Piotruś
Małgosiu to dużo dla mnie znaczy, że też się bałaś i że to się nie stało, że koniec bólu nie oznacza końca więzi. Chciałabym, żeby u mnie też tak było. Ból i smutek mijają, czy tego chcę czy nie. Nie żeby jakoś wybitnie chciało mi się żyć, ale udaje się zmusić do wysiłku i potem mam nawet satysfakcję. No np. udało mi się szczerze pobawić z Hanią lalkami.

Jasia - dzięki za propozycję Wink

Na tego 27.12. chciałabym mieć imiona dla dzieci. Wydawało mi się, że żeby nadać imię muszę znać płeć. Tak bym wolała, ale nade wszystko muszą mieć imiona.
Czytałam Hani Opowiadania z Doliny Muminków. Jest jedno o stworzonku, które nie ma imienia.
\"Kiedy nie miałem imienia, rozumiesz, biegałem tylko i najwyżej przeczuwałem to i owo na temat tego i owego, a wydarzenia trzepotały wokół mnie; czasem były niebezpieczne, czasem nie, ale nic nie było prawdziwe. [...] Teraz jestem osobą, która należy do siebie, i wszystko, co się dzieje, ma znaczenie. Nie dzieje się bowiem w ogóle, ale wydarza się mnie.\"
Poruszyła mnie ta opowieść jak i kolejne. Właściwie jakąkolwiek książkę otworzę, wydaje mi się, że dotyczy straty dziecka.
Odpowiedz
Muszę jeszcze to:
\"- Mówiła pani o wietrze - odezwała się nagle Filifionka. - O tym wierze, który porywa bieliznę. Ale ja mówię o cyklonach, o tajfunach, droga Gapso. O trąbach powietrznych, tornadach, burzach piaskowych... O falach, które porywają domy... ale przede wszystkim mówię o sobie samej i moich okropnych lękach, chociaż wiem, że to nie wypada. Wiem też, że to się źle skończy. Myślę o tym przez cały czas. nawet kiedy piorę chodnik. Czy pani odczuwa podobnie?
- zazwyczaj dobrze robi ocet - powiedziała Gapsa, wpatrując się w swoją filiżankę. - Szmaciane chodniki nie tracą koloru, jeśli się wleje trochę octu do płukania.
\"
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=HANKA]
Właściwie jakąkolwiek książkę otworzę, wydaje mi się, że dotyczy straty dziecka.
O, a myślałam, że tylko ja tak mam! I każdy film. I piosenka. A najbardziej to wiersze.

Kocham Muminki. A doszłyście już od mojej ulubionej opowieści o niewidzialnym dziecku?
\"Właśnie w ten sposób postępowała ta ciotka. Była ironiczna od rana do wieczora, aż w końcu kontury dziecka zaczęły się blednąć i zacierać się. W ubiegły piątek już wcale jej nie było widać. Wtedy ciotka oddała ją mnie, mówiąc że nie może zajmować się krewnymi, których w ogóle nie widzi.\"

Ha, a my umiemy (no, w każdym razie się uczymy powoli i boleśnie) zajmować się krewnymi, których nie widzimy!
Spokojnej nocy.
Odpowiedz
Super, w tej edycji jeszcze nie doszłyśmy do niewidzialnego dziecka i zastanawiałam się właśnie jak ono się będzie miało do straty. I mam odpowiedź.
Pozdrawiam
Odpowiedz
Dziś smutny dzień. Zaczęło się już wczoraj. Musiałam wreszcie uporządkować ubrania ciążowe. Część do oddania, część do schowania. Ale po co? Czy będę jeszcze w ciąży. Czy chcę? Czy zdążę? To były mimo wszystko szczęśliwe ubrania. Składałam je i myślałam jak byłam wtedy szczęśliwa, mimo wszystko. Bardzo tęsknię za Piotrusiem.

Mam takie poczucie, że nic mnie nie czeka. Mam wspaniałego męża. Dawno nie byliśmy sobie tak bliscy. Mam cudowną córeczkę, z którą miło jest spędzać czas. Ale jak jest mi smutno, to nie mam nic co by te myśli rozwiało. Wcześniej na małe zmartwienia pomagała myśl, że czeka nas miły weekend albo inna przyjemność. Nie czeka mnie nic przyjemnego poza zwykłą codziennością, trochę wspaniałą, trochę nudną, często wymagającą. Czekają mnie natomiast wyzwania. A ja marzę o małym dziecku w naszym domu.
Odpowiedz
Aniu, jesli teraz mozemy mowic o pustyni w kwestii poronien, to w 2002 roku to byla megapustynia.

Z chwila wejsca do szpitala z podaniem kartki poloznej z opisem z usg moje dziecko stalo sie niebyle. Po prostu - w szpitalu nie bylo dziecka, a ja nie bylam matka. I weszlam w te konwencje starajac sie tylko skupic na jednej mysli, \'chce do domu\'. Za drugim razem - podobnie, choc ciut lepiej. Bylam pacjentka, ktora nalezy omijac szerokim lukiem. Opatrzec milczeniem i uciekaniem ze wzrokiem. Nie ma kontaktu z pacjentka, nie ma problemu. Po wyjsciu ze szpitala - czy to przychodnia, czy rodzinne spotkanie, nadal to samo. Wszyscy udajemy, ze nic sie nie stalo, jakby nigdy, zadego dziecka nie bylo. Wszyscy czekamy na DRUGIE dziecko. A ja wiedzialam, ze moje drugie dziecko, juz bylo, w walentynki robilismy test...
Wtedy, w 2004 roku, wchodzac w \'dzialania\', nie mialam bladego pojecia, z iloma problemami musimy sie zmierzyc doswiadczajac poronienia.

--------------

Na pytanie, jak sie czujesz, nie ma dobrej odpowiedzi. Bo otoczenie oczekuje \'ze dobrze\' i oddycha z ulga - nawet jesli ktos jest bardzo empatycznie nastawiony - ze sie nie zaczyna smutnych tematow.
Codziennosc jeszcze dlugo bedzie szara.
Wraz ze smiercia dzieci poczulam sie, jakby mi ktos dopisal 1 do moich lat, ale na poczatku. Nagle stalam sie blisko 130 letnia kobieta.
Problemy dnia, te male i te \'wieksze\', problemy znajomych staly sie smieszne w porownaniu do doswiadczenia smierci. Rzeczy nabraly innego wymiaru. I tak jest do dzisiaj.

---------------------------

Aniu, kilka miesiecy po smierci dzieci nie potrafilam marzyc. Nie potrafilam w ogole sobie siebie wyobrazic za miesiac, pol roku, dwa, piec lat...
Ale marzenia wrocily.

Duzo sil. Duzo cieplych mysli dla Was.
Monika
Odpowiedz
Ja też przez calusieńki rok po śmierci Jasia miałam tak, że właściwie we wszystkim- na ulicy, w książkach, filmach, wypowiedziach znajomych, niby nie związanych z tematem znajdowałam mnóstwo odniesień do Jasia. Bardzo, bardzo często zdarzało się, że ni stąd ni zowąd zaczynałam mówić o Jasiu, o ciąży znim, o wszystkich uczuciach, które pojawiły się po jego śmierci.
Pamiętam,że kiedyś koleżanka pożyczyła nam film, w którym małżeństwo straciło pierwsze dziecko,a potem miało jeszcze troje. Był moment,że chciałam wyłączyć ten film,tuż po wiadomej scenie, ale ostatecznie zostałam i to był dobry film. Pamiętam jednak,że koleżanka,kiedy oddawaliśmy jej płytę powiedziała,że trochę bała nam się go pożyczać, ale postanowiła zaryzykować! Nie wiem, czy moi bliscy i znajomi nie byli przypadkiem zniecierpliwieni tymi moimi nagłymi powrotami do wciąż tego samego smutnego tematu,ale wiem też.że bardzo bardzo tego potrzebowałam w tamtej chwili! Ja chciałam i są chwile,że nadal chcę głośno mówić o moim Synku. To mi pomaga pamiętać!Tak naprawdę dopiero niedawno zrozumiałam co tak naprawdę straciłam. Strasznie za nim tęsknię i tak bardzo rozumiem Twoją tęsknotę za Piotrusiem!
Mi też się wydawało tak jak Tobie Wuchowa,że już nie mam po co marzyć i że już nigdy się nie uśmiechnę, ale obie te rzeczy wróciły, choć chyba już na zawsze pozostaną inne,niż przed wrześniem 2008!
Pamiętam o was Haniu!Dużo dużo sił i pokoju w sercach dla całej Twojej rodziny!

Maria
Odpowiedz
Aniu kochana,u mnie też kiedyś nadszedł czas\"porządkowania ubrań\" wyglądało to tak,że wpadłam jakby w szał,spakowałam wszystkie do worka i kazałam wynieść je mężowi do piwnicy,jakby razem z nimi miało zniknąć to,co się stało i mój ból....W ogóle mi to nie pomogło,powiem Ci,że w pewnym momencie poczułam się jak szalona furiatka,która już nie wie,co robi....
Tak jak pisze Monika: \"....Codziennosc jeszcze dlugo bedzie szara.\" wiesz,że się z Nią zgadzam w 100%
Drugi etap żałoby to jeszcze szarość...wiem po sobie...
Aniu,Ty wiesz jak bardzo podobnie czujemy...czytałam to,co napisałaś i tak jakbym czytała o sobie,tylko Ty potrafisz ubrać myśl w słowa...
Jeśli jest to jakiś schemat odczuwania,wiem,brzmi okropnie...to musimy uwierzyć Monice,marzenia wrócą.....Przytulam Cię mocno Aniu.
Dla Piotrusia światełka.... (*)(*)(*)
Odpowiedz
Małe dziecko w domu to ja też lubię: mogłabym zawsze mieć jakiegoś niemowlaka u boku. I być w ciąży lubię. I właściwie też żal mi tych wszystkich dzeci, których już nie urodzę.
Dużo sił
Odpowiedz
Kochane, przytulam Was mocno do serca...
Ta szara codzienna rzeczywistość, codzienność i codzienność....
Zmieniły Nas te straszne doświadczenia, wiecie jak piszecie, że problemy, które nas otaczają, a które są błahe, można ominąć, nie przejmować się zanadto, macie rację....też chciałabym tak postępować..
Ja mam wrażnie a nawet pewność, że moje doświadczenia bardziej mnie załamały, że ja teraz każdy nawet właśnie błahy problem traktuję zbyt poważnie, durna jestem wiem, ale stałam się słaba, bardzo słaba....każdy \"wiatr\"ba nawet \" bryza\" może mnie złamać, niestety...
Przepraszam,że tak się rozpisałam...
Pamiętam o Was każdego dnia, i wspieram całym sercem...
Odpowiedz
Aniu. Jestem przekonana, że czeka jeszcze wiele. Tylko czasu musi minąć nim nauczysz się to \"wiele\" znów przyjmować z radością.

Myślami z Tobą.
Odpowiedz
Ja pamiętam jak zaraz po urodzeniu Stasia powiedziałam mężowi że to nasze ostatnie dziecko. Nie wierzyłam że będę tulić jeszcze maleństwo.... Ale moja tęsknota była tak wielka że nawet psychiatra który wypisywał mi zwolnienia do pracy ( w moim biurze po ciąży nie ma powrotu) gdzieś mimochodem wspomniał o kolejnym dzieciątku. Akurat jego słowa nie miały znaczenia ale moje marzenia spełniły się. Niestety tęsknota pozostała... Pawełek daje mi tyle radości a jednocześnie serce boli że ta radość nie jest podwójna. Przez pierwsze kilka tygodni zdarzało nam się powiedzieć na Pawełka -Staś. Tak miałam ja ale i mąż i córki. A przecież Stasia nawet nie mieliśmy żywego w domu. Wiem że z pragnień nie wolno rezygnować ale ich realizacja w moim przypadku to nie lek tylko leciutkie znieczulenie. Aniu tak jak jasia wierzę że jeszcze wiele radości przed Tobą.
Odpowiedz
No właśnie, każdy problem, nawet ten najmniejszy, którym kiedyś nawet bym się nie przejęła, teraz wydaje mi się taki ogromny, ciężko mi w ogóle chyba ostatnio racjonalnie myśleć, wydaje mi się że mój świat od tamtego dnia po prostu się wali i tak strasznie trudno dostrzec w życiu coś pozytywnego, mogę mieć tylko nadzieje że kiedyś znów poczuję się silna i wam również dziewczynki życzę tego z całego serduszka....


Mój kochany syneczku, mój najdroższy, mamusia i tatuś bardzo cię kochają i tęsknią aniołku (*)(*)(*)
Odpowiedz
Kama Wichurka też się czuję słaba. Jakby bez skóry.
Jasia Monika teraźniejszość jest tak beznadziejna, że mnie perspektywa przyszłej radości mało dotyczy. Wierzę w nią, ale nie działa na mnie, nie ma chemii między nami. Same to znacie.
Małgosia, niemowlak w domu. Szczerze, nie sądzę, żebym się otrząsnęła bez udziału niemowlaka. Za wcześnie o tym myśleć. Nie wiem czy byłby zamiast czy nie. Ostatecznie Piotruś to głównie projekcja. Ja nawet nie słyszałam jego głosu. Widziałam jego buzię, ale jego już tam nie było. Ta pustka, która domaga się niemowlaka, była przecież jeszcze przed Piotrusiem. Dlatego staraliśmy się o dziecko.
Lęk, że o nim zapomnę ustępuje już, o to jestem spokojniejsza. Justynka, tęsknota, czy niestety? Gratuluję Ci Pawełka.
Mario a Tobie gratuluję Zosieńki.
Krysiu no właśnie szara rzeczywistość. Zastanawiam się na ile szara była przed pojawieniem się Piotrusia. Chyba trochę szara była.

Ja czasami mogę się śmiać i żartować. Nawet wiem kiedy. Nabieram luzu jak się odwentyluję w płaczu i gadaniu z mężem. Jak nie mogę się śmiać, to i tak się śmieje, bo jak nie to Hania pyta \"mamo co ci jest?\". Oglądam głupie seriale, piję dużo alkoholu i uprawiam dużo seksu, jak na mnie. Tylko nie spotykam się ze znajomymi, z koleżankami. Mam ochotę się wyżalić, ale nie mam odwagi tego zorganizować.
A pomiędzy tymi zajęciami chce mi się walnąć w coś głową, żeby poczuć jakiś konkretny ból inny od tego ciągłego przyduszenia, od tego szurania nogami i patrzenia w podłogę.
Odpowiedz
Wyjątkowa Baba z Ciebie.

:*
Odpowiedz
Aniu,tak strasznie żałuję,że nie mieszkamy bliżej siebie....Wszystko dzieje się jakby obok nas,a nawet jeśli z naszym udziałem to i tak jesteśmy gdzieś indziej...I czasem człowiek się zastanawia\" o co tutaj chodzi? co ja robię?\" ...do czego prowadzi wszystko co teraz się dzieje,jeśli wciąż nie czujemy się tak,żeby dusza była spójna z ciałem,myślami...niby jest w miarę,ale ciągle to nie to.....wszystko jakby żyje swoim życiem sprawiając pozory \"normalności\"....A człowiek gdzieś w środku czuje ogromne zmęczenie tym wszystkim i myśli,kiedy nadejdzie czas,że wszystko \"wskoczy\" na swoje miejsce...czy on w ogóle nadejdzie...?Ale on jakoś nie nadchodzi..... I kiedy w końcu pojawia się moment totalnego przemęczenia którego nawet nie jestem świadoma,nadchodzą łzy...wtedy krzyczę,ryczę,wyję...A później czuję sie lekko,po to,żeby znowu było\"normalnie\"... przez czas krótszy lub dłuższy...zmienia się tylko jedno-odstępy pomiędzy kolejnymi samotnymi sesjami ze smutkiem stają się odrobinę dłuższe,co chyba dobrze rokuje na przyszłość,taką mam nadzieję.
Nie wiem,czy to dobre życzenia,czy Tobie one się przydadzą,ale dłuuugich odstępów Aniu Ci życzę.Przytulam mocno.
Piotrusiowi - [*][*][*]
Odpowiedz
Jasia :* jak każda tutaj

Krysia, rzeczywiście mało sie zmienia. Uświadamiam sobie to jak ktoś mnie pyta czy jeszcze mi tak bardzo smutno. Ale coś sie jednak zmienia. Hania była dla mnie długo ciężarem. Teraz cieszę sie jej obecnością. Nawet jak bawi się w Piotrusia (kolege z wakacji).

Miłego łikendu.
Odpowiedz
Przeczekiwałam dzisiaj w sklepie z upominkami. Było tam mnóstwo całkiem przyjemnych aniołków. Pomyślałam o naszych najstarszych dzieciach. A że lubię wybrzydzać, zaczęłam szukać aniołków bez skrzydełek. Zależało mi na tym też ze względu na męża, który nie lubi, gdy mówi się o nich \"aniołki\". I byli tam. Maleńcy chłopiec i dziewczynka. Bardzo się ucieszyłam. Jakby tam we dwójkę na nas czekali. Nie przeczuwałam jeszcze, że te delikatne buzie, raczej nie hand made wbrew sygnującemu je podpisowi, wkrótce staną się twarzyczkami moich najmniejszych dzieci. Jedynymi twarzyczkami jakie mogłam zobaczyć. Jestem bardzo wzruszona.
Odpowiedz
Haniu pisze tu pierwszy raz, ale od dawna sledze Waszą historie, czytałam ja i płakałam, bardzo mi przykro, że los Was tak ciężko doświadczył...Sad
Piotruś był ślicznym dzieckiem, popłakłam się jak zobaczyłam Wasze wspólne zdjęcie,tyle w nim miłości i ciepła....
Jesteś bardzo dzielną mama!!!
Trzymajcie sie dzielnie kochani!!Mysle o Was każdego dnia....
Światełko dla Waszego aniołka...
Odpowiedz
Dziękuję Mamo Stasia.
Dla Stasia[\']
Odpowiedz
Dziś moja przyjaciółka zapytała czy może wpaść. Zaprosiłam ją, pełna obaw jak ten dzień się skończy. Była świetna. Jest mi dzisiaj tak lekko. Gadałam, gadałam o Piotrusiu i starszych dzieciach. Chyba nie dawałam jej dojść do głosu. Pokazałam zdjęcie Piotrusia i nowe figurki Zosi i Pawełka. Ona mnie wysłuchała, smuciła się i wzruszała, czasem dziwiła. Było super.
Odpowiedz
Cieszę się, że się odważyłaś :*

Piękne imiona...:*
Odpowiedz
Cieszę się Haniu, że masz tak wspaniała przyjaciólkę,to naprawde cenny skarb!!Tego nam trzeba najbardziej,rozmowy,zrozumienia,mowienia o dziecku..Oby wiecej takich spotkan Smile
Trzymaj sie kochana!!!
Odpowiedz
Tak, w wielu sprawach jestem szczęściarą. Tylko w jednej nie. Żebym tak mogła mieć całą czwórkę przy stole. A tak, jestem szczęśliwa, że mam zdjęcie i figurki na stole. Kiedyś uznałabym za osobistą porażkę, taką zgodę na smutną rzeczywistość i cieszenie się z czegoś, co jest prostym skutkiem tragedii mojego życia. Teraz po prostu cieszę się, bo wiem, że lepiej mi kiedy je mam niż wcześniej. A ta zgoda, jeżeli ją kiedyś osiągnę, to będzie to mój największy sukces, na razie odległy.

Żałuję moich dzieci, że zły los odebrał im te wszystkie chwile z nami. Ale gdy czytam relację Ireny Sendlerowej o dzieciach żydowskich wyrywanych matkom przez hitlerowców i ładowanych do pociągów i tych matkach, o dzieciach, które patrzyły na rozstrzelanie własnej matki. Gdy czytam w necie o Michałku lat trzy, który żyje w domu dziecka i nikt go nie chce adoptować, ponieważ wiadomo, że za kilkanaście lat będzie umierał w męczarniach. Choruje na dystrofie mięśniową. Przeżyje życie nie kochany i będzie umierał samotnie w jakimś zakładzie opiekuńczym. Jego szczęściem będzie jeżeli trafi czasem na kogoś życzliwego. No to nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. I jestem wściekła i mam poczucie winy, że tak się wożę, że nie mam dość odwagi, że sobie mówię to nie jest ten czas.

Przepraszam, że tak dramatycznie. Nie mogę tych scen wyrzucić z głowy i chyba zresztą nie chcę.
Odpowiedz
Śmierć dziecka to jak \"wielki wybuch\", niszczy nasz świat tworząc rozpaloną kulę nowej gwiazdy, złozonej z rozpaczy i smutku. A my jesteśmy maleńką planetą krążącą wokół niej, tak blisko, że parzy nas nieustannie. Ale wszczechświat się rozszerza i z czasem powoli oddalamy się od źródła bólu. A ponieważ orbity planet są elipsami, krążąc to zbliżamy się do niego, to oddalamy, wciąż zwiększając tę elipsę, aż osiągniemy na tyle bezpieczną odległość, z której nasza gwiazda już nie parzy, a daje ożywcze ciepło.

Aniu, stan, w którym jesteśmy po stracie jeszt całkowicie niezrozumiały: i dla nas (pamiętam, jak zupełnie nie poznawałam siebie) i dla innych (zwłaszcza tych, co są z Marsa). Można jedynie próbować przetrwać kolejny, dzień, godzinę, chwilę.
I ja też się czuję taka bezradna i bezsilna myśląc o felernym urządzeniu tego świata. Co dzień myślę o tych tysiącach umierających dzieci z głodu, chorób i wojny, (wiem, wiem, to takie melodramatyczne)

Ściskam mocno
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości