powrót do pracy - jak?
#1
Witam,

21 czerwca dowiedziałam się, że malutkie serduszko już nie bije to był 12tc. Od tego czasu jestem na zwolnieniu lekarskim. Za półtora tygodnia jednak muszę wrócić do pracy i bardzo się tego boje. Psychicznie jestem wrakiem, próbuje sobie radzić, być silna „na pokaz” i w miarę mi się to udaje, ale ja jestem cały czas w domu tylko z mężem. Parę dni temu zebrałam się w sobie i pojechałam na chwilkę do pracy tak na próbę sprawdzić czy wytrzymam – wiedziałam, że będą tylko te osoby, które wiedziały o mojej ciąży i które mnie zawsze wspierały. Pojechałam – wytrzymałam godzinę – na początku było nawet dobrze, bez zbędnych pytań i pocieszeń, ale potem przyszła osoba, której córka niedawno urodziła i właśnie do niej przyjechała. Wyglądało to tak: oj, to co, dzidzi nie będzie? jak przykro, dzidzi nie będzie, a moja córka już ci spodnie przywiozła, a tu dzidzi nie będzie, a co się stało? dzidzia się nie rozwijała? no tak, no tak.... . Myślałam, że serce mi pęknie, że jeszcze trochę i umrę, mimo ściśniętego gardła wydusiłam z siebie: nie będzie, ale nie chce o tym rozmawiać. Na całe szczęście temat się zakończył, ale o zgrozo zaczął inny: „moja wnuczka”, że jej tata zwariował na jej punkcie, że kupił jej trzy śliczne sukieneczki, że ... ble ble ble. Wróciłam do domu. Nie płakałam, wyłam z rozpaczy, z bezsilności, z tego, że jestem jedyną osobą która cierpi i nie może się z tym wszystkim pogodzić i wrócić do „normalności”. Najgorsze jest to, że ta pani nie mówiła tego w złej wierze, że faktycznie ma śliczną wnuczkę i wiem ze nie chciała sprawić mi przykrości to były tylko te słowa, które w tej chwili nie powinny paść. Nie wiem jak dam rade wrócić do pracy, bo nadal nie wychodzę z domu, nie odbieram telefonów, nie chcę rozmawiać ze znajomymi. Nie myślcie tylko, że nie próbuje tego robić! Próbuje! Odebrałam telefon: dzwoniła koleżanka mojego męża: jak się czujesz? musisz się jakos pozbierać, bo twój mąż musi normalnie zacząć żyć, bo on sie zamartwia, ja też mam problem – mam wielką torbiel na jajniku i nie tragizuje. Dalej przytakiwałam jej i zakończyłam rozmowę. Odchorowywałam ten telefon dwa dni.

Jeżeli komuś udało się wrócić do pracy, wejść wśród ludzi to proszę niech napisze jak to zrobił. Pozdrawiam

p.s. Emily_ dziękuję za słowa otuchy przesłane na mojego maila
Odpowiedz
#2
czesc!!!

Ja mailam dwa tygodnie temu zabieg,moje malenstwo tez nie mialo serduszka,tez strasznie rozpaczalam,tylko o dziecku myslalam.Ja mialam duze wsparcie w mezu,ktory nie pozwolil mi byc samej,mialam szczescie ze nie pracowal i mogl czas ze mna spedzic,ale gdy zostaje sama w domu to zbiera mi sie na wspominanie i myslenie,ciagle licze tygodnie ciazy,ktory to bylby teraz.Czlowiek,ktory tego nie przezyl wcale nie rozumie co my czujemy,kazdy obcy,z ktorym o tym rozmawiam mowi ze beda inne dzieci,ale nikt z nich nie rozumie, ze ja chcialam to dziecko a nie inne i to nie jest jak z para skarpetek,ze jak nie te to inne.Jest mi ciezko,ale staram sie nie zostawac sama w domu,chodze na zakupy,zeby nie myslec lub odwiedzam rodzine,ktora tez byla mi wsparciem.U mnie w rodzine jeszcze moj brat i moja siostra beda mieli dziecko za kilka miesiecy,jest mi ciezko ogladac kobiety w ciazy,ale pocieszam sie tym by siebie doprowadzic do takiego stanu by za kilka miesiecy sprobowac ponownie.Dzis moj lekarz powiedzial ze uklad krwionosny mojego malenstwa sie nie rozwijal,dlatego reszta tez nie.Ciagle zastanawiam sie nad konkretnymi badaniami o ktorych tu na tej stronie pisza inne kobiety.Moj lekarz powiedzial ze przeciwcial nie mam,ale ja sie zastanawiam nad przyczyna.Boje sie tylko by druga ciaza sie tak nie skonczyla.
Odpowiedz
#3
Aniu,



Nie masz za co dziekowac - naprawde przykro mi, ze Ciebie tez to spotkalo...



Rzeczywiscie, powrot do pracy bywa potworny... Wiesz, sa rozni ludzie. Sa i zawsze beda. Niektorzy z nich potrafia naprawde zranic - jedni bezmyslnie, inni specjalnie, bo chca sie za cos odegrac... Ale sa tez ludzie zyczliwi. O nich warto pamietac, kiedy spotykasz tych, ktorzy rania. To czasami potrafi dodac sily: ktos opowiada o swojej wnuczce, a Ty myslisz sobie, ze za Toba stoi wtedy tlum przychylnych Ci osob, ktorze juz szczerza zeby na zlosliwosc tej jednej... OK, troche sobie zartuje, ale wlasnie tego teraz potrzeba: zartu, ktory przychodzi, kiedy potrafisz zdobyc sie na pewien dystans do siebie. Chociaz teraz moze byc Ci wyjatkowo trudno...



Jesli obawiasz sie, ze nie bedziesz w stanie funkcjonowac w pracy, moze zastanow sie nad odwiedzeniem psychologa lub psychiatry?... To nie jest nic zlego! Oni naprawde bardzo pomagaja, kiedy jest tak zle. Czasami pomaga juz sama rozmowa i swiadomosc, ze jest ktos, kogo obchodzisz, dla kogo wazne jest to, ze stracilas wlasnie dziecko. Czasami potrzebna jest mala pomoc jakiegos - nawet lagodnego - leku, ktory po prostu pomoze Ci zasnac, troche uspokoi, a wtedy masz po prostu wiecej sily, zeby zmagac sie z tymi trudnymi sytuacjami. Smutek te sily odbiera, a przeciez nikt z nas nie jest tytanem - nie jestesmy w stanie udzwignac wszystkiego... Czasami potrzebna jest mala pomoc... Taki lekarz moze tez dac Ci troche dluzsze zwolnienie, zebys mogla sie pozbierac. Nikt nie mowi, ze to musi sie stac w 2 tygodnie, bo czasami zabiera wiecej czasu....



Serdecznie Cie pozdrawiam,



Zaneta

(Emily_r)



P.S. Nie daj sobie wmowic, ze cos MUSISZ zrobic... Kiedys uslyszalam/przeczytalam (nie pamietam), ze obowiazkiem osieroconych rodzicow jest uczciwie rozpaczac, bo tylko wtedy ich zaloba ma szanse sie wypelnic, wypalic i pozwolic im zyc normalnie dla dobra innych dzieci, ktore kiedys (miejmy nadzieje) sie pojawia, i nie moga niesc przez cale swoje zycie ciezaru smierci swojego rodzenstwa...
Odpowiedz
#4
Witaj,



Przeczytałam twój list i możesz mi wierzyć, iż Twoje odczucia nie są mi obce. Ja już mam za sobą jedno poronienie oraz jedno usunięcie płodu z powodu wad rozwojowych. Niestety jestem straszną gadułą i jak tylko byłam w ciąży, z wszystkimi, nawet w pracy, dzieliłam się tą radosną wtedy wiadomością. Jednak obie ciąże zakończyły się źle i musiałam również każdemu z osobna tłumaczyć co się stało. Pamiętam pierwszy dzień w pracy i ogromny ból brzucha ze strachu. Na początku rozmawiając z współpracownikami potrafiłam się rozpłakać, nie kryłam swojego żalu. Ta szczerość pozwoliła mi jakoś przejść do normalnej codzienność. Teraz mija już pół roku od usunięcia ostatniej ciąży. Potrafię o tym rozmawiać, a przede wszystkim zdystansowałam się do moich problemów i wiem, że nie jest to moją winą. Wierzę, że następnym razem będzie dobrze i mam nadzieję, że Ty również w krótce zaczniesz tak myśleć. Każdy z nas ma swoją rzeczywistość, którą żyje, dlatego nie miej żalu do kogoś, iż dzieli się z Tobą swoją radością i swoim życiem. Na pewno potrzebujesz czasu, ale nie zamykaj się w domu, z każdym dniem będzie Ci trudniej wrócić \"do ludzi\".
Odpowiedz
#5
Dziękuję wszystkim za radySmile Nad psychologiem już sie zastanawiałam, parę razy wspominał o nim też moj mąż. Zobaczymy - może się zdecyduje.

Wyjście z domu \"do ludzi\" choćby na spacer czy na zakupy pewnie jest też dobrym rozwiązaniem - taka forma oswojenia się z \"otoczeniem\". Problem w tym, że ja jeszcze do siebie nie doszłam takze fizycznie - po wizycie w pracy zaczęlam znowu krwawic i muszę leżeć. Jestem jeszcze zbyt słaba. Przez pierwszy tygodzien nic nie jadłam, potem musiałam wrócic do szpitala na kolejny zabieg, następny tydzień to próby wmuszenia w siebie jogurtu i kawałka chleba, od paru dni już jest lepiej bo zaczęłam w miarę normalnie jeść niestety nadal jestem zbyt słaba. Ale pracuje nad tym razem z mężemSmile

Do pójścia do pracy mam jeszcze ponad tydzień - mam nadzieję, że się uda!

Pozdrawiam
Odpowiedz
#6
Aniu,



Twoj maz, jak sie okazuje, to zloty czlowiek. Dobrze, ze Cie wspiera i pomaga w prostych nawet rzeczach.



Pozdrow go od czytelniczek forum!



Zaneta
Odpowiedz
#7
dla mnie powrot do pracy też był bardzo trudny ...



pamietam ze prosilam dziewczyny na forum aby zagadaly do mie na gg (sporo ich sie wtedy odezwalo i.. nauczylam sie od nich mowic o problemach)



z domu balam sie wychodzic...na widok przez okno matek w ciazy, czy rodzicow z wozkiem wybuchalam kilkugodzinnym placzem...



z przerazeniem myslalam ze w konczu mina te 10 dni i bede musiala wyjsc z domu do pracy... balam sie rozmow ...



daltego postanowilam zadzwonic do kilku znajomych i powiedziec i m co sie stalo... nie bylo to latwe bo wiedzieli o ciązy ... i zaskoczeniem sie dla mnie okazalo jak oni reaguja na moje slowa... nie posadzalam ich o zlosliwosc ale po kazdym takim telefonie odczuwalam wielka przykrosc...



jednak dzieki nim przygotowalam sobie kilka odpowiedzi na przykre pytania .. wiedialm juz jakich pytan mam sie spodziewac i co odpowiadac w pracy.



zaczelam dzwonic do tych najbardziej zaufanych znajomych a pod koniec dzwonilam do tych po ktorych sie spodziewałam najbrardziej nietaktownych pytan... - troche sie pomylilam w ocenie ludzi...



te rozmowy mnie przygotowaly do pójścia do pracy ... nie uniknelam jednak placzu ... tak sie zlozylo ze jak przyszlam do pracy to przyzla kolezanka z fotelikim i dzieckiem ktore urodzila dokladnie w dniu kiedy mialam zabieg...

to bylo ponad moje sily ..



kilka dni potem mojemu koledze wzielo sie na szcerosc w sprawach zawodowych ... efekt : moj placz i histeria bez powodu ...

po prostu musimy zaakceptowac nasz kiepski stan i puszczac w niepamiec to co zostalo powiedziane, bo taknaprawde to ludzie szyblo znajduja sobie inne sprawy do obadywania niz nase nieszczescie ...



musimy akceptowac to ze potrzebujemy wiecej czasu niz mamy na zwolnieniu lekarskim ...



pozdrawiam i zycze w miare spokojnego powrotyu do pracy...



Agata
Odpowiedz
#8
Dziękuję jeszcze raz za \"pomocne\" słowa.



Niestety tydzien szybko mija, jeszcze tylko 2 dni i bedzie poniedzialek ehhhh.....



Rozmawiałam dzisiaj z kolega z pracy, powiedzial, że mam sie przygotować do rozmowy z dyrektorem, bo jest na mnie strasznie zły, że \"śmiałam zachorować\", że nie zadzwoniłam do niego i nie opowiedzialam co mi jest, tylko moj mąż podrzucil jakieś zwolnienie. A powinien jego zdaniem zwolnić się z pracy, przyjść i osobiście przynieść mu to zwolnienie i mnie \"WYTŁUMACZYĆ\". Bo on nie rozumie jak można tak dlugo chorować i dlaczego zwolnienie jest ze szpitala z ginekologii. Czyżbym była w ciąży? - to plota, która już się rozeszła.

Dodam tylko, że cały czas - w miarę oczywiście sił i potrzeb - koordynowalam pracę mojego wydziału, o czym on doskonale wiedział.



Po tym co dzisiaj usłyszalam boję się jeszcze bardziej. Pewnie będzie mnie pytał co mi było, a ja nie mogę jeszcze o tym mówić i ... nie chcę.



Mój stan psychiczny daleko jeszcze odbiega od stanu zadowalającego, dlatego boję się, że nie wytrzymam i albo się rozpłaczę i ucieknę do domu, albo \"będę bardzo niemiła\".



Trzymajcie za mnie kciuki, mam nadzieję, że dam radeSmile W końcu mój Aniołek będzie ze mną.



Ania






Odpowiedz
#9
Wiem, że Ci cięzko...



zwlaszcza ze pomimo zwolnienia lekarskiego, pracowałaś a uslyszalaś taki tekst od kolegi...



moze nie ma co ukrywac ze bylas w ciązy, to przeciez nie wstyd anie nie hańba...?



byc moze ze rozmowa z dyrektorem Cie milo rozczaruje... bo dyrektor mógł w pewnej chwili sie wkurzyc ze Cie nie ma jak bylas potrzebna i cos brzydkiego powiedziec a w rozmowie z Tobą zachowa sie ok i powie kilka słow zrozumienia ...



bedzie pewnie zainteresowany inforamcja czy aby w najbliższym czasei nie zachorujesz znowu... wprost Ci moze nie powiedziec ale moze oczekiwac, zę sama mu odpowiesz wiec może ciąnąc rozmowe .... na to warto sie przygotowac .. i zastanow sie czy chces na ten temat rozmawiac i co chcesz powiedziec..



warto tez powiedziec ze proponowano ci przedluzenie zwolnienia lekarskiego ale nie skorzystalaś dla dobra firmy i ewentualnei popros go o zrozumienie kiedy

niktore sprawy zajma Ci wiecej czasu bo np jestes teraz na prochach uspokajajacych po przzyciach ... (ale to ostanie przemysl sobie dokladnie bo moze nie warto tak sie odslaniach) twoja praca to praca z ludźmi wiec wg mnie sama wyczujesz jak zareagowac...



pozdrawiam i zycze w miare spokojnego powrotu do pracy...



Agata




Odpowiedz
#10
Witaj,



ja caly czas jestem na urlopie wychowawczym, wiec nie musialam wracac do pracy. Wiem, ze czasami w pracy atmosfera jest rozna... czasami tym bardziej trudno mowic o naszych smutnych doswiadczeniach...



Widzisz, w naszym spoleczenstwie poronienie jest tematem tabu.

Jest to moje osobiste zdanie dotyczace poronien, nie kazdy musi sie z nim zgodzic... O tym sie nie mowi, nie chce sie mowic, itd. Oczekiwania otoczenia sa w przewazajacej wiekszosci takie, ze to jest Twoj problem, ze powinnas zamknac sie z nim w czterech scianach i nie pokazywac swiatu ani bolu, ani zaloby. Najlepiej, zeby dwa dni po poronieniu \"byc w formie\", z usmiechem na twarzy patrzec w przyszlosc, udawac, ze nic sie nie stalo... Czy to jest w ogole mozliwe do wykonania?



Nie wiem, co Ci doradzic. Skoro poszla juz plotka, ze bylas w ciazy, to moze nie ukrywac tego faktu. W rozmowie z szefem powiedzialabym, ze \"_stracilam dziecko_ w wyniku poronienia, jest to moja osobista _tragedia_ i nie jestem w stanie o tym mowic... ze nie chce o tym mowic; ze najblizsze tygodnie beda dla Ciebie jeszcze trudne, ale zrobisz wszystko, co mozliwe, zeby wypelnic swoje obowiazki najlepiej jak potrafisz, jednoczesnie liczac na zrozumienie calej sytuacji...\" A gdyby szef chcial ciagnac temat, to powtorzylabym, ze nie chce na ten temat rozmawiac.



Jak juz bedziesz \"po\", to daj znac, jak Ci poszlo w pracy.

Tutaj wszystkie za Ciebie trzymamy kciuki i przesylamy mnostwo pozytywnych mysli.



Monika
Odpowiedz
#11
Nie jest tak źleSmile



Dzięki Wam wiedziałam czego mogę się spodziewać i przygotowałam sobie plan działania. A że najlepszą obroną jest atak, to ... wzięłam dyrektora z zaskoczenia i sama umówiłam się z nim na rozmowe dodając \"bo pewnie się pan za mną stęsknił\". Rozbroiłam dziada. Poza tym jak mnie zobaczył to cala zlość mu przeszła, bo widział, że faktycznie jestem we wszystkich działaniach zorientowana i panuje nad tym co się w moim wydziale dzieje.

Ehh... dałam radeSmile Jestem z siebie dumna. Nie było żadnej łzySmile



Dziękuję Wam wszystkim



Ania
Odpowiedz
#12
Poniedziałek, wtorek, środa, czwartek i piątek... Dni pracy, tylko, że w piątek już nie dałam rady. O 11:00 zadzwonił mój mąż z wiadomością, że jego brat robi dzisiaj spotkanie rodzinne na które mieliśmy pójść nie z powodu swoich urodzin, ale chce ogłosić rodzinie, że jego żona jest w ciąży. Po tych słowach rozłączyłam się, nie mogłam złapać oddechu, łzy same płyneły.... zamknęłam się w drugim pokoju, otworzyłam okno i próbowałam oddychać, uspokoić się.... ale było ciągle źle. Napisalam smsa do przyjaciółki, żeby po mnie przyjechała i mnie zabrała. Przyjechała przed 12:00 i mnie zabrała do siebie. Była w szoku jak mnie zobaczyła, nie wiedziała, że tak to jeszcze przeżywam, nikt nie wiedzial, bo dobrze się ukrywalam. Załatwila mi psychologa i w poniedziałek idzie ze mną na wizytę.



Jestem wrakiem, chce krzyczeć, wyć ... i nie mogę.



A dzisiaj dostałam pierwszą miesiączkę... to straszne uczucie.



Bałam się powrotu do pracy, ale to powrot do \"normalności\" jest problemem.



Ania
Odpowiedz
#13
Witam Cie Anutek!!

Bardzo dobrze Cie rozumie.Dzis jest rowny miesiac od zabiegu,kupilam lampke i zamierzam pojsc na cmentarz.Mam 4 rodzenstwa i dzis wszyscy spotykaja sie u mojego brata,tylko mnie tam zabraknie.Moja siostra i bratowa sa wciazy,tez bym nie przezyla tego widoku i rozmow na temat dzieci,dlatego ciesze sie ze mnie tam nie bedzie.Znajomi szybko zapominaja o tym co nas spotkalo,teraz zostaje to nasz bol.Ja ukradkiem polakuje sobie gdy jestem sama,lub przed snem.Myslalam ze z czasem bedzie lzej a wcale tak nie ma.Ale jakos musimy sobie dac rade.Trzymaj sie cieplo,ciesze sie ze zdecydowalas sie na wizyte u psychologa,ja bym nie potrafila.
Odpowiedz
#14
Smutna, dziękuję za te słowa. U mnie dzisiaj też mija miesiąc od zabiegu. Tylko ja to przeżywam, to boli jeszcze bardziej.



Do psychologa muszę iść, bo widze ze nie radze sobie juz zupełnie. Juz mi wszystko jedno co tam usłysze i co dalej będzie.



Chciałabym coś czuć - gniew, złość, chcę krzyczeć, chcę zeby to wszystko ze mnie wyszło, ale nie potrafię. Emocjonalna pustka i tylko ten bol, rozpacz i bezsilność. Ta bezsilność jest najgorsza. i jeszcze to osamotnienie w tym wszystkim...

Ania
Odpowiedz
#15
witaj...



wizyta u psychologa to dobry pomysł, najwazniejsze to jak najwiecej mowic o tym co nas spotkało... nie obwiniac sie, bo to nie nasza wina ...



ja też mialam taki dzien w pracy ze ryczalam przez dwie godziny a potem poszlam do domu bu nie bylam w stanie pracowac - i to bylo juz po drugim poronieniu kilka tygodni, kiedy zdawalo mi sei ze juz jestem silna i uporalam sie z problemem... i to akurat zdarzylo mi se wtedy kiedy koledze zebralo sei na szcerosc i wygarną mi wszysko co wg niego źle robie... chociaz nie nmial racji to nawet nie podjelam rozmowy z nim na ten temat...



musimy czaem zaakceptowac fakt ze nie zawsze jestesmy w stanie funkcjonowac tak jakbysmy sobie tego zyczyły... i to jet bardzo trudne w pracy ...



Agata


Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości