Piotruś
Piotrusiowi (*)
Odpowiedz
Dziękuję Evo za Twoją cichą pamięć.
I Tobie MonaL.

Pamięci Waszych dzieci [\'] i wszystkich utraconych, szczególnie tych bezimiennych.

Rzewny ten dzień jak nigdy. Jakoś zabrakło mi formuły na niego. A może pierwszy raz dociera do mnie, że Piotruś jest dzieckiem utraconym. Dotąd obchodziłam to święto więcej myśląc o Zosi i Pawle.
Odpowiedz
Co myślicie o tym, żeby u kogoś zostawiać podpisane znicze? Jak kartki imieninowe, Pamiętamy, A i L. Na przykład.
Czasami na grobie Piotrusia znajduje ślady obecności i nie wiem czyjej. A mogłabym pomyśleć o kimś z wdzięcznością, lepiej się poczuć i może po prostu podziękować. Ale o dziwo, nikt komu opowiedziałam o swoim pomyśle nie wyrażał zdecydowanej aprobaty. I nie wiem, czy mogę jutro coś takiego przedsięwziąć.

A w ogóle to wcale nie ma we mnie zgody na to, że Piotruś nie żyje. Odkryłam to właśnie ze zdziwieniem. Nadal.
Odpowiedz
Hania bardzo fajny pomysł.
[*][*][*] światełka dla Twoich aniołków
Odpowiedz
Aniu Przeczytalam wlasnie Twoja historie i mimo ogromu smutku i cierpienia w swojej wlasnej, nie wyobrazam sobie bolu i tego czekania-niewiedzy-rodzarcia u Was 4 lata temu. Do tego jakos tak zawsze bardziej porusza mnie smierc chlopcow, pewnie dlatego, ze ja tez stracilam Synka.

Sciskam Cie mocno!

(*) dla Piotrusia i Twoich pozostalych aniolkow
Odpowiedz
Tak jak napisałaś u mnie HANKO - dobrego dnia. Mimo tej niezgody. We mnie też ona jest. Coraz mniej mnie dziwi.
Ściskam.
Odpowiedz
(*)(*)(*) Zosi, Pawełkowi i Piotrusiowi
Odpowiedz
Dziękuję Wam.
To był dobry dzień. Bo i ta niezgoda jest taka, że nie zamieniłabym jej na nic innego. No, w sam raz do sytuacji. Jak piszesz Marta.
Na Piotrusia grobie wschodzą hiacynty. A my bez pośpiechu przysiadałyśmy przy swoich grobach (moi dziadkowie, mój tata, mój synek - wszyscy w pobliżu). Potem odwiedziłyśmy z Hanią okoliczne groby utraconych dzieci przyjaciół. Lubię troszczyć się o zmarłych. To święto to jakaś namiastka.
Nie wszystkim zaprzyjaźnionym dzieciom mogę zapalić światło. Więc tutaj [\'] dla Waszych ukochanych dzieci.
Odpowiedz
[*] [*] [*]
dla Twoich Niebiańskich Dzieci....
Odpowiedz
[*] Piotrusiowi i wszystkim ukochanym, którzy odeszli...
Odpowiedz
Dziękuję Wam.

A dziś Zaduszki. Wolę Wszystkich Świętych jako święto naszych dzieci. Ale przypomniał mi się wierszyk, który kiedyś napisałam. O taki.

zaduszki

Wsadziłam w ziemię wiersze w ramkach
cebulki kosmicznego ładu
zapierające dech dziewczyńskie sekrety
pod denkiem od butelki
bądźcie łaskawe Zaduszki
odsłońcie nam okienko w ziemi
z zapartym tchem żyć będziemy
tymczasem
przeniosłam życie do bańki mydlanej
robię swoje nie aspirując do bycia
szczęśliwą lub nie
przeszłość i przyszłość oglądam przez szybę
moratorium na sens życia
wsparty na gilotynie

Życzę Wam zatem, żeby Zaduszki odsłaniały nam okienko w ziemi.
Odpowiedz
Wczoraj, stojąc nad bezimiennym dziecięcym grobem i patrząc na zapalony przez męża zielony znicz płakałam, myślałam to co każdego roku \"nigdy cię nie odżałuję\" a jednocześnie oddychałam głębiej. Pozwoliłam sobie uchylić swoje okno i patrzeć w niebo i na te migające płomyki. Może dziś i okienko w ziemi się uchyli.
Dzięki Hanko.
Odpowiedz
Mi też te migające płomyki wczoraj dodały sił...
Dziś płomyków już nie ma... sił też nie...
Czuję, że kolejna fala rozpaczy zbliża się, chce wypłynąć - tak jak lawa chce trysnąć z wulkanu... gdy zbliża się do ujścia nic nie jest w stanie jej powstrzymać, a jednak całą sobą wołam NIE!!!
Jeszcze nie jestem gotowa na kolejny wybuch... buntuję się... choć przecież wiem, że i tak będę musiała pozwolić jej wypłynąć...
Kiedyś te fale będą mniejsze, słabsze, ale zbyt mało czasu minęło, zbyt mało rozpaczy wypłynęło... rok temu mojego Ziarenka jeszcze nie było... teraz już go nie ma... to taka krótka historia i tak nieskończona zarazem.....

A może powinnam otworzyć okno? Nie w Ziemi, nie w niebie, ale w mojej duszy... może nie powinnam go zamykać ani na chwilę....

Dzięki Dziewczyny - za wszystko
Odpowiedz
freeq, tak, kiedyś będą słabsze, rzadsze, inne. A jednak ten jeden raz w roku, kiedy zapalamy Mu światełko na jakimś dziecięcy grobie, na którym żaden płomyk się nie pali, gardło mam ściśnięte a łzy lecą jak grochy. Potem wychodzę z cmentarza i znów jest codzienność. I bywa śmiech. I szczęście. Ale tę jedną minutę znów jestem tylko bólem i buntem, że dlaczego tak.
Ale po 3,5 roku już jest inaczej. Łatwiej oddychać.

Dużo sił freeq.
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=HANKA]
Lubię troszczyć się o zmarłych. To święto to jakaś namiastka.

Ja co roku od 3 lat obchodzę wszystkie stragany i wybieram najpiękniejszy znicz. Tak niewiele mogę mu dać... wykorzystuję okazję ile się da...

Ja w tym roku nad grobem Gabrysia wyłam. Bo nawet płaczem nazwać tego nie można... Też nie ma we mnie zgody...
Odpowiedz
Tak mało rzeczy potrafi wzruszać, a Twoja historia Hanko wzrusza mnie dogłębnie.
Czasami zerkam na zdjęcie Piotrusia i mam wrażenie, że jest w nim zawarte wszystko co utracone.
Z jednej strony ubolewam, że nie doczekałam takiej chwili nie mogąc zarejestrować namacalnego wspomnienia, ale zawsze jest ta druga strona...
Odpowiedz
Dziękuję Kordi.

Mam nadzieję, że już zawsze będzie mi jego brakować. Jednak nie zapomniałam. Mój wielki koszmar się nie spełnił.

Już wieczór. Pozwólcie kołysankę.

kołysanka dla Piotrusia

w brzuchu boskiego dzbana
nie rozpłyń się
proszę


tu był twój dom pamiętasz
byłeś z nami
nad morzem

nie jesteś węzełkiem na sznurku
który można rozwiązać
zapleść w coś innego

nazywasz się Piotruś
zaklinam plamę światła
na ścianie
Odpowiedz
Zaszłam na forum jak zawsze z powodu czyjegoś linka. Częściej czytam niż piszę, bo odkąd wkroczyłam w etap przyzwyczajenia, nie przynależę tutaj już tak mocno. Odnalazłam wątek piotrusiowy, nie bez trudności. O dziwo zakończyłam go na tym wierszyku. Wspominam morze z Piotrusiem, Krynicę Morską. Nie sposób nie dopisać... Znów jestem nad morzem, niedaleko tamtego domu. I znów...
Gdy patrzę z drogi na tamten dom, mam w pamięci śmiech, dużo śmiechu, jak to ze znajomymi i z dziećmi. Śmiech, który wcale nie był śmiechem. W środku bywało mi wtedy tkliwie, bywało czule, bywało nawet spokojnie, ale ani razu nie było mi do śmiechu. Jestem w sumie zaskoczona jak wiele mam nadal żalu do siebie i świata o ten śmiech \"z uprzejmości\", żeby nie psuć bliskim humorów. W dodatku na spowiedzi w zeszłym tygodniu okazało się, jak głęboki mam jeszcze żal do Boga. Dobrej spowiedzi. Nie myślę, że niedostatecznie przyłożyłam się do żałoby. Raczej, że jej nigdy nie zamknę na zawsze. Co jakiś czas, z nowej perspektywy trzeba będzie znowu to wszystko podsumowywać. Choć może nie spotkają mnie już często tak radykalne zwroty perspektywy. Od zachłanności na życie do całkowitej rezygnacji i znów do zachłanności. Czy ja się niczego nie nauczyłam? żadnego dystansu? Żyć umiem tylko zachłannie. Już pięć lat tej nauki. Znowu jestem w kropce. Ściskam Was.
Odpowiedz
Nie jestem pewna czy to była moja kropka. Religijnie sprawa wygląda tak, że nie potrafię przyjąć perspektywy, że Bóg chciał mnie czegoś nauczyć. Zrobiłam wysiłek i dopuściłam taką możliwość. Bolało. I nic więcej. Postanowiłam na przyszłość nie włazić w obszar, w którym docieka się czego chciał Bóg.

Zrobiłam sobie prezent na 40 urodziny. Dojrzewałam prawie pięć lat, sama nie wiem do czego dojrzewałam, bo nie do decyzji. Do akcji. Wymyśliłam sobie to już dawno.

Kiedy Piotruś miał się coraz gorzej i wiadomo było, że ta ciąża musi się kiedyś skończyć, zamówiłam na allegro mały czarny onyks. Urodził się w czwartek. W sobotę wyszłam ze szpitala, a on został. We wtorek miał mieć pogrzeb. W tym czasie podjęliśmy w domu przygotowania. Hania namalowała olejną krowę na blejtramie, który dostała tydzień wcześniej na swoje urodziny. Leszek nazbierał kasztanów, a ja przystąpiłam do przecięcia tego onyksu. Cudem nie zrobiłam z niego miazgi. Zadziałał taki sposób, że po obu stronach zrobiłam rysy nożem do szkła. Potem w tym miejscu ułożyłam ostrze kombinerek i z całej siły przywaliłam młotkiem. Udało się. Pozostało znalezienie, gdzieś w mieszkaniu dwóch odpryśniętych od siebie części. We wtorek włożyliśmy te swoje skarby do trumny. Ja włożyłam jedną połówkę onyksu w rączkę Piotrusia, a drugą zostawiłam sobie z myślą, że kiedyś będzie z niej oczko do pierścionka. Jak już będę gotowa się tym zająć. Co jakiś czas wybierałam sobie nowy model pierścionka, a kamień leżał wśród moich kolczyków. Czasem dostawałam paniki, że przepadł, ale się znajdował. Przypadkiem przeczytałam gdzieś co znaczy słowo \"symbol\", oczywiście na potrzeby żałoby. Symbol wywodzi się od symballo i oznaczał drobny przedmiot przełamany na pół na znak zawarcia umowy między dwojgiem ludzi o charakterze handlowym lub uczuciowym. No i byłam w domu. Wiedziałam już, że nie powinnam tego kamienia przerabiać na pierścionek i że tyle to trwało, bo nie miałam śmiałości go tknąć. Mimo to dalej czekałam. Może 40 stka na karku, a może sprawa dojrzała. W sierpniu zamówiłam u jubilera wisiorek. Jest bardzo prosty, nieoprawiony, z odsłoniętym przecięciem. Tylko mała zawieszka i drobniutki krzyżyk przez środek. Byłam bardzo wdzięczna temu jubilerowi, że nie wiedząc jak to jest dla mnie ważne, potraktował mnie poważnie, był bardzo pomocny i otwarty na moje pomysły, nie mówił, że to jest niemożliwe i będzie źle wyglądało. Zapytał tylko skąd taki pomysł. A ja powiedziałam część prawdy, tę łatwiejszą. Chciałam mu potem wytłumaczyć, ale gdy przyszłam po odbiór, była tylko jego żona, wiec się nie dowiedział. Odtąd noszę ten kamień na szyi i czuję się z tym dobrze. Czuję się taka \"naznaczona\", właśnie związana. Sama nie wiedziałam, że tak się poczuję. Taki to akord mojej historii z Piotrusiem. Nie miałam jeszcze okazji opowiedzieć nikomu o tym naszyjniku, tylko mąż bardzo mnie pochwalił i widać, że też się z niego cieszy. W ogóle często wspomina Piotrusia. I to nas łączy. Możemy go wspominać.
Odpowiedz
Byłaś w kropce, nie-kropce a potem trafiłaś do domu... Wzruszyłam się historią naszyjnika. I też mam ochotę Cię bardzo pochwalić Smile Częstego dobrego po 40stce HANKO. Ściskam Cię mocno.
Odpowiedz
światełka dla Twoich dzieci [*][*]Mój Filip też miał wadę serca, która od 7 miesiąca ciąży przerodziła się w krytyczną, mimo walki nie udało się...
Odpowiedz
Mój Syn miał krytyczną stenozę aortalną, jedną z najcięższych wad, nic się nie dało zrobić pomimo że miałam plastykę zastawki w 30 tc, był całkowicie niewydolny... Pech- tylko dlaczego przytrafia się on ludziom którzy chcą mieć dziecko, którzy decydują się na nie z miłości???... Mnóstwo pytań bez odpowiedzi... Są takie dni że wydaje mi się że zwariowałam z rozpaczy;/
Odpowiedz
Myślę, że przytrafia się różnym ludziom i w różnych rodzinach, czekających na dziecko i tych, które go nie chciały. Pomyśl, że Filip mógłby się ze swoją wadą pojawić w rodzinie, w której nie byłby kochany, albo nie tak mocno. Wiem, że teraz Cię to nie pocieszy, ale ja te słowa przechowuję i czasem się przydają - nasi synowie doświadczyli na tym świecie tylko miłości, gdyby ich zapytać, powiedzieliby, że na świecie jest tylko miłość.
Odpowiedz
tak jak mówisz...czasem jak już nie mam sił to myślę sobie że jest na świece tyle dzieci niechcianych, niekochanych a mój mimo iż żył tylko 8 miesięcy pod sercem i dwa dni na świecie był i jest kochany najmocniej, myślę też sobie że jestem dumna że zostałam wybrana na Jego mamę bo wiedział że będzie kochany, chciany i nigdy nie zapomniany..nawet jak jestem na cmentarzu to się nie żegnam bo wiem że noszę Go w sercu w każdej minucie życia i cieszę się że każda minuta nas do siebie przybliża ...
Odpowiedz
Hanko, mnie też wzruszyła Twoja opowieść. Dziękuję.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości