Piotruś
Zuza245 święte słowa !!! forum to skarb dla kazdej mamy aniołka nie każdy potrafi sobie poradzić ze strata szukają pomocy wsparcia dobrego słowa !!!Sama osobiście wiem ile to znaczy nigdy nie szukałam pomocy byłam jak skała samowystarczalna ale serce samo szukało mimo woli teraz wiem że to pomaga !!!Każde słowo wsparcie to jest na wage złota dzis dostałam meila od mamy aniołka !!dziekuje za pomoc teraz wiem jak doceniać życie i gdzie szukać ukojenia dla serca !!!TO SKARB PODNIEŚĆ OSOBE KTÓRA JEST NA DNIE PAMIĘTAJ SCALACZEK!!
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=olalo42]
ZTO SKARB PODNIEŚĆ OSOBE KTÓRA JEST NA DNIE PAMIĘTAJ SCALACZEK!!

Aha. A często to robisz?
Odpowiedz
Nie wiem co tu robisz tu kobiety szukaja wsparcia pomocy i rady jak sobie radzić !!chyba to forum nie dla ciebie !!
Odpowiedz
Scalaczku zacznijmy od tego,że nie oceniłam ludzi,tylko zachowanie,a to różnica.
Nie wiesz,jaki komunikat wysyła Ania i ja również tego nie wiem.Natomiast wiem,że ta cała sytuacja była dla Niej bolesna.
Nie zieję nienawiścią do kobiet noszących w sobie nowe życie dlatego,że ja straciłam swoje dziecko.Po prostu jako dorośli ludzie powinniśmy widzieć,że to,co robimy czy mówimy rani drugą osobę,że zaczynamy wchodzić w sferę która nie do końca jest odpowiednia....
Czy uważasz,że taktownym byłoby gdybym zaczęła opowiadać kobiecie w 30 tygodniu ciąży,że jej dziecko mimo tego,że jest w świetnej formie może umrzeć np.przy porodzie...nie...i jako osoba średnio myśląca nigdy bym tego nie zrobiła,właśnie dlatego,żeby nie dokładać komuś troski.Najważniejsze jest żeby rozmawiać ze sobą żadnej ze stron nie sprawiając bólu.Staram się dostrzegać na ile mogę sobie pozwolić w rozmowie z drugą osobą,gdyby Ci ludzie również się starali może bolałoby zdecydowanie mniej....
Wypowiedź na forum jest formą rozładowania emocji i z całym szacunkiem,to czy przynosi ono ulgę chwilową czy długotrwałą nie powinno podlegać Twojej ocenie,ponieważ jest sprawą indywidualną.Nie sądzę,żeby szkodziło ono komukolwiek,więc jeśli ktoś zajdzie tutaj swój świat równoległy do momentu w którym uzna,że już więcej nie potrzebuje do niego zaglądać,nie widzę w tym nic złego.
Odpowiedz
Scalaczku, nie krzycz już, bo emocje coraz gorętsze Smile

Ja tam wygadana jestem raczej, ale zdarza mi się czasami, że mnie zamuruje, jak ktoś mnie pyta ile mam dzieci. Na 100 takich pytań wiem co odpowiedzieć, a na 101 brak mi słów. A Tobie się nie zdarza, że powiesz coś czego nie chciałaś albo nie powiesz czegoś co chciałaś?

A jak sobie przypomnę siebie z pierwszych miesięcy po śmierci Dominika to generalnie denerwowali mnie ludzie jako tacy: ci, co milczeli, ci, co gadali bzdury i ci, co próbowali być rozumiejący. Wszyscy. Bo to mój ból i nikt go nie zrozumie. Empatia? Żadnej takiej nie miałam. Czysty egocentryzm. Tylko ja i mój smutek. Ale taktowna też nie byłam, bo jak chciałam mówić o Dominiku, to mówiłam, bez względu na to czy ktoś chciał słuchać czy nie (dalej tak mam, bez względu na to kto słucha, czemu niby nie miałabym wspominać go przy ciężarnych, Krysiu? On jest tak samo ważnym członkiem mojej rodziny i naprawdę mało mnie interesuje co inni myślą w takiej chwili o mnie)

Masz rację, Sacalaczku, że nie mam prawa mieć do innych pretensji, że nie wspominają moich dzieci, skoro ja sama nie poruszam tego tematu. Ale to w ogóle przecież nie ma znaczenia co nas rani, bo boli jak cholera: to może być motyl. Bo nigdy nie pokażę zmarłym dzieciom motyla. Albo śnieg. Albo kawałek muzyki jakiejś. Albo patrzenie na własne, żyjące dziecko.

Uściski dla wszystkich
Odpowiedz
Małgosiu,nie chodzi o to,żeby nie mówić,nasze Dzieci zawsze są z nami,chodzi o to,żeby nie siać takiego strachu,wiesz,przelewać swoich lęków na kobietę w ciąży,czy zamiast wspierać ją w trudnych chwilach,dodatkowo straszyć (np.kiedy ma przedwczesne skurcze,mówić,że kogoś skończyły się przedwczesnym porodem itp.).
Odpowiedz
scalaszek zabolało to co napisałaś !!!Ja nigdy nie szukałam pomocy !!!ktos mi powiedział że moje doswiadczenie i wiedza jak uporac sie że strata może pomóc innym !!Ja choć odrobine sie staram i nie krytykuje lecz wyciągam choc odległa ale szczerą pomoc !!Dziś dwie mamy dziękowały mi za wsparcie i że byłam gdy tego potrzebowały To powoduje że to forum ma sens i pomaga !!!
Krystyna03c ponownie ukłony w twoją strone !!To co piszesz to madrość życiowa !!!
Odpowiedz
Scalaczku, skąd tyle goryczy w Tobie?
Myślę, że to forum, bardzo przecież specyficzne, jest po to właśnie aby mówić. Móc powiedzieć to, czego nie umie się (jeszcze) powiedzieć na zewnątrz. Po to, żeby się uczyć. Siebie, Drugiego, Innych. Zrozumienia, wzajemnego poszanowania, współodczuwania. To ciężka i trudna praca. I nikogo nie można winić za jego własne tempo. Ani też za taką a nie inną postawę. Tu trzeba szacunku, przed wszystkim. Każda z nas jest tu bardzo indywidualna, a strata i żałoba (tak czuję) jeszcze tę indywidualność uwydatniają. Nie dajmy się zwariować. Nie bądźmy sobie wilkami. Nie tutaj.
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=scalaczek]

A dlaczego odmawiasz tego samego prawa kobiecie, która nie ma za sobą niepowodzeń prokreacyjnych? Ona też by mogła powiedzieć, że nie interesuje jej, co czuje kobieta po stracie dziecka siedząca obok kobiety w książkowej ciąży, bo z reguły była tą drugą. Dlaczego wszystkie jak leci tu na tym forum domagacie się od tych drugich kobiet empatii, same nie mając jej za grosz?

Ja usłyszałam właśnie takie słowa \"co mnie obchodzi Twoja strata, ja tego nie przeszłam i nie będę z Toba o tym rozmawiać.\" Ścięło mnie z nóg. Nie umiałam nic powiedzieć.Bo to była moja siostra, w książkowej ciązy po raz trzeci....I nadal uważam , że jest bez serca. Na mnie już ona nie może liczyć.

Kobieta w ciąży jest generalnie szczęśliwa, bo to hormony. I nic tego nie zmieni. Kobieta po stracie, jest nieszczęśliwa, i też sa hormony, ból, tęsknota, zraniona miość i też nic tego nie zmieni. Jedna i druga jest kobietą, ale poza tym między nimi jest przepaść....

Ta różnica między kobieta 1 a kobieta 2 jest właśnie argumentem za tym, która, której powinna nieść wsparcie i zrozumienie.
To bogacz wspiera biednego, a nie odwrotnie.

Od dwóch lat, jestem zbyt uboga aby wysłuchiwać i wspierać kobiety w ciąży. Dla mnie to milionerki....
Odpowiedz
Dużo sił dla takiej krytyki !!Jak można kogos oceniac a samemu nic nie robić to jest egoizm !!!zuza 245 jasia i nnne dziewczyny macie racje!!Myślałam że to co robie to światło które gaśnie przez takie osoby , lecz wiem że każda osoba szuka pomocy jak potrafie to pomoge by ta droga żalu i żałoby była krotsza o to tu własnie chodzi!!!!
Odpowiedz
Jest prawda w tym, że jak będę się tylko wyżalać na forum, to będzie mi łatwo unikać mówienia wprost do ludzi bezpośrednio zaangażowanych w sytuacje, co jest mało sensowne.
Prawdą jest, że mówienie wprost jest dla mnie trudne, a moje samopoczucie teraz nie skłania do podejmowania takich wyzwań.
To, że bardzo przeżyłam tę sytuację i dyskusję tutaj, skłania mnie jednak, żeby próbować. Życie dostarczy okazji do ćwiczeń, niestety szybciej niż później.
Pozdrawiam Was serdecznie.
Odpowiedz
Aniu, akcja \"zabawy podwórkowe\" naprawdę rewelacja. Dużo szacunku dla Twojej wytrwałości- ja bym się zryczała przy obcych ludziach... Ta nasza drażliwość to musi być spory problem dla delikatniejszej części świata świata: rozmawiać z nami o dzieciach, nie rozmawiać, zadawać jakieś pytania... Dla tej mniej delikatnej: sprawa jest jasna- \"alleluja i do przodu\"... Jeden i drugi wariant jest do bani- pierwszy jest przykry i niezręczny dla dwóch stron, w tym drugim przynajmniej możemy mieć do kogoś pretensje.
Co za zarzutów scalaczka - czuję się również wezwana do tablicy. Ja również wykazuję grzeczne zainteresowanie rozmową o niemowlętach, ciążach, porodach i innych tematach, które wymagają ode mnie sporego wysiłku psychicznego. Nie bawi mnie to- dla mnie to kwestia zachowań społecznych. Nie wyobrażam sobie też, że świadomie poruszam przy kimś, kto nie koniecznie chce mi się zwierzać temat, który może być dla niego drażliwy czy bolesny: przy człowieku z połamanym kręgosłupem mogę powiedzieć, że co rano biegam, ale nie będę rozwodzić się nad zaletami i frajdą z porannego joggingu.
Odpowiedz
Tak Scalaczek wywołuje do tablicy. I dobrze. Ja rozumiem tak, że jakiekolwiek ludzkie zachowania nie mają wpływu na moje poczucie bezradności. Sama je sobie zafundowałam. Przecież nie może być tak, że ktoś włada moim samopoczuciem. A ja tak właśnie o sobie myślałam. Wychodziłam z domu z myślą kogo w tym dniu spotkam i z jakim nastrojem w związku z tym wrócę. Jak piłeczka bilardowa, która bezwolnie obija się o różne przeszkody. Takie utrzymywanie się w roli ofiary. Scalaczek uzmysłowił mi, że tak nie chcę. I nie ma wytłumaczenia, ze jestem słaba i nie ufam sobie. To po prostu moja działka i jak się nią nie zajmę, to nikt tego nie zrobi, to moja odpowiedzialność. Umiałam tak myśleć, gdy Piotruś żył. Wziąć za niego odpowiedzialność i robić dziwne rzeczy, budzić zgorszenie i zażenowanie. A dla siebie nie umiem robić dziwnych rzeczy. Wolałabym umrzeć niż zobaczyć zażenowanie i zgorzenie na czyjejś twarzy. A co się naprawdę zmieniło? Nie ma Piotrusia, ale jestem ja i jest świat.
Dzięki Scalaczku byłaś bardzo pomocna i z każdym dniem lepiej to rozumiem.
Chciałabym też żeby nikt na forum nie pisał, że jest ono nie dla kogoś.
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=HANKA]
ludzkie zachowania nie mają wpływu na moje poczucie bezradności. Sama je sobie zafundowałam.

Pozwolę sobie nie zgodzić się Smile Skoro poczucie bezradności pojawiło się razem z utratą kontroli nad życiem, niespełnione marzenia trzeba zepchnąć gdzieś w tył głowy... nie możemy wieszać sobie na szyi jeszcze i tego. Poczucie bezradności było w pakiecie razem z resztą nieszczęść. Zgadzam się, ze teraz tylko trzeba jakość się podnieść i utrzymać w tej pozycji.
Odpowiedz
A może tak: nie mamy nigdy pełnej kontroli nad swoim życiem (tylko czasem udaje się tego nie wiedzieć), mimo to, nie musimy przeżywać życia z pozycji ofiary. Czy to złudzenie?
Odpowiedz
Dobre. Pozwól, że się pod tym również podpiszę.
Odpowiedz
Tylko jak to osiągnąć?

Może chodzi o to, że człowiek jest wolny niezależnie od okoliczności. Może mieć bardzo ograniczony wybór, ale dwie drogi już pozwalają decydować o sobie, a nie poddawać się nieuniknionemu. No nie wiem jak to się ma do życia?
Odpowiedz
:* Dziewczyny

pozdrawiam J
Odpowiedz
Jasiu Smile


Cytat:[autor cytatu=HANKA]
Może chodzi o to, że człowiek jest wolny niezależnie od okoliczności. Może mieć bardzo ograniczony wybór, ale dwie drogi już pozwalają decydować o sobie, a nie poddawać się nieuniknionemu. No nie wiem jak to się ma do życia?

Ja też nie wiem...
W bycie wolnym niezależnie od okoliczności nie wierzę. To okoliczności, nie wolny wybór, sprowadzają nas do roli ofiar. To okoliczności generują (i ograniczają) możliwości wyboru. Faktycznie zwykle dróg jest więcej - problem w tym, że (w pewnych okolicznościach) zwykle wszystkie wyglądają źle. A jak wyglądają dobrze, to może to tylko złudzenie? Może tam za zakrętem kolejne bajoro? Jest coś kuszącego w byciu ofiarą- \"nigdzie nie pójdę - tak będę siedzieć\" zwalnia nas z konieczności wyboru między dwoma zasłoniętymi drogowskazami. W końcu w tym bezruchu osiągamy moment przesycenia. Znajdujemy jakiś powód, żeby się podnieść i powlec w jakiekolwiek \"na przód\". Z różnym entuzjazmem, ale to pewnie kwestia osobowości.
Odpowiedz
Sprawdziłam jak się to ma do mojego życia Smile
Okoliczności były takie: Od pewnego czasu moje koleżanki zmieszanie (domyślam się) moją obecnością przykrywały pochwałami mojego wyglądu, fryzura sprzed Bożego Narodzenia wciąż była atrakcyjnym tematem. Nie wiedziałam, co mi nie pasuje, dlaczego płaczę potem skoro wszyscy są tacy mili dla mnie. Kiedy na babskim wieczorze zaczęło się dziać to samo, zdałam sobie sprawę, że mam wybór. Albo podziękuję za komplementy i grzecznie wysłucham opowieści o ekologicznych kurczakach, przepisach i wszystkim co dobra gospodyni wie. Albo zaprezentuję szerokie spektrum swojego nieprzystosowania i narobię smrodu. Właściwie wystarczyły magiczne słowa \"odkąd Piotruś umarł...\" - żeby zapadła cisza. Dodałam jeszcze kilka szokujących porównań. Jedna osoba odwdzięczyła się szczerością, mówiąc, że jej jest trudno ze mną, tak jak mnie z nimi. Temat się nie rozwinął, choć domyślam się, że wyrażała uczucia wielu. Ważne dla mnie było, że oddzieliłam się grubą krechą od eko kurczaków. Koleżanki sprawnie przeszły do porządku dziennego nad moim nieprzystosowaniem i dalsza część wieczoru upłynęła harmonijnie.
Mam satysfakcję, że nie poddałam się nieuniknionemu. W moim przypadku nieuniknione jest bycie bezwonnym.

Wiosna włazi tylnymi drzwiami. Na grobie Piotrusia wschodzą cebulki, trudno rozpoznać, ale chyba krokusy - no jest dreszczyk oczekiwania Smile

Ściskam Was.
Hej Jasiu. Nie szczędź nam siebie.
Odpowiedz
Anula, to chyba znaczy, że jednak zrozumienie istnieje, tylko w sposób niewypowiedziany (?). To cieszy, szczególne wobec wielu zarzutów (nie wiem, czy \"zarzut\" to dobre słowo), że jesteśmy \"poza\", że niewidoczne ze swoim cierpieniem i trudnością bycia. Fajnie.

Wiosna się rozpycha, chyba już na dobre. I nawet mi nie przeszkadzaSmile
To wątek Piotrusia zatem jakoś mi niezręcznie pisać tutaj o sobie.
Staram się \"zamknąć\" w sobie temat macierzyństwa. \"Zamknąć\" w sensie \"dookreślić\", coś zaakceptować lub coś odrzucić. Jestem zmęczona swoim \"albo-albo\", stanem niezdecydowania, swoim \"jeszcze nie wiem\". Bo już chciałabym wiedzieć. Czy chcę być mamą.

Ściskam Was, mocno.
O Dzieciach pamiętam w modlitwach.
Odpowiedz
Myślę, że jest wielka mądrość w reakcji moich koleżanek. Nie dały mi fałszywej nadziei, że mnie zrozumieją, ale wzięły mnie taką jaka jestem, nawet z moim \"poza\". Chyba nie można więcej dać.

Jasiu, ale Ty nie ciągniesz swojego wątku, sprawdziłam Smile. A mnie Ciebie brakuje. Byłabym wdzięczna, gdybyś przełamała swój opór i pisała po prostu co u Ciebie. Sądzę, że myśli galopują w takim stanie zamykania/otwierania. Bardzo kibicuję Twojej decyzji.
Odpowiedz
Dziękuję Aniu...:*

Wątku nie ciągnę bo i moje leczenie póki co stanęło w miejscu. Jestem na etapie zaleczenia, coś jak ze statusem \"w porządku, nie wymaga ingerencji\". Guzki usunięte. Kiedy się odrodzą, nie wiem, ale to będzie jak zawsze - nie w porę, niespodziewanie, w całości na \"nie\".

Bardzo się pogubiłam w swojej \"decyzyjności\". Czuję się ogromnie niedojrzała do bycia matką i dlatego też, moje odwieczne przekonanie \"będę mamą!\" bardzo mi się zatarło. Czuję, że to jest ponad moje siły, ta miłość taka wielka i trudna, odpowiedzialność na zawsze i wszędzie. Sama już nie wiem. Przytyka mnie cierpienie, które spotykam i widzę coraz wyraźniej, że JA nie dałabym rady. Często też myślę, Aniu, o Piotrusiu. O Waszej drodze. I tak się boję!
Wiem, że w ten sposób nie można, że tak można zabrać sobie wszystko i nie ocalić niczego. Ale wobec strachu jestem bezsilna i nie wiem, czy chce z nim walczyć. Na dzisiaj w ogóle chyba nie wiem nic. Moje macierzyństwo jest daleko. Decyzja na moje macierzyństwo jest daleko a czas jest jednak nieubłagany i każdego dnia dokłada mi zmarszczek, w sensie przenośnym i dokładnym.
Odpowiedz
No tak, macierzyństwo to skok w nieznane za każdym razem. Zastanawiam się, czy coś można zrobić ze strachem? Chyba tylko stawić mu czoła. Można też pomyśleć, że nie jest taki zły. Ty i strach macie wspólne przekonanie, że poczęcie dziecka jest czymś doniosłym, wymagającym uwagi i wielkiej koncentracji sił. Strach może być Twoim sprzymierzeńcem. No ale ostatecznie trzeba mu jednak stawić czoła.
Odniosłam wrażenie, że poczujesz się odpowiednio dojrzała, jeżeli z góry zgodzisz się na wszystkie choroby i wady i nieszczęścia. Może wystarczy, że zgodzisz się na tę niepewność, czy Twoje macierzyństwo będzie takie słodkie i cudowne jak zazwyczaj jest.
Ściskam Cię gorąco.
Odpowiedz
O właśnie! Zauważasz ten drobny (niby!) niuans - ZGODZIĆ SIĘ NA NIEPEWNOŚĆ. Tu jest chyba to, czego nie potrafię. Czego się panicznie boję. Ściskam, Jasia
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości