Za czyje grzechy??
#26
Ilko pamiętam jak mnie też ogarniało poczucie bezsensu, i wrażenie że tak beznadziejnie będzie już zawsze. Dla mnie świat się zatrzymał a wszystko wokół dalej biegło swoim torem, trzeba było udawać że u mnie wszystko ok. Bardzo trudno wtedy było mi żyć. Wszyscy mnie denerwowali. Do tego dochodziły wieczne przeziębienia. Pamiętam że byłam strasznie tym wszystkim zmęczona. (Teraz sobie myślę że tak musi wyglądać piekło tylko pomnożone razy nieskończoność) Niestety nic nie da się przyśpieszyć, trzeba to przetrwać... Emocje muszą wybrzmieć, wszystko ma swój czas... Jestem z Tobą myślami Ilko... Dużo sił...
(*)(*)(*)...
Odpowiedz
#27
Widzisz malgos79 poczucie bezsensu to u mnie juz norma. ostatnio zastanawiam się tylko nad jednym - po co i jak dalej żyć? Z tymi emocjami ti też nie tak prosto. Oile przy pierwszej ciąży jakoś podkreąlam jakoś sobie poradziłam o tyle teraz wykorzystałam wszelkie znane mi techniki psychologii i jest jeszcze gorzej. Na prawdę nie wiem już co robić, chwilami nie poznaję sama. Co mam zrobić, żeby wszystko wrócilo do normy, żeby ja umiała pogodzić się z tym co mi zgotował los. Jak mam opanować poczucie, że Bóg odmówił mi możłiwośći bycia matką co zrobić żeby zaspokoić samą siebie i swoją świadomość macierzyństwa............
Odpowiedz
#28
Nasze cierpienie nie jest ZA COŚ. Nasze cierpienie jest PO COŚ.
Możemy tę pustkę, która w nas powstaje, zasypać pracą, bzdurami, alkoholem... a możemy pozwolić Bogu ją wypełnić. Wypełnić dobrem, nadzieją, miłością.
Wiem, że to takie banały i że łatwo tak napisać... ale mnie takie myślenie bardzo pomaga.
Odpowiedz
#29
mnie to moje myślenie zaprowadziło na skraj... samam nie wiem czego, skraj ludzkiego bólu. Nie pomogła mi myśl o Bogu jego nieograniczonej dobroci itd. cały czas wracało do mnie pytanie dlaczego skoro Bóg kocha mnie i jest w moim sercu tak mnie doświadcza, czy cierpienie którym mnie obdarzył ma jakiś cel - jaki? wykończenie mnie, zepchnięcie mnie na margines wiary? Jeśli Bóg mnie kocha to czemu mi wtedy nie pomógł kiedy cierpiałam, i kiedy potrzebowałam Boga w serce...?
Odpowiedz
#30
Gdyby Bóg mógł stworzyć świat bez cierpienia, zrobiłby to... Ono jednak widocznie musi być. Jest wpisane w ten świat, razem z naszą wolną wolą... Nasze cierpienie, cierpienie chorych, cierpienie Jezusa na krzyżu, cierpienie Jego Matki, która przecież tak jak my utraciła swoje Dziecko - która cierpiała pod krzyżem, kiedy Jej Syn umierał... Może do Niej warto modlić się o pocieszenie...

Chyba bardzo rzadko dowiadujemy się od razu, jaki sens ma nasze cierpienie... Nie widzimy całego Bożego planu. Może Bóg oszczędził w ten sposób przyszłych cierpień Twojemu dziecku? Chcemy wierzyć, że jest teraz u Niego...

Przesyłam dużo ciepła... trzymaj się i bądź silna.
Odpowiedz
#31
dawno mnie tu nie było. myślałam, że jakoś sobie poradzę ale widzę, że z każdym dniem coraz bardziej zapadam się i odchodzę w nicość. Ostatnio złapałam się że z moim partnerem wogóle nie rozmawiamy, pokłóciliśmy się o to. Zwykle jest tak, że to On informuje mnie o tym co ma zamiar zrobić i to w ostatniej chwili. Mam tego dosyć i mu to powiedziałam a właściwie napisała. Ile zrozumiał z listu nie wiem ale wiem jedno to że on nie rozmawia ze mną powoduje żę oboje się zamykamy. On nie chce ze mną rozmawiać o dzieciach bo ja sie denerwuję i płaczę ale to wynika tylko z tego że ja tych rozmów potrzebuję!!!!!!!!!!!!!!!! Boję się co będzie dalej. Nie wiem jak długo wytrzymam w poczuciu pustki i życia obok siebie. Rozmawiamy na tematy nieistotne i w ogóle nie związane z kwestią dzieci. On tłumaczy się, że jemu też jest przykro z powodu straty dwójki dzieci ale ja tego żalu w nim nie widzę. Nie rozmawia ze mną w ogóle a ja tego potrzebuję, potrzebuję żeby ktoś był przy mnie, obok mnie. Ja chcę dziecka Lae nie wiem jak mu to powiedzieć, boję się że znowu będzie kłótnia i tłumaczenie że nie bo jemu chodzi tylko o mnie. Zamknięte koło mnie chodzi o niego i Michała (jego syna) a jemu … nie wiem o co. Tłumaczy mi, żę mamy dziecko ale nie rozumie jak mówię, że to nie moje i owszem kocham go ale też chcę mieć dziecko z nim – nasze dziecko. Nie rozumie bo chyba nie chcę zrozumieć że kobieta ma coś co się nazywa instynktem macierzyńskim, że to silne poczucie posiadania dziecka. Gdy zapytałam go czy cieszył się jak dowiedział się, że Michał się urodzi – nie odpowiedział mi, jak spytŁAM CZY JEGO ŻONA SIĘ CIESZYŁA I JAK SIUĘ ZACHOWYWAŁA TEŻ NIE DOSTAŁAM OPDPOWIEDZI. Teraz myślę co zrobić powiedzieć czy nie powiezieć o wizycie u lekarza........ samam nie wiem. Wiem jedno mam dosyć takiego życia!!!!!!!!!!!
Odpowiedz
#32
Ilka, myślę że strata dwójki dzieci w krótkim odstępie czasu to bardzo trudne przeżycie.
Dlatego to że się kłócicie - jest normalne. Takie sytuacje zdażają się u par, które przezyły to co my.
Bardzo bliskie mi jest też to myślenie o sobie, tzn, mi też czasami się zdarza deprecjonować siebie ponieważ nie mam żywych dzieci ( a inne kobiety mają).
Rozumiem Twoje problemy. Z tym niechodzeniem do kościoła - ja chodziłam po stracie, ale byłam zła na Boga i np. nie wstawałam w różnych punktach mszy świętej, byłam wściekła i krzyczałam w duchu do Boga : \" I co mi zrobisz jak nie wstanę\".... itp. Gniew na Boga trwał ok. roku. Mój kolega zawsze myslał że ja nie wstaję bo się źle czuję, hi, hi. A ja się buntowałam.
Dopiero w wakcje udało mi się wyjechac na rekolekcje i wykrzyczeć, wypłakać ból, gniew i żal do Boga.
Wiem , że On sie nie gniewaSmile A swoje musiałam odreagować.
Po stracie maluchów ( tak o nich mówię w duszy) zmieniła się moja relacja do Boga. Wiem że On wszystko może. Ale to musi być zgodne z jego wolą. Juz żaden lekarz nie może mi nic obiecać, ani ja sobie. To jest Jego Wola. Dlatego modlę się codziennie o dar macierzyństwa i o szukanie Jego Woli.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości