zamiast serduszek - czarne plamki
#26
Właśnie położyłam Piotrusia spać. wcześniej tego nie robiliśmy, wydawało mi się, ze jest za mały, teraz codziennie modlimy się do Anioła Stróża, bo zdałam sobie sprawę, że życie moich dzieci nie zależy ode mnie.... że mogę stawać na rzęsach a i tak Ktoś może mi je zabrać. 9 dni, tęsknię dziewczynki, za chwilę czułabym wasze kopniaczki, a głaszczę się po pustym brzuchu.......smutno mi bardzoSad(((
Odpowiedz
#27
Teraz oprócz Anioła Stróża Twoje Dziewczynki czuwają nad Tobą.

Ja wiem, że moja Julka jest z moimi dziadkami w Niebie i oni się nią zaopiekuję a Wszyscy czuwają nade mną.
Odpowiedz
#28
Ja też nie mogłam doczekać się, aż poczuję ruchy dziecka, liczyłam, kiedy to może być, kiedy minie \"półmetek\" ciąży, zastanawiałam się gdzie postawię łóżeczko, jaki wózek kupię... 3 tygodnie po porodzie mojego najmłodszego synka przeżyłam pewną tragedię i tylko dzięki niemu udało mi się pozbierać. Ale radość z posiadania takiego maleństwa była mocno przyćmiona bo jednocześnie przeżywałam pewien dramat. Po przeszło 2 latach poszłam w końcu do psychologa i po trudnej psychoterapii udało mi się stanąć na nogi. Niestety, długo się tym spokojem psychicznym nie nacieszyłam bo zaraz okazało się, że jestem w ciąży, która okazała się zagrożona. Stresowałam się, ale na usg pod koniec stycznia okazało się, że jest lepiej i jest duża szansa, że wszystko będzie dobrze. Do ostatniej chwili miałam nadzieję, do chwili, kiedy pani doktor powiedziała, że serce nie bijeSad I znów pod wiatr... czy kiedyś ten wiatr się odwróci???
Odpowiedz
#29
Freeg...kiedyś na pewno się odwróci.
\"Nic nie może przecież wiecznie trwać...\"
Przytulam
Odpowiedz
#30
Dziękuję. Ja też słyszałam kiedyś, że nic nie trwa wiecznie - że jak wszystko idzie dobrze to trzeba się z tego bardzo cieszyć i korzystać, bo tak nie będzie zawsze. Tak samo gdy wszystko idzie źle, to na pewno tak zawsze nie będzie. Ale u nas idzie bardzo źle od prawie 2,5 roku - narodziny najmłodszego synka (sierpień 2010) to były ostatnie naprawdę szczęśliwe chwile. Byłam po trudnej ciąży, mocno zagrożonej (krwawiłam przez pierwsze 12 tygodni i potem też zdarzały się pojedyncze dni z krwią) - i gdy go urodziłam czułam się najszczęśliwsza na świecie. Do dziś pamiętam to szczęście, które mnie wtedy ogarnęło. Gdy miał 3 tygodnie, dowiedziałam się o czymś, co na zawsze zmieniło moje życie - od tej pory już cały czas idę pod wiatr. I chociaż moje dzieci dostarczają mi mnóstwo radosnych chwil, to od tamtej pamiętnej chwili ciągle walczę o to aby nie poddać się, nie wpaść w depresję, bo mam dla kogo żyć. Tylko że chciałabym znów żyć bez tego bólu w sercu - a tu ledwo uporałam się z jednym bólem to już muszę sobie radzić z następnym - innym, ale wcale nie mniejszym, bo przecież straciłam moje nienarodzone dziecko Sad
Odpowiedz
#31
Dla matki nie ma większego bólu jak śmierć jej dziecka. Wierzę w to, że kiedyś ten ból, który teraz czuję będzie inny, mniej bolesny(?). Podobno Pan Bóg nie doświadcza nas bardziej niż jesteśmy w stanie przetrwać. Mimo wszystko czasem wydaje mi się, że zsyła na nas za wiele.
Życzę Wam abyście doświadczyły Miłosierdzia Bożego i by Pan ukoił Wasz ból.
Odpowiedz
#32
Na pewno ukoi, tylko zanim do tego dojdzie, jeszcze tyle bólu przed nami. Kluska, nie wiem ile masz lat i czy długo staraliście się o dziecko, ale wiedz, że ja też pierwsze dziecko straciłam w 5 tc. Pamiętam ten ból i strach - czy ja w ogóle zostanę mamą? Czy kiedyś poczuję ruchy dziecka, przytulę moje dziecko? Rok po poronieniu urodziłam pierwszą córkę. Gdy nadszedł termin porodu tego dzieciątka, które się nie urodziło byłam już w 5 miesiącu ciąży. A gdy urodziła się moja córeczka byłam bardzo szczęśliwa i myślałam, że nie zastąpiłabym jej nikim. Gdybym nie poroniła, miałabym tamto dziecko ale nie miała TEJ córeczki - oczywiście wtedy tamto dziecko byłoby najważniejsze, jedyne i niezastąpione. Ale dzięki temu, że urodziłam córeczkę, mogłam już myśleć o Aniołku bez bólu - jak o kimś, kto nad nami czuwa. Oczywiście to nie jest tak, że jedno dziecko można zastąpić drugim - o tamtym Aniołku nigdy nie zapomnę, ale cieszę się że Bóg dał mi właśnie TE dzieci - 2 córki i synka. Teraz znów zabrał mi dzieciątko, które się we mnie poczęło. Pozwolił mi nosić je pod sercem 11 tygodni i na początku 12-tego zabrał. Nie wiem dlaczego, nie rozumiem...
Odpowiedz
#33
U mnie było tak, że w poprzednich związkach się nie zabezpieczałam, ale przez ponad 6 lat nie zaszłam w ciążę i z tego m.in powodu związki się rozpadały. Wszyscy tamci panowie już są ojcami... Z Czarkiem udało mi się zajść w ciążę bardzo szybko, po 3 miesiącach starań i niestety straciliśmy dzieciątko. Wiesz, ja mam 25 lat, ale mój partner 46 więc bardzo nam zależało i wciąż zależy. Cezary był ze swoją żoną 15 lat i nie doczekał się potomstwa, więc jak powiedziałam mu, że jestem w ciąży to oszalał ze szczęścia. Bardzo o mnie, o nas dbał. Mam w sobie taką cichą nadzieję, że niebawem uda mi się zajść znów w ciążę, a wtedy od razu idę na zwolnienie lekarskie, nie będę się oglądać na pracę, zero stresu i parę jeszcze innych rzeczy, których wtedy nie zrobiłam, a teraz mam przez to wyrzuty sumienia.
Odpowiedz
#34
Jakiś spokój mam dziś w sobie... teraz koncentruje się na badaniach, żeby nic nie przegapić, nie ominąć terminu. Sprawdzam w necie, zapisuję, z tym pójdę do doktora.... Jutro msza za nas i nasze dziewczynki, znajomy ksiądz nam odprawi w małej kaplicy w klasztorze, w tej samej chrzciliśmy Piotrusia... I to też napawa mnie jakimś takim ogromnym spokojem....
Stopniowo też piszę maile do znajomych, którzy wiedzieli o oczekiwaniu na dzieci, muszę im powiedzieć, żeby za miesiąc, dwa, trzy ktoś nie zaskoczył mnie pytaniem o to jak się czuję w ciąży i jak moje dzieciaczki. Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, to też mnie jakoś uspokaja, bo coraz mniej jest już tych osób.
Kocham Was Córunie!!!!! Nie rozumiem co się stało, dalej nie rozumiem... ale powoli akceptuję... poza tym widzę co robiłam źle, jak się złościłam na zachowanie Piotrusia, jak mało czasu z nim spędzałam, jak mało miałam czułości dla mojego męża.... może to po to?????????? żebym doceniła to co mam...........
Odpowiedz
#35
Kosiek, nie obwiniaj się, to nie Twoja wina. Wiem, łatwo powiedzieć...czasem sama też mam wyrzuty sumienia, że gdybym się nie denerwowała itd. to wszystko było by dobrze...
Dobrze, że wiara daje Ci choć odrobinę ukojenia. U mnie niestety to tak nie działa...
Przytulam mocno i życzę dużo siły, spokoju na serduszku.
Odpowiedz
#36
Kosiek20 światełko dla twojego aniołka[*]
Odpowiedz
#37
Kosiek, bardzo dobrze, że uprzedzasz znajomych. O mojej ciąży teraz nikt nie wiedział, ale poprzednim razem zanim poroniłam, zdążyłam podzielić się radosną nowiną z koleżankami ze studiów zaocznych. Na następny zjazd nie pojechałam, nie byłam w stanie. Ale za to napisałam list do jednej z koleżanek (w 1999 r. komórki i e-maile nie były jeszcze tak popularne), żeby powiedziała wszystkim co się stało. Nie chciałam słuchać pytań dot. mojego samopoczucia w ciąży - gdy ja już w ciąży nie byłam... To było tak dawno, ale teraz, gdy znów to przeżywam to i te stare wspomnienia odżyły...
To prawda, że po takich przeżyciach bardziej doceniamy to co mamy, priorytety się zmieniają...

Chwilami czuję się tak jakby ta moja ciąża zakończyła się tak dawno (choć minęło dopiero 9 dni), że to był tylko sen... A chwilami ogarnia mnie tak wielki smutek... Nie wiem czy będę umiała świadomie zdecydować się na kolejną ciążę, na czwarte dziecko. W dzisiejszych czasach, przy nie najlepszej sytuacji finansowej, to trudna decyzja. A ja nieraz myślałam, że chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko. Moje córeczki dzieli niewiele ponad 2 lata różnicy i świetnie się ze sobą rozumieją. A mały to taki \"jedynak\" - chociaż ma 2 starsze siostry, które go uwielbiają. Chciałam, żeby też miał rodzeństwo zbliżone wiekiem. Ale świadomie bym takiej decyzji nie podjęła. Dlatego gdy zorientowałam się, że jestem w ciąży to po pierwszej chwili przerażenia, poczułam się przeszczęśliwa - do chwili aż dowiedziałam się o zagrożeniu ciąży. Potem żyłam nadzieją - zwłaszcza, gdy dowiedziałam się że jest poprawa. Nie wiem co mam teraz robić - czy poddawać się badaniom i spróbować jeszcze raz - już teraz świadomie, czy uznać, że widocznie tak miało być i zostać przy mojej ukochanej \"trójeczce\"???? Naprawdę nie wiem co robić....
Odpowiedz
#38
O mojej ciąży nie wiedział praktycznie nikt...ale o jej stracie wie wiele osób. Potrzebuję o tym rozmawiać, mówić...
Odpowiedz
#39
Dziś miałam bardzo dziwny dzień...rano pisałam o spokoju ... był u mnie znajomy, wiedział o bliźniaczkach, woził mnie do lekarza ze dwa razy, kiedy mój mąż był w pracy, zajmował się Piotrusiem jak byliśmy w szpitalu, a nie wspomniał nawet słowem, gestem o dziewczynkach... przez godzinę gadaliśmy o bzdetach, a jak wyszedł to się pobeczałam... wiem, że faceci inaczej, że nie umieją, że wolą przemilczeć, nie wiedziałam jak się zachować, nie miałam siły mówić o nich...a on po prostu udawał, że nic się nie stało, że jest jak przed ciążą...trudny czas dla mnie.............
Odpowiedz
#40
Wiem jak to jest jak znajomy przychodzi w odwiedziny i gadacie o różnych rzeczach ale nie o dziecku /dzieciach które odeszło/odeszły to boli jak diabli.Nie wiem dlaczego tak ludzie tak reagują dlaczego nie chcą porozmawiać.Ja jak jestem u mamy a przychodzi moje rodzenstwo starsze ode mnie wychodze bo nie umiem siedzieć i se żartować z nimi .Siadam wtedy na swoim laptopie i wchodze na forum i mnie nie ma.Może z czasem nasi bliscy zrozumieja jak nieświadomie nas ranią swoim milczeniem.Po pogrzebie synka usłyszałam od pewnej osoby że nie ważne ile ma się dzieci 6 czy wiecej ale fakt że straciło się któreś.Mój lekarz pytał się czy bedę jeszcze walczyć stwierdziłam że nie wiem to on na to że porobi mi badania i damy rade i poprowadzi mi ciąze bo on widział w jakim jestem stanie on zrozumiał że cierpie.Dużo sił Kosiek20 bo obie jej potrzebujemy , ściskam mocno i jestem z tobą myślami.
Odpowiedz
#41
Wczoraj pożegnaliśmy się z naszymi dziewczynkami... myślałam, że już wypłakałam wszystkie łzy...a jednak jeszcze nie... było uroczo i uroczyście.. byliśmy sami, Piotruś chory, ale może to i lepiej. Ksiądz powiedział do nas o nadziei, o świadectwie, a im dłużej trwało to nasze spotkanie - czuwanie, tym większy pokój mnie ogarniał. Tęsknię...ale z dnia na dzień inaczej, coraz mniej mam żalu, coraz więcej motywacji, do działania, do zmiany...nie wiem, może to dziwne, ale cały czas coś naprawiam, relacje z ludźmi, z moimi najbliższymi...
w poniedziałek wracam do pracy, boję się, bo tam codziennie słyszałam pytania jak się czuję, gdy byłam w ciąży, słowa otuchy i wsparcia, a teraz co?????Zresztą każde spotkania z ludźmi są trudne bardzo. Przez 10 dni nie wychodziłam z domu, wczoraj jak jechaliśmy na Mszę, czułam się jakbym wyszła do innego świata, a może to nie świat tylko ja jestem zupełnie inna, i przeraża mnie to, bo jak się odnaleźć z tym nowym patrzeniem, w starej rzeczywistości... mimo to wewnątrz siebie jestem coraz bardziej spokojna. czytam tą moją wiadomość i sama jej nie rozumiem, takie to pogmatwane, nie umiem tego opisać...
Kocham Was córunie moje...
Odpowiedz
#42
A po burzy zawsze wychodzi słońce.... ale teraz u mnie ulewa, myślałam, że już jest dobrze... któraś z dziewczyn pisała na forum, że żałoba jest jak spirala, raz dobrze, raz źle....czemu mam znowu płaski brzuch??????????? Powinnyście tam być, rozpychać się, a zamiast tego ja znowu mieszczę się w swoje ciuchy......... to nie w tą stronę miało iść, nie tak. Przecież jeszcze nawet nie minęło dwa tygodnie....tak mi źle.... robiłam porządki w szufladach, znalazłam wydruk tekstów kołysanek, które śpiewałam Piotrusiowi, mniej więcej od 16 tygodnia ciąży - bo wtedy dzidziuś już słyszy, czemu teraz nie zdążyłam doczekać tego momentu..... \"psst iskierka zgasła\".......................................
Odpowiedz
#43
Kosiek20 przytulam ciebie i swiatełko dla twoich aniołków[**] nie wiem co napisać jest mi tak przykro kolejna aniołkowa mama i jak czytam jakąkolwiek historię zaraz zaczynaja płynąc łzy.Duzo sił.
Odpowiedz
#44
To nie tak miało być - drugi tydzień minął... jednak sobie nie radzę, jest mi bardzo źle... tyle nowych dziewczyn co chwila dołącza do forum, po co te śmierci, przecież to tylko malutkie dzieciaczki, niewinne, czemu nie mogę pokazać moim córeczkom słońca, budować babek z piasku, biegać po trawie, lepić bałwana.......to nie tak powinno być.............................................
Odpowiedz
#45
Masz rację...to nie tak być powinno...Wiesz, człowiek tu na ziemi ma jakąś rolę do spełnienia, misję...często wydaje nam się, że to, co nas spotyka jest niesprawiedliwe, że tak być nie powinno... Wiesz, do mnie tak naprawdę wszystko właściwie dotarło jakieś 1,5 tygodnia po poronieniu i właśnie wtedy zaczął się ten najgorszy czas...
Wiem, że tego bólu nikt ani nic nie ukoi...nie ma żadnych słów pocieszenia...nawet gestu tu są na nic...
Kosiek, nie jestem w stanie Ci pomóc, ale myślami jestem z Tobą.
Odpowiedz
#46
Kocham Was córeczki.... Piotruś biega po domu, co chwila podchodzi i ociera \"łezki\"...pusto u mnie... nie ma radości, chciałabym się złościć, ale nie mogę... mam tylko ogromny żal...do Boga, do losu, do życia, że nie mogłam zrobić nic, żeby was uratować, że tak po prostu pozwolił Wam zasnąć, że nie dał Wam szansy poznać nas, waszych rodziców, Piotrusia, że nie dał wam dłużej żyć...
Odpowiedz
#47
Kosiek to nie Ty nie dałaś im żyć...tak zadecydował Bóg, los, natura...nie wiem, co... ale wiem, że to nie była Twoja decyzja.
Przytulam.
Odpowiedz
#48
Fly, fly little wing
Fly where only angels sing
Fly away, the time is right
Go now, find the light
Odpowiedz
#49
Wróciłam do pracy. Atmosfera napięta, koleżanka mnie przytuliła na powitanie, ale ja nie mogłam, bo zaraz się rozpłaczę, a u nas ruch jak na lotnisku, co chwila ktoś wchodzi, wychodzi... Robię wszystko mechanicznie, drukuję dokumenty, wkładam do segregatora, pieczątki, rozmowy z klientami, drukowanie, segregator.....ufff..... w końcu mogłam wyjść. Jutro muszę tam wrócić, lubię swoją pracę, lubię ludzi z którymi pracuję, ale teraz nie lubię nic.....
Za oknem wiosna, a u mnie zima, słońce mnie nie cieszy, plus taki, że pozwala ukryć łzy..... miałybyście już 16 tygodni, tak dużo, ale jeszcze byłaby przed nami długa droga..... ale nasza wspólna droga się skończyła, za szybko, taki mały falstart ktoś nam zafundował... tęsknię za wami, dziewczynki... na dworze coraz więcej wózków - wiosna... i ciężarnych z odkrytymi brzuszkami, ale wasz \"domek\" pusty.... byłam dziś w piwnicy po rowerek syna, w kącie stoi złożone łóżeczko, niedługo mięliśmy je rozkładać, kupować kolejne, żebyście obie mogły na dobre się rozgościć, teoretycznie miałyście urodzić się w sierpniu, praktycznie pewnie już w lipcu - bliźniaki tak mają... zdążyłam o tym przeczytać, zdążyłam też zacząć się martwić o wasze zdrowie, jednojajowe bliźniaczki, jednokosmówkowe narażone są na powikłania... nie przewidziałam, że nie zdążymy nawet tego sprawdzić...\"może to lepiej, może byłyby chore, może by cierpiały\".... mam gdzieś takie może....
Tęsknię za wami tak bardzo...Kocham...
Odpowiedz
#50
Kosiek, też coraz częściej łapię się na tym, że wiele rzeczy robię z automatu nawet się na tym nie zastanawiam.
Pamiętam o Tobie i jestem przy Tobie myślami.
Światełko dla Dziewczynek [*]
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości