zamiast serduszek - czarne plamki
#76
Cytat:[autor cytatu=marzewo]


idź Matko płacząca tam pod krzyż
na Golgotę swego cierpienia
idź
Matkę Bożą zapytaj
Ona wie


Że nie można się zamienić...

ks.Tomasz Andrzej Jeziorski
I poszłam- zapytałam...cisza głucha mnie zastała, a potem płakałam i ogromne zmęczenie mnie dopadło, takie, że zasnęłam z głową na kolanach...nie pamiętam, czy coś mi się śniło...jak się obudziłam to znowu była cisza...mam taką kaplicę, gdzie w samotności można podumać...liczyłam na jakiś znak niebieski..nic się nie zdarzyło...
Dziś byłam na zakupach,niby nic wielkiego, ale pierwszy raz od długiego czasu...i ze wszystkich stron \"otoczyły\" mnie ciężarne, albo mamy z malutkimi dziećmi...nie dałam rady...
Odpowiedz
#77
Ja myśle, że ta cisza to właśnie dlatego, że Ona wie... po prostu jest z Tobą....

no bo co można powiedzieć matce, która straciła dziecko...można tylko być z nią w tym cierpieniu....
Odpowiedz
#78
....albo można ją jeszcze \"dobić\"......... nie będę się tu kosiekowi na jej wątku o szczegółach rozpisywać...... ale czasem się zastanawiam czy rzeczywiście ktoś u góry jest ze mną??? czasem myślę, że oprócz was - forumowych współtowarzyszy cierpienia, nie mam naprawdę nikogo.... ale tu mam Was, a Wy macie mnie...
kosiek - jestem z Tobą...
Odpowiedz
#79
ja was rozumiem.... tak mi się przynajmniej wydaje...



no i jestem z Wami całym sercem.... jestem jedną z Was....


za miesiąc z kawałkiem moja Emilka skończyłaby rok..... i tak będą to dla mnie urodzinki mojej małej gdzieś tam... i siostrzenicy tu... tak bardzo się cieszyłam...więc niech tak będzie... 26.04.... tęsknię... tak bardzo chcialabym malutką przytulić... patrzeć jak stawia pierwsze kroki....

może jednak ta góra... działa też przez forum.. bo inaczej nie może....
Odpowiedz
#80
Zrobiłam wyniki, czekam...
Mimo, że życie toczy się dalej codziennie nadchodzi taki moment, że nie wiem co dalej... i teraz nie wiem właśnie...za 10 dni odbiorę wynik... i co dalej?
Nie umiem sobie nic zaplanować...miewam czasem taki zryw, np. że musimy zaplanować wakacje, skoro już na nic ważnego w te lato nie czekamy, a potem mi się odechciewa...muszę wziąć się za projekt, który zaczęłam 14.02, przed tym jak się dowiedziałam o śmierci dziewczynek, ale nie mogę się w żaden sposób zmobilizować. Wcześniej robiłam go na czas, bo wiedziałam, że do maja, czerwca muszę skończyć, bo potem mogę nie dać rady, teraz może się ciągnąć w nieskończoność...w końcu nie mam żadnych zobowiązań...moje życie miało wywrócić się do góry nogami, po pojawieniu się bliźniaczek, ale to nie miał być taki przewrót jaki się zdarzył...
prowadzę synka do przedszkola, a tam przyjeżdża mama z córką i niemowlakiem w nosidełku...ja też widziałam, jak od września razem pchamy dwuosobowy wózeczek z dziewczynkami w drodze do przedszkola...bałam się tego strasznie, no bo to tyle obowiązków, a my jesteśmy sami i nie mamy rodziny obok i nie mamy na czyją pomoc liczyć...dlatego planowałam....żeby się dobrze przygotować....
Tęsknię...
Odpowiedz
#81
Miesiąc temu................................ czemu to tak szybko minęło?????? moje ciało w ogóle nie pamięta, że biły w nim 3 serca.......to takie niesprawiedliwe...
Odpowiedz
#82
Tak kosiek, minął miesiąc naszej żałoby (u mnie dokładnie jutro) - i wcale nie jest lżej prawda???
Z wielkim zrozumieniem ślę wirtualnego przytulaczka...
Odpowiedz
#83
No nie jest freeq... czasem się zastanawiam, czy na pewno byliśmy w ciąży, czy moje bliźniaczki istniały. Nikt o nich nie mówi, nikt nie wspomina, życie się toczy jakby nic się nie stało, poza testem ciążowym, usg i kartą ciąży nic mi po nich nie zostało.... no chyba, że jeszcze ogromna rana na sercu...
w niedzielę kończyłabym 18 tydzień... wczoraj minął 4...
Mój Piotruś znowu wraca do tematu dzidziusiów, w piątek znowu opowiadał o braciszku i siostrzyczce...przykro mi synku, nie dałam rady...
Jak Wam tam dziewczynki, w niebie?? Mama o Was pamięta i kocha cały czas tak samo mocno...
Odpowiedz
#84
Byłyśmy w ciąży kosiek - inaczej nie byłoby tej rany w sercu.
Ja nie mam żadnych pamiątek. Poza tym co w sercu. Gdy poroniłam pierwszy raz to też miałam zostawiony test ciążowy. Ale po byłam tak...no nie wiem....załamana i wściekła zarazem, że wyrzuciłam test. Od tamtego razu zawsze wyrzucałam testy ciążowe. Karty ciąży jeszcze nie miałam założonej - mój lekarz zawsze zakłada dopiero po 12 tygodniu. A zdjęcia usg wyrzuciłam natychmiast po powrocie ze szpitala - byłam jeszcze w szoku... ale chyba nie żałuję - zamiast wpatrywać się w małą fasolkę, wolę zachować moje wyobrażenie o tym dziecku, myślę, że synku, chociaż nikt tego nie potwierdził... Rana w sercu jest prawdziwa, miłość jest prawdziwa... i dla mnie nie ma znaczenia czy inni wiedzą, czy myślą, czy mówią........ On istniał i istnieje nadal, tylko, że po drugiej stronie drogi.......
Odpowiedz
#85
Wpadłam w jakieś otępienie. Czytam co chwila co piszą inne dziewczyny, a sama nie mogę ułożyć żadnych słów...schowałam swoje emocje, wszystkie, i te przyjemne i te nieprzyjemne...nie mogę mieć radości z oczekiwania na moje dzieciaczki, nie mam też złości, bo wiem, że to nic nie zmieni...nic mi się nie chce...na nic nie czekam, niczego nie oczekuję...otuliłam się kokonem, jestem, jem, pracuję, sprzątam, ale czuję się jakbym patrzyła na wszystko z boku, jakbym to nie była ja, jakby to nie było moje życie...
dziś byłam z Piotrusiem u lekarza... przyszła para, jak dziewczyna rozpięła płaszcz zobaczyłam jej ciążowy brzuch, a mój taki płaski... cały czas chodzę na wdechu, żeby ktoś przypadkiem nie wpadł na pomysł i nie zapytał, czy jestem w ciąży...mąż pogłaskał mnie wczoraj po brzuchu - odsunęłam jego rękę, a on na to \"Tylko Ty możesz się głaskać po pustym brzuchu?\" nawet nie zarejestrowałam, że tak robię,cały czas jestem w jakimś półśnie...najgorsze jest to że na niczym mi nie zależy...przeszkadza mi to, ale nie mam pomysłu co z tym zrobić. Grupa w Warszawie ciągle w trakcie zbierania, ale mój początkowy entuzjazm też już opadł.
Gdzie jesteście???? Tak mi Was brakuje dzieciątka!!!!!
Odpowiedz
#86
Też to czułam, byłam jakby obok swojego brutalnego życia. A teraz chciałabym Ci powiedzieć że dasz radę bo przecież musisz...
za chwilę będzie 10 miesięcy jak moja córka nie żyje a ja dopiero nie dawno poczułam że urodziła się dla Boga że tam była potrzebna że Matka Boża ma ja w swojej opiece. Tak długo modliłam się do Matki Bożej o cud a cud się stał mam Anioła...
To trudne i każda cierpiąca kobieta musi sama się pozbierać nikt i nic nie pomoże tylko czas przyzwyczai nas do bólu.

Twoje Córeczki są tam gdzieś i czekają na Ciebie... Nic nie jest stracone nie ma ich tu, ale zaistniały dzięki Tobie! i czują jak bardzo je kochasz i cierpisz. Mówią do Ciebie.. to wiatr to promień słońca kiedyś to poczujesz. Obiecuję.

http://www.youtube.com/watch?v=FSho1_OoVsc a to dla Ciebie....
Odpowiedz
#87
kosiek, ta apatia, o której piszesz, to normalne. To kolejny etap żałoby - gdy psychika nie może już poradzić sobie z tą potężną rozpaczą, gdy jest już nią tak strasznie zmęczona - to taki właśnie włącza mechanizm obronny. Następnym etapem jest powolne godzenie się z sytuacją, ale zanim to nastąpi, jeszcze wiele razy będziesz przechodzić między rozpaczą a apatią. Ja nadal tkwię w tym pierwszym etapie i choć chwilami myślę, że już nie wytrzymam tego bólu, to jakoś moja psychika jeszcze nie daje mi odpocząć...
Sorry za ten trochę uniwersytecki ton. Ale to nie tylko wiedza, to też moje doświadczenie. Gdy przed poronieniem przeżyłam inną traumę, potrzebowałam 2 lat na pogodzenie się z tym co się stało. 2 lata ostrego bólu i miotania się między stanem bólu a stanem otępienia. I chociaż tamtego wydarzenia nie da się porównać ze stratą dziecka, mam nadzieję, że i teraz zaświeci jeszcze słońce... dla mnie, dla Ciebie, dla wszystkich Aniołkowych mam. Chociaż na pewno będą pojawiały się chwile \"zakłucia\"... wiem to....
Odpowiedz
#88
No i właśnie znowu miałam to \"zakłucie\"...w przychodni, gdzie byłam z synkiem była również mama z malutkim dzidziusiem, czekałyśmy w kolejce na pobranie krwi, kolejka długa więc trochę to trwało i cały czas miałam nieodparte wrażenie, że znam tą dziewczynę, że ją widziałam jeszcze niedawno z dużym brzuszkiem... w domu sobie przypomniałam, kiedyś spotkałyśmy się w innej kolejce w innej przychodni, kiedy jeszcze obie byłyśmy w ciąży u naszego wspólnego ginekologa...i znów tak źle...ona ma swojego dzidziusia, ja swoje pożegnałam... przecież to było chwilę temu, kiedy ja też byłam taka szczęśliwa, najwyżej dwa, trzy miesiące temu a wydaje mi się, że minęły wieki... nie ma tamtej mnie, wiem, że nigdy nie wróci...a mogło być tak cudownie, a miało być tak cudownie, a jest tak potwornie przykro...śnieg sypie, męczy mnie ta niekończąca się zima, ale daje też trochę ukojenia, pozwala się ukryć przed innymi, i szczęście innych ukrywa za murami domów.
Mamy zaproszenie w Święta do kuzynek, dawno się nie widziałyśmy, ale nie wyobrażam sobie, że się z nimi spotkam...a jak ktoś pochwali się, że oczekuje dziecka???nie dam rady...
boli mnie wszystko, tak bardzo boli.....................
Odpowiedz
#89
Witajcie Moje dziewczynki!
Miałam ostatnio trochę zmartwień o waszego braciszka Piotrusia - choruje, a nie znamy przyczyn, nie możemy sobie z tym poradzić..dziś jest jaśniejszy dzień, odebrałam jego wyniki badań i są dobre, więc to dobrze.
Dziewczyny na forum pisały o aniołkach na ścianie pomiędzy zdjęciami, bardzo spodobał mi się ten pomysł i też zakupię wasze \"fotografie\" - jedyne jakie będę kiedykolwiek mieć. Poza tym w maju zapowiedziała się moja koleżanka u nas-mieszka w Irlandii i mało mamy szans na spotkanie, teraz bardzo mnie wspiera i cieszę się, że tu będzie.
Myślę o Was, marzę o radości Piotrusia, już pewnie byśmy mu powiedzieli, on tak lubi małe dzieci, przytula, głaszcze, Wami też by się opiekował...Tęsknię, bardzo tęsknię...Jednak dziś mam jakąś nadzieję w sobie...nawet nie wiem skąd...nadzieję, że jesteście z nami mimo wszystko, i że jesteście szczęśliwe, mimo, że nam tak smutno bez Was...
http://www.youtube.com/watch?v=9bxc9hbwkkw
Odpowiedz
#90
Kolejne dziecko w rodzinie..................................
Oni się cieszą, a pierwsze co ja pomyślałam, to, że nie można mieć pewności dopóki nie przytulisz maluszka..przypominam sobie jak rodziłam Piotrusia...miałam cesarkę, ale jak lekarz go wyjął to nie chciał krzyknąć, pielęgniarka powiedziała później do męża, że trochę ich wystraszył...ale do dziś nie miało to dla mnie żadnego znaczenia w końcu mam zdrowego ślicznego synka, dopiero teraz wiem, że to wcale nie jest takie oczywiste, że test i dwie kreseczki wcale nie muszą oznaczać różowego bobaska po 9 miesiącach...i że ta radość może tak szybko zamienić się w rozpacz...i znowu, że to takie niesprawiedliwe...
5 tygodni, byłybyście już dużymi dziewczynkami, nasze szanse na spotkanie by rosły...kończyłybyśmy wspólnie 4 miesiąc ciąży...
byłabym coraz cięższa i grubsza, coraz szczęśliwsza...
a jestem coraz bardziej zła na Boga...
i bardzo się boję, bo nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek odważę się marzyć i starać o dzieci...
kocham
Odpowiedz
#91
Cytat:[autor cytatu=kosiek20]
i bardzo się boję, bo nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek odważę się marzyć i starać o dzieci...
bo to bardzo trudne... walką o odwagę, walka o marzenia.... życie pokazało mi, że bywa wygrana i bywa przegrana... mimo wszystko warto... życzę Ci dużo sił...

teraz mówią \"Kolejne dziecko w rodzinie...\" .... a kiedy odejdzie już przestaje \"być\"? jakby nie istniało wcale... przestaje być \"w rodzinie\"?... Sad
Odpowiedz
#92
Czytam kolejne wpisy, nowe forumowiczki...nie mogę zrozumieć...gdzieś z tyłu głowy tłoczyły mi się słowa \"to przemijanie ma sens\", nie mogłam skojarzyć co to...przypomniałam sobie:
http://www.youtube.com/watch?v=VGro2wOL-vE

Jak łza spod rzęs
Wypłakana skrycie
Tak śmierć ma sens
I ma sens życie
Ma sens...
Ma sens...
Ma sens...

i znowu łzy, bo jaki w tym sens?????????????
Odpowiedz
#93
Cytat:[autor cytatu=megi22]

życie pokazało mi, że bywa wygrana i bywa przegrana...

tylko dlaczego musi tak być?
czasem wydaje mi się, że sobie radzę, uciszam emocje, i \"żyję\"....
a potem, jak teraz pękam i tylko łzy......
Odpowiedz
#94
ja też kosiek... ja też... jak na rollercoasterze...
nie wiem dlaczego tak musi być... nie wiem...
Odpowiedz
#95
Dobrej nocy Dziewczynki, dla Was, dla waszych przyjaciół niebieskich...
DZIŚ CZUJĘ, ŻE NIE MA TO ŻADNEGO SENSU.....................................................................
Odpowiedz
#96
Im bliżej Świąt, tym trudniej...kiedy jestem w domu jest dobrze, nikt mnie nie widzi, nikomu się nie muszę tłumaczyć, udawać, że jest ok...a w święta będzie inaczej...nie zamierzam się tłumaczyć, udawać, ale trochę więcej kontaktu z ludźmi będę miała siłą rzeczy...
Wczoraj przyszłam do Ciebie Boże, zapytać po co mi to zrobiłeś? Trochę spokoju dostałam w odpowiedzi...noc też była spokojna, wstałam chyba tylko ze dwa razy...ale ranek znów każe wracać do smutnej rzeczywistości, a spokój gdzieś sobie poszedł....
Znów się izoluję, mąż mówi: \"Rozmawiaj ze mną\", a ja nie umiem, nie chcę go martwić, bo co mam powiedzieć, że dalej nie rozumiem, że dalej mam tylko jedno marzenie, żeby cofnąć czas, żeby wszystko było dobrze, że nikt do tej pory nie odpowiedział mi dlaczego....
Odpowiedz
#97
kosiek - mów do niego!!! rozmawiaj z nim!!! choć sama wiem jak to trudne... i mi też często nie wychodzi... ale to Wasze dzieci i Wasze wspólne doświadczenie - mimo, że bardzo często kobieta i mężczyzna różnie przeżywają stratę... Moja pani psycholog pyta mnie czy rozmawiam z m... i każe rozmawiać... może wychodzi to nieporadnie... może z wielkim trudem... po 1. po to żeby wyrażać swoje emocje, dać im wybrzmieć, bo tłumione i chowane w środku szkodzą Ci!... a po 2. dlatego, że wspólne przeżywanie zbliża, a samotne oddala Was od siebie...
Ja też marze o tym aby cofnąć czas... ale nie znam nikogo kto potrafi to zrobić... więc jedyne co nam zostało to żyć tu i teraz i próbować układać wszystko od nowa w tej zastanej rzeczywistości...
...bo odpowiedz na pyt \'dlaczego\' może nie przyjść w ogóle... albo przyjdzie po długim czasie...
Odpowiedz
#98
Megi skąd masz tyle siły??
Podziwiam Cię, ja jestem w takim punkcie w jakim Ty byłaś w 2009, po szczęśliwym urodzeniu, po nieszczęśliwej stracie....i mimo kolejnej straty masz tyle siły, podziwiam Cię i czerpię od Ciebie.
Dziś Mąż zabiera mnie do teatru, będziemy sami, może w drodze to będzie dobry moment na rozmowę...może...On próbuję mi pomóc, wiem to, mimo, że jemu też trudno..
Odpowiedz
#99
kosiek - i jak rozmowa, się udała? (choć nie wiem czy rozmowa na taki trudny temat \"za kierownicą\" to bezpieczny pomysł... polecam może nieco inne okoliczności...)
Pytasz skąd mam tyle siły... nie wiem... nie mam... tzn raz mam, za chwilę już nie... a czasem jest po prostu tak, że \"pomaganie\" innym daje mi siłę... Jeśli tylko chcesz - czerp!... świadomość, że mogę Tobie pomóc wiele dla mnie znaczy...
Odpowiedz
Cytat:jedyne co nam zostało to żyć tu i teraz i próbować układać wszystko od nowa w tej zastanej rzeczywistości...

meggi, moja psycholog też powiedziała mi kiedyś, że muszę zaakceptować siebie w takiej rzeczywistości w jakiej żyję i z takim bagażem doświadczeń. Wtedy pomogła mi to zrobić. Bo przecież bunt nic nie da, chociaż oczywiście jest potrzebny, bo to jedna z form \"wyrzucania\" emocji.

Mówi się też, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. W moim życiu sprawdziło się to wiele razy. Nawet bardzo traumatyczne wydarzenie z perspektywy czasu pokazało mi, że choć było trudno, to \"dzięki\" temu co się stało, nie stało się coś jeszcze gorszego (gdyby nie to, tragedia prawdopodobnie byłaby większa). Ale nie mogę sobie nawet wyobrazić, do czego dobrego może doprowadzić śmierć nienarodzonego dziecka... Nigdy....nawet po wielu latach.... nie powiem, że dobrze się stało.... Nigdy
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości