krwawienie po poronieniu samoistnym
#1
Poroniłam 8 lipca czyli ponad miesiąc temu...nie poszłam do lekarza..czasami krwawię niewiem czemu.Czyktoś mógłby mi to wytłumaczyć może podpowiedzieć co robić.Boje sie pojsc do ginekologa niechce obcemu czlowiekowi mowic comnie spotkalo...a pozatymboje sie coonmipowie...Sadprosze pomozcie mi

Edycja / animatua 13-01-2014 12:54 / łączenie wątków
Odpowiedz
#2
Witaj...

[usuniecie OT]

skoro krwawisz to trzeba pojsc do lekarza ktory korzysta w swojej pacy  z USG.  zwlekanie nic ci nie pomoze ... jezeli faktycznie cos jest nie w porzadku to mozesz miec poxniej problemy i bedziesz sei wstydzila ze zaniedbalas ważne dla Ciebie rzeczy...

[usuniecie OT]


w naszym spoleczenstiw jest to niestety temat tabu (mino ze spotyka to bardzo duzo kobiet)raczej nie spotkalam sei z pogarda dla nas ktore to przeszly.. jedynie tylko ludize nie zawse taktownie potrafia okazac wspolczucie - moze stad tak sie boisz ... wybierz si do lekarza w innej miejscowosci jezeli wtedy bedziesz anonimowa i moze latwiej bedzei ci sie przełamać ...

lekarze sa  przyzwyczajeniu do takich naszych problemow wiec nie beda zdziwieni ..



[usuniecie OT]
Odpowiedz
#3
Moniko


wiem że jest ci bardzo ciężko po stracie dziecka i domyślam się co czujesz.jednak musisz myśleć także o sobie,a nawet przede wszystkim o sobie.Twoje zdrowie jest najważniejsze.


ja poroniłam 4 sierpnia i od tej pory byłam 2 razy już u lekarza.też krwawiłam i dostałam tabletki antykoncepcyjne,które niby mają zatrzymać krwawienie.a ty kochana nie zwlekaj,tylko jak najszybciej udaj się z wizytą do lekarza.musisz się zbadać,bo może są jakieś pozostałości po poronieniu.Im szybciej pójdziesz, tym szybciej uporasz się z tym problemem.

weż poprostu dokumenty szpitalne pokaż lekarzowi powiedz że krwawisz i moim zdaniem niczego nie musisz mu tłumaczyć,sam wyczyta z wypisu.



[usuniecie OT]
Odpowiedz
#4
Hej, jestem tu zupełnie nowa. Czy możecie mi powiedzieć, jak długo krwawiłyście po poronieniu? (nie miałam łyżeczkowania, macica oczyściła się sama) dzięki z góry
Odpowiedz
#5
Witaj Julio

Ja miałam łyżeczkowanie, a plamiłam przez 2,3 dni, nie dłużej, jeżeli jeszcze nie byłaś u lekarza to gorąco Cię do tego namawiam, najlepiej, gdyby w gabinecie miał dobre usg dopochwowe, by mógł ocenić, czy organizm sam poradził sobie z tą trudną i dla niego sytuacją.

Julio przykro mi, że każdego dnia dołącza do nas nowa dziewczyna, po traumie, jaką jest śmierć dziecka, nie potrafię udzielić Ci miarodajnej odpowiedzi na Twoje pytanie, bo miałam zabieg, nie mniej jednak może kilka postów, które przewinęły się na tym forum i dotyczących krwawienia choć trochę Ci pomogą. https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=223; https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=91; https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=223; https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=233, na forum w nowościach jest historia poronienia w domu wklejam link, choć chwilowo nie wiem czemu nie działa https://www.poronienie.pl/prawo_hist7.html

Trudne dni przed Tobą Julio,, chciałabym Cię bardzo zachęcić, byś pisała tu na forum o swoich uczuciach, emocjach ... taka werbalizacja uczuć pomaga, mi przynajmniej pomogła bardzo. Życzę Ci dużo sił i spokoju w sercu ...., gdybym jakos mogła pomóc napisz..
Odpowiedz
#6
witaj Julio...bardzo dobrze,że tutaj napisałaś. Ja po poronieniu (ale miałam łyżeczkowanie) krwawiłam jeszcze ok 2 dni.Ale to były tylko małe plamienia. Moja kolezanka nie miała zabiegu i miała krwawienie normalnie jak w okresie. Pozdrawiam i trzymaj sie cieplutko.pa
Odpowiedz
#7
Dzięki, kochana, że odpisałaś. To się wydarzyło już trzy tygodnie temu, w 9 tygodniu.... Byłam u lekarza, to on kazał odstawić leki podtrzymujące ciążę (bo takie brałam), ponieważ Dziecko nie rozwijało się prawidłowo. I następnego dnia dostałam straszne skurcze macicy. Od tego czasu krwawię. Mój lekarz (bardzo mi pomaga) tydzień temu takimi okropnymi szczypcami wyjął mi to, co zostało z naszego Dziecka. Omal nie zemdlałam. Wiesz, chciałabym jak najszybciej zajść w kolejną. Chociaż wiem, że to nie jest sposób, żeby zapomnieć o tym wszystkim. Mam do siebie pretensje, że za wcześnie powiedziałam rodzicom i teściom. Ale tak się cieszyłam...
Odpowiedz
#8
Witaj Julio
Ja po poronieniu też nie małam czyszczenia. krwawiłam ok 7 dni potem przerwa ok 2 tygodnie i kolejne 7 dni potem przerwa ok 7-8 dni i znowu krwawianie... aż wszystko się oczyściło samo... pozdrawiam
marta i fasolka
Odpowiedz
#9
Jestem nowa, kilka dni temu straciłam moje dzieci -dwie dziewczyneczki w 20 tygodniu ciąży. Mam pokarm, stosuję się do rad, mam pytanie do kiedy może trwać krwawnienie i ból w podbrzuszu?Nie jest on silny, ale boli przy napinaniu mięśni tłoczni brzusznej okresowo...
Odpowiedz
#10
U każdej jest to różny okres. Krwawienie u mnie trwało około 3tygodni, ból trochę dłużej.
Odpowiedz
#11
wichurko, po stracie w tak zaawansowanej ciąży krwawienie może byc takie jak w połogu czyli do 6 tygodni. Przytulam. [\'][\'][\']
Odpowiedz
#12
Kochane ...
mam pytanie...Kłuje mnie w podbrzuszu, w rzucie jajników od dwóch dni, poza tym czuję się dobrze, pokarm się zmniejsza, plamienie też.. powoli. Poród i łyżeczkowanie tydzień temu, czy to kłucie jest czymś bardzo niepokojącym czy tak ma po prostu być??Niestety nikt mnie nie poinformował o tym w szpitalu Sad
[Usunięto OT]
Odpowiedz
#13
jeśli nie goraczkujesz a wydzielina wygląda prawidłowo, to dolegliwości naprawdopodobniej spowodowane są obkurczaniem się macicy po porodzie. [Usunięto OT]
Odpowiedz
#14
Kończy się siódmy tydzień po poronieniu samoistnym nieindukowanym a plamienie utrzymuje się nadal. Może, któraś z Was trafiła na informacje lub sama doświadczyła podobnej sytuacji, zwłaszcza poza granicami naszego kraju, gdzie utrzymuje się tendencja do nieingerowania.
20 kwietnia straciliśmy Dominisię, 24 kwietnia "dorodziłam" spore fragmenty - porównywalne z utratą z 20. Pod stałą kontrolą usg, crp, temperatury okazało się, że mimo wyników dobrych, zostało sporo, jak to lekarka określiła, "błon". Rzeczywiście endometrium jest, choć ciągle malejące, jednak zbyt rozrośnięte; obecnie już 9 mm - w porównaniu z kilkunastoma przed 4 tygodniami -  ale jednak. HCG spada. W tym czasie mimo wielkich oporów poddałam się stymulacji progesteronem, by wywołać okres, który pomógłby oczyścić macicę - niestety wszystkie skutki uboczne mnie dopadły poza miesiączką - to był koszmar. Podobnie niechęcią reaguję na podanie cytoteku - mam go od lekarki, ale opór we mnie wielki (jeden lekarz się upiera, drugi pozwala czekać, choć bez większego przekonania). Obawiam się, że wszystkie skutki uboczne poznam z całą ich siłą a skutek pożądany będzie żaden. Taka już moja uparta natura.
Wiem, że żaden z moich lekarzy nie jest w tym momencie w stanie nakłonić mnie do zabiegu. Oni też o tym wiedzą, stąd te wszystkie próby obejścia. Pierwszy zabieg, wtedy niezwiązany z ciążą, a ze staraniami skończył się zapaleniem żył, drugi miałam rok temu 8 czerwca po stracie córeczki, przypłaciłam podejrzeniem PTSD, półrocznym L4, rocznym urlopem zdrowotnym. Na słowo zabieg i szpital reaguję paniką i mam ochotę schować się w niedostępny kąt.
Odpowiedz
#15
Oj, Ika, ależ masz straszne doświadczenia poporonieniowe Sad współczuję.... Jakby tych strat mało było....
Odpowiedz
#16
Dzięki PiBi Też czasem myślę czy można dźwignąć więcej. A dziś rocznica, gdy na usg nie usłyszałam wyczekiwanego, ukochanego serduszka mej pierwszej utraconej Maleńkiej...
Odpowiedz
#17
(Tue, 06 Czerwca 2017, 09:54:02)Ika napisał(a): Kończy się siódmy tydzień po poronieniu samoistnym nieindukowanym a plamienie utrzymuje się nadal. Może, któraś z Was trafiła na informacje lub sama doświadczyła podobnej sytuacji, zwłaszcza poza granicami naszego kraju, gdzie utrzymuje się tendencja do nieingerowania.
20 kwietnia straciliśmy Dominisię, 24 kwietnia "dorodziłam" spore fragmenty - porównywalne z utratą z 20. Pod stałą kontrolą usg, crp, temperatury okazało się, że mimo wyników dobrych, zostało sporo, jak to lekarka określiła, "błon". Rzeczywiście endometrium jest, choć ciągle malejące, jednak zbyt rozrośnięte; obecnie już 9 mm - w porównaniu z kilkunastoma przed 4 tygodniami -  ale jednak. HCG spada. W tym czasie mimo wielkich oporów poddałam się stymulacji progesteronem, by wywołać okres, który pomógłby oczyścić macicę - niestety wszystkie skutki uboczne mnie dopadły poza miesiączką - to był koszmar. Podobnie niechęcią reaguję na podanie cytoteku - mam go od lekarki, ale opór we mnie wielki (jeden lekarz się upiera, drugi pozwala czekać, choć bez większego przekonania). Obawiam się, że wszystkie skutki uboczne poznam z całą ich siłą a skutek pożądany będzie żaden. Taka już moja uparta natura.
Wiem, że żaden z moich lekarzy nie jest w tym momencie w stanie nakłonić mnie do zabiegu. Oni też o tym wiedzą, stąd te wszystkie próby obejścia. Pierwszy zabieg, wtedy niezwiązany z ciążą, a ze staraniami skończył się zapaleniem żył, drugi miałam rok temu 8 czerwca po stracie córeczki, przypłaciłam podejrzeniem PTSD, półrocznym L4, rocznym urlopem zdrowotnym. Na słowo zabieg i szpital reaguję paniką i mam ochotę schować się w niedostępny kąt.

Dopiszę ciąg dalszy, może komuś kiedyś przyda się jako informacja, przestroga. Odbiór zależny od odbiorcy i jego nastawienia.
Od 6 czerwca, gdy zrobiłam wpis zaczął się dziwny czas: przez tydzień lekkie pobolewanie - taki mulący ból, jak na miesiączkę, kilka godzin i po pewnym czasie nasilenie krwawienia - już nie plamienie. 12 czerwca wieczór silny ból, choć do zniesienia w okolicy spojenia - taki rwący, rozsadzający. Położyłam się i spałam całą noc. Rano dorodziłam resztę, po niemal trzech miesiącach od zatrzymania rozwoju Dominisi, 8 tygodni po rozpoczęciu poronienia. Duży fragment 3,5 cm na 1,5 cm na 1 cm - takie twardy spłaszczony owal. Lekarz nie chciał określać dokładnie co to, mówił że minął długi czas i zmiany mogą być znaczne. Krwawienie jakie zaczęło się później było jak bardzo, ale to bardzo obfita miesiączka (trwa nadal, ale już do zniesienia). Crp, morfologia w normie cały czas, bez temperatury, beta spadła do 5 z 130 jeszcze trzy tygodnie temu. Trochę tak, jakbyśmy do końca nie chciały się rozdzielić... Lekarz kazał traktować to krwawienie jako miesiączkę. Zobaczymy co przyniesie czas. Jeden ciężar spadł mi z głowy - macica w normie, endometrium też, a to nie były błony tylko fragment konkretnej zwartej tkanki, Co? nie wiemy. Na badania nie mamy już sił. Chcemy godnie dołożyć do grobka, już sami ,cokolwiek to jest, ma ścisły związek z naszym Okruszkiem. I może to dziwne, ale potrzebuję wiedzieć, gdzie spoczywa. I że nie pływa w szambie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości