sama...
#1
Witam.28.08.2009 poroniłam.Choć tak bardzo dziwnie to dla mnie brzmi.27.08 to było moje pierwsze badanie USG,poszliśmy razem z mężem.Na ekranie pusty pęcherz płodowy...Taki szok!To takie niemożliwe!Czułam się świetnie,obiawy ciązy,mdłości,powiększający się przuch...to było 12t i 6 dni...
Na zajutrz miałam zabieg.Powiedziano mi,że zarodek zatrzymał się,nawet nie wiem w którym tygodniu.Przestał się rozwijać.Na tym USG było widać małego groszka,oczekiwałam 6cm dzieciątka.Teraz wiem,że ten groszek,to było moje dzieciątko.Zgodziłam się na oddanie\"materiału\"do badania.Było do wypełnienia czy chcemy pochować,nie miałam pojęcia,że w ogóle tak robią...Podpisałam,że zgadzam się na to żeby szpital tym się zają.Chyba mam nie małe wyrzuty...Nie wiem ile ze mnie wyjęli,na ile dzieciątko było wykształcone,taki mały groszek...ale żyłam tą ciążą,cieszyłam się,że wszystko było dobrze to i myślałam,że ma te 6 cm,rusza się,bije serduszko...kochałam je...
Teraz ta ogromna pustka,mnustwo myśli.Nie wiedziałam jak to jest,pierwszy raz poroniłam,jestem w Irlandii północnej,obcy kraj,język,strach i szok,smutek...Mam poczucie,że wiele zawaliłam.Żebym wcześniej czytała o postępowaniu po poronieniu,byłabym dużo mądrzejsza ale kto w ciązy od razu myśli i czyta o poronieniu?Ja tylko czytałam ile może mieć moje dziecko,jak się rozwija...
Nie dostałam ze szpitala nic,tylko zaświadczenie do lekarza rodzinnego tzw.JP
Nie dostalam aktu urodzenia dziecka martwego,
nie dostałam żadnego zaświadczenia żeby o ten akt się starać
nie dostałam wyników histopatologicznych,żadnych wieści
nie powiadomiono mnie,że mogę starać się o odszkodowanie
nie pracuję,więc maciezyńskie odpada.
Nie wiem czy jest szansa jeszcze coś zdziałać.Wyczytałam,że można takie zaświadczenie ze szpitala dostać do 3 dni.
Proszę o pomoc.Czy ktoś się orientuje? Czy mogę pójść do szpitala i poprosić o zaświadczenie o urodzeniu dziecka martwego,mimo,że było to 3 tygodnie temu?Czy jeśli takie zaświadczenie otrzymam,uwzględnią je w urzędzie?Czy dostanę akt urodzenia dziecka martwego?
Tyle pytań.Ale czuję taką pustkę.Nic nie mogłam zrobić by dziecko żyło,Bóg tak chciał i tak po cichutku nam je odebrał.Nie mogłam zrobić nic ale tak bardzo chciałabym zrobic coś,żeby zostało mi coś po moim dzieciatku poza testami ciązowymi.Nie wiem od czego zacząć.Czy ktoś nie uzna tego za chciwość,że chcę wyrwać grosz z ubezpieczenia za śmierć własnego dziecka.To nie tak.Ale ubezpieczenie płacę,tzn mój mąż...
Chcemy jeszcze raz spróbować ale najpierw chcę się zbadać,sprawdzić jajniki,tak wiele mam złych obiawów,że muszę się przebadać zanim zacznę się starać o kolejną dzidzię.Ciężko mi,że jestem w uk bo nie znam języka,mój mąż zna ale i tak nam ciężko przez to przejść.Wstydzę się pytać.Mam takie wyrzuty,że nic nie zrobiłam,że nie domyśliłam się,jak to ważne.Jak teraz mi z tym źle.Stała się tragedia,w szpitalu super opieka,każdy współczuł,przytulał.ale nikt nie uświadomił,że to można tak załatwić,że będę miała chociaż akt urodzenia,na pamiątkę.Mam już dwie córeczki,tak bardzo czułam,że to będzie syn,tak bardzo czułam...
Proszę o pomoć,ktokolwiek może...
Odpowiedz
#2
Witaj, aniuz...

Tak mi przykro, tulę Cię na odległość... Ja też, mając jedną córkę, poroniłam - czując, że tracę chłopczyka. Byłam w 11 t.c.

Gdybym ja teraz była w Irlandii Pn., to bym Ci pomogła, bo język znam świetnie. Piszesz, że miałaś dobrą opiekę, więc może zajmą się Tobą jeszcze? Radziłabym przejść się tam z mężem i zapytać:
- o wyniki z badań histopatologicznych ( w Polsce wydają po 2 tygodniach),
- o możliwość uzyskania aktu / zaświadczenia urodzenia martwego dziecka \"na pamiątkę\",
- o grupy wsparcia dla rodziców po stracie...

Ewentualnie możesz przygotować list do szpitala z tymi pytaniami i ja Ci go przetłumaczę - a późniejszą odpowiedź także. Ale to trochę wydłuża sprawę.

Nie rób sobie wyrzutów, że nie zdecydowałaś się na pochówek, byłaś w szoku, miałaś prawo nie myśleć racjonalnie. Pan Bóg, który ulepił człowieka z prochu ziemi, wskrzesi go i z popiołu... Życzę Ci żywej wiary i niezłomnej nadziei - przypomina mi się Adam Asnyk: http://www.poezja.org/index.php?akcja=wi...h&ude=2561

Życzę Tobie i mężowi dużo siły i pokoju. Łączę kondolencje z powodu straty Dzieciątka.

I już na koniec z innej beczki - może warto zacząć naukę angielskiego? Możesz spróbować np. na www.livemocha.com

Anna
Odpowiedz
#3
Współczuję


Zerknij tutaj: https://www.poronienie.pl/prawo.html
Odpowiedz
#4
tutaj też możesz poczytać : http://www.babyboom.pl/forum/poronienia-...cka-27107/
Odpowiedz
#5
poroniłyśmy w ten sam dzień... bardzo mi przykro z Twojej straty,
[*] dla Twojego Aniołka
miejmy nadzieję, że uda Ci się załatwić sprawy, które tak bardzo chciałabyś załatwić
trzymaj się mocno
Odpowiedz
#6
tak jak napisała rodosek...roniłyśmy razem tego samego dnia...ten sam ból, rozpacz i pytanie DLACZEGO
...dla Aniołka Twojego kochanego [*]
Odpowiedz
#7
aniaz, bardzo mi przykro. Na taka tragedię nie ma słów które chociaż w niewielkim stopniu przyniosłyby pocieszenie. Dla Twojego Aniołka (*)(*)(*)
Odpowiedz
#8
Bardzo Wam wszystkim dziękuję za odpowiedzi.Mi również jest przykro z powodu Waszych Strat[*][*][*]
Bardzo takie odpowiedzi pomagają,świadomość,że jest ktoś,kto mnie rozumie....
Informacje jakie mi podajecie są wyczerpujące i dzięki nim świetnie bym wiedziała co robić,gdybym była w Polsce.Wiem,że narazie to tylko gdybam ale mam obawy,że jak pójdę do szpitala,to rozczaruję się wiadomościami,że tu jest zupełnie inne prawo.Boję się,że tu nie ma możliwości zgłoszenia narodzin w usc,że nie wydają zaświadczeń o urodzeniu.Opieka była dobra i wydawało się nam,że powiedzieli nam wszystko,pytali czy wszystko rozumiemy,mieliśmy tłumacza więc nic nie przeoczyłam.Ale o takim zaświadczeniu,możliwości otrzymania aktu i wyników badań histopatologicznych w ogóle nie było mowy.Sama do szpitala nie mogę iść z racji,że tego języka nie znam ,muszę czekać aż mąż będzie miał wolne.Prawdopodobnie dopiero w piatek,mam nadzieję,że nie będzie za późno.Ciągle o tym myślę,mąż pyta co ja taka zamyślona.Wie czym się niepokoję,ale chyba nie wie jak bardzo mnie to męczy.Jeszcze ta niemoc,że nie mogę sama tego załatwić,on nie ma kiedy...przez to jeszcze bardziej mi cięzko.Ale nie odpuszczę,wystarczą mi wyżuty ,że do tej pory nic nie zrobiłam.Musi się udać.
Dziękuję Wam za słowa otuchy,za rady,za to,że jesteście.Napiszę,co się dowiedziałam,kto wie,może jeszcze ktoś tu zaglądnie,kto również jest w uk i nie wie co zrobić.Może zbiorę informacje ,które pomogą innym.Choć wolałabym,żeby nie było takiej potrzeby...
Odpowiedz
#9
Aniu dal aniołka (*)
współczuję
Odpowiedz
#10
Słuchaj, napisałam do support@babyloss.com, z prośbą o informację, jak to jest na Wyspach z prawami matki po poronieniu. Na pierwszych trzech stronach z googli nt. \"uk miscarriage mother\'s rights\" - czyli GB poronienie prawa matki - nic o pogrzebie ani certyfikatach nie mówią, więc mam złe przeczucia. Ale zobaczymy.

A mogłabyś dać mi namiary do tego szpitala, gdzie roniłaś? Napisałabym w Twoim imieniu - że dziękujesz za opiekę i masz takie pytania... Może mają e-mail na oddziale, to pójdzie szybko. Sama możesz mi podesłać, co byś chciała zawrzeć w takim liście: disiungo@wp.pl.

3maj się, nie jesteś sama.

Anna
Odpowiedz
#11
Aniu..
Bardzo mi przykro, przytulam do serca, dużo sił...
Światełko dla Aniołka (*)
Odpowiedz
#12
Mieszkasz poza granicami Polski, ale masz nadal obywatelstwo polskie?
Coś gdzieś mi się obiło o oczy, że w takim wypadku też mozna zarejestrować dziecko - w Polsce. Oczywiście trzeba się liczyć z całą nieprzyjazną biurokracją naszą, ale teoretycznie jest to chyba możliwe.

Ustawa Prawo o aktach stanu cywilnego:

Art. 13. Odtworzenia aktu stanu cywilnego, wpisania treści aktu stanu cywilnego sporządzonego za granicą do polskich ksiąg stanu cywilnego lub zarejestrowania w nich urodzenia, zawarcia małżeństwa albo zgonu, które nastąpiły za granicą, dokonuje się w urzędzie stanu cywilnego miejsca zamieszkania wnioskodawcy, chyba że przepisy ustawy stanowią inaczej.

Art. 14. 1. Oświadczenie o uznaniu dziecka lub nadaniu dziecku nazwiska męża matki,
oświadczenie małżonka rozwiedzionego o powrocie do nazwiska, które nosił przed zawarciem małżeństwa, oraz wniosek o wpisanie do aktu urodzenia dziecka wzmianki o tym, że rodzice dziecka zawarli małżeństwo, można złożyć w każdym urzędzie stanu cywilnego.

2. Jeżeli jednak oświadczenie o uznaniu dziecka zostało złożone przed konsulem i dotyczy dziecka urodzonego, wpisania takiego oświadczenia dokonuje się w urzędzie stanu cywilnego miejsca sporządzenia aktu urodzenia, a dziecka poczętego, lecz nieurodzonego - w urzędzie stanu cywilnego miejsca zamieszkania matki.

Art. 15. Jeżeli osoba żądająca dokonania czynności przez urząd stanu cywilnego nie ma w kraju miejsca zamieszkania, właściwość miejscową w sprawach rejestracji stanu cywilnego ustala się na podstawie ostatniego miejsca zamieszkania tej osoby w kraju. W razie braku takiej podstawy lub jeżeli wnioskodawcą jest konsul, czynności tych dokonuje się w urzędzie stanu cywilnego właściwym dla dzielnicy Śródmieście miasta stołecznego Warszawy.
Odpowiedz
#13
Mozna w Polsce zarejestrowac. Trzeba tylko dostarczyc dokumenty do polskiego usc, moga byc ze szpitala, ktore umozliwia wypelnienie aktu urodzenia/aktu zgonu. To w sytuacji, gdy w danym kraju nie ma mozliwosci zarejestrowania dziecka z przyczyn prawnych.
W dokumentacji medycznej powinna byc wtedy plec dziecka, jego dlugosc, waga.
Ewentualnie - mozna poprosic polskeigo lekarza o adnotacje na jakims badaniu, np. usg, ze stosujac metode \'uprawdopodobnienia plci\' zaproponowana przez Min. Zdrowia plec dziecka jest .... (tu wpisac).
Moze wystarczy...

Monika
Odpowiedz
#14
Bardzo mi pomagacie,nie spodziewałam się.Dziękuję.Jutro idę do lekarza ogólnego i w razie niejasności do szpitala.Mąż mój wyczytał,że to ten ogólny wystawia zaświadczenie na podstawie papierka jaki dostałam w szpitalu dla niego.To zwykłe zaświadczenie,że poroniłam,takie dla lekarza.Ja nie dostałam kompletnie nic .Ponoć tu do 24 tygodnia w ogóle się nic nie liczy.Dopiero po 24 tygodniu jest jakieś prawne iszczenie.Nie mogę się na to zgodzić,przecież ja byłam w ciąży.Jeśli nie uda nam się jutro nic dopytać i załatwić,na pewno skorzystam z Waszej pomocy.Disiungo wszystko ci podam i napiszesz mayla jeśli tylko jutro mnie zlekceważą.Ja nie miałam nawet karty ciąży,tu nie chodzi się do ginekologa w ciąży tylko do ogólnego.Ja miałam tylko jedną wizytę przy której pobrali mocz i zmierzyli ciśnienie i kazali iść do domu.Napisali do szpitala o termin na 2 wizytę i usg i na tej wizycie jeszcze przed założeniem karty dla mnie,dowiedziałam się,że ciąża jest martwa.Nie mam nic,ani karty ciązy ani nic ,że poroniłam,ani co mi robili.Czuję ,że chyba coś jest nie tak.Byłam w ciązy i to wiem na pewno.Minęło 13 tygodni.Nie może być tak,że nic po tym nie pozostało.
Jutro napiszę. Dziękuję...
Odpowiedz
#15
Cytat:[autor cytatu=wuchowa]
Mozna w Polsce zarejestrowac. Trzeba tylko dostarczyc dokumenty do polskiego usc,
Ale dobrze Moniko pamiętam, że w takiej sytuacji do USC w Warszawie, a nie w miejscu zamieszkania?

Aniuz, bardzo współczuję.
Odpowiedz
#16
Do pewnego momentu dalabym sobie reke uciac, ze tak jest.

Ale po rozmowie z jedna z mam w takiej sytuacji - ktora w praktyce przerabiala to skladanie dokumentow - nie jestem pewna. Tzn. kojarze dwie mamy, jedna musiala w w-wie, a druga w miejscu zameldowania.
Ale moze ta co musiala w w-wie nie byla w ogole zameldowana w Polsce.

Monika
Odpowiedz
#17
Chodzi o tzw. właściwość miejscową - gdy jest znana, należy się udać do USC zgodnego z tą właściwością - czyli najczęściej według miejsca zamieszkania.

Liczy się właściwość miejscowa według miejsca urodzenia, zgonu, zamieszkania obecnego, ostatniego... sama się w tym gubię. Dopiero gdy żadna możliwa kombinacja nie wchodzi w grę oraz w kilku wypadkach wprost wymienionych w ustawie (np. urodzenie w polskim samolocie) jest to Warszawa-Śródmieście, tak jak w cytowanym wyżej fragmencie ustawy.
Widocznie te matki miały odmienne sytuacje w sprawie ustalenia właściwości miejscowej dla celów rejestracji USC.
Odpowiedz
#18
ja jestem zameldowana w polsce.w uk przebywam od 2 lat.Ale w polsce nie mam żadnego ubezpieczenia.Jeśli tu mi wydadzą zaświadczenie o urodzeniu dziecka martweg i dadzą akt urodzenia,będę mogła się starać tu o odszkodowanie za poronienie,jeżeli wogóle takie wypłacają.Będę mogła wtedy w moim urzedzie w pl przedstawić akt urodzenia,który wymienią na polski.Tak przynajmniej mi się wydaje bo tak robią przy zwykłym urodzeniu dziecka.i wtedy już trzeba posługiwać się polskim aktem urodzenia bo mamy obywatelstwo polskie.Mój mąż jest polakiem,oby dwoje jesteśmy zameldowani w pl,jesteśmy po ślubie.Nasze dzieci rodziłam w polsce i tam są zarejestrowane w urzedzie.Nie wiem czy tu poronienia rejestrują.Chodzi mi o to zaświadczenie i po to ,że może można dostać odszkodownie,więc czemu nie ale i nie to jest najważniejsze.Chciałabym taki akt urodzenia nawet w wersji angielskiej ,to nie ma znaczenia,przede wszystkim po to żeby mieć pamiątkę,że to dziecko było.Jak pisałam nie mam nic,karty ciązy,zdjęć usg,żadnych wyników,tylko testy ciążowe.Wygląda jakbym w ciązy nie byla a nie chcę żeby tak było.Jeśli się nie powiedzie,świat się nie zawali,w sercu zawsze będę miała moje maleństwo ale smutno mi będzie,że jakieś artykuły są ważniejsze od uczuć,wiary i życia.
Mąż jeszcze w pracy,wróci i jedziemy do szpitala,martwię się,że nas spławią brzydko mówiąc.Chcę w razie czego powiedzieć,że chcę takie zaświadczenie żeby dostać akt urodzenia żeby starać sie o odszkodowanie w firmie ubezpieczeniowej i tego wymagają oraz ,że chcę zarejestrować dziecko w polskim usc,że może tu do 24 tygodnia ciąża nie jest dzieckiem ale w polsce i dla mnie jest i jeśli nie mogę tu,to chcę je zarejestrować w polsce.Dziewczyny powiedzcie mi tak szczerza...czy ja może niepotrzebnie tak chcę?Może się wygłupiam?Może ześwirowałam na tym punkcie?Może powinnam to zostawić jak jest a niepotrzebnie się upieram skoro mi to tylko na pamiątkę potrzebne?Bo ja tak bardzo czuję,że chcę tego,że to dla mnie ważne,czuję tak w środku ale ciężko mi wyjaśnić czemu.Nawet mój mąż się dziwi,naczytałam się i nagle mi się zachciało a wcześniej nic nie mówiłam,no nie mówiłam bo nie wiedziałam,że wogóle jest taka możliwość.Jak to powiedzieli w szpitalu,tak się dzieje często,bez przyczyny i nic się na to nie da poradzić,następna ciąża może być udana.Jeszcze dobrze się jedna nie zakończyła a ja mam myśleć o drugiej?Pewnie,że bym chciała ale choć dziecko się nie wykształciło,nie rozwinęło ja czuję,że było,czuję żałobę i przyznam ,że trochę dziwnie mi z tym,bo gdybym powiedziała o tym komukolwiek z rodziny czy znajomych,puknęli by się w czoło,nie zrozumieliby.Nikt nie wie o moich uczuciach,żadna przyjaciółka rodzina,tylko mąż i choć nic nie mówi,widzę,że się trochę dziwi.Powiedział,że \"tam nic nie było\"w sumie,kurczę ale ja wiem,że to \"nic\" to moje małe \"coś\".
Odpowiedz
#19
Ja cię rozumiem, że chcesz mieć pamiątkę. Mnie na szczęście lekarz wypisał kartę ciąży i mam dwie fotki z usg: pierwszą z dzidzią, której biło jeszcze serduszko, i drugą - z malutkim nieboszczykiem. Plus test ciążowy. Lubię sobie czasem zajrzeć do folderu, gdzie to trzymam. Pomaga na smutki.

Ale jakby Ci się nie udało nic od nich dostać, możesz o własnej jakiejś pamiątce pomyśleć. Niektóre dziewczyny robią aniołki - ze szmatek, z modeliny... Ja zrobiłam sobie taki rysunek - odrysowałam moją dłoń, a w niej umieściłam - przerysowanego z książki o ciąży - człowieczka w 9. tygodniu po poczęciu. W skali 1:1, naturalnie skulonego - tylko skrzydełka mu dorysowałam. Dla mnie to miało ogromną wartość terapeutyczną, dopiero po wykonaniu tego rysunku pogodziłam się z tym, że moje dziecko odeszło bez pogrzebu, w drodze rutynowej utylizacji tkanek.

Jestem z wami w myślach, w pamięci, w moich modlitwach.

Życzę siły i pokoju.

Anna
Odpowiedz
#20
aniaz

w UK zarejestrowanie dziecka urodzonego przed 22. tc, czyli dostanie aktu urodzenia oraz aktu zgonu jest niemozliwe. W niektorych szpitalach daja \'zaswiadczenie\', ktore nie jest zadnym dokumentem a jedynie pamiatka dla rodzica.

Zdobycie dokumentow szpitalnych potwierdzajacych, ze doszlo do poronienia/urodzenia z danymi, ktore pozwola na wystawienie aktu urodzenia w Polsce jest chyba jedynym rozwiazaniem, ktore pozwoli Ci na rejestracje dziecka.

Monika
Odpowiedz
#21
w ośrodku zdrowia powiedziano nam,że całą dokumentacją zajmuje się lekarz prowadzący JP czyli taki ogólny.Umówiono nam wizytę dopiero na 12 .października.Jestem wściekła.Postaram się iść pod pretekstem bóli w brzuchu do innego lekarza,który będzie miał termin wolny wcześniej niż za prawie miesiąc.Po tych informacjach od WUCHOWEJ zwątpiłam.Pani w ośrodku powiedziała,że szpital nie wystawia nic poza tą informacją jaką mam dla lekarza,wzięła ją.Przy wizycie będę miała wszystko wprowadzone w kartotekę.Strasznie to opornie idzieSad Będę próbowała w ten sposób,że powiem lekarzowi,że chcę zarejestrować dziecko w polskim urzędzie stanu cywilnego i że firma ubezpieczeniowa w polsce przed wypłatą odszkodowania wymaga zaświadczenia o urodzeniu dziecka martwego,u nich to bardziej nazywa się zaświadczenie o poronieniu.Jeśli mi wydadzą je i będę w polsce,zarejestruję dziecko,jeśli tam nie spotkam się z przeciwnościami.Czytałam gdzieś ,że jest na to 3 lata więc mam nadzieję,że to prawda.Skoro tu nie ma znaczenia poronienie przed 22tc to i odszkodowania nie będzie ale to mnie jakoś nie przejmuje,nie na tym mi zależy ale na akcie,bo to taki namacalny dowód istnienia mojego Aniołka.Mąż pyta mnie,po co ci to?Myślę,że nie rozumi.Może i dobrze,że tego tak nie przeżywa jak ja,łatwiej mu.Choć czasem mi smutno,że nie do końca mnie rozumi,bo wychodzi na to,że ja na prawdę jestem w tym sama.
Wiem,że jeśli nic nie zdołam załatwić mój smutek będzie głębszy,będzie trwał dłużej i bardziej będę zastanawiać się nad kolejną ciążą,bo jeśli by się to powtórzyło,dziecko znowu byłoby dla innych nie ważne,zapomniane a tego nie chcę a nie potrafię myśleć tak pozytywnie,że wszystko będzie dobrze,teraz tak myślałam i rozczarowanie jeszcze większe.Mam takie mieszane uczucia co do kolejnej ciąży.Nie mam z kim o tym pogadać dlatego tu tak Was zanudzam.Nawet jeśli nikt nie przeczyta,chociaż gdzieś przeleję myśli bo w głowie już ich przepełnienie.Tym z Was ,które są ze mną całkiem przecież obcą osobą bardzo dziękuję.Zapalam [*] dla Waszych Aniołków,przytulam Was i dzikuję za to ciepło jakbyście były całkiem gdzieś obok.
Odpowiedz
#22
Witaj,

przykro słyszeć, ze musisz się borykać ze szpitalną biurokracją. Czytałam trochę na brytyjskich stronach o stracie, obywatelki UK też nie mają łatwo, choć znają wszak język. W dodatku z support@babyloss.com nikt mi nie odpowiedział... Czyżby tyle pracy mieli? Znalazłam za to informację o obchodach tygodnia (!) dzieci utraconych w UK, od 9 do 15 października. W jego ramach w Irlandii Płn., na zamku w Belfaście - puszczanie Baloników - od 15:00 do 16:00 w niedzielę 11 października. Tu możesz sama sprawdzić: http://www.babyloss-awareness.org/events.htm

A co do męża: mój zdeprecjonował własne dziecko do zaimka \"to\". \"To się wielu parom przydarza, tylko nikt o tym nie mówi\" - powiedział mi, jak mu się żaliłam po stracie. Dopiero jak w październiku poszliśmy na Mszę świętą z okazji dnia dziecka utraconego, to zaczął myśleć inaczej. \"Wiesz, poczułem, że rzeczywiście straciliśmy dziecko\". Dwa miesiące czekałam na to, by ojciec uznał swoje dziecko! Jak poprzeglądasz stare wątki tu na forum, to dużo znajdziesz o różnicach w przeżywaniu żałoby u kobiet i u mężczyzn. Trudno by to przeżywali równie intensywnie, gdyż jednak dzieje się to na zewnątrz ich ciała. I hormony im tak nie skaczą... Myślę, że trochę trzeba ich zrozumieć, czasem odpuścić - ale nie do końca - bo ty też masz prawo oczekiwać zrozumienia.

Życzę Ci dużo sił i wewnętrznego pokoju. Pomyśl, nasze Aniołki fruwają sobie razem...

Ściskam ciepło i serdecznie,

Anna
Odpowiedz
#23
aniaz,

polskie realia tez nie sa najlatwiejsze. Tzn., teoretycznie wszystkie dzieci wg prawa sa rowne, w praktyce jeszcze pare lat temu magiczna granica, mimo pozytywnych zapisow w prawie, byly 22. tc. Zarowno co do rejestracji jak i do pochowku. Obecnie problem stanowi okreslenie plci dziecka. Bez wpisania plci zaden urzad nie wystawi dokumentow.

Polski usc moze wystawic akty stanu cywilnego na poddstawie aktow stanu cywilnego innego kraju, jesli tam otrzymanie takich dokumentow nie jest mozliwe, mozna na podstawie innych. Najlepiej wiec, zebys miala jak najwiecej \'papierow\' potwierdzajacych to, ze doszlo do poronienia/urodzenia dziecka, z badan np. usg pozwoli okreslic wielkosc dziecka i zostaje Ci plec.
W UK mozna zrobic test z krwi matki okreslajacy plec dziecka - ale nie wiem, na jakiej zasadzie dziala, tzn. czy samej sie kupuje w aptece, czy jest jakos bardziej rozpowszechniony.

Nie wiem, skad wzielas te 3 lata. Prawda jest taka, ze im predzej w polskim urzedzie uda Ci sie przedstawic dokumenty, tym lepiej.

To normalne, ze masz mieszane uczucia co do kolejnej ciazy. Wraz ze strata dziecka stracilysmy tez niewinnosc macierzynstwa. Nastepna ciaza, nawet jesli nudna i ksiazkowa, to juz zupelnie inne przezycie, gdy czlowiek jest w totalnej nieswiadomosci, co to oznacza, ze dziecko odchodzi przedwczesnie.

Duzo sil.

Monika
Odpowiedz
#24
dziękuję za informacje.
Disiungo dziękuję za informacje,na pewno puszczę balonika...mieszkam w Belfaście.

Wuchowa nie wiem skąd wzięłam te 3 lata...gdzieś wyczytałam...
Widzę po tym wszystkim,że nic mi się nie udaSad
Będąc u lekarza mimo wszystko zapytam o cokolwiek,może jakąś dokumentację medyczną,dowód że byłam w ciąży,taki dla mnie i ewentualnie dla lekarzy w pl gdybym miała jeszcze kiedyś być w ciąży,być w pl.
Czuję tą pustkę,tak bardzo żałuję ,że nie poszłam prywatnie na usg kiedy jeszcze było dobrze,miałabym chociaż wynik,zdjęcie...
nie mam nic,nie znam płci,nie było usg,nie było mierzenia w cm nic...zarodek był nierozwinięty więc za wiele nie mierzył,jak to mówi mój mąż,jakby go nie było...
Nie mam żalu do męża,on też przeżył,też czuje smutek tylko nie rozumiał po co mi te papiery.Może i ma rację...
Jestem sama,z nikim o tym nie rozmawiam,siedze i myślę...chodze i myślę...jem,sprzątam,gotuje i ...myśle,śpię i myślę...
może za duzo myślę...Tak mnie dławi w gardle,tak mi ciężko a nawet nie mam kiedy się wypłakać.Żal siedzi we mnie i mnie dławi i ogarnia mnie straszna złość.Mam takie przejścia z żalu bo nerwową złość,krzyczałabym i płakała.Czasem odbija isę to na moich bliskich,na mężu i dzieciach...a co one winne moim smutkom?
Gdy \"to\" wszystko się działo,byłam silniejsza niż teraz.Sama myślałam w ten sposób,że dobrze ,że tak się stało niż miałoby dziecko urosnąć do dwudziestego któregoś tygodnia i umrzeć z powodu wad,lepiej niż miałoby już kopać i przestać...Nie wiem czemu tak mówiłam,bo tak chyba powszechnie się uważa ale tak na prawdę nic nie jest lepiej bo czy tak czy inaczej cierpienie to samo.Teraz zaś myślę,że może gdyby takie większe,starsze było,mogłabym je pochować ,mieć grobek i pamiątkę...
Wiem,to egoistyczne strasznie,przecież najważniejsze,że dzieciątko nie cierpiało,nie zdążyło na szczęście.I tak właśnie mam rozdarte myśli i serce.Żyję na codzień normalnie,uślmiechamy się z mężem do siebie,przytulamy,jesteśmy bardzo blisko,bardzo...i tylko czasem najdzie nas wspólny smutek,jak wejdziemy do odmalowanego pokoiku...jak \"wpadnie\"mi w ręce kupiony śpiworek do wózka...przytulimy się wtedy mocno i...żyjemy dalej.Ale mam w sobie ten żal i rozpacz,której nie mogę pokazać,bo ktoś widzi,bo dzieci,bo ludzie...Boję się,że jak wybuchnę,to strasznie to wykrzyczę ale z drugiej strony tak bardzo bym chciała.Chciałabym być ze 2 dni i 2 noce sama,móc się wypłakać,wyżalić do lustra,pomodlić.Nie mam kiedy,nie mam jak,tylko w sobie ,tam w środku tak głęboko...
wszystko takie niepoukładane,moje myśli,słowa,bo choć to tak nie długa ciąża to jednak bardzo zmieniła moje życie,moje patrzenie na świat,zmieniła mnie...
Odpowiedz
#25
Słuchaj, z punktu widzenia psychiatrii - a wiem coś o tym, bo moja mama pracowała jako pielęgniarka m.in. na psychiatrii - to był jej \"wybrany\" oddział, choć później skończyła na internie - to bardzo ważne, byś mogła dać upust emocjom. Inaczej odbije Ci się na systemie nerwowym, a hormony stresu - adrenalina i kortyzol - zniszczą Ci organizm... Układ odpornościowy osłabnie, a grypy chyba nie chcesz złapać? Wrzody w układzie pokarmowym, bo adrenalina przyspiesza procesy trawienne... Ja tu tak trochę medycznie straszę, ale to nie strachy na lachy! Naprawdę może być źle, jeśli emocje nie znajdą ujścia. Więc może pomyśl, jak sobie zorganizować te dwa dni, wiem już, że Twój mąż dużo pracuje, ale na weekend chyba jest w domu, może mógłby z dziećmi wyjść na miasto, żebyś była sama? Może ktoś z Polski - ktoś z krewnych lub przyjaciół - mógłby przylecieć na tydzień? Dla kogoś to może być nawet fajna wycieczka, a Ty miałabyś codziennie kilka godzin dla siebie, tylko dla siebie.

Albo skontaktuj się z duszpasterzami. Nie wiem, jaki masz stosunek do Kościoła, zwłaszcza tego instytucjonalnego, ale w takich sytuacjach właśnie Kościół powinien nieść pomoc. Może księża mogliby wskazać Ci jakąś osobę, która zajęłaby się dziewczynkami choćby dwa popołudnia w tygodniu, abyś mogła się wykrzyczeć i wypłakać. A może inaczej jeszcze pomogą, może się okaże, że ktoś tam jest w podobnej sytuacji... Wyobraź sobie, tydzień po mnie poroniła moja sąsiadka - a dowiedziałam się o tym po bez mała roku! Kiedy ja byłam z pokaźnym brzuszkiem, ona westchnęła, że rok wcześniej na taki balon czekała... Przez 11 m-cy, nic o sobie nie wiedząc, przeżywałyśmy podobną tragedię. Dzieliła nas tylko podłoga/sufit. Więc spróbuj zagaić rozmowę, a nuż...

daję Ci namiary internetowe na polskich księży w Belfaście:
http://www.polish-chaplaincy.ie/?page_id...anguage=pl (ks. Mariusz Dąbrowski)
http://www.polish-chaplaincy.ie/?page_id...anguage=pl (ks. Robert Markuszewski)

Jeśliby jednak z jakichś powodów kontakt duszpasterski nie wypalił, spróbuj się porozumieć z dominikanami z Dublina. To kawałek, ale zdaje się, że są niezłe połączenia autobusowe - a na początek może wystarczy telefon lub e-mail? Dominikanie są dostępni w sieci pod adresem http://www.dublin.dominikanie.pl/index.p...nt=kontakt Mają za sobą kilka lat gruntownej formacji zakonnej, więc powinni być wyczuleni na różnorodne potrzeby duszpasterskie. O. Roberta Regułę znam osobiście, więc dzwoniąc ewentualnie do niego, możesz się na mnie powołać. Wyślij mi w razie potrzeby prywatnie e-mail, to udostępnie Ci niezbędne dane.

Ufam jednak, że znajdziesz pomoc w Belfaście.

Współ-czuję. Palę światełko dla Aniołka, dla malutkiego Dzieciątka [*] - Ono nie będzie zapomniane, nawet jeśli nie zaistnieje na papierze... Może to i swego rodzaju błogosławieństwo, wymknąć się do Nieba bez biurokracji, bez numeru PESEL, bez NIP-u, bez paszportu...

Rodzicom i Rodzeństwu życzę siły, pokoju i mądrości w wyrażaniu uczuć. Jestem z Wami w myślach i w modlitwie.

Anna
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości