dziś mijają 4 miesiące...
Cytat:[autor cytatu=masaiimara]
HANKO chyba mamy dokładnie tak samo.
No i właśnie dlatego szukam pretekstu, żeby się spotkać Smile.

Dla mnie przełomowa była 4 rocznica. Zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy wspominam coś co było, a nie przeżywam jakby się działo od nowa. Nie spodziewam się już wielkich zmian w kolejnych latach. Przeszłość się ustaliła. A przyszłość przynosi dziwne zaskoczenia, ale ma mniejszy wpływ na to co było i moje odczytywanie tego, niż odwrotnie. No może rzeczywiście perspektywa bliskiej własnej śmierci, otworzy nowe możliwości.
Odpowiedz
ależ ja też myślę zupełnie samolubnie - jak JA będę wtedy czuła bycie-niebycie mojego syna. A ogólnie umieranie w każdym kontekście postrzegam jako do bani. Czy ja zostawiam ich tu, czy oni mnie - jednako mi się nie podoba.

HANKO - przedziwne jest spodziewać się jakochkolwiek \"nowych możliwości\" związanych z faktem odejścia własnego dziecka, prawda?
Odpowiedz
A no właśnie. Pewnie nie ma tyle czasu, żeby mógł zatłuc całą nadzieję. Może się okazać.

Dzięki za pogadanie. Dobrych snów wszystkim.
Odpowiedz
U mnie też czwarta rocznica była jakby przełomowa...
Odpowiedz
Od jakiegoś czasu dziwny niepokój mną nosi. W nazdwyczajnym bogactwie ostatnich problemów łatwo go przeoczyć.

A jednak refleksja - tegoroczny 15 października jest przyczyną. Jego przedziwne (dziwaczne?) rozdwojenie.
Czy już całe życie będę tego dnia w rozkroku między Nim a Nią?
Wtedy, 15 października chciałam wierzyć, że to ma jakiś sens. Teraz coraz bardziej wątpię.

31 października rocznica śmierci babci. Przedziwnie drażniąco na dzień przed 1 listopada.
Bardzo mi brakuje jej rady. I tego, żeby powiedziała: \"Tak, to wszystko trudne ale zobacz, usiądziesz, niebo jest niebieskie, ptaszki śpiewają...\".

Moje życie jest pokręcone i nie chce się odkręcić jednak, choć tak dobrze udawało przez czas jakiś.
Odpowiedz
Ale co to za sens miałby być? I dla kogo: dla Ciebie czy dla Niej?
Sens to jest w tym, że Ona jest. W miłości jest sens. I w Miłości. Nie wiem czy w czymś jeszcze.

I czy to nie jest tak, że gdyby Ci się układało, to inaczej byś patrzyła na swoje życie?
Dzwoniła kiedyś do stowarzyszenia pani po siedemdziesiątce. Że mąż jej zmarł, syn wyjechał i się nie odzywa, ona ma niską rentę i chorób dużo. I czy możemy jej jakoś pomóc, bo to wszystko, przez to, że czterdzieści lat wcześniej poroniła. Nie idź w tę stronę może, co?

A ptaszki śpiewają. I am the swift uplifting rush of quiet birds in circled flight.

Ściskam mocno, mocno.
Odpowiedz
Nie wiem, sens tego, że ze wszystkich dni musiała przyjść akurat wtedy.

Nie, to nie przez to, że poroniłam. Poroniłam \"po drodze\". Nie wiem nawet przez co to. Ale przez jakiś czas miałam głębszy oddech. I nawet nie miałam pokusy dochodzić, skąd on. Ale było przyjemnie.
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=masaiimara]
Wtedy, 15 października chciałam wierzyć, że to ma jakiś sens. Teraz coraz bardziej wątpię.

Marta czy chodzi Ci o to, że miałaś nadzieję, że te wolne końce się jakoś połączą? Wspólna data na to wskazywała. A tu dupa. Myślałam nad tym i na własny użytek obrałam taki punkt widzenia, że sens to jest coś, w co można uwierzyć, a nie poznać. Czyli zawsze jeśli jest, to jest jakoś w perspektywie, przed nami. Jak cel. Przecież nie trzymasz go w ręku, ale nie powiesz, że go nie ma (zakładając, ze masz akurat jakiś cel). A tak by się chciało na nim już oprzeć i mieć spokój. Pozdrawiam.
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=HANKA]
A tak by się chciało na nim już oprzeć i mieć spokój. Pozdrawiam.
To chyba jest sedno. Niepotrzebnie czepiłam się nadziei na posiadanie oparcia. Tak, jakby domknięcie się dat miało nim być :roll: Człowiek lubi mieć oczekiwania Wink
Odpowiedz
Cytat:Niepotrzebnie czepiłam się nadziei na posiadanie oparcia.
Ciekawie to wyraziłaś. Nadzieję możesz mieć, a oparcie już nie, albo jeszcze nie. Więc czy niepotrzebnie? Czy przyjmiesz, że domknięcie się dat Rity i Piotrka ma znaczenie, czy przyjmiesz odwrotnie, to zależy od Twojej decyzji i nie za bardzo widzę przesłanki, na których możesz łatwo zdecydować. Człowiek lubi mieć też nadzieję.
Odpowiedz
Mnie bliższa jest teoria, że oczekiwania rodzą rozczarowania. Jeszcze nie doszłam do pewności, że nadzieja nie musi być oczekiwaniem. Nie doszłam nawet do nadziei, że nie musi nim być Wink
Zobaczymy, co przyjdzie w październiku.
Dzięki HANKO, dobrze Cię tu czasem spotkać.
Odpowiedz
Rozdwojenie emocji.
Szczęścia Córko.
Żegnaj Synu, leć...
Odpowiedz
Smile dla Rity, Sad dla Piotrusia.
ps. trwam.
Odpowiedz
Kordi, dobrze wiedzieć. Bądź.
Dziękuję.
Dla Lwa [*] I Kropki [*]
Odpowiedz
Hej Marta,
musi być wymagające takie rozdwojenie, ale też nie trzeba przynajmniej z niczego rezygnować, niczego przycinać. Znośnego rozdwajania. Buziaki dla Rity i dla Piotrusia [\']
Odpowiedz
W natłoku problemów głowa zapomniała o rocznicy śmierci Babci.
2 listopada nie mogłam być na Jej grobie. Żyjący mieli swoje prawa.
1 listopada zapaliłam obojgu świeczkę na bezimiennym, opuszczonym dziecięcym grobie. I bardzo płakałam. Z moją córką, urodzoną w Dniu Dziecka Utraconego, przytroczoną na plecach.

że nie można się zamienić na śmierć
nawet z własnym dzieckiem



Zamienić się już nie chcę. Już mi nie wolno.
Ale nadal mam pokusę się rozdwoić. W bycie i nie-bycie.

Z każdym rokiem, z każdym listopadem, upewniam się w swoim przekonaniu, że potem już nie ma nic. To niewyobrażalnie smutne póki co.
Odpowiedz
... nie wolno nam się zamienić... wiem... a jednak bywa, że bardzo chcę... że wszystko bym oddała dla nich... i za nie...

a rozdwojona - chyba jestem... na prawdę jakby mnie było dwie - jedna tu a druga tam... dokładnie - nie po połowie... tylko i tu i tu cała... całym sercem...
Odpowiedz
Eech, że też wszystko nie może być tak jak powinno... Sad
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=masaiimara]
Z każdym rokiem, z każdym listopadem, upewniam się w swoim przekonaniu, że potem już nie ma nic.
\"koniec to kłamczuch w świecie nieskończonym\".
Martuś, jeśli nie ma nic... po co się martwić?
Ja jednak wierzę, że to nie koniec. Że potem to WSZYSTKO.
Ściskam Cię mocno.
Odpowiedz
PiBi ja się nie martwię. To znaczy, gdybym miała umierać ja, martwiłabym się o żyjących, że ich zostawiam.
Ja, jako ta żyjąca, mówię raczej o tym, że mnie jest smutno. Że byli i nie ma ich na nieskończoność. A przynajmniej, że do końca mojego życia mnie jest z tego powodu niewyobrażalnie źle i smutno. Ot, takie egoistyczne \"jak mogłeś mnie tak zostawić\" Wink

Ściskam Was.
Odpowiedz
No, to mam za sobą. Hurtem. (Po)ważna rozmowa z Synem. Dlaczego pan Franciszek już nie mieszka za ścianą. Co się stało z dzidziusiem, którego mama miała z tatą ale był bardzo malutki i się nie urodził. Dlaczego mama już nie ma swojej babci.
Oraz, że moja teoria o tym, że po prostu przestali istnieć mu się nie podoba i oddaje palmę pierwszeństwa wierzeniom innych, jakoby zmarli trafiali do nieba... Wink
Nawet nie trząsł mi się głos. Ot, pogadaliśmy, jakbysmy codziennie konwersowali o tym przy herbacie.
Ufff...
Odpowiedz
:-) ściskam!
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=masaiimara]
Oraz, że moja teoria o tym, że po prostu przestali istnieć mu się nie podoba i oddaje palmę pierwszeństwa wierzeniom innych, jakoby zmarli trafiali do nieba... Wink
Skoro J tak uważa, to coś w tym musi być...
Podziwiam tego młodego człowieka za niezależność poglądów...
Życzę mu kiedyś spotkania z bratem.
Odpowiedz
asza Wink


agn - może w tym coś być, nie musi Wink Nawet mnie bardziej atrakcyjne wydaje się bycie, niz nie-bycie Wink
Ale perspektywa ewentualnego przyszłego ich spotkania wydaje mi się kuszącym argumentem ZA. Aczkolwiek jeśli obaj kiedyś znikną a ja z nimi, to się nie pogniewam Wink
Odpowiedz
Troszkę Ci zazdroszczę, masaiimaro, tej afirmacji rzeczywistości, jakakolwiek by nie była Wink
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości