Znowu straciłam Maleństwo
#1
Miałam nadzieję, że tym razem się uda. Widzieliśmy bijące serduszko w 7 tygodniu, potem widziałam je jeszcze w 8tc, kiedy trafiłam do szpitala z niewielkim krwawieniem. Zrobili badania, usg - wszystko ok. i po dwóch dniach wypuścili do domu. Nakazali za 2 tygodnie kontrolne usg zrobić. Tak się bałam... Byliśmy razem, jak tylko lekarz zaczął, już wiedziałam, że dzieciątko nie żyje. Nie poruszało się, tylko jakby pływało bezwładnie, nie było widać serduszka... I słowa lekarza: nie jest dobrze... Drugi raz ziemia usunęła nam się spod stóp...
Cały wieczór, pół nocy płakałam. Nad ranem obudziłam się z myślą: Boże jaki miałam straszny sen... Ale to nie był sen...
Na drugi dzień rano pojechałam do szpitala na czczo... O 16.00 zabieg...
Na szczęście leżałam na ginekologii, obok mnie dziewczyna w takiej samej sytuacji - ona pierwszy raz... Przynajmniej jej mogłam troszkę pomóc, skorzystać, ze swojego doświadczenia, którego wolałabym nie mieć... Cały dzień rozmawiałyśmy...
Serce, które już raz pękło, teraz krwawi... Ale czuję się silniejsza niż za pierwszym razem. Wiem, że nigdy się nie poddam...
Teraz czeka nas seria badań, których nie chcieli mi robić po pierwszej stracie, bo to był wypadek losowy. Może znajdzie się przyczyna, a może nie...
Od wszystkich osób z rodziny, przyjaciół słyszę: powiedzieli Ci dlaczego? jaka przyczyna? co się stało, przecież wszystko było dobrze?
Sama chciałabym znać odpowiedzi na te wszystkie pytania i rzuca mnie kiedy znowu ktoś o to pyta. Tak jakby lekarz mógł spojrzeć i powiedzieć: Proszę Pani straciła Pani dziecko z takiego a takiego powodu...
I jeszcze wszyscy naokoło są tacy mądrzy: powiedz lekarzom, żeby Was oboje przebadali, a może trzeba było dłużej odczekać, a może macie konflikt... !!!!!! Traktują mnie jak pierwotniaka bez mózgu i nie zdając sobie sprawy dolewają oliwy do ognia...
Zapalam (*) dla moich Aniołków, ponieważ czułam, że będzie dziewczynka, nazwałam ją Marysia. Śpij słodko Kochanie - mama i tata zawsze będą Cię kochać i pamiętać (*) (*) (*)
Odpowiedz
#2
akacjo strsznie wspolczuje zycze ci duzo duzo sily pamietaj myslami jestesmy z toba... dla aniolkow (*)(*)
Odpowiedz
#3
Wspaniala postawa, zrob badania, to wazny krok na przod by odkryc ewent przyczyne. Jestes bardzo dzielna kobieta i zobaczxsz ze ci sie to oplaci i nastepnym razem wam sie uda.
Bardzo mi przykro z powodu tego co cie spotkalo.
Odpowiedz
#4
och, akacjo, tak mi przykro, że musisz przez to przechodzić ponownie [Obrazek: przytul1_122.gif]
Odpowiedz
#5
Akacja przykro mi zapalam [*] [*].
Odpowiedz
#6
Akacja, tak strasznie mi przykro, łzy z moich oczu płyną, bardzo Wam współczuję.Dla Aniołków (*)(*)
Odpowiedz
#7
Przytulam Akacjo,Aniołkom zapalam światełka (*)(*). Los czasem jest niezrozumiale okrutny...
Odpowiedz
#8
Akacja, również bardzo współczuję i doskonale rozumiem Twoje uczucia - ja też w ciągu ostatniego roku straciłam i pochowałam dwójkę dzieci. Życzę Ci dużo sił na nadchodzące dni.
Odpowiedz
#9
Przytulam Akacjo,Aniołkom zapalam światełka (*)(*)Trzymaj sie kochana,jestesmy z toba
Odpowiedz
#10
To niesprawiedliwe . . . Bardzo współczuję.Jesteśmy z Tobą.Aniołkom światełka (*)(*)
Odpowiedz
#11
To bardzo niesprawiedliwe! Mocno Cie przytulam Akacjo, :\'( Jestesmy myslami z Tobą ... Zapalam światełko dla Twojego Aniołka (*)
Odpowiedz
#12
Akacjo pamiętaj nie jesteś sama my zawsze jestesmy z Tobą, zapalam światełka dla Twoich Aniołków (*)(*)
Odpowiedz
#13
Akacjo jest mi tak strasznie przykro, że Cię to spotkało. Jak czytałam co się stało nie powstrzymałam łez, płakałam...Bardzo Ci współczuję...i mam nadzieję, że spełnią się Twoje marzenia i już Cię nigdy to nie spotka...Będę trzymała za Ciebie mocno kciuki, a tymczasem zapalam światełka dla Twoich dwóch Aniołków (*)(*)
Odpowiedz
#14
tylko łza mi sie kreci w oku...nic napisac nie umiem...
przykro mi...
duzo sil wam zycze.
(*)
Odpowiedz
#15
Akacjo, bardzo mi przykro...jak dobrze wiem, co czujesz...badz dla siebie dobra, daj sobie czas...
Odpowiedz
#16
Dziękuję Dziewczyny za współczucie, wsparcie i słowa otuchy...
To mi choć troszkę pomaga... I powiem Wam, że choć jest ciężko, wiem, że kiedyś i dla nas zaświeci słońce i spełni się to największe marzenie...
Odpowiedz
#17
Akacjo, bardzo mi przykro i przytulam Cię bardzo mocno... Dla Twojego Aniołka (*)
Twój post jest mi bardzo bliski - naszej córeczce też daliśmy na imię Marysia, odeszła od nas 7 maja 2010.
Łączę się z Tobą w bólu...
Odpowiedz
#18
akacjo, bardzo bardzo mi przykro. Innych słów nie umiem znaleźć. Przykro mi.
Odpowiedz
#19
akacja bardzo mi przykroSad ja też tak miałam pełno pytań od strony rodzinny...wiem co czujesz ...Sad twoja córeczka jest imieniczka Mojej<Marysia> ja miałam tak że wmowila sobie że to bendzie <on> a była onaSmile 3 MAJ SIĘ KOCHANA< NASZE ANIOŁKI> RAZEM SIĘ BAWIASmile(*)
Odpowiedz
#20
Wiecie ciągle myślę o śnie, który przyśnił mi się mniej więcej w czasie, kiedy przestało bić serduszko Marysi. Otóż śniło mi się, że byłam u lekarza, badali mi brzuch i na chwilę wyjęli dziecko z mojego brzucha, bo zatkała się jakaś żyła. Widziałam siebie jakby z góry a na brzuchu miałam prześwitujące przez skórę żyły w kolorach niebieskim i czerwonym, jedna była żółta. Marysia miała czarne włoski, ubrana była w różowe dresiki i była taka rezolutna, mądra. Bardzo się cieszyłam, że ją widzę... Teraz myślę, że to był może jakiś znak, że coś się działo w tym momencie, może gdybym wtedy natychmiast poszła do lekarza, dało by się coś jeszcze zrobić... A może było już za późno, może Kruszynka tak się ze mną żegnała....
Czuję się coraz gorzej, chyba mija powoli szok, o który się podejrzewałam i zaczyna mnie ogarniać coraz większa rozpacz, pustka, bezsilność... Płaczę dziś od rana...
Odpowiedz
#21
akacji-to co się teraz dzieje z Twoimi emocjami to normalne...też miałam podobnie - prawdziwe łzy i ropacz przyszły po kilku dniach... pierwsze dni się lepiej trzymamy-ale to reakcja obronna psychiki-to tak na prawdę powoli do nas dociera... życzę Ci dużo sił na ten czas żałoby i życzę wsparcia ze strony bliskich-i pamiętaj, że i tu u nas na pewno je znajdziesz!!! Zrobiłaś wszystko co mogłaś!!! Ja też miałam przed stratą sny (duże krwawienie, itd.) i potem sobie wyrzucałam, że może to było ostrzeżenie-ale sama wiesz, że niewiele można zrobić w tak wczesnej ciąży... Mi się Werosia przyśniła miesiąc temu-miała piękne błękitne oczka-pierwszy raz mi się tak wyraźni przyśniła jako noworodek-ale maleńki... i do Ciebie też pewnie jeszcze przyjdzie - i nie będzie to smutny sen - a ja mam też przeświadczenie, że moja Córcia miała czarne włoski Wink
Przytulam Cie bardzo mocno!!!!! dla Marysi [*] i Adasia [*]
Odpowiedz
#22
Piszę bo tak strasznie mi źle, straciłam drugie maleństwo, a tym razem wszystko miało być ok, czułam sie świetnie aż do feralnego poniedziałku, ten sam scenariusz co ostatnio, kiedy straciłam Szymusia.... najpierw zero bólu, tylko straszny niepokój, przeczucie, że coś sie stanie, że coś jest nie tak, zadzwoniłam do lekarza z nadzieją że szybko mnie przyjmie i wszystko będzie dobrze ale on odprawił mnie z kwitkiem twierdząc że nie ma dziś czasu,że ma za dużo pacjentek, mam przyjechać jutro.... w nocy około 1 obudził mnie silny ból, pogotowie zabrało mnie do szpitala, ale było za późno, rozwarcie na 2 cm, pęcherz płodowy w pochwie, lekarz rozłożył ręce i powiedział:\"wie pani co panią czeka.... tu już nic nie da się zrobić...\"... poczułam sie... trudno opisać slowami co wtedy sie czuje.... świat się zawalił..... rano przyszedł mój lekarz, napewno miał poczucie winy ze wczoraj zbagatelizował mój problem, chociaż wiedział. że w poprzedniej ciąży też miałam niewydolność szyjki macicy, nie mogłam się doprosić żeby założono mi krążek albo szew szyjkowy, nie zrobiono nic, bo lekarz stwierdził ze wszystko jest w porządu, nic niepokojącego się nie dzieje.....
.... jeszcze próbowano ratować moje maleństwo, dawano mi leki rozkurczowe, leżałam głową w dół, ale później miałam coraz silniejsze skurcze, leki przestały działać i w środę po 5 godzinach męczarni urodziłam Wojtusia, ważyl niecałe 500g, był taki maleńki, nie miał szans na przeżycie.. czuję tak ogromny ból i żal, taka straszna pustkę, z przyzwyczajenia głaskam sie po brzuszku, zapominając się że Wojtusia tam już nie ma.... Kocham WAS MOJE ANIOŁKI (*)(*)
Odpowiedz
#23
Akacjo i Justko tak bardzo mi przykro, brak słów dla Waszych aniołków
Odpowiedz
#24
Akacja, Justka, tak strasznie boli serce, tak bardzo mi przykro, że straciłyście Swoje maleńkie Skarby...Boże dlaczego...Sad
Odpowiedz
#25
Akacjo, Justko tak bardzo mi przykro! Łzy same cisną mi sie do oczu! Współczuję całym sercem.... dlaczego te życie jest takie niesprawiedliwe..... [*] [*]
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości