zawiodłam się na Tobie, Boże :o(
#26
Pierwszy raz w życiu ucieszyłam się ze słów wypowiedzianych w środę popielcową: \"Prochem jesteś\". Przecież to właśnie czuję. Wiosna nie marzy mi się, zatrzymałam się trochę na tej zimie. Ale gdzieś tam pod śniegiem drzemie dalszy ciąg: \"ale Pan Bóg cię wskrzesi w dniu ostatecznym\".

Prochem jestem
i wiatr rozmiata mnie na cztery strony świata

W proch się obrócę
znów będę małym umierającym nic

Ale Pan Bóg mnie wskrzesi w Dniu Ostatecznym
a więc warto być prochem
Odpowiedz
#27
witaj Izo musze sie z Toba podzielić swoim doświadczeniem, ale zupełnie innym a może prawie zupełnie. o ile słysząc te słowa nad swoją głową myslałam o niebie, to jak ksiądz wypowiedział je nad główką Jaromirka, poczułam wielki lęk i za każdym razem jak sobie przypomne tą sytuacje dostaje gęsiej skórki, Czy ty teraz bardziej boisz się o życie swych ziemskich dzieci ?
Odpowiedz
#28
Cytat:[autor cytatu=mamax3]
witaj Izo musze sie z Toba podzielić swoim doświadczeniem, ale zupełnie innym a może prawie zupełnie. o ile słysząc te słowa nad swoją głową myslałam o niebie, to jak ksiądz wypowiedział je nad główką Jaromirka, poczułam wielki lęk i za każdym razem jak sobie przypomne tą sytuacje dostaje gęsiej skórki, Czy ty teraz bardziej boisz się o życie swych ziemskich dzieci ?

Basiu, za każdym razem jak dostaję gęsiej skórki, to staram się modlić \"Jezu, ufam Tobie!\" Może to prosta modlitwa, ale ja za bardzo nie umiem się modlić i potrzebuję takich krótkich łatwych rozmów z Panem Bogiem, prostych.
Boję się- oczywiście, to naturalne. Ale chyba nie więcej niż wcześniej: chociaż zdaję sobie sprawę, że dzieci to taki dar cudowny, który nie należy do nas. Ja jestem słabizna, to się boję, za mało ufam. Ale zauważ, że święci też się bali, np. Anioł przychodzi do Maryi i mówi: \"Nie bój się!\" Chyba nawet Pan Jezus przeżywał ludzki strach w Ogrójcu, skoro prosił o \"zabranie kielicha\".
Ale Pan Jezus nie pozwolił, żeby ten lęk panował nad nim. Własną mocą pewnie nie możemy tego zrobić, ale dzięki Duchowi Świętemu, też możemy panować nad własnymi lękami. To nie znaczy nie czuć ich.
Zaryzykowałabym twierdzenie, że mniej się boję teraz po stracie Józinka. Chociaż mam świadomość, że ich życie jest kruche, bardzo nawet. Ale tym bardziej potrzebuję modlić się za nich, błogosławić ich i wierzyć, że Pan Bóg wysłuchuje. Jeśli moje włosy na głowie są policzone- to moich dzieci również.
Ale byłabym naiwna, gdybym nie liczyła się z tym, że i moje dzieci będą miały, już mają swoje krzyże, że i one doświadczą cierpienia, śmierci. Sama nie jestem zbyt mądra, ale mam zaprzyjaźnioną mamę, która często dzieli się ze mną swoimi przemyśleniami i bardzo wiele od niej czerpię. Ma 9 dzieci (w tym jedno w niebie). I ona mi o tych krzyżach często przypomina: nie możemy naszych dzieci pozbawić ich krzyży, ale jest łaską towarzyszyć im w ich niesieniu krzyża. Ja to chyba najczęściej jestem takim Cyrenejczykiem: niechętnie leniwie pomagam jak mnie zmuszą prośbą, okolicznościami.
Dzieci to nawet nie ukrywają, że one mają swój ciężki bolesny krzyż: jak często one płaczą, jak łatwo zranić ich serce!
Czytałaś to?:

\"W obliczu wrodzonego lęku przed końcem, a jeszcze bardziej w kontekście kultury, która na wiele sposobów stara się ocenzurować rzeczywistość i ludzkie doświadczenie umierania, liturgia wielkopostna z jednej strony przypomina nam o śmierci, wzywając do realizmu i mądrości, z drugiej zaś pobudza nas przede wszystkim do uchwycenia i przeżywania niespodziewanej nowości, jaką wiara chrześcijańska wyzwala w rzeczywistości samej śmierci. Człowiek jest prochem i w proch się obróci, jest jednak w oczach Boga cennym prochem, ponieważ Bóg stworzył człowieka przeznaczając go do nieśmiertelności.

Także jak się modlisz o zdrowie i szczęście dla swojego malca, to módl się z wiarą- nie wątp, bo nic nie otrzymasz. Ale też z realizmem i mądrością. Bo realizmem jest prosić przede wszystkim o zbawienie, o to, by Królestwo Boże zadziało się w życiu naszych dzieci- a wtedy Pan Bóg wszystko inne potrzebne nam doda gratis.
Łatwo o lęk o dzieci jak np. chorują- ale trzeba pamiętać, że jeśli oddałam je Bogu, to przede wszystkim On je podtrzymuje przy życiu, dba o nie. To nie powinno rodzić lęku, tylko wdzięczność i zaufanie. Wiadomo- różnie to wychodzi, bo grzeszni jesteśmy. Myślę, że zaufania do Boga trzeba się uczyć całe życie.
Fajny film oglądałam o ojcu Pio. Powiedział on do lekarzy: \"Jeśli nie przyjdziecie do łóżka chorego z miłością, to nic nie warte jest Wasze leczenie.\" Myślę, że do mnie jako rodzica też mógłby analogicznie powiedzieć: \"Jeśli nie przyjdziesz do łóżka/pokoju/kłopotu Twojego z miłością, to nic nie warta jest Twoja opieka, troska, lęk\".
Co więcej jak przyjdziemy do np. chorego dziecka z lękiem zamiast z pokrzepieniem, zaufaniem Bogu, to złożymy na jego barki nasz lęk, powiększymy jego strach. To za dużo dla dziecka- wydaje mi się, że dzieci trzeba wychowywać do radości, miłości, a nie do lęków. Lęki i tak będą, a więc wychowywać nasze dzieci trzeba do stawiania im czoła, a nie obarczania nimi innych, nie do straszenia innych.
Trudny temat- jak chcesz mogę zapoznać Cię z Agnieszką (w/w mamą): ona umie odpowiadać na tego typu pytania, z zawodu jest położną.
Dzięki Basiu, za te dwa ostatnie dni z Twojego życia :o) i całą resztę :o)
Odpowiedz
#29
Bamba, możesz rozważyć, czy któreś z Twoich wierszy przeznaczyć na wieczorek literacki z okazji Dnia Matki?
Odpowiedz
#30
Czemu nie?- tylko ja nie traktuję tego w ogóle jako wiersze, takie tam wypisanie się. Ew. mogę coś jeszcze podrzucić, tylko może nie tu, bo mi głupio, że piszę prawie jak dziad do obrazu.
Odpowiedz
#31
Fajnie. To myślę, że sama wybierz. I te, które chcesz wyślij na ania(małpa)magnolia.pl. Nie chcę za Ciebie decydować.
Pozdrawiam. Ania
Odpowiedz
#32
dziewczyny ja też przechodze rózne fazy zwiazane z Bogiem.
Kiedy jest mi dobrze, to ok. ale kiedy napada mnie ogromna tęsknota, żal, smutek wtedy zaczynam miec ŻAL DO PANA BOGA o to że zabrał mi dzieci.
Tak mi sie ten żal zbierał, zbierał, aż poszłam wczoraj do spowiedzi i mówiłam płacząc, ze Bóg mnie poranił. Pan Bóg mnie poranił, więc teraz jestem złym, grzesznym i słabym człowiekiem. Który zazdrości, nie przebacza, jest zawistny itd. Generalnie jestem zła na siebie , na cały świat i na Pana Boga....

Ksiądz mi odpowiedział: że Pan Bóg to uczynił aby mnie odmienić. Abym po stracie dzieci ceniła innych ludzi, inne wartości, abym inaczej patrzyła na cały świat. Śmierc ich jest jakąś informacją dla mnie od Pana BogaSmile.
I dzisiaj jest mi lżej.
Chciałam sie tylko tym podzielic z wami.

Acha, a wczoraj była druga rocznica planowanego przyścia na świat moich synków. Po spowiedzi zapaliłam dla nich znicze.
Odpowiedz
#33
Zuziu, dzięki, że się podzieliłaś.
Z Twojego postu mam refleksji cd, że może czasem lepiej jak na bieżąco Panu Bogu użalamy się, co jest nie tak, żeby na bieżąco nam pomagał się podnosić.
Z Twoim listem skojarzył mi się taki fragment z Biblii, że Pan Bóg nas \"rozszarpał\" (zadał rany -nie pamiętam słów), ale On właśnie przewiązuje nam po tym rany.
Tego właśnie dał mi doświadczyć już w szpitalu.
Emocjonalnie byłam razdarta, ale to, że przyszedł do mnie Pan Jezus w Komunii Świętej z księdzem dosłownie minuty przed zabiegiem łyżeczkowania, to przewiązało wiele ran w moim sercu.
Światełka dla Twoich Skarbów Niebieskich (*)(*)
Odpowiedz
#34
dziękujeSmile
Odpowiedz
#35
A czytaliście to:
http://www.mateusz.pl/wdrodze/nr439/02.htm
?
Daje do myślenia.
Odpowiedz
#36
Rzeczywiście łatwiej mówić albo o bojaźni Bożej, albo o Bożej miłości. Rzadko razem.
Odpowiedz
#37
Jeśli mogę się podzielić swoimi odczuciami to chciałam tylko dopowiedzieć że uważam iż to nie Bóg nas tak poranił tylko zło.Bóg tylko dopuścił to zło w różnych celach nie zawsze dla nas wiadomych :\'( ...Zgadzam się że nie łatwo pogodzić się z tym bo człowiek jest słaby i chciałby jak Bóg decydować co jest dla nas dobre.Chcę wierzyć Bogu i sama siebie przełamuję,to zło nam podpowiada ,,skoro Bóg jest Wszechmocny to dlaczego zabrał Ci to Dziecko,przecież wiedział że będziesz cierpieć\"mi bynajmniej tak podpowiada.Wolę wierzyć Bogu który mnie podtrzymuje i nigdy nie opuszcza,chwytam się Go jak mogę i wierzę że się nie zawiodę Big Grin
Odpowiedz
#38
Pozwolę sobie nie zgodzić się. Dla mnie dopuszczanie zła w różnych celach jest opuszczeniem mnie, ludzi w ogóle. Jesteśmy jak Adam i Ewa wygnani w świat nieubłaganej konieczności. Czuję raczej, czytając Genesis albo Hioba, że powołaniem człowieka jest trwać przy Bogu i nie żądać, żeby go nie opuszczał, żeby go dobrze traktował, był sprawiedliwy. Kochać za nic, tak jak Bóg żądał od Hioba. Właśnie na mocy bojaźni Bożej.
Mnie na przykład szkodzi, gdy ktoś mnie pociesza, że Bóg nigdy nie opuszcza. To podsyca nieufność do moich i tak nadwątlonych sił psychicznych i duchowych, bo skoro Bóg nie opuszcza, a ja czuję się opuszczona, to muszę zaprzeczyć swoim uczuciom, które dają mi jakąkolwiek orientację w świecie. Jeżeli przestanę ufać swojemu czuciu i poznaniu, to nie będę żyć, tylko realizować jakiś poradnik.
Odpowiedz
#39
Aniu (Haniu), myślę podobnie.
I czuję się strasznie, kiedy się właśnie opuszczona czuję, że to WBREW. Ale kiedy ja TAK SIĘ WŁAŚNIE CZUJĘ! TAKA jestem, taka, nie inna.
Podobnie jak Ty nie lubię też pocieszenia, że Bóg jest zawsze. Czuję się wtedy źle. Bo ja WTEDY Boga nie czuję.
Odpowiedz
#40
Jasiu dziękuję za zrozumienie.
Odpowiedz
#41
Ja Was rozumiem wiem że takie myślenie się nasuwa na pierwszy plan jest takie ludzkie, nie piszę tego aby Was pocieszyć,ja po prostu czuję obecność Boga,na modlitwie,w sakramentach,w tym że jakoś funkcjonuję a wiem że jeśli nie było by przy mnie Boga to bym się załamała,bo z natury jestem wrażliwa.Napisałam to bo tak czuję i taki jest mój sposób postrzegania, a jeśli myślisz że napisałam to bo chcę pocieszyć lub napisać poradnik to jest to nieporozumienie...Nie było to moim celem,ani to aby zmienić czyjeś myślenie,po prostu napisałam to co czuję...
Odpowiedz
#42
Nie, nie miałam poczucia, że piszesz poradnik. Raczej dzieliłam się trudnym doświadczeniem ostatnich miesięcy.
Odpowiedz
#43
A mnie zawsze trzymają słowa Chrystusa, które wypowiedział z Krzyża... \"... czemuś mnie opuścił...\".
Myślę sobie, że skoro On się tak czuł, to normalne, że i ja czasem tak się czuję.
Bo przecież On wiedział, a ja jestem tylko \"marnym niewiernym Tomaszem\"
Odpowiedz
#44
MAgda78 - ja również nic złego Tobie nie zarzucam. Podobnie jak Hanka chciałam tylko podzielić się tym, co czuję, kiedy w sobie nie widzę Obecności. Serdecznie pozdrawiam.
Odpowiedz
#45
rozumiem,pozdrawiam
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości