zamiast serduszek - czarne plamki
#1
W grudniu miałam tak wiele pracy, że nie zauważyłam, że moje zmęczenie może być czymkolwiek innym niż zwykłym przepracowaniem. Ale przed Świętami dostałam okres - tak myślałam... jednak, gdy plamienie nie ustało 27 grudnia poprosiłam męża żeby kupił test ciążowy. Mam 3,5 letniego synka. Chcieliśmy żeby miał rodzeństwo, ale nie planowaliśmy tego teraz. Gdy zobaczyłam 2 kreski rozbeczałam się jak bóbr bo przecież plamię i pewnie coś się dzieje złego, a ja zaaferowana pracą nie zauważyłam, że to dzidziuś. Popędziliśmy do ginekologa - prywatnie, bo mój był na urlopie - ferie międzyświąteczne. Pani doktor zrobiła USG i okazało się, że serduszko bije i wszystko jest ok i że to 6 tydzień. Taki Prezent Poświąteczny - śmiał się mój mąż.Przepisała Duphaston i kazała przyjść za dwa tygodnie, ale jak tylko minął Nowy Rok popędziłam do swojego doktora. Nie chwaliliśmy się zbytnio rodzinie i znajomym, w końcu to krwawienie, nie wiadomo jak będzie. Na szczęście Pan doktor potwierdził 3.01. że dzidziuś jest, ale kazał też odpoczywać więc rozpoczęłam dwutygodniowe zwolnienie. Czułam się ok, synkowi nie mówiliśmy - za wcześnie, a on taki niecierpliwy i będzie nas zadręczał pytaniami \"No kiedy ten dzidziuś?\" W tym czasie moja przyjaciółka poroniła w 7 tygodniu. Tak bardzo było mi jej szkoda, trochę się przestraszyłam, w końcu poronienia są tak często, ale przecież mnie to nie dotyczy - myślałam. Po dwóch tygodniach kolejne Usg i tu niespodzianka - dzidziusie są DWA. Hurraa!!! Mąż zaczął szukać większego samochodu, bo jak się pomieścimy z trójką dzieci... Byłam niepewna, ale szczęśliwa, rodzina powoli metodą pantoflową dowiadywała się o naszych bliźniakach. Martwiłam się jak damy sobie radę, ale mój mąż wierzył, że się uda. 19.01 miałam urodziny - dostałam od moich mężczyzn kwiaty i tort... Mój brzuszek robił się okrągły - co prawda dopiero 10 tydzień, ale dwoje więc się bardziej rozpychały. Ponieważ bliźniaki były jednojajowe i jednokosmówkowe USG miałam co 10 dni - dla pewności. Nic się nie działo - serduszka biły, dzieci rosły... 15.02 w 13 tygodniu miałam usg prenatalne - bałam się, bo z bliźniakami może być więcej komplikacji, ale tylko trochę się bałam, w końcu co złego mogło mi się stać. Mąż pytał czy jechać ze mną, ale powiedziałam, że dam sobie radę... Mój doktor włączył aparat zobaczył oboje\" Jak pięknie się ułożyły\", leżały zwrócone główkami jakby się przytulały i całowały... jeszcze nie wiedziałam, że to pożegnanie... doktor potem długo milczał aż w końcu powiedział \"Przykro mi, ale mamy problem, nie ma akcji serca\". Nie zrozumiałam. Jak to nie ma? Przecież widzę je na zdjęciu, są dwa ciałka, z rączkami, nóżkami...nie miałam żadnego krwawienia, bólu, nic... Zaczął mówić dalej, że szuka i szuka i nic nie ma, a tam gdzie serduszka tylko czarne plamki...dotarło do mnie, moje dzieciaczki odchodzą...dziś minął tydzień, cały czas czytam i szukam powodów, czytam inne historię i nie wierzę, że moja jest jedną z nich... i tak bardzo boli
Odpowiedz
#2
Bardzo, bardzo mi przykro.... Sad dla Twoich dzieci [*][*]
Odpowiedz
#3
Brak słów... Bardzo współczuję ....
dla Maluszków (*) (*)
Odpowiedz
#4
Mój synek przyszedł do mnie któregoś dnia i zapytał, czy możemy kupić dwa dzidziusie - braciszka i siostrzyczkę... nie wiedział o Aniołkach, nie zdążyliśmy mu powiedzieć i teraz nie wiem jak to zrobić i czy w ogóle. Moje Aniołki właśnie odeszły a on mówi, że będzie mi pomagał, a kiedy powiedziałam, że mój brzuszek jest za mały to pokazał na swój - \"W moim się zmieszczą\". On nie pozwala mi się zapaść... Dzięki Ci za synka, dlaczego zabrałeś mi dziewczynki????????
Odpowiedz
#5
Dla Twoich Aniołków [*]
Odpowiedz
#6
Bardzo mi przykro Sad Ściskam mocno
dla Aniołków [*]
Odpowiedz
#7
Wstał kolejny dzień....Piotruś nie daje pospać... oczy mam napuchnięte jak baloniki...Patrzę na wpisy z północy... ja też nie mogę zasnąć, ile to jeszcze potrwa? Chciałabym spać i spać i się nie budzić. Śnią mi się dziewczynki, nie widzę ich, ale wiem, że są, tylko jakoś za daleko, nieosiągalnie. Dlaczego??????
Odpowiedz
#8
Tak mi przykro. Łzy płyną po policzkach jak się czyta o kolejnych tragediach.
Dla Twoich dziewczynek [*][*]
Odpowiedz
#9
Ja poroniłam 16.02 - to był początek 12 tygodnia ciąży. W czwartek 21.02 miałam iść na usg prenatalne, a na dziś mamy zaproszenie do znajomych na większe spotkanie towarzyskie - planowałam, że wtedy powiemy wszystkim o ciąży. Ja też plamiłam, ale nawet tak bardzo się tym nie martwiłam, bo w poprzedniej ciąży krwawiłam dużo mocniej przez całe pierwsze 12 tygodni (mimo, ze brałam Duphaston), a mimo to urodziłam zdrowego synka. Ale 16.02 krwawienie się nasiliło i w szpitalu okazało się, że serduszko już nie bije. Potem wszystko działo się jakby obok mnie - mnóstwo papierów do podpisania, jakieś tabletki na wywołanie poronienia i po kilku godzinach zabieg. A następnego dnia do domu. Dla wszystkich dookoła nic się nie zmieniło - bo nikt nie wiedział. W poniedziałek poszłam jakby nic się nie stało do pracy, uśmiechałam się (pracuję z dziećmi), rozmawiałam ze współpracownikami - a w środku.... sama wiesz... Mam już troje dzieci i w pierwszej chwili jak się zorientowałam, że jestem w ciąży to byłam w szoku, zastanawiałam się jak sobie poradzimy, a teraz nie mogę nadal uwierzyć, że 4 dzidzi jednak nie będzie...
Odpowiedz
#10
Tak mi przykro... Moi chłopcy wyszli...samotność jest najsmutniejsza, już nie mam do kogo mówić w moim brzuszku. Piszę tutaj bo wtedy naprawdę jest lżej. I słucham tego:
http://www.youtube.com/watch?v=tO6Baeg088c
Wierzę, że jesteście bezpieczne moje Aniołki... szkoda, że beze mnie
Odpowiedz
#11
freeq tak mi przykro....

Dla Maluszka (*)


Te magiczne 12 tygodni..... ja też straciłam Emilkę na początku 12 tygodnia, a miało już być tylko dobrze...już zaczęliśmy się chwalić, starsze dziewczynki bardzo się cieszyły..... ale serduszko przestało bić...

i bardzo się dziwię (naiwna), że nie dostałaś chorobowego.... ja miałam ponad miesiąc.... i to 100% jak w ciąży...
może ja po prostu miałam szczęście.... przez pierwsze dni zaczynałam ryczeć po wyjściu dzieci do szkoły, a kończyłam jak wracały....

freeq i kosiek żczedużo sił na ten trudny czas.....
Odpowiedz
#12
Freeq - przysługuje Ci macierzyński w wymiarze 8 tygodni, wiesz o tym? No i powinnaś dostać zwolnienie po poronieniu. Bardzo Ci współczuję straty Sad
Odpowiedz
#13
Freeq, Kosiek chciałam jeszcze zapytać, czy poinformowano Was o możliwości rejestracji urodzenia dziecka w USC odebrania i pochowania dzieci...
trudne pytanie... bo nie wiem, cz ymyslałyście o tym, czy macie taką potrzebę.....

teraz zrozumiałam, dlaczego Położna..która znała mnie i wiedziała nie poinformowała mnie o takiej możliwości, chcoć szpital ma odpowiedzine procedury....
gdy wróciłam tam po miesiącu...wtedy powiedziała..że jak matka wie i powie, że chce odebrać dziecko to nie ma problemu.... potwierdziła to też Pani ordynator.... a ja podczas pobytu w szpitalu zapytałam niewłaściwego lekarza, który powiedział, że się nie da...
teraz rozumiem dylemat Położnej (piszę duzą literą bo mam do niej bardzo dużo szacunku), co prawda była batalia z biurokracją..bo szpital źle interpretował przepisy i robił problemy z wystawieniem dokumentacji...ale Maluszka znalazłam w zakładzie histopatologii, zarejestrowałam i pochowałam....
Odpowiedz
#14
Tak, wiedziałam... 6 tygodni wcześniej moja przyjaciółka straciła dzieciątko. Mówiła o tym i kiedy sama jechałam do szpitala już wiedziałam, że nie chcę ich chować. dzięki temu są dla mnie takie nieziemskie - Anielskie. Ale jeśli chodzi o stronę szpitala to wszystko było zgodnie z przepisami. lekarz był taktowny, udzielał wszelkich informacji, dyskretny, położono mnie na ginekologii, nie na położnictwie i lekarz też pytał mnie czy chcę pochować dziewczynki.
Mimo trudnej sytuacji w szpitalu było dobrze, chociaż myślałam, że będę tam najwcześniej w lipcu....................
Odpowiedz
#15
Kosiek dobrze, że chociaż tyle, że szpital stanął na wysokości zadania.... ja też miałam dużo szczęścia do szpitala.... kompetentni lekarze i położne.... pełna informacja i świadomość co się ze mną dzieje.... sala ze starszymi paniami na ginekologii, poza tym jednym - informacji o możliwości pochówku... mi zależało....

ale wiem, że miejsce dziecka jest przede wszystkim w sercu rodziców... a to Anielskie miejsce na lewym ramieniu...bo prawe jest dla Anioła Stróża....

Duzo sił i dbaj o siebie... i pisz... po to jesteśmy....
Odpowiedz
#16
Uff, przeżyłam spotkanie towarzyskie, na którym koleżanka poinformowała pozostałe towarzystwo, że w lipcu rodzi (ja o tym wiedziałam). O moim dramacie nikt nie wie - zacisnęłam zęby i przetrwałam - nie chcę, żeby ludzie wiedzieli i litowali się, nie chcę koleżance psuć radości...
A co do szpitala, to mnie również poinformowano o tym, że mam prawo do pochówku, ale ja nie chciałam - pożegnaliśmy się z dzieckiem symbolicznie. Trudne to było ale mój mąż stwierdził, że musimy to zrobić dla niego (musimy pozwolić mu odejść). U nas w Gdańsku na cmentarzu jest taki pomnik dzieci nienarodzonych i na pewno się tam wybierzemy i zapalimy światełko, dla naszego maleństwa. A co do chorobowego, to owszem, lekarz chciał mi wypisać, ale ja nie chciałam - dzieci mają ferie, są w domu - musiałabym ukrywać przed nimi łzy. Dzięki pracy i popołudniowym obowiązkom i zabawom z dziećmi, za dnia jakoś funkcjonuję i dopiero wieczorami wyrzucam całodniowe emocje - żeby ich nie tłumić bo to też źle. W szpitalu trafiłam na taktownych lekarzy, za to pielęgniarka okropna, gburowata. No i leżałam w pokoju sama, ale na oddziale z ciężarnymi, co chwilę słyszałam jak któraś słucha serduszka na ktg, słyszałam też płacz rodzących się dzieci. Od chwili kiedy zobaczyłam, że serduszko nie bije, do chwili wyjścia minęło ok15 godzin i to był dla mnie prawdziwy koszmar. Db, że mogę o tym chociaż napisać, że nie tylko płacząc wyrzucam emocje, ale też właśnie pisząc... Kosiek - nie wiem skąd jesteś, ale czuję jakbyś była tuż obok, bo przeżywasz to samo w tej samej chwili...
Odpowiedz
#17
Kosiek, Freeq bardzo mi przykro z powodu Waszych strat. Dobrze, że macie świadomość że to po prostu trzeba przeżyć i wypłakać, że się od tego nie ucieknie. To bardzo trudny czas i warto nauczyć się być może nie tyle egoistką, ale być dobrą dla siebie- nie oglądać się na innych kosztem swojego cierpienia. Nie oglądać się, że swoim smutkiem popsujemy komuś humor, albo że ktoś będzie skrępowany, że ludzie wolą nie wiedzieć.. Można się miło zaskoczyć i wiele dostać od ludzi od których by się tego nie spodziewało.. Oczywiście nie namawiam do opowiadania wszystkim na siłę. Ale są takie sytuacje gdy ktoś niechcący może nas zranić. Poinformowany będzie miał więcej wyczucia (oby..) a przynajmniej będzie można tego od niego oczekiwać. Po co sobie serwować dłuuuugie pogaduchy o ciąży, dzieciach itd z koleżankami które nie wiedzą jak wiele bólu to sprawia? Oszczędzajcie sobie bólu ile można.. i tak będzie go bardzo dużo..
Życzę Wam dużo sił.
Odpowiedz
#18
Kosiek widziałam że byłaś w szpitalu Bródnowskim. To mój najbliższy szpital chociaż nie tam trafiłam-była kwarantanna na oddziale i pojechaliśmy do Prakiego. Dobrze wiedzieć, że dobrze tam traktują roniące kobiety.. Choć oczywiście mam nadzieję, że mi się już ta wiedza nie przyda...
Odpowiedz
#19
Witajcie!
Dziś mam fatalny dzień... są chwile, kiedy to wszystko wydaj mi się snem, kiedy mogę bawić się z moim synkiem, śmiać z jego żartów - bo on taki żartowniś, cieszyć się, że jest, ale dziś od rana jakoś gorzej...znowu analizuję co zrobiłam źle... w środę przed fatalnym piątkiem byłam u dentystki - może trzeba było sobie darować, tylko ząb mi się ukruszył i nie chciałam dalszych komplikacji. Nie miałam rentgena, nie miałam znieczulenia, ale może samo borowanie zaszkodziło moim dziewczynkom.......... albo w czwartek prowadziłam szkolenie, jestem trenerem, może to był za duży wysiłek........... tak bym chciała cofnąć czas i wiedzieć co mogłam zrobić inaczej, żeby znów były pod moim serduszkiem..... Mój Mąż mówi, że nic nie mogłam zrobić inaczej, nikt nie mógł... nie mam tyle siły co on.
freeq cieszę się że tu trafiłaś....
Odpowiedz
#20
Snopka tam rodziłam mojego synka.... i było cudownie.....
dlatego wybraliśmy ten szpital, tu w wakacje miałam rodzić dziewczynki..... jak ja przeżyję ten czas do lata, do terminu... nie wiem, dziś nic nie wiem i tak mi źle
Odpowiedz
#21
Kosiek nie analizuj tak... dbałaś o siebie, robiłaś co mogłaś. Teraz tylko wykonaj badania (Ty freeq też) szczególnie immunologiczne, bo np przeciwciała antykardiolipinowe wychodzą czasem tylko w ciąży lub tuż po, a mogą być powodem wstrzymania akcji serduszek...

Kosiek... co mogę Ci napisać? Po prostu to przeżyjesz.. Będzie często baaaardzo źle, będą łzy, ból... ale przeżyjesz.. coraz częściej będziesz się uśmiechać myśląc o swoich dzieciach, coraz częściej będziesz wspominać te dobre chwile z nimi... w końcu uświadomisz sobie że już dawno nie płakałaś... a potem? Cóż.. nadejdzie taki dzień.. może to będzie data przewidywanego porodu, może rocznica odejścia.. może zwykły dzień.. może po prostu będzie brzydka pogoda, a może właśnie będzie piękne słońce i pożałujesz że Twoje dzieci Go z Tobą nie oglądają i nie możecie iść razem na spacer.. i znowu będzie morze łez.. ale coraz więcej uśmiechu i dobrych myśli..
Odpowiedz
#22
No właśnie czekam na wynik histopatologii i pędzę do swojego ginekologa. W szpitalu powiedzieli, że po 2 tygodniach będzie do odebrania, nie za późno na badania?
Odpowiedz
#23
Chyba do 6 tygodni wychodzą, chociaż pewnie im szybciej tym lepiej...
Odpowiedz
#24
Kosiek, wiesz ja też tak się czuję jak Ty. Chwilami tak jakby nic się nie stało - rozmawiam z córkami, bawię się z małym, przygotowuję obiad itp. A chwilami chce mi się wyć. Wszystko kojarzy mi się z okresem ciąży - a że tą książkę zaczęłam czytać jak byłam w ciąży, a że sok z pomarańczy wyjątkowo smakował mi w ciąży, a że poprzedni odcinek jakiegoś tam serialu oglądałam jeszcze w ciąży, a że tych znajomych ostatnio spotkałam jak jeszcze byłam w ciąży... każda wizyta w toalecie przypomina mi o ciąży i o poronieniu. Zawsze jak mijam szpital, w którym miałam zabieg (codziennie). Patrzę na swój brzuch, który jeszcze nie do końca się zmniejszył, chwilami nawet mam jeszcze lekkie mdłości - chwilami naprawdę chce się wyć! Wiem, że z czasem ból będzie się stopniowo zmniejszał i już takie chwile że nie można powstrzymać płaczu będą pojawiały się coraz rzadziej - szkoda, że nie można przespać tego okresu i obudzić się za kilka miesięcy, że TRZEBA przejść przez ten najtrudniejszy czas
Odpowiedz
#25
Kosiek 20 nie wiem co napisać...Popłakałam się czytając Twój wpis.
Bardzo współczuję.
Dla Twoich Aniołeczków (*)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości