Piotruś
Aniu,

w dziale Zaloba sa teksty dot. \'trudnych dni\', sa dwa teksty odnoszace sie do Bozego Narodzenia i jeden do zyczen noworocznych. Moze te teksty jakos Ci pomoga.

Czytam to, co napisalas i po ludzku zazdroszcze, ze Piotrus byl z Wami na tyle dlugo, ze zaistnial w swiadomosci innych osob z rodziny, ze macie grob, macie zdjecia... Czas mija, a jednak niektore sprawy nadal sa trudne.

Z pamiecia,
Monika
Odpowiedz
Tak, też to mocno doceniamy, że tyle z nami wytrzymał.

Dzięki. Przeczytałam. Bardzo cenne. Popracuję nad swoją formułą. Najgorzej jest tkwić w przekonaniu, że czeka nas coś trudnego, przykrego i nie ma ucieczki, nie mamy na nic wpływu.

Pozdrawiam.
Odpowiedz
Na pusty zlobek to bym sie chyba nie potrafila zdecydowac. Ale gdybym miala figurke Piety, to bym ja postawila gdzies obok.

Moje dziecko w zeszlym tygodniu mialo do zrobienia w szkole drzewo genealogiczne. Z calkowita naturalnoscia wpisal Anie i Jakuba. Bardzo mi takiej normalnosci potrzeba.
Podobnie mysle o tych wszystkich drobiazgach przypominajacych o zmarlych dzieciach w trakcie Wigilii.
Odpowiedz
Aniu,jestem z Tobą myślami.....
Odpowiedz
Ciepłe myśli Aniu.
Odpowiedz
Dziękuję Wam bardzo, bardzo się dziś przydadzą.
Odpowiedz
Ślę Aniu ciepłe myśli i pamiętam choć nie piszę
Odpowiedz
Bardzo dziękuję za pamięć.
Nic się nie dzieje. Tylko mam jakąś fazę depresyjną i jestem pogubiona. Jakby wszystko wokół wirowało, nic nie jest na swoim miejscu.
Odpowiedz
Pewnie jeszcze długo nic na swoje miejsce nie wróci...
Latami nie znosiłam powiedzenia \"czas leczy\", nadal chyba nie znoszę ale przyznaję - jest w nim jakaś prawda.
Życzę Ci Aniu ukojenia, uciszenia, otarcia łez. Spokojnej, uśmiechniętej pamięci o Piotrusiu. Pogodnych myśli, ściskam Cię. J
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=jasia]
\"czas leczy\", nadal chyba nie znoszę ale przyznaję - jest w nim jakaś prawda.
Moim zdanie czas nie leczy ran tylko my uczymy sie żyć ze świadomoscią że nasze dzieci nie są z nami że sa aniołkami w niebie ja zawsze poprawiam gdy ktos mówi że czas leczy rany tej rany nigdy nie da się zablixnic tak do końca pamięć o naszych dzieciach będzie nam towarzyszyc zawsze ale to chyba dobrze bo która matka mogła by zapomniec o swoim dziecku
Zbliża się wigilia te dwie wigilie które mineły po stracie Mikołajka czekałam na życzenia by nam się jeszcze udało byśmy mieli jeszcze dzieciątko a w tym roku niechcę takich życzeń już gdy były moje urodziny juz ich nie chciałam oczywiście nie powiedziałam o tyn nikomu ale w tym rk na wigilię nichcę takich życzeń po prostu się ich boję Aniu Piotruś odszedł tak niedawno ja gdy zbliżały się pierwsze święta po odejściu naszego synka próbowałam cos zagłuszyć robiąc zakupy kupując jakieś ozdoby a gdy siadałam wieczorem robiło mi się jeszcze gorzej
Twoje rany są takie świeże serce krwawi boli wszystko a najbardziej puste ramiona z czasem nauczysz się żyć z tą świadomością ja nadal się jeszcze uczę żyć ze świdomością że moje dziecko leży na cmętarzu zamiast w domu w łóżeczku smutna to prawda ale niestety nic już nie zmienię

rozpisałam się za dużo :oops:
Odpowiedz
Aniu nie jesteś sama,myślę o Tobie,o Was....Piotrusiu dla Ciebie światełko,ciekawe czy odnalazłeś tam w Niebie mojego Patryka....[*][*][*]
Odpowiedz
Piotrusiu, tęsknimy wszyscy za Tobą...
Odpowiedz
Dziękuję Dziewczyny.
Jest do dupy, ale to wiecie. Choćby wszystko było idealnie, to i tak jest do dupy.
Nie chce mi się nawet narzekać, analizować ani myśleć. Taka rozlana beznadzieja.

Nie odebrałam telefonu i muszę zaraz oddzwonić. Zupełnie nie umiem się skomunikować przez telefon (a może w ogóle?). Obie strony są często nieporadne. Moi przyjaciele pytają jak się czuję. Ja odpowiadam ogólniki, bo powiedzieć coś naprawdę, to znowu przyjąć uderzenie. Płaczę po odłożeniu słuchawki, bo uderzenie i tak przychodzi, a dodatkowo czuję się samotna. Bo rozmowa sprowadza się do tego, że ja wysłuchałam o nowych piecach, przeprowadzkach i chorobie dzieci, a sama nie powiedziałam nic. Na własne życzenie. Leszek zaczął ze mną ćwiczyć dialogi, jak na warsztatach asertywności. Muszę pomyśleć i coś jej powiedzieć. Gorzej, że ta koleżanka jest w ciąży i prawdopodobnie chce nas zaprosić na imieniny męża Marcina.

Ale to nie jest mój wielki problem, ot po prostu było przed chwilą.

To nie jest złe pytanie jak się czuję. W sumie właśnie o tym chcę rozmawiać. Chcę i boję się. Co Wy odpowiadacie?
Odpowiedz
Ja nie chciałam rozmawiać o moich uczuciach. Bolało, serce krwawiło, łzy płynęły bez względu na porę dnia, moje córki prosiły - \"mamusiu już nie płacz\" ale to co we mnie siedziało było tylko moje. Kiedy moja długoletnia przyjaciółka po jakiś dwóch miesiącach umówiła się ze mną i na godzinę przed spotkaniem odwołałam go szczerze oznajmując że nie chcę jeszcze rozmawiać przyjaźń się skończyła... Do dziś o tym co we mnie siedzi w związku ze Stasiem i Jego odejściem nie rozmawiam z nikim. Mam świadomość że lepiej się otworzyć ale wiem że nikt z moich znajomych i rodziny mnie nie zrozumie. Zresztą nie wymagam tego bo nie przeszli tego co ja ( poza najbliższymi). Nawet dziś miałam chandrę. Patrzyłam na roześmianego Pawełka ukochanego ślicznego synka a serce tak bolało bo moje myśli były przy tym drugim, który od pierwszych dni poczęcia naznaczony był rychłą śmiercią. Wiem że nie pomogłam Ci ale Ty jesteś tak mądrą osobą że sama dojdziesz do tego jak mówić o swoich uczuciach. Ja moje zamknęłam w moim sercu dla mnie i jest mi z tym dobrze chociaż z wieloma osobami urwał mi się kontakt.
Odpowiedz
Ja chyba też tak często miewam - chcę powiedzieć, chcę żeby ktoś zapytał ale ostatecznie zamykam skorupę i dalej siedzę w niej sama. Chcę i boję się jednocześnie. Ale też nie raz już czułam, jak mi z serca kamienie lecą, kiedy się udało porozmawiać szczerze.

Ściskam Cię, pamiętam
pamiętam o Was w modlitwie
modlę się o ukojenie
J
Odpowiedz
A ja bardzo ostrożnie \"wybieram\" osoby, z którymi chciałam i chce o tym rozmawiać. Zweryfikowałam swoje znajomości... może to brutalnie zabrzmi, ale jeśli nie czuję z drugiej strony empatii i zrozumienia, nie podejmuję rozmów na temat moich dzieci. Jeśli ktoś pyta o mój stan, ucinam krótką ogólnikową odpowiedzią. Nie chcę się narażać na dodatkowe ciosy ze strony kogoś, kto może nawet nie ma złych intencji, ale nie do końca potrafi znaleźć się w tej trudnej rozmowie. Wiem, że nie każdy umie być empatyczny i nie mam pretensji, po prostu unikam.

Przytulam Cię mocno Aniu, dla Piotrusia (*)
Odpowiedz
Mariolu, rozpisuj się proszę.
Ja boję się, że zapomnę o Piotrusiu. Pewne daty wryję sobie w pamięć, ale boję się, że jego obecność będzie miała taką rangę jak minione wakacje. Miłe, ale w sumie bez znaczenia. Boję się, że jak wrócę do rzeczywistości, to mnie ona bez reszty pochłonie.
Być może ten mój lęk wynika stąd, że zapomniałam już kiedyś o swoich dzieciach, o tych dwóch maleństwach. Głupio mi przed nimi. Przecież kiedyś je spotkam. Nic ode mnie nie dostały. Boli.

Justyna to okropnie przykre co Cię spotkało od przyjaciółki. Rzeczywiście piszesz o tym co masz w sercu z taką czułością, taki Twój skarb.

Jasia, Mandetka bardzo mi pomogła świadomość, że to jest dla Was też wyzwanie. Chciałam już skakać na głęboką wodę i pewnie bym pie....nęła o dno. Zdaję sobie sprawę (mąż mi to powtarza), że ludzie chcą dobrze i starają się i troszczą, ale skoro im nie wychodzi, to chcę to brać pod uwagę i troszczyć się o swoje zranienia. Fakt, że mogę im powiedzieć prawdę, że mnie boli i boję się rozmowy o uczuciach, choć nie chcę ich dźwigać sama. Tak to będzie chyba prawda na ten moment.
Jutro do niej oddzwonię.
Odpowiedz
Aniu, zapomnieć o Piotrusiu wydaje mi się niemożliwym.
Z drugiej strony - myślę, że to nie zapomnienie nawet a coś na kształt \"wyparcia trudnego\", unikanie tego, co najboleśniejsze, by tego bólu nie przywoływać znów. Nie wiem. Trudno to nazwać \"na pewno\", jesteśmy różni, różnie czujemy.

Wierzę, że ludzie chcą dobrze. Wierzę, że kiedy pytają \"jak?\", pytają z serca, bez złej intencji, bez niedobrej woli. Rozumiem też, że nie zawsze wychodzi im (nam) dobrze - z nieumiejętności, z zawstydzenia, ze strachu może?
Wierzę w nadejście tego dnia, kiedy do nich wyjdziemy i - ze łzą w oku lub bez - powiemy \"lepiej...dziękuję...\".

Ściskam Cię Aniu.
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=HANKA]
Być może ten mój lęk wynika stąd, że zapomniałam już kiedyś o swoich dzieciach, o tych dwóch maleństwach. Głupio mi przed nimi. Przecież kiedyś je spotkam. Nic ode mnie nie dostały. Boli.
Aniu mi tez jest z tym źle że nie pamiętałam nie to nie tak pamiętałam ale nie tak jak pamiętam o Mikołajku moja pierwsza dzidzia była istniała czekałam na nią długo i odeszła tak cichutko jak się pojawiła teraz gdy straciłam Mikołajka pamiętam bardziej i mówię do męża że mamy troje dzieci tylko dwójka jest w niebie a Natalka z nami nie z każdym umiem i chcę rozmawiać o tym że mam aniołki w niebie nie lubię stwierdzęn jeszcze będziecie mieli dzieci a może już nie chcę ich słyszeć
Piszesz że nic nie dałaś swoim utraconym dzieciom to nie prawda dałaś miłość i gdzies w środku w sercu zawsze o nich pamiętałaś
przytulam cieplutko Aniu dla Twoich aniołków w niebie (*)(*)(*)
Odpowiedz
Aneczko, jak to nie dostały nic od Ciebie? Dostały, dostały bardzo dużo - życie (choć króciutkie) i miłość (wieczną). To nie jest nic.
Przytulam.
Odpowiedz
Aniu, dziękuję, chcę tak myśleć.
Masz rację Mariolu. To nie tak, że nie pamiętałam. Teraz jak usiłuję sobie przypomnieć, jeszcze w 2005 na Wszystkich Świętych paliłam dla nich znicze przy takiej figurze Matki Bożej, ale wstydziłam się tego - nie powiedziałam mężowi. Uznałam, że za długo to trwa. W następnym roku ten wstyd wziął górę i nie pojechałam do tej figury. I tak już zostało. Czuję się okropnie z tym.
Jasiu, tak wyparłam to. Ból, że moje dzieci wpadły do kanalizacji, towarzyszy mi nadal, nie przeżyty.
Odpowiedz
Ja także dopiero przy śmierci Dominika przeżywałam żałobę po Oli. I miałam wyrzuty sumienia, że tak szybko zracjonalizowałam jej odejście.
Ale pomyśl Aniu, o tym jako o szansie. Szansie na świadome przeżycie żałoby po całej trójce.

Co do kontaktów z ludźmi: przez pierwsze mieisące nie umiałam i nie chciałam rozamwiaćz innymi o Dominiku. Wydawało mi się, że to tylko nasza sprawa. Dpiero potem zaczęlam i jakoś jużnie umiem przestać. Ale też, jak mendetka, raczej dostosowywałam się do rozmówcy: jeśli nie raeagował na moje słowa, to zmieniałam temat.
Dużo sił
Odpowiedz
Dzięki Małgosiu, szansa nie szansa, tak to muszę traktować. 27 XII będzie 7 rocznica śmierci naszego drugiego dziecka. Zamierzam ten dzień zaplanować szczególnie. Z jednej strony to bardzo osobiste, nasze rodzinne wydarzenie. Z drugiej chciałabym, żeby dziadkowie wiedzieli chociaż, że pamiętamy o tamtych dzieciach. Może też pamiętają. Nie wiem jak tu mieć jedno i drugie.

Z rozmowy z tą dziewczyną byłam zadowolona. Rzeczywiście trzeba uzależniać poziom rozmowy od otwartości rozmówcy. Ona mi z miejsca powiedziała, że jest mało wrażliwa. Po swojej ciąży pozamacicznej parła naprzód nie rozpamiętując. Więc się nie otwierałam zanadto.

Dzisiaj jestem przygnębiona. Dziwnie to tak przychodzi bez ostrzeżenia. A może jest związek z doświadczeniami bieżącymi? Rano szukałam w necie informacji o grypie AH1N1 i wpadłam na wiadomość o lekach antywirusowych. A gdyby mi podano wtedy w lutym cokolwiek?
Dobija mnie też, że nie mogę jechać na cmentarz. Siedzę z chorą Hanią, mąż wraca późno. Chciałam zatrudnić teściową do opieki na kilka godzin, to się sama rozłożyłam.
Odpowiedz
Dzisiaj chyba taki przygnębiający dzień. Zawsze zrzucam na pogodę... Szczególnie, kiedy mi z czymś trudno i nie umiem sobie powiedzieć, że to tylko MOJA słabość, nie wina pogody ...;/ Też mi dziś jakoś tak... Tęskno, nostalgicznie, ciężko.

Wiesz, że w pierwszym odruchu miałam ochotę napisać Ci \"Zadzwoń, zostanę z Hanią, a Ty pojedziesz !\" Smile Jakoś tak bliska mi jesteś, że naturalne wydało mi się tak powiedziećSmile

A poważnie - powolutku, wykurujcie się, pojedziesz za chwilę.

Bardzo spodobał mi się pomysł z wyjątkowym dniem 27.12. ...

Ściskam Cię, Was, zdrowia !
Odpowiedz
Pamiętam, że też bałam się, że zapomnę. Nawet jak już zaczęłam odczuwać cokolwiek innego niż smutek, to zaniepokoiłam się, że jak on zniknie ten smutek, to już nic mnie z Dominikiem nie będzie wiąaało. Ale te obawy okazały się płonne: choć myśl o niebieskich dzieciach już mnie nie boli nadal są ciągle w mojej głowie, myślę o nich codziennie (choć \"myślę\" to nie jest to słowo, po prostu siedzą w mojej głowie), czuję ich obecność (to znowu nie to słowo, nie umiem tego wyrazić dobrze).

A w Wigilię oprócz dodatkowego nakrycia dla niespodziewanego gościa, stawiamy też dwa talerze dla dzieci. I kupujemy im prezenty (np. ozdoby choinkowe).
Dużo sił, Aniu.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości