Bardzo mi ciezko
#1
Czesc Wam!!

jestem juz miesiac po zabiegu a nadal nie potrafie sobie poradzic z utrata dziecka.Caly czas myslalam, ze i tak dobrze umialam sie zachowac przy innych,nawet gdy rozmawiali o dzieciach.Najgorsze jest to ze u mnie w rodzinie jest ciagle temat dzieci.W tym roku przyjdzie na swiat u mojego rodzenstwa 3 dzieci.Wszyscy sie tak do tego przygotowuja,a mnie jest tak ciezko,kupuje ubranka i gdy jestem sama ogladam je i placze.Nie wiem jak obie poradzic z tym.Ciagle licze w ktorym juz tyg ciazy bym byla.Sama nie wiem czy to zachowanie jest normalne.
Odpowiedz
#2
Wiem o czym piszesz.

Dwa lata staramy się o dziecko. Przeszliśmy wiele badań, zabiegów... i udało sie w kwietniu br. - ciąża była dla nas długooczekiwanym zaskoczeniem. Ale zaraz później trafiłam na 3 tygodnie do szpitala i w finale przyszło dla NAS było najgorsze. Ja swoje dziecko poroniłam w 6 tygodniu ciąży.

Teraz żyje miłością do mojego dziecka, swoimi planami jakie miałam z nim związane. I nadzieją, że przyjdzie do mnie jeszcze raz mocniejsze.
Odpowiedz
#3
Witaj,



Bardzo mi przykro, że spotkało Cię tyle nieszczęścia i nie możesz o tym zapomnieć . To, że liczysz tygodnie, tak jakbyś była nadal w ciąży wydaje mi się normalne. Ja mając już za sobą pół roku od ostatniego przykrego wydarzenia, nadal wobrażam sobie ile mój aniołek by teraz miał. Miesiąc to zbyt mało czasu by ból złagodniał, tym bardziej, że wszystko wokół Ciebie przypomina Ci o tym, co Cię spotkało.

Mi bardzo pomogły różne artykuły, które między innymi odnajdziesz na tej stronie. Uświadomiły mi, że nie jestem jedyna oraz samotna, a \"Żałoba po stracie dziecka może trwać kilka lub kilkanaście miesięcy, a nawet lat. Niektórzy psychologowie twierdzą wręcz, że nie kończy się nigdy, przybiera tylko znacznie spokojniejszą, łagodniejszą formę - zostaje smutek i pamięć\" Mam nadzieję, że powolutku nauczysz się żyć ze swym żalem i smutkiem, a w końcu zamienisz go na radość i będziesz znowu umiała cieszyć się tym co jest wokół Ciebie, jak również swoim życiem.
Odpowiedz
#4
Trudno się pozbierać....



Miesiąc temu zobaczyłam na usg, że serduszko mojego maleństwa przestało bic. Wczoraj była taka niby rocznica-miesięcznica. Niestety tylko ja o tym paiętałam. Nadal nie mogę się z tym co się stało pogodzić i chyba jeszcze to do mnie nie dotarło.



Pięć dni temu wróciłam do pracy - dałam rade, ale widze po sobie, że jest nadal ciężko przebywać z innymi ludźmi.

Najciężej jest w kiedy jestem sama w domu, dostaję napadów płaczu i potrafię wyć godzinami.



Moja przyjaciółka ma synka 3 latka - przyjechała z wczasów i byliśmy z mężem ją odwiedzić. Myślałam, że dam rade - w końcu ona mnie rozumie - jaka pomyłka. Opowieści, zdjęcia i słowa mojego męża \"czy jej synek bawi się klockami, bo my mamy więc możemy jej dac\" - moja reakcja automatyczna - no tak nam już nie są potrzebne, bo my nie mamy dziecka! Myślałam, że mi serce pęknie - przez całą drogę powrotną do domu nie odzywałama się, bo byłam na granicy wybuchu wielkiego płaczu.



Pewnie taki stan kiedyś minie, wizyty w marketach i u znajomych z dziećmi nie będą juz taka katorgą... pewnie kiedyś.



Wybieramy się za tydzień na urlop nad morze, bo musimy odpocząć ... dziwne, ale tego też się boję, tych dzieci na plaży ... Czy to będzie odpoczynek?



Jest mi strasznie smutno, ale te 12 tygodni ciąży były najszczęśliwszymi tygodniami mojego życia i mimo wszystko nie oddałabym ich za nic na świecie.



3maj się,

Ania
Odpowiedz
#5
Ciesze sie, ze jest taka strona jak ta.Gdyby nie ta strona nie wiedzialabym ile jest takich kobiet jak ja,ktore cierpia z powodu utraty dziecka.Wczesniej nie mialam nawet pojecia ze jest nas tyle.Nikt nas nie rozumie tak bardzo jak my siebie wzajemnie rozumiemy.Zdarza sie, ze czasem wspomne komus,ze jest mi bardzo ciezko,to slysze ze jestem mloda i bede miala jeszcze dzieci.Tego wlasnie nie lubie,bo wiem ze kazdy mowi to na odczepnego i nie rozumie tego, ze ja jeszcze mysle o tym ktore stracialam.
Odpowiedz
#6
Strasznie mi ciężko, okropnie ... czasami jest dobrze, tzn. dobrze udaje, ale ostatnio przychodzi mi to z dużą trudnością.



W piątek był kryzys, padłam na łopatki po ciosie w samo serce wiadomością o ciąży w rodzinie męża.



Podnoszę się, podnoszę i ... nadal leże. Miałam dzisiaj iść do psychologa, raczej nic z tego nie będzie.

Zastanawiałam się, dlaczego nie mogę nikim rozmawiać o tym co się stało z i chyba juz wiem!



Na samym początku spotkałam się z dużą obojętnością i brakiem zrozumienia. Widziałam, że nikt się nie przejmuje tym co się stało. Ja krzyczałam MOJE DZIECKO NIE ŻYJE!!!! ale inni krzyczeli głośniej, że są głodni itp. i nikt mnie nie słuchał, wiec z czasem zamilkłam.

Nie moge rozmawiać o moim dziecku i wszystkim co jego dotyczylo i dotyczy z nikim kto tego nie uszanuje. Wspomnienia, moje uczucia to wszystko co mi zostało i nikomu nie dam tego zniszczyć, zlekceważyc czy potraktować obojętnie.

Może to głupie co pisze, ale długo się zastanawiałam dlaczego nie potrafię rozmawiać z moim mężem, właśnie dlatego. Te wspomnienia i uczucia są tym co mi pozostało i nie pozwolę nikomu ich zniszczyć.

Dzięki obojętności najbliższych zamykałam się w sobie, powoli, za każdym razem kiedy padały raniące mnie słowa lub gesty zamykałam kolejne drzwi i stawiałam kolejne mury. Teraz mam już twierdze, której bronię.



A pani psycholog zrobi sobie analize uczuć kogoś innego, moje są niedostępne.



Ania


Odpowiedz
#7
Anutku,



najblizsi, czesto nieswiadomie, potrafia ranic najbardziej...

Niestety, dopoki sie samemu nie przejdzie tragedii poronienia, to sie nie wie, co to jest, nie rozumie sie uczuc kobiety, rodzicow... Czasami nie chce sie zrozumiec. Nie chce zauwazyc czyjegos cierpienia... a przeciez bol czy smutek nie sa zarazliwe.



Mialam i mam oparcie w mezu. Moze nie mowil zbyt wiele, ale nigdy nie zanegowal moich uczuc, slow, dzialan w zwiazku z zaloba. Moge powiedziec, ze te droge przeszlismy razem. I to bylo wazne, czy b. wazne dla mnie.



Trzeba wyjsc do ludzi, swiata... na to nic sie nie poradzi, wtedy to zamykamy te prawdziwe uczucia, ktore w nas sa, skrzetnie chowamy przed swiatem. Wiesz, wydaje mi sie, zeby w tych murach, ktore stawiamy, nie zapomniec o bramie czy malej furtce albo choc malutkim okienku... zeby to wszystko, co w nas sie zgromadzi mialo droge wyjscia... moze to byc rozmowa z kims, kto nas zrozumie, moze wypisanie sie na forum, moze jakis zewnetrzny gest wyrazajacy nasz smutek... Po smierci Papieza stawiano swieczki w oknach, wysylano sms-y, zapalano znicze wzdluz ulic... Ludzie potrzebowali wyrazic poprzez gest to, ze stracili kogos bliskiego... Przy poronieniu jest podobnie, a przeciez tu chodzi o nasze dzieci. Krew z krwi... tego prawa do zaloby tak czesto sie nam odmawia.

Znajdz swoja wlasna droge, ale prosze, nie chowaj sie za tyloma murami... zostaw jakas szparke... takze na nowe, przyszle zycie. (Czesc kobiet ma w domu figurke aniolka, czesc zapala swieczke, mozna w ramach spaceru wybrac sie na cmentarz i zapalic znicz na grobie, mozna kupic kwiaty i postawic na stole \"dla maluszka\", mozesz tylko ty o tym wiedziec...). Moze byc tak, ze pozniej \"byle drobiazg\" bedzie wyprowadzal z rownowagi. Slowo, ktore w innej sytuacji, jest neutralne, teraz bedzie ranic podwojnie...



To dopiero miesiac minal od tragedii, to jest naprawde b. malo, choc inni moga sie dziwic \"ty jeszcze przezywasz? ty jeszcze sie smucisz, ty jeszcze o tym myslisz?\". Do siebie dochodzi sie wiele miesiecy - moze to byc pol roku, moze rok, moze bedziesz musiala liczyc w latach... Nie wiem. Tego dzis nikt Ci nie powie.



Psychologowie mowia, ze zaloba, ktorej sie nie przezyje, odezwie sie predzej czy pozniej ze wzmozona sila. I chyba jest w tym duzo prawdy.



A tych trudnych sytuacji jeszcze bedzie wiele... informacja o cudzej ciazy nalezy do jednej z nich. Czasami udaje sie uniknac takich spotkan, czasami nie. Mi moja mama dlugo \"szczedzila\" wiesci o czyjejs ciazy, za co jestem jej wdzieczna, jakos wszystkie kolezanki zaszly w tym samym czasie, co ja... eh...



wuchowa - monika


Odpowiedz
#8
Witam Cie wuchowa-monika

Bardzo podobaly mi sie twoje do anutek,gdyz w pewnym sensie daly mi do zrozumienia ze nie ja jedn przezywam tak strate dziecka.Od znajomych nie moge liczyc na wsparcie bo uwazaja ze powinno mi przejsc po kilku dniach.Nawet jak mojej kolezance powiedzaialam ze moj aniolek jest w niebie to powiedziala ze to nie bylo dziecko,gdyz nie mialo serca,ze to nic nie bylo.Bardzo bolaly mnie te slowa,ale ja wole wierzyc ze moj skarb jest w niebie.Wierze w to wszstko gdyz bedac jeszcze wciazy snio mi sie ze urodzilam chlopczyka,ktorego moj maz na rekach trzymal,byl tak sliczny i patrzyl na mnie.Do dzis widze jeszcze twarz tego malenstwa i wierze,ze byl to aniolek.Duzo razy spotkaly mnie niemile slowa ze strony najblizszych,dlatego nie dziwie sie ze anutek probuje sie w sobie zamknac,ale musimy sie jakos trzymac i zyc nadzieja ze bedzie lepiej.
Odpowiedz
#9
witam.pare miesiecy temu poroniłamw 4 tyg ciązy teraz jestem ponownie w ciązy w 10 tyg objawy są podobne z wyjatkiem krwawieniapoprzednio od samego trwania ciazy krwawiłam teraz nie krwawie ale bol jest ten sam biore leki potrzymujące lezałam w szpitalu bol towazyszy mi przez cały czas nie boli mnie tylko wtedy gdy spie . z dzidzią jest ok rozwija sie prawidłowo boje sie kolejnej straty , gin mowi ze musi bolec bzdura.napiszcie mi czy ktotas z was jest w podobnej sytułacji
Odpowiedz
#10
Witam,



Smutna - ja tez miewam takie sny... Dobrze mi wtedy, ale kiedy sie budze, jakos zly same pojawiaja sie w oczach - nic na to nie moge poradzic...



Izo - odpowiedzialam na Twoje pytanie w innym miejscu, ale powtorze: nie musi bolec, ale czasami tak wlasnie sie dzieje.



Monika ma racje - zalobe nalezy przezyc, pozwolic jej dopelnic sie, bo tylko wtedy mozna bez obciazen isc dalej.



Serdecznie Was pozdrawiam,



Zaneta
Odpowiedz
#11
Moniko,



masz rację jeśli chodzi o zostawienie furtki do \"mojej twierdzy\" - zostawiłam Smile i cieszę się, że mój mąż powoli odnajduje do niej drogę.Zaskoczył mnie założeniem swojego watku.

Ale ja potrzebuje jeszcze trochę czasu.

Przed nami jeszcze dużo - wyniki b hcg (jutro),a za trzy miesiące czeka mnie operacja w Łodzi, a co potem? Zobaczymy. Razem damy rade, chociaż czasami jest bardzo ciężko i oboje popełniamy dużo gaf po drodze, ale ... bardzo Cię kocham mój mężuSmile



Ania
Odpowiedz
#12
Smutna - wiem, jak otoczenie potrafi \"narzucac\" wlasne standardy naszego zachowania po poronieniu... niestety... ci \"inni\" potrafia lepiej od nas wiedziec, co wypada a co nie wypada w zalobie, kiedy ma sie ona skonczyc, czy czekalysmy na dziecko, czy tylko (przepraszam za wyrazenie) zlepek komorek, czy jeszcze serce, dusza boli...

Ale to sa \"ich\" standardy, wyobrazenia... Nie musza byc one \"nasze\". Nie wiem dlaczego tak sie dzieje. Moze po prostu trudno byc z kims, kto przezywa smutek. Tak po prostu. Najlatwiej powiedziec: nie przeszlo ci jeszcze? I oczekiwac minimum, ze nawet jesli nie przeszlo, to choc mozna udawac, ze wszystko jest w porzadku.



Czasami zycie zmusza nas do tego, zeby \"udawac\" (chocby w pracy trzeba normalnie funkcjonowac), ale niedobrze sie dzieje, gdy caly czas udajemy. Maski zle dopasowane - a ta jest wybitnie niewygodna - zaczynaja niezle doskwierac.



Mozna tez udawac, ze sie nie czekalo na dziecko. Tylko... ze ja tak nie potrafie. Moze komus sie to udaje, moze takie podejscie komus pomaga, ale nie mi. Pamietam i chce pamietac te radosc oczekiwania - test, dzielenie sie z bliskimi \"dobra nowina\", moje marzenia, plany... I nie jest to rozdrapywanie ran, jak moga niektorzy sie obawiac. Ta pamiec mnie nie niszczy. Wprost przeciwnie, juz teraz dodaje mi sil, aby bez obciazen patrzec w przyszlosc. Za soba mam i placz i bol, tesknote za tym, co nie bylo nam dane razem przezyc... Ile jeszcze z tych rzeczy przede mna - nie wiem. Powoli zostaje tylko tesknota.



Mam czworke dzieci - dwojke tu przy mnie i dwojke, ktore odeszly. I wierze - i ta wiara mi b. pomaga - ze kiedys sie spotkamy.



monika
Odpowiedz
#13
Anutek,



ciesze sie z Twojej \"furtki\". Smile



Odzywaj sie, kiedy tylko potrzebujesz, tutaj sa dziewczyny, ktore chetnie wysluchaja i pomoga, na ile potrafia.



To wszystko potrzebuje czasu, spokoju... duzo czasu. Daj go sobie i bliskim.

Nie daj sobie wmowic, ze to bylo \"tylko poronienie\".



Pozdrawiam i cieplo o Was mysle

Monika
Odpowiedz
#14
To zdarzylo sie trzy dni temu jestem pusta stracilam moje sloneczko , nikt nie potrafi mi pomoc. Chodze na cmetarz dzieciecy przesiaduje tam calymi dniami znalazlam taki maly pomniczek ktorego nikt nie odwiedza i tam pale swiatelka mojej kruszynce. Miala dopiero siedem tygodni. Ona czeka na mnie tam na gorze.po prostu Bog potrzebowal jakies czystej duszyczki.Nie potrafie sobie poradzic pomozcie !!!
Odpowiedz
#15
przykro mi Ali, że Cie to spotkalo... teraz potrzebujesz czasu aby nauczyć zyc z tym bólem...



po pewnymczasie bedzie ci łatwiej, pomimo iż zawsze bedziesz o nim pamietac ...



czy masz z kim pogadac na ten temat

? wiem ze bardzo w takich chwilach potrzebjemy kogos bliskiego...



pozdrawiam



Agata
Odpowiedz
#16
Witam Wszystkich! Trafiłam tu przez przypadek, żałuję że dopiero teraz.. Straciłam moje maleństwo 21 grudnia 2004r, miało tylko 9 tygodni ale było dla nas najważniejsze. A teraz ciągle myślę o tym, że gdyby nie ta straszna noc kiedy to się stało to nasz Gucio byłby już z nami.. Jest mi tak straszliwie smutno i źle, a kolejny Aniołek nie chce do nas przyfrunąć. Ciągle czekamy, mamy nadzieję. Przyfruń już do nas Malutki, proszę
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości