zamiast serduszek - czarne plamki
#51
Trzy tygodnie minęły...
byłam dziś u mojego ginekologa, myślałam, że łzy już nie płyną, ale jak weszłam do gabinetu, gdzie dokładnie 3 tygodnie temu o 12.10, tak jak dziś kładłam się na kozetce do usg to znowu pękłam. Długo rozmawialiśmy, próbował mi rozjaśnić wszystko, ale nie szukał na siłę powodu. Było dobrze, mimo, że było tak źle...
mój syn przyniósł mi kwiaty z tatą na dzień kobiet...niby miło, ale mój śmiech i moja radość jest taka za mgłą...cały czas czuję się jak widz w kiepskim teatrze...jestem obecna, ale nieobecna...smutno mi...i tak beznadziejnie...
Odpowiedz
#52
Tak mi was brakuje córeczki moje..............
Źle mi bardzo....................
Odpowiedz
#53
Kosiek, dla Twoich dziewczynek (*)
współczuję i przytulam...
Odpowiedz
#54
Wczoraj miałam wyjątkowo paskudny dzień... pokłóciliśmy się bardzo... poczułam się samotna tak bardzo...niestety mój mąż ma też wiele racji, zaniedbuję Piotrusia, i nie chodzi tu o przeżywanie żałoby, ale o to, że odreagowuję na nim swoje nastroje. W Warszawie rusza grupa wsparcia http://www.wyspa-zmian.pl/grupa_wsparcia.html. Czekam z niecierpliwością... może to coś da... ma też rację, że nie daję sobie pomóc, izoluję się...świadomie wiem, że czasem trzeba poprosić o pomoc, sama o tym mówię innym, a ja staram się sama, a \"sama\" w ogóle mi nie wychodzi...
Myślę o Was nieustannie...całuję dzieciątka moje...
Odpowiedz
#55
Wiesz kosiek - dobrze robisz szukając tej grupy wsparcia. Ja w realu nikomu o mojej ciąży nie mówiłam, ale za to piszę tu na forum i wymieniam maile, a jak w Gdańsku ruszy grupa wsparcia to na pewno będę tam obecna. Myślę, że od znajomych, przyjaciół rodziny oczekujemy największego wsparcia, ale oni nie zawsze wiedzą jak to zrobić - takie trudne zdarzenia potrafią bardzo zweryfikować grupę znajomych - my czujemy zawód, czujemy się nie rozumiane (czasem tak jest a czasem po prostu znajomi nie wiedzą jak nam pomóc). A od obcych osób oczekujemy mniej i czasem możemy się bardzo pozytywnie zaskoczyć. Mi raz już pomogła zupełnie obca osoba, mimo, że w ogóle nie wierzyłam, że może to zrobić. Życzę dużo siły...

A i jeszcze jedno - nie powinno się odreagowywać swoich nastrojów na innych, a zwłaszcza na dziecku, ale nie obwiniaj się, że czasem to robisz. My matki jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo popełniać błędy. Owszem, należy się starać przy dziecku panować nad emocjami, ale gdy zdarza nam się czasem niesłusznie wybuchnąć, to trzeba się po prostu opanować, ewentualnie przeprosić - i dalej po prostu zajmować się z dzieckiem. Mówię to z własnego doświadczenia......
Odpowiedz
#56
Najbardziej boli, że tych przyjaciół nie ma... niby wszyscy mówią \"dzwoń, ja jestem\", ale ja nie umiem sama zadzwonić... i co mam powiedzieć????? \"co słychać?\". dziś zadzwoniłam do siostry męża, bo pytała go wczoraj czemu się nie odzywam, a miałyśmy bardzo dobry kontakt... zadzwoniłam głównie dlatego bo jakaś kuzynka dalsza jest ginekologiem, dobrym w dobrej klinice, chcę, żeby poczytała moje wyniki podpowiedziała co warto badać... ale jak wybrałam numer to nie wiedziałam co powiedzieć? ona też nie wiedziała, i taka byle jaka ta rozmowa była, poza technicznymi sprawami kontaktu z tą kuzynką. Rozumiem, że im trudno jest rozmawiać, a mi to niby łatwo?
Dzięki freeq za twoją wiadomość, bardzo do mnie trafiła.
Dobranoc córeczki!
Odpowiedz
#57
I jeszcze dopiero dziś skojarzyłam, że piątek jest dla mnie taki znaczący... w piątek urodził się mój syn pierworodny, w piątek dowiedziałam się, że jestem w ciąży z dziewczynkami, w piątek dowiedziałam się, że ich serduszka nie biją...
Odpowiedz
#58
Pusto u mnie dziewczynki... jak dowiedzieliśmy, że będzie Was dwoje wszystko składało się na to, że będą dziewczynki...ja się bałam, cały czas drżałam o Was, a wasz Tata mierzył ścianę w naszej sypialni, żeby sprawdzić, czy wejdą dwa łóżeczka, szukał większego samochodu, wózka dla dwójki, imion... Zuzanna i Alicja, tak kiedyś powiedział, Zuzanna to babcia - mama Taty, która zmarła jak miał 8 lat, moja mama to Alina, ale Alicja ładniejsza... mówiłam \"poczekaj\", nie wiadomo czy to dziewczynki, chociaż marzyłam o dziewczynce...od tamtej pory w myślach tak Was nazywałam, mimo, że nie przyznałam się do tego Tacie...imion dla chłopców nie zdążyliśmy poszukać, chociaż tak naprawdę nie poznaliśmy Waszej płci, wiedziałam, że to dziewczynki. Jak powiedziałam koleżance o Was to napisała mi\"już widzę Wigilię z całą gromadką - cudnie\" i ja też ją zobaczyłam, a dziś nie widzę nic...nie umiem myśleć o przyszłości, co dalej?
Teraz babcia będzie Wam zaplatać warkocze...
Odpowiedz
#59
kosiek - ja też \"pozwoliłam sobie\" na wyobrażanie przyszłości... sukieneczek (nawet 2 kupiłam)... kiteczek... widziałam pierwsze wiosenno-letnie spacery, pierwsze wspólne święta, wakacje za rok z całą trójeczką... nawet w przyszłości pokój Małgosi (zrobiony z naszej obecnej sypialni)... dodatkowa szafa w przedpokoju stanęła miesiąc temu... a dziś - dziś walczę o każdy kolejny dzień, o to aby wstać, coś zjeść... czasem aby złapać oddech... i zamiast się cieszyć tym co nadejdzie - boję się... Sad ...świąt... spotkania z bratową (z tp 4 tyg przed naszym), widoku jej córeczki po urodzeniu... spotykania kolejnych osób z rodziny... znajomych... i kolejnych hektolitrów łez...
Bardzo bym chciała zaplanować przyszłość (ja zazwyczaj tak działam... lubię mieć zaplanowane większość spraw) tylko jak? skoro tak niewiele ode mnie zależy Sad
Odpowiedz
#60
Megi... mogę sobie tylko wyobrażać co czujesz, a już moje wyobrażenia sprawiają, że łzy napływają do oczu... straszna jest ta bezsilność tutaj, bo każdej by się chciało pomóc, a co można? Napisać, że nam przykro, dać się \"wygadać\".. to wiele, ale jednocześnie tak mało...
Rozumiem ten ból z planowaniem.. Też zawsze tak miałam... nawet jak miałam jakiś pomysł, bardzo odległy do zrealizowania, gdybanie takie tylko- sprawdzałam wszystko i planowałam jak to zrobię jeśli się kiedyś zdecyduję... Ostatnie trzy lata pokazały mi, że plany nie zawsze da się zrealizować, bez względu na to jak bardzo się tego chce..
Megi.. a czy to konieczne, żebyś widziała się z bratową? Może zaplanujcie święta jakoś inaczej? Wierzę, że rodzina zrozumie... A dla Ciebie to przecież jakiś koszmar, nawet nie chcę myśleć.. Ja już prawie 3 lata po, a i tak czuję obawę przed zbliżającymi się świętami z bratową męża z rosnącym brzuchem.. i kolejnymi już z dzieckiem... nie warto chyba sobie tego robić. Ból i tak jest tak wielki.. warto go ograniczać... a to jak wsadzanie palca w ranę, która tak na prawdę nadal krwawi, bo pewnie nawet lekko się nie zasklepiła... Przemyślcie to. Ja wiem, że święta, że rodzina, że nie wypada. Ale to nie jest tego warte..
Odpowiedz
#61
Jest takie powiedzenie: \"Chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz mu o swoich planach....\" ....tylko teraz ono nabrało dla mnie zupełnie innego znaczenia... i zupełnie przestało być zabawne... Sad
Na dzień dzisiejszy nie chce się z bratową widzieć... oczywiście nie mam do nich pretensji, żalu (sami stracili 4 dzieci - w tym jedno z nich to bliźniaczka obecnego w brzuszku maluszka) - ale... zresztą sama wiesz - co będę pisała... Jeśli nic się do świąt nie zmieni to będę się mocno zastanawiała jak to zorganizować... Niestety mój brat nie do końca mógł zrozumieć dlaczego nie chcemy żeby przyjeżdżali na pogrzeb, uważa, że bratowa mogłaby mi pomóc... jakoś nie jarzy, że sam jej widok będzie trudny dla mnie... Wiesz, dla mnie te święta i tak świąteczne nie będę... nie wiem czy kolejne będą... złamało się we mnie tak wiele...
Odpowiedz
#62
Megi może Twój mąż mógłby z nimi porozmawiać? Albo rodzice? Skoro sami stracili dzieci to wydawałoby się, że powinni rozumieć.. Szczerze? Wątpię żeby w tak krótkim czasie jaki pozostał do świąt mogło się cokolwiek zmienić.. nie ma środków przeciwbólowych na tego rodzaju ból.. więc bym doradzała już teraz uprzedzenie, że święta nie będą wyglądały tak jak wszyscy sobie wyobrażają, żeby nie było zdziwienia.. tylko może ktoś mógłby się tym zająć zamiast Ciebie? W tym czasie każde słowo może zaboleć.. konieczność tłumaczenia, że boli też.. dobrze by było gdyby ktoś Ci mógł tego oszczędzić.
A co do planów.. zapewne trudno Ci teraz nawet zrozumieć, że słońce co dzień nadal wstaje i że świat nie stanął w miejscu... Bo dla Ciebie na pewno stanął. Więc na plany przyjdzie jeszcze czas... Bo co tu planować? Żałoby sobie nie zaplanujesz, a co ma teraz znaczenie poza tym że straciłaś dziecko..
Odpowiedz
#63
Znaczenie... co chwilę muszę sobie przypominać, że mam chłopców i kochanego męża - i że dla nich muszę oddychać... bo nie chcę jeszcze ich stracić...
Już wczoraj przy moim \'ryku\' uprzedziłam mamę, że ponad moje siły jest spotkanie z bratową... powiedziała, że to zrozumiałe... mam nadzieję, że nie oczekuje diametralnej zmiany przez te ileś tam dni (do świąt)... ani tym bardziej spotkań z nimi \"pomimo tego\"... bo to święta... bo tak wypada lub trzeba... Mam nadzieję, że nie braknie mi sił do bycie asertywnym i jasne określenie czego chcę a na co nie mam sił...
Wiesz może i powinni rozumieć... ale mój brat (w rozmowie pisanej przez skype przed pogrzebem) wyrażał opinie w stylu: \"my straciliśmy 4 maluszki, ale trzeba żyć dalej, zająć się dziećmi i mężem\"... jeśli on tego oczekuje w dzień pogrzebu... to co dopiero 2-3 tygodnie po nim... Sad Szkoda słów...
Odpowiedz
#64
faktycznie.. szkoda słów...
ech.. może on to sobie sam tak tłumaczy? Na zasadzie \"Nie mogę przeżywać, bo jestem facetem i muszę wspierać żonę, więc trzeba żyć dalej\" i ucieka od tego co czuje... a teraz myśli, że tak Ci pomoże.. Jakby to było takie proste, że można sobie wytłumaczyć.
Odpowiedz
#65
...może jakby zobaczył swoją siostrzenicę - to te Maluszki nabrały by dla niego realności... wymiaru mniej abstrakcyjnego... nie wiem... Charakterami nie jesteśmy do siebie podobni, do tego dochodzą różnice związane z płcią... już chyba nawet nie próbuję go zrozumieć... bo od kiedy pojawił się problem strat, mamy do tego zupełnie odmienne podejście... Na święta życzył mi więcej optymizmu... i co mi dał ten optymizm? Sad
Odpowiedz
#66
eech.. w tej sytuacji to On powinien starać się zrozumieć Ciebie, a nie Ty jego...
Jak już będziesz czuła się na siłach to może napiszesz co właściwie się stało? Czy coś w ogóle wiadomo... ?
Odpowiedz
#67
napiszę... tyle co wiem... ale może na swoim wątku... bo tak się tu \'wtryniłam\' kosieczkowi...
Odpowiedz
#68
Megi, kochana, nie myśl o tym, co trzeba i wypada, myśl - o sobie. Nie wiem, jak to jest stracić dziecko na takim etapie ciąży, jak Ty straciłaś Sad ale wiem, jak to jest stracić kogoś, kogo się kochało najmocniej na świecie, a potem świętować najwspanialsze Święta chrześcijan Sad Ból, ból nie do ogarnięcia. Mimo że to są Święta spełnionej Obietnicy. Tylko, że w takim czasie bezgranicznej żałoby, ta Obietnica brzmi jak szyderczy śmiech, uwiera i przygniata. Myśl o sobie, o swoich dzieciach, o mężu. Myśl o swoich Dziewczynkach, nie o tym, co inni powiedzą. To nie jest ich strata i nie ich ból. Twój. Przytulam najmocniej jak umiem.
Odpowiedz
#69
Cytat:[autor cytatu=megi22]
\"Chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz mu o swoich planach....\" ....tylko teraz ono nabrało dla mnie zupełnie innego znaczenia... i zupełnie przestało być zabawne... Sad
O tak, zupełnie inaczej brzmi...Święta już niedługo...Ja też mam jechać do mamy, ale od wczoraj zastanawiam się czy chcę. Myślę, że Snopka masz rację, że możemy darować sobie kontaktu z bliskimi, że za wcześnie, że to boli...Życzę ci Megi22 siły, każda biedronka będzie mi przywodziła na myśl Twoją Małgosię..
Odpowiedz
#70
Cytat:[autor cytatu=AniaPiBi]
(...) ale wiem, jak to jest stracić kogoś, kogo się kochało najmocniej na świecie, a potem świętować najwspanialsze Święta chrześcijan Sad Ból, ból nie do ogarnięcia. Mimo że to są Święta spełnionej Obietnicy. Tylko, że w takim czasie bezgranicznej żałoby, ta Obietnica brzmi jak szyderczy śmiech, uwiera i przygniata.
...nic dodać nic ująć... bo choć tak krótko była - kocham Ją najmocniej na świecie... i choć kocham tak wszystkie swoje dzieci - to teraz ból rozstania z Nią powoduje, że właśnie to uczucie wydaje się najsilniejsze...
Dziękuję Aniu...
Odpowiedz
#71
Cytat:[autor cytatu=kosiek20]
Życzę ci Megi22 siły, każda biedronka będzie mi przywodziła na myśl Twoją Małgosię..
Dziękuję...
mnie też każda będzie wiodła do Małgosi... jedną (drewnianą) dostała do trumny... Moja Biedroneczka... :\'(
Odpowiedz
#72
.....ale to przede wszystkim święta nadziei, śmierć została poknana.... a nas czeka życie wieczne z naszymi dziećmi.......

ale rozumiem Was dobrze.... teraz .... teraz jest czas żałoby..... duzo sił na ten trudny czas....

wkleiłam ten wiersz na inny wątek, ale powtórzę tu... znalazłam w rozważaniach wielkopostnych z poprzednich lat....tam jest też Droga Krzyżowa.... dla mnie czas wielkanocy jest czasem narodzin, których nie było.....

Cóż powiedzieć Matce która straciła dziecko
jak ją pocieszyć
gdy codzienność płacze bólem matczynej miłości
w cieniu cmentarnego grobu dziecka stoi sie najtrudniej
cicho cichutko cichuteńko
płyną łzy Matki
to one dają życie kwiatom tam zasianym
a każda łza tak woła żałośnie
do nieba do ziemi do wieczności
dlaczego tak jest
że umierają dzieci rodzicom na rękach
że nie można nic po ludzku zrobić
że lekarz musi powiedzieć gorzką prawdę
że trzeba się katować widokiem bólu umierania
że nie można się zamienić na śmierć
nawet z własnym dzieckiem
dlaczego tak jest
nie wiem mnie nie pytaj
proszę cię tylko o jedno
idź Matko płacząca tam pod krzyż
na Golgotę swego cierpienia
idź
Matkę Bożą zapytaj
Ona wie




Że nie można się zamienić...

ks.Tomasz Andrzej Jeziorski
Odpowiedz
#73
Pan Bóg podobno daje nam taki krzyż jaki możemy udźwignąć... ten jest zdecydowanie za ciężki dla mnie, przygniata coraz mocniej do ziemi...czy jak zrobię kolejny krok to stanie się lżejszy?Czy może nie ma sensu dalej iść, bo to i tak nic nie zmieni, nie spadnie mi z ramion, tylko niezmiennie będzie ciążył...
Odpowiedz
#74
kosiek nie spadnie, ale z każdym dniem, tygodniem, miesiącem będzie ciut lżejszy i łatwiej będzie go nieść, z czasem coraz mniej będzie upadków pod tym krzyżem, ale i zdarzą się takie dni że znów przygniecie coraz mocniej tak, że ciężko będzie oddychać i trudniej będzie iść dalej...
dużo sił dla Ciebie.

marzewo wiersz piękny, czytam go już kolejny raz i nie mogę przestać.
Odpowiedz
#75
Marzewo, przepiękny, przejmujący wiersz.
Mam nadzieję, że Ona wie.....
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości