Piotruś
Moniko a propos takiego listu,ciężko określić jak powinien zachować się lekarz,bo to zależy od wrażliwości kobiety,wiesz jedna zwraca uwagę na ton głosu inna na spojrzenie,a kiedy przychodzi taka sytuacja,czasem muszą jednak koncentrować się na tym,żeby ratować życie kobiecie,jeśli dostanie krwotoku czy pojawią się inne komplikacje.Jeśli już,przygotowałabym listę dla położnych,bo to One czasem są bezduszne nawet pomimo tego,że nie mają konieczności podejmowania takich działań jak lekarze....
Odpowiedz
Haniu, ze strachem otwieram Twój wątek. Nie umiem sobie wyobrazić, co czujesz, co myślisz, jak bardzo się boisz. Modlę się za Was.
Odpowiedz
Gdybyśmy mogły być mniej dzielne i mniej silne, ale za to mieć wszystkie dzieci u boku...
Ściskam mocno
Odpowiedz
Haniu,nie bardzo wiem,co napisać.Jak zwykle...
Przeżyłam poród dziecka z wadą letalną.Mogę o tym wydarzeniu rozmawiać,ale pisać,to już gorzej.
Chyba faktycznie,nie da się przygotować na poród.Bo i tak może być inaczej niż sobie wyobrażamy.
Ja osobiście,gdy urodziła się Marysia,poczułam ulgę,ze Mała pojawiła się już na świecie.
Nie miałam problemów z laktacja.Dostałam Bromergon(na zatrzymanie laktacji),pokarm\" ładnie\" się \"zasuszył\".
Monika Wuchowa napisała o personelu medycznym,który uciekł,w momencie przyjmowania mnie na Izbę Przyjęć i o przerażeniu młodego lekarza,który dowiedział się o wadzie dziecka.
To wszystko prawda.
Ale \"za to\"w czasie porodu(na moje szczęście)\"nawinął się\"personel medyczny kompetentny i doświadczony.Położna uspokajała mnie,lekarz przypomniał o odpowiednim oddychaniu(z nerwów wszystkiego zapomniałam :oops:, chociaż we wcześniejszej ciąży z córką chodziłam do Szkoły Rodzenia).
Udzielano odpowiedzi na wszelkie pytania.
Prosiłam położną o ochrzczenie córki.

A niby nie potrafię pisać. :roll:
Ale się \"rozbujałam\" Confusedhock:

Haniu,życzę \"dobrego\",spokojnego porodu,bez większych komplikacji.
Odpowiedniego,kompetentnego,pełnego ludzkiego podejścia personelu medycznego.Życzę spokoju,wbrew wszystkiemu,choć to prawie niemożliwe.
Będę o Was pamiętać w modlitwie.
Odpowiedz
agik i haniu...

czlowiek mysli ze jego cierpienia sa tak wielkie a tu czytajac wasze listy widze jak straszne jest to co was spotkalo...

podziwiam cie agik naprawde ze potrafisz po takim czyms miec sile tu wspierac innych...

pomodla sie za was dzis wieczorem...
Odpowiedz
Prinzessin,ja nie bardzo wiem,czy umiem wspierać innych.
Śmierć dziecka, w każdym jego wieku,jest dla Mamy/rodziców ogromną tragedią.
Ja nie rozróżniam,która \"tragedia jest większa\".Każda jest ogromna.
Dla mnie dużym \"ratunkiem\"i motorem do działania,podniesienia się z rozpaczy, była \"szybka\"ciąża z Julką, po śmierci Marysi.
Za modlitwę, z góry, bardzo dziękuję.
Odpowiedz
masz racje wieksza mniejsza-smierci dziecka nie mozna w tej kategorii zaszufladkowac...

moze sie zle wyrazilam-jakos mi szczegolnie przykro zrobilo czytajac wasze list...
Odpowiedz
Prinzessin,dajmy już \"temu\"spokój...
Pozdrawiam serdecznie.Aga.
Odpowiedz
wybacz jesli napisalam cos nietaktownie...
Odpowiedz
Anulka myślę o Was.
Odpowiedz
Prinzessin wszystko jest ok.

Aniu dużo,dużo sił!
Odpowiedz
Aniu jestem z wami
Odpowiedz
Aniu pamietam o Tobie i Piotrusiu.
Odpowiedz
Aniu pamiętam o Was
Odpowiedz
Aniu, pamiętam.
Odpowiedz
Aniu, jestem i nie wiem co napisać. Dużo dużo sił na najbliższy czas.
Odpowiedz
Jestem. Dziękuję za pamięć.
Wczoraj miałam wizytę i usg. Niestety Piotruś coraz słabszy, nie ma obrzęków, ale serce jeszcze bj powiększone, czynność komory 34, koszmar, może umrzeć w każdej chwili. Z jakiegoś powodu żyłam w przekonaniu, że zobaczę go żywego. Smutno mi po prostu. Ale dla niego to pewnie lepiej, gdyby umarł w brzuchu.
Z tą decyzją o operacji to jakoś nas chyba niechcący wmanipulowano. Rodzice w takiej sytuacji są bardzo podatni na wszelkie pozytywne sygnały, na nadzieję. Jak mają odczytać komunikat \"nadziei raczej nie ma, ale możemy spróbować, jeżeli chcecie\" - oczywiście chwytają się nadziei, nawet tej co jej raczej nie ma. Przecież nikt nie będzie operował bezsensu. Okazuje się, że jednak tak. Że operują, żeby nie mieć nieprzyjemności. Łatwiej trafić do prokuratury za zaniechanie pomocy, niż narażenie na niepotrzebne cierpienie. Takie mam refleksje po wszystkich konsultacjach. Piotruś ma szybko postępującą kardiomiopatię, pewnie żadna decyzja nie będzie potrzebna. Dziś wiemy, że jeżeli sam nie podejmie oddychania, nie zdecydujemy się na jego intubację. Reszta się okaże po urodzeniu.
Moniko trzymamy się tej cholernej Karowej ze względu na świetną neonatologię, nie tylko sprzęt i specjaliści, ale też ludzkie podejście prof. Kornackiej, z którą udało nam się spotkać z dnia na dzień i nas ujęła swoim ciepłem i szacunkiem dla tych najmniejszych pacjentów, bez szans. Prześladowało mnie poczucie, że dla lekarzy nasz poród nie jest ważny, bo Piotruś i tak umrze, wystarczy mnie utrzymać przy życiu, kosztem jego. Strasznie sie z tym męczyłam. W tej rozmowie poczułam, że Piotruś sam w sobie jest ważny nie tylko dla nas. To jest bezcenne.
Nie rozmawiałam z neonatologami z Madalińskiego, ale pani Hania Kulczycka jest przekonana, że jeżeli urodziłby się u nich żywy, to natychmiast zostałby przewieziony na Kasprzaka, albo Karową, albo CZD. Tego nie chcę. Miałam sen, że Piotruś umiera samotnie. W tym śnie pielęgniarki mi potem opowiadały, że sobie popiskiwał. To był jedyny sen o Piotrusiu dotąd.
Trzymajcie się Kochane.
Odpowiedz
Aniu, czesto o Tobie mysle, o Was, o Piotrusiu...
Duzo, duzo sil.

monika
Odpowiedz
Pogłaszcz Piotrusia od nas
Odpowiedz
Powoli zbliża się najtrudniejszy dla Was okres,Aniu,gdybym mogła,zabrałabym od Ciebie całe to cierpienie.Pomyśl sobie,że na prawdę nie mamy wpływu na to,co się z nami dzieje.To jest zapisane gdzieś wysoko w gwiazdach i możemy się tylko temu poddać,pomimo,że wola walki jest wielka.Piotrek jest mądrym małym człowieczkiem,zobaczysz,sam wybierze sobie najodpowiedniejszy dla siebie moment,a Tobie życzę,żebyś zaakceptowała Jego decyzję,chociaż dla Ciebie i całej Twojej rodziny jest to niewyobrażalnie trudne.Anka,przejdziesz przez to wszystko,człowiek jest w stanie przeżyć więcej,niż mu się wydaje.Pamiętaj,nie jesteś sama,a Piotruś na pewno nie pozwoli Ci zrobić krzywdy,bez względu na to,czy będzie po tej,czy po drugiej stronie uwierz w to,ze teraz On będzie się Tobą opiekował.Przynajmniej spróbuj,żeby nie oszaleć,proszę......Przytulam Cię mocno,zresztą Was wszystkich i wspieram myślami z całych sił.
Odpowiedz
kochane malenstwo Piotrusiu...

niestety nie dane bedzie Ci bedzie byc z Twoja Mama ktora od momentu poczecia kochala cie najbardziej na swiecie...

__@@@__@_@@@@____________________
____________@@__@@_____@____________________
___________@@@_@__@_____@___________________
__________@@@@_____@@___@@@@@@__________
_________@@@@@______@@_@______@@___________
________@@@@@_______@@________@_@@_________
________@@@@@_______@_______@_______________
________@@@@@@_____@_______@________________
_________@@@@@@____@______@_________________
__________@@@@@@@@_____@__________________
__@@@____@@@@@@@@@@@_
@@@@@@@__________@@_
_@@@@@@@_________@___Z MILOSCIA
__@@@@@@_________@@_________
___@@@___@_______@@___
___________@_____@__@____________
_______@@@@_@___@__
_____@@@@@@__@_@@____________
____@@@@@@@___@@__
____@@@@@______@___________
____@@_________@___
_____@_________@______________ ________
_____________@_@_____________
______________@@_
Odpowiedz
Haniu, modlę się o to, żeby Piotruś cierpiał jak najmniej, jakkolwiek sprawy się teraz potoczą. I o spokój dla Was. Żeby dane Wam było godnie się przywitać i pożegnać, kiedy będzie trzeba.

Jeśli dasz radę, napisz do mnie, proszę (male-nam[at]gazeta.pl). Wyjaśnię na priv.
Odpowiedz
Aniu, modlę się o łagodne dni dla Was.
Odpowiedz
Aniu moja szwagierka tez miała synka z jakąs wadą serca......nie wiem dokladnie z jaka. Chociaz mieszkamy w olsztynie to ona wlasnie zostala skierowana na karową. Tam chłopiec sie urodzil po czym przewieziono go na CZD. Tam żył 10 dni.I chociaz jej mowiono przez cala ciaze ze sprawa jest beznadziejan ....ona tez jakos uwierzyla ze beda operowac jej synka i ze go uratuja. Mówila mi później ze juz sie przygotowała na powrót synka do domu....
Ja też chociaż widziałam końcowy etap TTTS na USG u moich dzieci wierzyłam że znajde specjalistę i uratuję swoje dzieci...Chociaz juz ledwo żyły...

Aniu nie oszalej, tak jak pisała Krysia.Wszystkie tu wierzymy, że dasz radę. Aniu dasz radę.

Ciepło Cię przytulam.
Odpowiedz
Aniu, dużo sił na najbliższe dni.....
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości