Maciupek
Niektórzy piszą, że zaakceptowanie emocji, przyjęcie ich bez oceniania, ich nazwanie i wyrażenie powoduje, że słabną, a my możemy otworzyć się na wiedzę z nich płynącą: co ten gniew, żal mówi mi o mnie i moich potrzebach, co się za nim kryje? A jak w praktyce osiągnąć taką zgodę na te uczucia i czy rzeczywiście u Ciebie miałoby to efekt długofalowo łagodzący ból, nie mam wiedzy, żeby odpowiedzieć.
Z drugiej strony większość źródeł jest zgodna, że unikanie, tłumienie, negowanie i ocenianie emocji zdecydowanie nie pomaga. Co do tego i ja nie mam wątpliwości.
Odpowiedz
Chocolate, ja to wszystko wiem, nie trzeba mi tłumaczyć jak krowie na rowie. I bardzo jestem wdzięczna za słowa pocieszenia. Naprawdę.
Odpowiedz
Źle odczytałam Twoje pytanie, stąd te niepotrzebne wyjaśnienia. Być może posłużą innym.
Odpowiedz
(Sat, 21 Kwietnia 2018, 20:57:28)PiBi napisał(a): Czy prawo do bólu sprawi, że będzie mniej boleć? Albo że przestanie?

Prawo do bólu rozumiem jako prawo do odczuwania bólu (więc do tego, by nie negować istnienia powodu lub go nie umniejszać) oraz jako prawo do wyrażania uczucia bólu (więc ujawniania w jakiejś formie zauważalnej i niestety czasem dyskomfortowej dla otoczenia). Niekiedy ktoś neguje oba konteksty, niekiedy tylko jeden.
Nie uważam, że prawo (kompletne czy częściowe) ma bezpośredni wpływ na sam ból. W tym mogłabym się zgodzić, że ani nie będzie bardziej lub mniej, ani wcale boleć tylko dlatego, że mam to prawo. To niezależne od praw.
Uważam jednak jednocześnie (głównie poprzez obserwację cudzych reakcji, ale i osobiste doświadczenie), że negowanie prawa do bólu zdecydowanie zbyt często jego odczuwanie pogłębia, bym przyznawanie tego prawa uważała za nieistotne, bez prawdziwie żadnego wpływu na ból. Mechanizm mnie nieraz zastanawia, ale widocznie ból ma składową na tyle zależną od uczuć, które ktoś nam okazuje, od zrozumienia, ofiarowanej empatii, że staje się odczuwalny jako mniejszy. "Mniejszy" jest tu metaforyczne. Myślę, że po prostu może być dzięki temu lżej znoszony, nie stricte mniejszy, ale łatwiejszy do udźwignięcia, do zapanowania, do tego, by nie dominował. Czyli prawo do bólu według mnie działa nie poprzez wpływ na ciężar obiektywny, ale głównie poprzez wpływ na indywidualną zdolność znoszenia. Coś jak temperatura mierzona i odczuwalna - "prawdziwa" jest jedna, ale odczucie jest zmienne i zależne od...
Jeśli w ten sposób spojrzeć, to prawo może (nie musi) i zwykle trochę zmierzenie się z bólem ułatwia, a brak prawa zwykle go jednak pogłębi.
Dodatkowo uznawanie tego prawa, właśnie uznawanie, ułatwia powstawanie efektu synergicznego grupy. Terapii grupowej, grupowego wsparcia. Więcej, uznawanie szersze, bo także poprzez otoczenie, tworzyłoby ten efekt w grupie daleko szerzej rozumianej. Inicjowałoby, stwarzałoby wręcz samą grupę w rodzinie czy innej komórce społecznej. Nie sprowadzam tego, rzecz jasna, tylko do kwestii poronieniowej, ale do wpływu na uczucie cierpienia generalnie.
Dlatego sensu prawa do bólu raczej bym broniła, widząc w nim więcej znaczenia - mimo odruchu (miewałam) traktowania jako teoretycznego i nic nie znaczącego w rzeczywistym działaniu.
Do tego pamiętam jednak także, że prawo to nie obowiązek. Również ten osobisty. Stąd rozumiem, że można - ogółem, abstrahując od tego, jak jest faktycznie u Ciebie - odczuwać chęć, by odrzucić takie prawo jako zbędne. To jest logiczna konsekwencja chęci nieodczuwania bólu - że mam w tyłku prawo do czegoś, wolę nie mieć prawa i powodu do nieistotnego prawa, które wtedy byłoby abstrakcyjną sprawą. Zwyczajnie nie chcę, by bolało, a samo prawo mi lata.
W każdym razie w rezultacie to nie teoria, tylko to, co widzę, sprawia, że postrzegam prawo tego typu jako pomocne, w najgorszym razie neutralne. Widzę w nim zalety, niemal nie widzę wad.
Ból, oczywiście, sam w sobie stoi niejako poza prawem.
Odpowiedz
Kwitną magnolie, kasztany i bzy też już kwitną. Wiosna, a ja się muszę z Tobą znów żegnać. Obcięłam włosy. Nikomu nie mówię, że to przez Ciebie.
8 lat, szmat czasu (*)
Odpowiedz
Pibi tule Cie mocno. Rok, dwa, trzy czy nawet pol roku.. dla mamy, ktora teskni za dzieckiem zawsze szmat czasu.
(*)
Odpowiedz
Dziękuję, Moniu.
Odpowiedz
(Mon, 23 Kwietnia 2018, 20:57:52)PiBi napisał(a): Kwitną magnolie, kasztany i bzy też już kwitną.

Przeoczyłabym ten bez, gdyby nie Ty.
Od tamtego wpisu widzę bez wszędzie. Nie wiedziałam, że tyle go rośnie wokół...
Odpowiedz
Mamo.....
Odpowiedz
PiBi (*)(*)(*) dla Maciupka i rodziców, jakoś tak utkwiłaś mi w pamięci, że zawsze jak wracam to wchodzę na ten wątek i myślę, jaka niesprawiedliwość Cię dotknęła (tak wiem wszystkie tu obecne), ale Ty jakoś jesteś bliska mojemu sercu, bo grudniówka 2010 Sad za 10 dni minie 9 lat od mojej straty, zawsze pamiętam choć nie mam czasu rozmyślać o tym...
Odpowiedz
Rodosku, dziękuję Smile
Odpowiedz
I znów jest grudzień. Może za 3 tygodnie byłyby Twoje 8 urodziny? Bardzo mi Cię brakuje. Tak już będzie zawsze. Za każdym razem, gdy idę na cmentarz, dziwię się, że tak będzie zawsze. Za bramą cmentarza nic się już nie zmieni. Nigdy. Nie odmieni się mój los. Boli.
Odpowiedz
"A jakby ktoś się urodził w Wigilię, toby mu się śpiewało 100 lat czy kolędę?"
Cobym Ci śpiewała, gdybyś się urodził w Wigilię?
Lulajże, Jezuniu..... moja Perełko......
Odpowiedz
Poleciała łezka Pibi. Trzymaj sie. Przytulam.
Odpowiedz
Przejrzałam wątek...
Płaczę....
Po cichutku, w rękaw, w tajemnicy.
W gardle - gula, w sercu - ścisk.
Tęsknię....
Boli....
Odpowiedz
Przykro mi, PiBi, że cierpisz.
Odpowiedz
Tyle z nas płacze w ciszy...
Odpowiedz
Czy to dziś?
8 lat.
Odpowiedz
Myślę o Tobie ciepło, PiBi.
Odpowiedz
Dziękuję, Polianko....


Jutro - 10 lat. Wielkanoc, samo południe.

Za 12 dni - 9 lat.

Boli.
Odpowiedz
PiBi
Po prostu jestem.
Odpowiedz
Dziękuję, Weciu Smile


Dziś, 9 lat (*)
Odpowiedz
9 lat to szmat czasu, a wspomnienia ciągle żywe. Maciupek byłby już uczniem.
Dla Maciupka (*)
Odpowiedz
Tak, byłby w 2 klasie.
Odpowiedz
Kocham Cię, Mamo (*)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości