zamiast serduszek - czarne plamki
Ja też nie zamierzam mówić \"dobrze, że moje dziecko umarło bo...\" ale wiem, że jej życie - choć krótkie - mogło przynieść jakieś dobro... bardzo chcę w to wierzyć... że to wszystko, te starania, wysiłek, że to nie były \"na darmo\"... choć finał nie był taki jakiego oczekiwaliśmy... Sad ...i mimo że to potwornie boli... Sad
i nie powiem że \"tak miało być\"... bo na to się nie godzę - nawet po wielu miesiącach - kiedy powiedziała mi tak koleżanka, kiedy urodziłam Matusia... nawet po 3 latach - kiedy pod sercem miałam Małgosię (powiedziała mi tak inna koleżanka)... ja takiego \"miało być\" nie przyjmuję do wiadomości...
Odpowiedz
dopiero wróciliśmy, i pomimo okoliczności mogę powiedzieć, że się udało, tzn. mój mąż mówił i ja o dziwo trochę też, może odważę się częściej....
widzę też inną stronę, czyli mojego synka, jakoś jego trudności nie brałam pod uwagę, bo przecież nie wiedział o dzieciach i jest mały jeszcze, ale teraz widzę, że on też przeżywa i to jeszcze bardziej bo nie wie co.
Dziś został z nianią, nie chciał iść spać, w końcu zmęczenie go powaliło, ale nie dał się nawet przebrać w piżamki, obudził się z płaczem, wymiotował, a jak wróciliśmy po 22, to zasnął w 3 minuty przytulony do mnie i śpi do teraz spokojnie. Powiedział tylko tęskniłem i kocham Cię Mamusiu i zasnął...on jest taki malutki, a czasem jest dla mnie taki duży, taki mądry...muszę zadbać o siebie jeśli nie dla siebie to dla niego, bo to co dzieje się ze mną nieświadomie wpływa na niego, nie sądziłam, że aż tak bardzo....
Odpowiedz
a propos \"tak miało być\" to zgadzam się z tobą megi, tzn. nie zgadzam się na \"tak miało być\", chyba nigdy nie będę...byliśmy na \"Skrzypku na dachu\" i tam padały słowa, czemu Panie zsyłasz na mnie plagi, zło, nieszczęście??? no właśnie czemu??? ogólnie cały spektakl pozytywny, ale tak gorzko - słodki....moje życie teraz też takie gorzko - słodkie i czuję, że nie mogę pozwolić sobie żeby ta gorycz zalała słodycz, a to się chyba właśnie dzieje.....
dzięki Ci synku za to, że jesteś!!!
wasz braciszek byłby dla was najlepszym bratem pod słońcem, byłby....
kochane córeczki - dobranoc
Odpowiedz
Dziś znowu było smutno...Piotruś jednak chory i wymiotował jeszcze i biegunka....więc noc nie przespana, a dzień przez to bardziej szary...
Zaczęłybyśmy Dziewczynki 20 tydzień...pewnie byłoby coraz trudniej, a noce taka jak dziś bardzo męczące, ale chciałabym poczuć to zmęczenie...a tymczasem usłyszałam wczoraj, kiedy wyszłam z domu ładniej ubrana i umalowana, że wyglądam na bardzo zmęczoną...jakoś nie udało mi się ukryć pod makijażem, nie sądziłam, że tak widać smutek po waszym odejściu...
Czy kiedyś znów będę umiała śmiać się tak po prostu??
Tęsknię
Odpowiedz
jestem zmęczona, coraz bardziej zmęczona....
myśli ciągle krążą wokół naszej straty, wokół Was córeczki, nie umiem odpocząć...czy to jawa czy sen cały czas jesteście obecne, cały czas krąży pytanie dlaczego?? kiedy?? po co??
sny mam takie smutne, rozpaczliwie smutne...we śnie moje koleżanki są w ciąży.... na jawie też....kolejne dni odliczam - 19 tygodni i 3 dni miałyśmy dziś być razem...........
jesteśmy 5 tygodni i 5 dni oddzielnie
nic nigdy nie będzie takie samo, to już wiem, ale czy kiedyś będzie chociaż odrobinę lżej...nie chcę zrzucać ciężaru, on mi przypomina, że byłyście, obok tych nielicznych dowodów waszego istnienia jak usg, test...ale nie wiem, jak długo dam radę nosić, aż taki ciężar...
rozmawiam z mężem coraz więcej, płaczę wcale nie mniej, tęsknię nieustannie...
Odpowiedz
WRACAJCIE ANIOŁECZKI DO MNIE !!!! Bose aniołki siedzą na chmurkach, A każdy lekko jak piórko fruwa I każdy czuwa, cichutko czuwa Nad tatą, który płakać nie umie, nad bratem, który nic nie rozumie, Nad babcią smutną czasami i swoją mamą -osnutą łzami I każdy woła cicho z daleka: mamo już nie płacz, mamo ja czekam..
Odpowiedz
dziś 6 tygodni.... kolejna fatalna rocznica, za szybko, czemu świat się nie zatrzymał??wszystko toczy się dalej jakby nic się nie stało, tylko ja stoję w miejscu, albo też się toczę coraz niżej w jakąś przepaść...
kocham
Odpowiedz
U mnie jutro minie 6 tygodni i wcale nie jest lżej, a chwilami nawet mam wrażenie, że jest ciężej. Może nie płaczę już tak dużo jak w pierwszych dniach, ale ciągłe myśli powodują niewyobrażalne zmęczenie... I spotkania z ciężarnymi znajomymi a nawet sama myśl o nich coraz trudniejsza........... Pozdrawiam i łączę się w cierpieniu.....
Odpowiedz
\"tak miało być\" i \"Będzie dobrze\" to dwa zwroty, znienawidzone zwroty które słyszę ciągle od 2 tygodni. Nieświadomi niczego ludzie widzą w nich tylko słowa pociechy, a tak naprawdę to słowa udręki. Bo przecież Tak NIE miało być że umierają dzieci. I NIE będzie dobrze bo przecież nie można żyć bez kawałka serca które odeszło razem z naszymi Aniołkami
Odpowiedz
Wiesz freeq też mam wrażenie, że jest coraz ciężej, przez to niewyobrażalne zmęczenie i takie duszenie się ze swoim smutkiem...
łez coraz mniej, a dusza coraz cięższa...nie wiem,cały czas myślę o nich i nie umiem przestać...i to oczekiwanie otoczenia, żebym się pozbierała..przez to przestaję mówić w ogóle i jest mi jeszcze trudniej...
Odpowiedz
Oj tak -slowa znienawidzone. U mnie jeszcze \"jak sie czujesz...\"
Odpowiedz
dokładnie... - a w myślach... \"A JAK SIĘ MAM DO CHOLERY CZUĆ????!!!\" albo..\"jak tam humor, wszystko ok?\" - \"takkkkkk wszystko cudownie!\" przecież lepiej być nie może! Ludzie czasem zupełnie nie mają taktu... ja wiem, że niektórzy po prostu nie wiedzą jak się zachować i chyba to rozumiem... ale z dwojga złego wolę tych którzy nie robią nic... tzn. zamilkli... wolę to niż ciągłe pytania... a zresztą nic nie wolę.. i tak i tak źle. Dzisiaj minął dokładnie tydzień... i nagle zewsząd ogarnia mnei złość - taka straszna, że zamiast normalnie się zachowywać KRZYCZĘ... Najgorsze a może najlepsze jest to, że mieszkamy z Mężem od ponad roku w UK i nie mamy zbyt wielu znajomych tzn. może i mamy ale nie są to ludzie z którymi utrzymujemy jakieś ścisle kontakty... raz z powodu braku czasu - ciągle mijamy się z tymi \"znajomymi\", dwa jakoś nie potrzebujemy... mamy tylko kikoro bliskich ludzi i w sumie z nimi tylko się \"trzymamy\" - poza tym takie wydarzenie samo selekcjonuje \"znajomych\" jedni zostają inni odchodzą w cień. A jeszcze inni nawet nie wiedzą co się stalo... Jak narazie boję się wyjść do ludzi... siedzę w domu - a raczej wyję... później sprawdzam czy jeszcze krwawie i ciągle ta pustka.... Cieszę się z jednej strony, że tę święta spędzę tylko z Mężem, że nie muszę na nikogo więcej patrzeć ani rozmawiać.. Chociaż brak mi Rodziców... Dzisiaj znowu większe załamanie i przez to może rana się otwarła bojakby więcej krwawie... a to już 6 dzień po. Mąż sam pojechał do polskiego kościoła poświęcić jajka... ja zostałam w domu - nie mogłabym znieść widoku tych wszystkich szczęśliwych rodzin i ich dzieci przede wszystkim.. a jeszcze gdybym spotkała znajomą ktora ma urodzić miesiąc przede mną... i innych \"niewiedzących\" - ...niewyobrażalne. - No i dobrze, że nie pojechałam razem z Nim... bo spotkał \"Ją\" i innych... i znowu ta złość(!) i wybuch. Nawet nie potrafiłam z Mamą normlanie porozmawiać przez telefon.. tylko KRZYCZĘ...Sad((((( a Ona pomimo wszsystko cierpliwie odpowiada i słucha i NIC nie komentuje... nie wiem jak sobie już radzić... za 3tyg kończy mi się L4 które wystawił jeszcze lekarz myśląc, że będzie dobrze... i nawet nie wie co się wydarzyło bo nie miał szansy sie dowiedzieć ... dopiero za tydzień lub 2 zapiszę się kontrolę i wtedy mu powiem... nei wiem co robić... narazie boję wychodzić się z domu... jak mam wrocić do pracy w ktorej ciągle przewijają się młode mamy z maluchami... bo pracuje w dużym sklepie... i to nie uniknione... jak mam spojrzeć na tych ludzi z ktorymi pracuję?! Chyba nie umiem - chyba nie wrócę.....
Odpowiedz
Myślę, że nie warto rezygnować z pracy - tym bardziej, że nie masz pewności, że w innej ciężarnych nie spotkasz. Ja codziennie wiedzę koleżankę, która rodzi miesiąc po moim terminie. Ona teraz zaczyna 4 miesiąc, ja zaczynałabym 5. Dziś mija równe 6 tygodni - to byłby juz18 tydzień i prawdopodobnie już czułabym delikatne ruchy.... Masz jeszcze 3 tygodnie do namysłu... Dobrze, że krzyczysz - wykrzykujesz złość, nie tłumisz emocji. Dobrze, że unikasz tej znajomej - ja też tak robię (w pracy nie mam wyjścia, ale z ciężarna koleżanką z towarzystwa sienie spotykam). Myślę, że wszystkie mamy prawo do czasowego odsunięcia się od \"takich\" kobiet. Jeśli są w porządku - zrozumieją....

Masz rację kosiek - łez coraz mniej, a dusza coraz cięższa - a to nie dusza powinna być coraz cięższa tylko brzuch....
Odpowiedz
aaggaa bardzo dobrze Cie rozumiem. Święta spędzamy w siebie w domu, przyjechali tylko moi rodzice. My nie pojechaliśmy do rodzinnego miatsa, że by uniknąć spotkań z ludźmi, z rodziną i znajomymi. W planach miałam pójśc poświęcic koszyczek ... ale nie dałam rady się zebrać, jak go przygotowywałam łzy leciały jak grochy, bo to nie tak miało być. Mąż poszedł sam. Dobrze, że mama przywiozała prawie wszystko gotowe, bo ja nie miałabym siły nic zrobić... dzis jest gorszy dzień... gula w gardle i łzy w oczach I ciagłe pytanie dlaczego??? Dlaczego udało mi się zajść w ciążę - mówiliśmy, że to cud, bo lekarze straszyli, że będzie trudno, a tu udało się.. później w szpitalu też czekałam na cud, że może się uda, że się cofnie pęcherz, że uratuję Kacperka, ale tu już cud się nie zdażył...
Tak jak Ty aaggaa boję się wychodzić, spotykać z ludźmi... Jestem na macierzyńskim bez dziecka... ale kiedyś nadejdzie czas, że będę musiała wyjść, przyjmować pacjentów (teraz robi to mój pracownik) ale nie wiem jak to przeżyję
I najgorsze są dzis życzenia świąteczne... ja nie mam świąt, ja ich nie czuję... i nie są wesołe, tak jak Boże Narodzenie gdzie ogłosiliśmy całej rodzinie, że będziemy mieli dzidiusia... dziś już go nie ma...
Cięzko, coraz ciężej... zgadzam się , że łez coraz mniej, a dusza coraz cięższa - a to nie dusza powinna być coraz cięższa tylko brzuch...
Odpowiedz
Moj mąż wyslal do wszystkich co wiedzieli wiadomość albo zadzwonil... aby uniknac pytań \" jak ciąża?\" Gdy sie spotkamy. Kolezanka w pracy ma taki termin jaki ja mialam jeszcze ponad tydzień temu...
Odpowiedz
Nie wiem czy wogóle nie zrobie sobie przerwy od pracy... tzn na jakiś czas 2-3miesiące z tego względu, że mam poczucie że przeginałam... na początku jak przyjechaliśmy do Anglii miałam bardzo ciężką pracę bo pracowałam w browarze... nadźwigałam się dziennie tyle boxow z piwem, układałam palety itp... bo chciałam iść jak najszybciej do pracy i akurat na taką się załapałam... W Polsce pracowałam w biurze więc wysiłku mnie to dużo nie kosztowało... siedzenie za biurkiem i ciągły stres bo byłam rzecznikiem... poźniej chęć zmiany pracy - bo nastąpiła zmiana szefa na gorszego - jeżeli tak mogę go określić w \"delikatny\" sposób. W tym samym czasie poznałam mojego obecnego ukochanego i postanowilismy że wyjedziemy odetchnąć od tego wszystkiego, że możemy poznać i zobaczyć jak będzie gdzie indziej... no i tak się stało decyzja z dnia na dzień i obrót o 360 stopni. PIerwsza praca w borwarze, a później już w sklepie tyle tylko że równie wysiłkowa - praca czasami po 50h, 6 razy w tygodniu i tylko jeden dzień wolny, który wypadała w zależności od chojności Managerki... czasami praca po 13dni bez dnia wolnego bo akurat tak rota wypadała, ktora zaczynała się w sobotę a kończyła w kolejną co powodowało że czasem miałam niedziele wolną a czasem dopiero czwartek za ileś tam dni... czyli 11dni bez wolnego... życie w ciągłym biegu - wychodziłam o 10 rano wracałam po 23 a czasem później. Pod koniec roku organizacja ślubu bo w grudniu wyznaczyliśmy ten piękny dzień... i życie w ciągłej adrenalinie i stres przez duże \"S\"... ślub, tydzień odpoczynku w polskich górach i znów pośpiech... Dlatego obawiam się, że ten cud ktory się zdażył i zaszlam w ciąże był już obarczony ryzykiem... boję się że organizm nie poradzil sobie z tym wszystkim bo był wycieńczony... pomimo, że jeszcze przed ślubem rozmawialismy że chcielibyśmy Iskierkę zaraz po... bo tak bardzo chcieliśmy... i..? Bóg nam ją zeslał! Obdarował! - Niepojęte szczęście!!! i od razu komplikacje... najpierw 40 stopniowa goraczka - bo przeciez to dopiero 5 tydzien wiec nie wypada jeszcze mowic w pracy... i tak przechodziłam jak jakś nienormalna cały tydzień bo bałam się powiedzieć! NIENORMALNA! aż w końcu po całym tygodniu tak mnie rozłożyło że padłam... goraczka, ból brzucha, biegunka i wszystkie inne cuda typu katar, zawalone gardło... i wizyta u polskiego lekarza - totalne sprowadzenie do pionu - orzeczenie o ciaży zagrożonej i pierwsze L4... Dlatego freeq myślę, że sama przesadziłam i że organizm też nei był na siłach.. więc po co wracać..? Po to żeby znowu go zajechać? - Myślę, że może lepiej pozwolić mu złapać oddech, tym bardziej, że chce odczekać te 3-6 cykli i zacząć starania... Tak bardzo chcemy... Ja chcę... Mąż... i znowu wyje........ chce już móc się starać.... wiem, że to może straszne że już chce ale mam wrażenie że pomimo kolejnych lęków będzie mi łatwiej mieć pod sercem kolejne serduszko... nie wiem czy ja jestem normalna czy już raczej nie... Sad Sad Sad :|
Odpowiedz
Ja sie \"poswiecilam\" w pewien sposób i nie poszłam na zwolnienie... czy zaszkodziło? Nie wiem.... wiem, ze drugi raz tego błędu nie zrobie...wiesz co aagaa...ja rozumiem to pragnienie. Bo sama je mam... mimo straty i bólu jaki jest w sercu to pragnienie jest ogromne. I jeśli dane mi będzie nosić kolejnego maluszka pod sercem to wiem, ze pójdę od razu na zwolnienie...
Odpowiedz
W takiej sytuacji rozumiem rezygnację z pracy. Mi przeszła taka myśl przez głowę, gdy dowiedziałam się, że moja koleżanka jest w ciąży.... (nie wiedziałam jak to wytrzymam - codzienny kontakt z nią). I od razu potem pomyślałam, że to bez sensu, bo gdzie indziej też mogę spotkać ciężarne kobiety... Ale w Twojej sytuacji to co innego....
Rozumiem też chęć kolejnej ciąży, mimo bólu po stracie Dziecka. Ja po pierwszym poronieniu wybłagałam lekarza o to, aby dał mi progesteron już po 3 miesiącach (na początku powiedział, że da mi po 6). I udało się! Teraz też chciałabym jak najszybciej znów był w ciąży - tylko nie wiem czy przekonam męża - on myśli racjonalnie (4 dzieci?!?!). Ja emocjami. Mam nadzieję, że jeszcze będziemy pisać razem na innym wątku..................
Odpowiedz
aagaa, z jednej strony pewnie będzie łatwiej. Bo pojawi się nowe życie, nowa nadzieja. Z drugiej - będzie na pewno niewyobrażalnie na dzisiejsze realia trudno - bo te lęki o dziecko, kiedy już WIESZ, że dzieci umierają, są irracjonalne, ogromne, paraliżujące. A jeszcze do tego - szybka ciąża po poronieniu przebiega w cieniu żałoby. Albo żałoba rzutuje na ciążę albo - żałoba sie odracza i uderza często ze zdwojoną siłą potem, niespodziewanie. Poza tym - szybka ciąża to przeżycie planowanego terminu porodu z dzieckiem pod sercem, przeżycie rocznicy utraty z dzieckiem pod sercem. Nie twierdzę, że szybkie zajście jest jednoznacznie złe. Ale trzeba mieć tę decyzję dobrze przemyślaną. Bo na pewno - nie jest łatwiej poradzić sobie z żałobą wtedy. Może jedynie - łatwiej z własnym pragnieniem macierzyństwa.

Freeq - Twoją potrzebę zajścia też rozumiem. Masz przykład, że kiedyś byłaś szybko w kolejnej ciąży i udało się. Ale... Sama pisałaś, że wtedy Twoja żałoba nie odbyła się właściwie. Że zracjonalizowałaś stratę i dopiero teraz płaczesz po dwójce dzieci. Zatem pewnie tamta ciąża po stracie jest nieporównywalna do tej, jaka mogłaby pojawić się teraz. Bo teraz jesteś w żałobie. Podwójnej.

Ja jestem zwolenniczką odczekania 6 miesięcy dla higieny psychicznej. A po tych 6 jeszcze tylu, ile wtedy uznacie za stosowne. Bo po pół roku te emocje opadają, hormony się uspokoją, żałoba wejdzie w kolejne etapy i może się okazać, że... to jeszcze nie jest ten czas na dziecko kolejne. Może się też okazać, że tak, że czas nadszedł. Jednak wyjątkowo trudne musi być uświadomić sobie już w ciąży, że nie jest się na siłach na ten cały stres i strach. I ten ból po TAMTYM dziecku.

Ja starałam się po pół roku. Udało się po 11 miesiącach od śmierci Piotrusia. I dziękowałam losowi, że dopiero wtedy. Bo było już po rocznicy narodzin, która mocno mną tąpnęła.

Wiele dziewczyn pisze, że \"dobrze, że się nie udało od razu\".
Niektóre piszą, że wczesna ciąża po poronieniu była dla nich jedyną dobrą opcją.

Życzę Wam podjęcia dobrej decyzji.
Odpowiedz
masaiimara od samego początku - mojego początku na tym forum jesteś mi za Przewodniczkę - nie odbierze tego źle... ale lubię czytać to co piszesz... to dla mnie bardzo ważne - i w sumie zgadzam się z tym co piszesz i lubię ten Twój obiektywizm - brak pouczeń, brak niepotrzebnych zdań...
Zresztą Wszystkim Wam dziękuję, że jesteście i służycie pomocą... że ROZUMIECIE.
Dzisiaj kolejne niemiłe chwile - najpierw od Teściowej - z którą gadaliśmy z Mężem przez skypa. Właściwie to Mąż rozmawiał, ja siedziałam z boku - tak chyba tylko, dla zasady.. siedziałam i cały czas bawiłam się obrączką... z głową w dół. Rozmawialiśmy wlaściwie o niczym... do moemntu jak Teściowa zaczęła opowiadać o Chrześniaku Męża - skończy dwa latka w przyszłym miesiącu - jaki to on fantastyczny, jak to się wspina po szczebelkach, jak śmiało biega.... No myślałam, że mnie rozerwie...i w tej chwili usłyszałam bardzo donośny i podniosły ton mojego Męża - \"Możesz przestać?! Po co mi opowiadasz o Chrześniaku?! Nie chcę teraz słuchać o małych dzieciach... - zapadła cisza, a ja wewnętrznie poczułam ulgę... i podziękowałam w myślach za to że zaprzestał tę rozmowę... zapadła cisza... a po chwili Teściowa dodała \"Chciałam tylko żebyś wiedział co u niego.\" - Koniec tematu. Do teraz mam tyle zlości w sobie, że najchętniej uderzyłabym ręką w ścianę... Rozumiem ją że chciała tylko poopowiadać - to taka mądra i cudowna kobieta... ale wbiła mi tymi słowami kolejną szpilkę... żeby tego wszystkiego bylo mało to po rozmowie z Jego Rodzicami, zaczęliśmy przez skypa rozmawiać z moim... ledwo włączyłam swojego skypa a tam wiadomość od jednej ze wścibskich - za którą kompletnie nie przepadam... \"Hej co tam u Was? Jak się czujecie? jak spedzacie swieta?Smile Smile Smile\" - no i znowu szał! NIE CHCE I NIE TOLERUJE TAKICH PYTAŃ! - myślalam, że ją \"usunę\"... nie minęla chwila połączyliśmy się z moim... Pierwsze pytanie \"Jak się czujecie\" - chwila ciszy i odpowiedź \"byle jak! a jak się mamy czuć?\" - już po prostu nie wytrzymałam...:/ drugie stwierdzenie tym razem - \"będzie dobrze zobczysz\" - i milczenie... po czym mój jakże cudowny brat dodał \"przezcież nie możecie stać w miejscu, czas zacząć coś ze sobą robić\" - no nie... myslalam że moja ręka przejdzie przez tą kamerkę... Mąż nie wytrzymał..\"A ty czasem nie miałeś już gdzieś isc?!\" - bo wcześniej brat opowiadał, że idze za chwile do swojej dziewczyny.... - reakcja alergiczna! Jak mógł!? - wykrzyczalam więc... A co do cholery minął już rok?! alnbo dwa! a może pięć?! Co TY możesz o TYM wiedzieć?! - wstał i wyszedł ...a Mama siedziała struchlała bo nie wiedziała co ma powiedziec... Żal mi się jej zrobiło i ścisnęło mnie serce...tak bardzo Ją kocham, jest najwspanialszą Mamusią na świecie..ale nie potrafiłam się zachować tylko powiedziałam, że lepiej będzie jak nie będziemy na ten temat rozmawiać i że to chyba czas się pożegnać.. Jak z nimi nie gadam to tęsknie nieprzeciętnie... jak mam już sposobnosć NIE POTRAFIĘ - dlatego dziękuję, że jest tak że jestem tutaj tylko z moim ukochanym Mężem - że jesteśmy sami.... i wcale nei odczuwam potrzeby spotykania się z kimkolwiek i wysłuchiwania debilnych dla mnie \"pocieszeń\" które dzialają na mnie jak plachta na byka........ z zasady jestem cholerykiem - wrednym i wstętnym więc mój okropny charakter nie pomaga - mało tego od wczoraj wstąpil we mnie jakiś diabeł... no nie potrafię z ludźmi gadać... bo ich teorie doprowadzają mnie do bialej gorączki i mam ochotę ręcznie tłumaczyć... Sad
W ogole z nikim nie potrafię.. Tylko z Wami moje Drogie i z Mężem...
Wiem, że powinnam być może milsza... ale po co?! zawsze miła i pomocna... zawsze dla wszystkich chcę dobrze, a jak sama potrzebuje to nie ma nikogo i wszyscy mają mnie i to co dla nich robię gdzieś... to może po co się przejmować?! ja tak po prostu już chyba mam to mój głupi charakter... zawsze wszystkimi i wszystkim się przejmuję i przez to niepotrzebnie stresuje itp. mam tego dość i choć próbowałam to zmienić to niestety nie mogę... a tak bardzo chcę...!
Odpowiedz
Cytat:Wiem, że powinnam być może milsza... ale po co?! zawsze miła i pomocna... zawsze dla wszystkich chcę dobrze, a jak sama potrzebuje to nie ma nikogo i wszyscy mają mnie i to co dla nich robię gdzieś...


Ja też taka jestem. I przez to już wiele razy dostałam w d... Bo jak ja potrzebuję pomocy to nigdy nikogo nie ma. Tak jakbym ja była ze stali. Nie jestem!!!
Odpowiedz
koszmar świąt dobiega końca...jest beznadziejnie, bez empatii i zrozumienia szczególnie ze strony najbliższej genetycznie, bo nie mogę inaczej tego nazwać...nigdy nie miałam dobrych relacji z mamą, teraz nie ma ich w ogóle...nie mogę doczekać się powrotu do swojego domu...mój mąż i synek dają tyle ciepła i potrzebnej mi teraz energii, reszta zadaje raczej ból...
mam podobne odczucia freeq...
ratunkiem jest śnieg za oknem, od wielu spotkań po prostu łatwo się wymigać...jutro wracamy....zaś do swojego domu rodzinnego prędko nie wrócę...
zapaliłam Wam dzisiaj świeczki u dziadków na grobie, takie śliczne białe z aniołkami, Piotruś powiedział, że aniołki czytają bajki, bo mają w rączkach książki...czuwajcie moje Aniołki nad nami...
gdybym mogła cofnąć czas, coś zmienić, naprawić, gdyby to wszystko się nie zdarzyło, mogliśmy być tacy szczęśliwi...
kocham
Odpowiedz
Świat nie czuje wogóle... nie chce spotkań... sa u nas tylko moi rodzice, przyjechali abysmy nie byli sami... ale oni wszytsko rouzmieją, nie pytają, nie pocieszają gdy płaczę... pozwalają mi się \"zamknąć\" w sobie i przecierpieć to po swojemu, a to tak strasznie boli...
Też się zastanawiam, czy gdybym mogła cofnąć czas, więcej bym leżała, odpoczywała to czy by się udało... nie wiem, i nikt mi na to pytanie nie odpowie...
Odpowiedz
aagaa, dałam sobie czas na odpowiedź, bo pewnie w pewnym stopniu pochlebiło mi to, co napisałaś. I chciałam się przyjrzeć temu uczuciu.
Obiektywizm i życzliwość - staram się. I wiem, że przesadzona ta Twoja laurka, bo nie zawsze mi wychodzi. Jeszcze rzadziej - opanowanie... Ale staram się z całych sił. Bo to miejsce jest dla mnie bardzo ważne. I obiektywnie - jest istotne, potrzebne. I takie dobre, mimo że wszystkie spotykamy się tu nie z własnej woli.
Tak wiele mi dało. Ja też znalazłam tu bliską, mądrą osobę, od której czerpię. Teraz oddaję to, co sama dostałam, kiedy byłam tak słaba, tak zagubiona.
Ja nie znam szczególnej życiowej mądrości. Mam tylko dar wymowy. Lubię dużo mówić/pisać. A jednocześnie - nie znoszę o niczymWink
Cieszę się, jeśli czasem moje słowo Ci pomaga. Jeśli sprawia, że łatwiej. Nawet - łatwiej płakać. Żałoba w dużej mierze polega na przeżywaniu ale i w sporej - na przemyśliwaniu. A w tym pomaga cudze spojrzenie, inny pogląd.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
aagaa, taka złość jest zupełnie naturalna w czasie żałoby, bo ona to nie tylko smutek, ale też mnustwo innych uczuć i myśli.
Polecam teksty w dziale Żałoba np. ten, bo dobrze jest wiedzieć, że nasze reakcje są typowe dla tego etapu, w jakim jesteśmy.

Mówić o naszych dzieciach i tym wszystkim co w nas uczymy się dopiero z czasem. I rodzina też się z czasem od nas uczy o tym czym jest żałoba i co rani rodziców po stracie. Tu macie trochę chwytów erystycznych
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości