odpowiedz
I Tobie dobrego Smile
Odpowiedz
O, a ja wierzę po nic.
To może można i wierzyć i nie wierzyć po nic?
I spotykać się przy tym nic. Jak przy herbacie.
Odpowiedz
Praktyka pokazuje, że można. Ciekawe spostrzeżenie, Małgosiu.
Odpowiedz
https://www.youtube.com/watch?v=SZVCPJLO1K4

Corocznie w przestrzeń. 
Piotrusiu, Babciu... 
Odpowiedz
Już muszę szukać "swojego" wątku za pomocą wyszukiwarki. To dobry znak, czy wręcz przeciwnie?

Usiłuję układać swoje pokawałkowane życie.
W głowie też sobie próbuję układać.
Idzie mi imponująco kiepsko...

Dojmująco brakuje mi Babci. Mojej bliskiej osoby. Mojego łącznika ze starszymi pokoleniami "z mojej krwi". A jednak ostatnio przyszła myśl, nie powiem, że niebolesna, że jakieś dobro z jej śmierci wypływa - moja siostra ma dzięki temu dach nad głową, Jej dach...

Kiedy myślę o Piotrusiu, jest jeszcze słabiej. Niezmiennie odczuwam złość. Słabszą. Słabnącą. Ale jednak obecną. Jestem zła Synu na Ciebie, żeś się tak łajdacko zawinął i już. I sobie nie-jesteś. I gdzieś, w głębokim poważaniu masz, że miałam zaplanowane, że sobie budować życie będę. Że poukładam. A tu masz, klops. I efekt domino.

I tak, wiem że inni miewają gorzej.
Wiem, że mam sporo.
Odczuwam wdzięczność.

A jednak moje niepogodzenie się ma w sobie także wiele personalnego żalu do Syna jako osoby, za której sprawą...

Ot, taka ze mnie kiepska matka Piotrusia Pana. Dobrze, że i Piotruś Pan nie miał o matkach najlepszego mniemania...
Odpowiedz
Nie wiem co napisał, ale jestem.. I też chyba jeszcze nie ma we mnie zgody...
Odpowiedz
A będzie kiedyś?
Życie się toczy. Wiem, że tak być musi. Nikt i nic nie zatrzyma pędzącego czasu. Żyję. Dobrze mi nawet w tym życiu. Tylko ciągle coś uwiera.... kłuje.... dotyka....
Znajome okno, w które trzeba zajrzeć (boli), obiad, który się je (boli), zdjęcie, które się znalazło (boli), wspomnienie, które wróciło (boli), szczęście, którego się doświadcza (boli), wspaniały widok (boli), znajomy zapach (boli), czuły gest (boli). Spełnienie (boli) i nie-spełnienie (boli).
Odpowiedz
>>Nie chciałbym się skarżyć. Nie mam powodu, by to robić. Bywa, że słyszę, jak ktoś mówi: "Nie należał mi się taki los", "Nie zasłużyłem na to", "To ja powinienem wyjść zwycięsko z tej potyczki". Życie nauczyło mnie w ostatnich paru latach, że każdy los jest możliwy i że właściwie... każdy człowiek zasługuje na każdy los. << Jan Jakub Kolski
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości