jak wybaczyć
#1
Mam trójkę starszych dzieci, wydawałoby się może, że doświadczona ze mnie mama. I najmłodsze czwarte dzieciątko w niebie: 11 tc. Dziś był pogrzeb naszego NAjmniejszego Ukochanego Skarba. Od początku miałam przeświadczenie, że powinien się nazywać Józinek.
Przyjechali dziadkowie, szepczą między sobą: \"Nie powinna narzekać, ma trójkę dzieci\"- to o mnie ta mowa. Dotknęło mnie to ogromnie. Tym bardziej, że ja nie narzekam, nie żaliłam im się, nie rozpaczałam im. Wierzę, że Bóg ma jakiś plan z tym związany. Wierzę, ale ból serca nie przestaje być bólem. Ale to że płaczę, to jest silniejsze ode mnie. Kocham najmłodszego Józinka jakby był jedyny. Kochałam od poczęcia, kocham dalej, więc płaczę, bo tęsknię i spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba.
Dzisiaj czyli w dzień pogrzebu przygotowałam stół, świece. Na obrusie i serwecie maleńka trumienka. Synek poprosił mnie, czy może ułożyć ją na pieluszce- więc leży na bielusiej pieluszce. Modlimy się. W pewnym momencie dziadkowie przyjeżdżają. Zaczynają rozpakowywać jakieś pierogi, nosić drewno do kominka, rozprawiać, gadać jedno przez drugie (a to wszystko pomimo że część z nas:ja, mąż i córcia siedzi przy trumnie i się modli w ciszy). Niestety nie wytrzymuję tego i zaczynam płakać tak się czuję dotknięta tym postępowaniem: oni udają, że nie widzą trumienki, sytuacji. Mój mąż aż za dobrze mnie rozumie i wybucha: \"Czy wy tu przyjechaliście w kominku palić? Pierogi rozpakowywać? To może zaczekać. Macie jedyną szansę pożegnać się z naszym najmłodszym dzieciątkiem\". Cisza i konsternacja. W końcu siadają wokół stołu z trumną i zapalonymi świecami. Mój mąż prowadzi koronkę do Miłosierdzia Bożego. W końcu milknie. Znowu zaczynają rozprawiać. A to czemu nasze starsze dzieciaki chore, a to, czemu nie chodzą w skarpetach tylko na bosaka, a to czy nie lepiej żeby w ciapach chodziły, a to czemu się nie słuchają. A wszystko się dzieje wokół stołu, na którym stoi trumienka z ciałem naszego Ukochanego Józia. Już od dawna twarz ukryłam w dłoniach. Nie mogę tego znieść i wybiegam wypłakać się do innego pokoju.
Bardzo trudno mi im wybaczyć im to zachowanie. Czuję,że zupełnie niepotrzebnie zaprosiliśmy ich na tą wspólną modlitwę i na nabożeństwo i pogrzeb. Nie potraktowali naszego dziecka poważnie: zbyt małe, zbyt znikome, zbyt nieznane, zbyt kolejne dla nich. Za bardzo jest dla nich płodem, a za mało dzieckiem. Nawet nie zatroszczyli się, by choć jeden maleńki znicz przynieść na grób naszego dzidziusia.
Chcę im wybaczyć ze względu na Pana Jezusa, ale wydaje mi się, że to niemożliwe na ten moment, zbyt dużo tego żalu mam w sercu. Gdybym kiedykolwiek jeszcze poroniła (nie daj Boże!), wiem, że nie chciałabym zaprosić ich ani na pożegnanie zmarłego ani na pogrzeb. Tylko my sami i dzieci.
Jakby nie wystarczyło, że śmierć dziecka boli aż do dna duszy, jeszcze potrzebne rany od ludzi. Nie umiem tego przyjąć- więc proszę o modlitwę. Sad
Odpowiedz
#2
Bamba, będę o Tobie pamiętała.
Odpowiedz
#3
bomba wiem o czym mówisz moi rodzice też nie za dobrze się zachowali i też jakoś trudno mi z tym żyć nie wiem czy już wybaczyłam może i tak ale nadal w sercu jakaś zadra, gdy ja wróciłam po zabiegu przy drugim dziecku (niestety nie odebrałam mojego dziecka ale teraz będę się starała) moi rodzice wrócili o ironio z pogrzebu kogoś znajomego czy z dalszej rodziny nie bardzo mnie to wtedy obchodziło ale oczywiście to był temat nr. jeden nie to że ja leżę płaczę i nie mogę się pozbierać psychicznie ani fizycznie bo właśnie straciłam moje drugie dziecko tylko to że na pogrzebie było tyle ludzi , a jak pięknie wyglądała ta osoba w trumnie, a ile czasu chorowała naprawdę ciężko było mi to słuchać przecież ja kilka godzin wcześniej też straciłam kogoś bardzo bliskiego tylko że ja nie mogłam go pochować nie mogłam się pożegnać ale chyba ich to najmniej obchodziło co jeszcze bardziej mnie krzywdziło jeszcze głębiej wbijali mi ten nóż który już i tak tkwił w moim sercu iem co czujesz i jest mi bardzo źle i przykro że nie tylko moi bliscy byli tak zimni i oschli względem ich wnuka, kurcze czemu jak człowiek nie wie co powiedzieć to dziamdzioli tą buzią o byle czym lepiej by było gdyby się poprostu jeden z drugim uciszył i zanim coś powie głęboko to przemyślał pamiętaj nie jesteś sama pomodlę się o twojego synka i o rozum dla tych ludzi którzy nie rozumieją i powiem szczerze że życzę im żeby nigdy tego nie zrozumieli bo żeby zrozumieć trzeba przeżyć a tego nikomu nie życzę
zapalam znicz dla twojego skarbeczka (*)(*)(*)
Odpowiedz
#4
Bamba ja myślę, że nie spiesz się z tym wybaczaniem. Czy ktoś Cię przeprosił za swoje zachowanie? Nie uszanowali Twoich uczuć. Jest pewnie wiele powodów. Ty możesz uszanować swoje uczucia, a one mówią, że Cię zawiedli, rozczarowali, sprawili Ci ból.

Moja mama pewnie chętnie by uniknęła spotkania ze swoim martwym wnukiem, ale opiekowała się naszą starszą córką, gdy byłam w szpitalu i mój mąż kazał jej wziąć taksówkę i przyjechać natychmiast, ze względu na Hanię. Miałam świadomość, że pozwalamy babciom zobaczyć Piotrusia dla nich, nam nie była potrzebna ich obecność. Nie żałuję, że daliśmy im ten czas. Moja mama przez całą ciążę mówiła o naszym synku bezosobowo, albo wcale, teraz zaczęła używać imienia.

Może u Was to też zaprocentuje z czasem. Jestem o tym przekonana - są przynajmniej świadomi Waszego szacunku i miłości do Józia.

Dla małego Józefa [\']
Odpowiedz
#5
Dla małego Józefa(*)(*)(*)(*).
Nie da się przebaczyć \"na siłę\".Przebaczenie pewnie przyjdzie,ale potrzeba czasu.
Bamba,zostałaś mono zraniona,daj sobie dużo czasu i na przeżycie żałoby po Józiu i na przebaczenie innym, ich nietaktownego zachowania.
Odpowiedz
#6
Przebaczyć.....pewnie dasz radę ale nigdy nie zapomnisz.

Nie wiem dlaczego ludzie potrafią być tak bezmyślni. Dlaczego nawet nie starają się zrozumieć naszych uczuć. Liczy się tylko co inni chcą i co inni uważają za słuszne..... Mowa jest srebrem ale milczenie złotem.
Odpowiedz
#7
Bamba mam nadzieję ze kiedyś uda Ci się przebaczyć i odzyskasz spokój w sercu...
Wiem z własnego doświadczenia, że na początku choć rozum podpowiada że należy przebaczyć, to emocje krzyczą że to niemożliwe. Nie wymagaj teraz tego od siebie. Musi minąć trochę czasu aby udało się wyciszyć emocje, zaakceptować, przebaczyć.
Będę pamiętać w modlitwie.
Odpowiedz
#8
Dzięki za zrozumienie.
Jakoś łatwiej mi na sercu, gdy pomyślę, że nie jestem sama, że przeżywacie podobnie.
I chyba odkrywamy razem jakąś słabość ludzkiej natury: że łatwiej niektórym naszym bliskim zaprzeczyć życiu naszych dzieci, zignorować ich obecność, fakt ich śmierci, zająć się czymkolwiek innym niż zastanowieniem nad faktem kruchości życia. Mój mąż odkrywa przede mną po rozmowie jednej i drugiej, że jest to dla tych osób doświadczenie tak nowe, że one po prostu nie umiały się zachować.
Chyba jednak chciałabym się śpieszyć z tym przebaczeniem, bo to przede wszystkim mnie gniecie w serce, ja jestem zła na osoby, które mnie zraniły. I odkrytym kiedyś przeze mnie (a może tylko podsłuchanym) sposobem na przebaczenie jest modlitwa za osoby, które zraniły. Także potrzebuję to wcielić w życie.
Odpowiedz
#9
Ja też dochodzę do wniosku, że ludzie po prostu nie znają tego doświadczenia, właśnie nie umieją się zachować, nie wiedzą co powiedzieć... Pewnie czasem łatwiej zignorować, uciec w jakieś zwykłe czynności i głupie gadanie, niż rzeczywiście poczuć - i współczuć...

Przebaczenie nie musi oznaczać zapomnienia ani usprawiedliwiania tego co się stało.
Życzę Ci powodzenia i dużo siły...
Odpowiedz
#10
bamba ubralas w slowa wszystkie moje uczucia....

Bardzo mi przykro z powodu smierci Jozinka (*)
Odpowiedz
#11
To trudne kiedy inni nie umieją zauważyc istoty rzeczy. Przebaczenie jest potrzebne i dla nich i dla Ciebie. Przebaczyćpowinnaś, aby móc nauczyć swoich bliskich okazywać uczucia. Dzisiaj wielu ludzi mysli, że ktoś pełen uczuć wrażliwości to nie na dzisiejsze czasy, że trzeba być mocnym, twardym, ale to nie prawda bo to co człowiek może das swiatu najcenniejsze to własnie wrażliwość i uczucie. Pomóż swoim bliskim by na nowo stali się ludźmi, którzy są wrażliwi na ból i smutek drugiego człowieka.
Odpowiedz
#12
Cytat:[autor cytatu=ks tomasz]
Przebaczyćpowinnaś, aby móc nauczyć swoich bliskich okazywać uczucia.

Serdecznie dziękuję za odpowiedź, bardzo jej potrzebowałam. W realu ogromnie trudno mi by było zadać takie pytania księdzu. Może na spowiedzi, ale z wielkim trudem. Także tym bardziej jestem wdzięczna.
Nie rozumiem jednak tej zacytowanej powyżej wypowiedzi.
Wydaje mi się, że nawet jak im wybaczę, a chcę to zrobić z całą pewnością (i mam nadzieję, że na razie to Panu Bogu wystarczy, że trochę się o to modlę), to okazywać uczuć im to nie pomoże, bo ani o tym nie będą wiedzieli, ani się nie starają o to przebaczenie. To było według nich normalne zachowanie.
Ja swoich uczuć w tamtym momencie też wcale ich nie chciałam- chciałam tylko trwać przy trumience naszego okropnie małego dzieciątka i za wszelką cenę trzymać się modlitwy jak ostatniej deski ratunku. Ale to było silniejsze ode mnie- po prostu wybuchłam płaczem tak bardzo mnie dotknęło to ich zachowanie.
Odpowiedz
#13
Przebaczyć trzeba , aby powiedzieć bliskim o swoim cierpieniu. Oni może nigdy tu na stronę nie wejdą, ale Ty możesz im to powiedzieć by wiedzieli i wiecej nie rani ciebie ale i innych. Jest to trudne bo trzeba się otworzyć, ale jeżeli tu się otwierasz to może Twój Józinek u Boga wyprosi dla Ciebie łaskę odwagi.
Odpowiedz
#14
Bamba według mnie będzie ok jak im tego nie powiesz nawet nigdy. Złe doświadczenia nie nakładają na nas dodatkowych obowiązków. To Ty potrzebujesz teraz silnego ramienia i wsparcia. Dla mnie jesteś bardzo odważną kobietą. Mówi mi o tym Twoje zachowanie w szpitalu. Cierpienie jest czymś bardzo intymnym i wymaga intymnej relacji.
Odpowiedz
#15
Od chwili kiedy i mnie spotkała strata dzieciątka 3 tyg temu czytam to forum. Zaczęłam sie zastanawiać bamba czy ja Ciebie czasami nie spotkałam w szpitalu?Wydaje mi się że leżałyśmy na tej samej sali w szpitalu im. Wyszyńskiego na al. Kraśnickich ?. Jeśli to Ty to ja leżałam na przeciw twojego łóżka z martwą ciażą ;-( Kobieta którą kojarzę z Tobą powiedziała mi że ma troje dzieci i w 11 tyg stratę dzieciątka, w ten sam dzień kiedy ja zostałam przyjęta, ona wyszła.
Przepraszm że sie wtrąciłam .Jeśli to Ty to ta kobieta z którą rozmawiałam to bardzo ale to bardzo mi miło,
Odpowiedz
#16
Aniya50, pewnie, że ja to ja, a Ty to Ty Smile I te 3 tygodnie temu się zgadza- w niedzielę wieczorem wyszłam ze szpitala i myślałam, jak Twój los szpitalny się potoczy.
Bardzo mi było potrzebne wtedy Twoje odezwanie, zaczepienie mnie, bo czułam się jakoś strasznie. Szpital to nie mój klimat. Bardzo mi wtedy pomogłaś, na sercu lżej mi się zrobiło, że podzieliłaś się swoim doświadczeniem- dzięki, że byłaś i jesteś, i znowu mnie zaczepiasz :o)
Przełamałaś tam poczucie mojej samotności i uświadomiłaś, że czekanie może być o wiele cięższym krzyżem- mnie to ominęło. Na mnie spadło jak grom z jasnego nieba. Chociaż jak się tak dobrze zastanowię to Pan Bóg mnie w różny sposób do tego przygotowywał. Tego dnia dał mi np. słowo z Ewangelii o męce i śmierci Pana Jezusa. No i miałam poczucie, że tym razem urodzę sama, nawet bez męża (starsze dziecko urodziłam z mężem- położna nie zdążyła)- i czułam, że tego wcale nie chcę, pomimo że nie boję się rodzenia, jest to temat mi bliski i w normalnych warunkach zdrowego dziecka specjalnie nie bałabym się rodzić nawet sama. Ale ja przeczuciami nigdy staram się nie dręczyć- najwyżej parę razy westchnę \"Jezu, ufam Tobie\" albo \"A co Ty a to, Boże? Taka wersja wydarzeń mi się nie podoba.\" Także i tym przeczuciem nie zadręczałam się zbytnio.
A jak się miewa Twój maluszek? Dobrze zapamiętałam, że masz córeczkę? Moje dzieciaki niestety, ale całą tą historię przechorowały- cała trójka i kolejne choroby łapią jakby upominały się \"Mama, nie zapominaj o nas, potrzebujemy Cię\". Dzięki Bogu wychodzą z tych chorób szybko. Pomimo że dużo (może za dużo) starałam się z nimi o tym rozmawiać- z każdym oddzielnie jego językiem.
Odpowiedz
#17
Cytat:[autor cytatu=ks tomasz]
Przebaczyć trzeba , aby powiedzieć bliskim o swoim cierpieniu. Oni może nigdy tu na stronę nie wejdą, ale Ty możesz im to powiedzieć by wiedzieli i wiecej nie rani ciebie ale i innych.

Chyba jednak ja sama się nie otworzę przed nimi, bo nie czuję się przez nich rozumiana. Oni wiedzą o moich uczuciach, bo uświadomiła im to siostra mojego męża prawie kłócąc się o to ze swoją mamą o tą sytuację. Również mój mąż usiłował im wytłumaczyć, że bardzo nas to zabolało. Także nie widzę po co jeszcze ja dodatkowo miałabym tu coś mówić.
W ostatnią niedzielę próbowałam im uświadomić inną rzecz. Mama poinformowała mnie: \"Wiesz, Bartek będzie miał córeczkę\". \"Acha, to mu bardzo fajnie, że ma córeczkę\". Dla nich to po prostu niewyobrażalne, że kobieta w stanie błogosławionym ma dziecko, a nie dopiero będzie miała. Pomimo że staraliśmy się robić wszystko, żeby uświadomić to dziadkom. Np. tuż po poczęciu najstarszej córci zrobiliśmy dla nich dyplom \"Dla młodych dziadków\", a po poczęciu najmłodszego Józinka chwaliliśmy się, że mamy maleńkie dzieciątko i gratulowaliśmy im zostania po raz kolejny dziadkami. Ale uczucie żalu powoli mi przechodzi pomimo wszystko.
Odpowiedz
#18
Bardzo sie ciesze że to Ty. Dziękuje, ża miłe słowa. Czułam wtedy przeogromną potrzebe żeby z Toba zamienić choć jedno słowo i wesprzeć Cię w Twoim cierpieniu. O moim zmarłym dzieciatku dowiedziałam sie w czwartek, a w niedziele dopiero zjawiłam sie w szpitalu. Miałam czas na pożgnanie i zrozumienie co naprawdę mnie spotkało.
Moja córeczka właśnie dzisiaj postawiła pierwsze kroczki Wink jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, dzięki niej przestałam tak duzo mysleć o tym co mnie spotkało. W szpitalu także zostałam potraktowana nieludzko, ale to juz długa historia, w związku z tym wybieram sie na to spotkanie: przeczytałam w gazecie \"Moje Miasto Lublin\" że w najbliższą sobotę, 12 grudnia, w kościele św. Jadwigi przy ul Koncertowej rodzice nienarodzonych dzieci zapalą świeczki za dusze „małych aniołków”Będzie odprawiona msza św. i zostanie poruszony temat o szpitalach, które nie zapewniają nam odpowiedniej opieki ani pomocy psychologa. Początek spotkania o godz. 12.00. Jeśli masz tylko czas i ochote przyjdz będzie nas więcej w modlitwie.
Odpowiedz
#19
Cytat:[autor cytatu=aniya50]
Jeśli masz tylko czas i ochote przyjdz będzie nas więcej w modlitwie.
Będę i cieszę się, że i Ty będziesz Smile
Jak tylko Cię zobaczę, to Cię zaczepię.
Wybieram się trochę wcześniej, może będzie można też coś pomóc. Warto wziąć znicze i symboliczne lub prawdziwe zdjęcie swojego dziecka.
Odpowiedz
#20
Cytat:[autor cytatu=aniya50]
Bardzo sie ciesze że to Ty. Dziękuje, ża miłe słowa. Czułam wtedy przeogromną potrzebe żeby z Toba zamienić choć jedno słowo i wesprzeć Cię w Twoim cierpieniu. O moim zmarłym dzieciatku dowiedziałam sie w czwartek, a w niedziele dopiero zjawiłam sie w szpitalu. Miałam czas na pożgnanie i zrozumienie co naprawdę mnie spotkało.
Moja córeczka właśnie dzisiaj postawiła pierwsze kroczki Wink jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, dzięki niej przestałam tak duzo mysleć o tym co mnie spotkało. W szpitalu także zostałam potraktowana nieludzko, ale to juz długa historia, w związku z tym wybieram sie na to spotkanie: przeczytałam w gazecie "Moje Miasto Lublin" że w najbliższą sobotę, 12 grudnia, w kościele św. Jadwigi przy ul Koncertowej rodzice nienarodzonych dzieci zapalą świeczki za dusze „małych aniołków”Będzie odprawiona msza św. i zostanie poruszony temat o szpitalach, które nie zapewniają nam odpowiedniej opieki ani pomocy psychologa. Początek spotkania o godz. 12.00. Jeśli masz tylko czas i ochote przyjdz będzie nas więcej w modlitwie.
Witaj dobrze , że bedziesz mamy swój watek o dniu panenia swiec zapraszamy https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=2721
i zaczepSmile nas w sobote ja jestem jak mówią inne dziewcvzyny charkterystyczna - poprostu długolosy rudzielec farbowany Smile pozdrowionka
Odpowiedz
#21
Chyba szczególnie długo zostały w moim sercu te słowa, że nie powinnam narzekać/smucić się, bo mam trójkę żyjących dzieci. Tak jakby odbierało mi się prawo do żałoby z tego powodu.
Ale wczoraj dostałam ogromny skarb. Trafiłam na spowiednika, który przywrócił mi to prawo. Powiedział: \"Nawet gdybyś miała piętnaścioro, to i tak mogłabyś płakać tak samo, bo każde kochasz wyjątkową miłością\". Te słowa były jak balsam dla mojej duszy, jak łza Zbawiciela ofiarowana mi specjalnie.
Obserwuję, że o wiele lepiej rozumieją potrzebę żalu, płaczu właśnie dzieci. Pewnie dlatego, że same często potrzebują płakać, że nie zgubiły jeszcze swojej wrażliwości. Że dziecko to dla nich dziecko na każdym etapie swojego życia. Dlatego tak naturalnie przyjmują płacz.
Moja najstarsza Lidzia z ogromnym zrozumieniem przyjmuje nasze wizyty na grobie po ciemku po roratach. I sama też przypomina, żeby pójść. Równie ważne to jest dla niej. Tuż po pogrzebie robiła do szkoły drzewo genealogiczne- oczywiste było dla niej, żeby umieścić tam też nasze maleństwo. Czasami myślę o niej, że jest bardzo mądrym dzieckiem.
Odpowiedz
#22
Bamba - bo zapewne jest mądrym dzieckiem !Smile

Wiesz, czytałam ostatnio dużo o wybaczeniu. Wyczytałam, że przebaczenie jest odnowieniem relacji i w tym sensie przede wszystkim i ta osoba, której chcemy przebaczyć, musi się na to zgodzić - przyjąć to, być gotowym, rozumieć dlaczego. Nie można przebaczyć i zamknąć drzwi - tak ja to rozumiem. Dlatego też pewnie nie można się śpieszyć. Wszystko ma swój czas. Daj go również sobie.
Przebaczenie to trudna sztuka, szczególnie kiedy rany są głębokie. Wydaje mi się jednak, że mimo trudu - dla nas samych to sztuka bardzo ważna, bo niesie ukojenie serca. Życzę Ci wszystkiego dobrego.
Odpowiedz
#23
dopiero przeczytałam ten wpis bo dawno nie odwiedzałam tego forum ale czytając go czułam jakby dotyczył mojej osoby.Ja co prawda dużo wcześniej straciłam swoje dziecko ale towarzyszyły mi podobne doświadczenia.Do końca nie pogodzę się ze złym potraktowaniem ze strony mojej rodziny i choć wybaczyłam im to nie zmienia faktu ze nigdy o tym nie zapomnę.Było to nie ludzkie,okrutne...Potrzeba czasu aby wybaczyć ale nie wierz w to że da się o tym zapomnieć.Bynajmniej w moim rozumieniu.Życzę Ci bamba dużo ciepła,wsparcia,miłości
Odpowiedz
#24
Cytat:[autor cytatu=aniya50]
Czułam wtedy przeogromną potrzebe żeby z Toba zamienić choć jedno słowo i wesprzeć Cię w Twoim cierpieniu. O moim zmarłym dzieciatku dowiedziałam sie w czwartek, a w niedziele dopiero zjawiłam sie w szpitalu. Miałam czas na pożgnanie i zrozumienie co naprawdę mnie spotkało.
Aniu, czy czytasz jeszcze to forum? Maleństwo masz w bardzo ambarasującym wieku, więc i nie zdziwiłabym się, gdyby nie.
Czy mogłabyś się do mnie odezwać na gg, mój nr to: 3897744.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości