Piotruś
Aniu,przed Wami trudne chwile.
Dużo sił ...
Każda decyzja,jakakolwiek by była jest trudna.
Zniknąć,zapaść się,nie istnieć.Gdyby się tylko dało...
Będę modliła się o siły dla całej Waszej rodziny.
Odpowiedz
Aniu, cały czas jesteśmy z Tobą.
Niech aniołowie Was strzegą .
Sił,
przede wszystkim
dla Ciebie bez względu na to jaką podejmiesz decyzję.
Przytulam mocno.
Odpowiedz
Hanka... Trudno o Was nie myśleć...
Odpowiedz
Dziękuję Wam bardzo.
Przy każdym skurczu myślę, czy puści, czy to już. Decyzja w żaden sposób nie przybliżyła się.

Kupiłam dziś jelpa, chyba muszę poprać jakieś ubranka dla Piotrusia. Nie sądziłam, ale może się przydadzą w szpitalu. Jeżeli zdecydujemy się wziąć go do domu, Leszek będzie musiał sam sobie poradzić z przygotowaniem wszystkiego. Ironia polega na tym, że jeżeli Piotruś trafi do domu, to po to, żeby umrzeć. Kupiłam dla niego kilka nowych rzeczy, gdy już znałam diagnozę. Ważył wtedy z pół kilograma, więc skończyło się na beciku i pieluszkach.

Muszę też przed porodem wywiedzieć się o różne kwestie szpitalno-prawne i porobić standardowe badania. A czuję się i wyglądam jak rozdeptany kalafior.
Odpowiedz
Masz pełne prawo tak się czuć....
Aniu teraz każda decyzja którą podejmiecie jest do kitu i to jest właśnie cała beznadzieja tej sytuacji.Po prostu nie ma takiej.....Zdecyduj,co będzie najlepsze dla Ciebie,możliwie najbardziej znośne,żebyś nie katowała się jeszcze bardziej.Mój mąż też musiał poradzić sobie sam,ja w szpitalu mogłam tylko pisać do Niego lub dzwonić kiedy miał jakieś wątpliwości lub pytania.Żal mi Go było jak cholera,kiedy dzwonił z zakładu pogrzebowego i mówił,że wziął taka normalną,białą trumienkę na większego dzidziusia,nie taką maleńką (domyślam się,że dla dzieciaczków urodzonych dużo przed czasem).To był koszmar Aniu,ale właśnie to co się stało,po całym czasie czekania na \"TEN\" moment przełamało nas,tzn.On już nie mógł nie widzieć,ze nie ma tematu i o tym, nie rozmawiać.Już nie był w stanie zachowywać się \"normalnie\" ,wtedy zobaczyłam,że przez ten cały czas cierpiał podobnie jak ja,tylko nie chciał się ze mną tym dzielić,żeby mnie nie pogrążać...To był przełomowy moment w naszym życiu...
Ubranko rzeczywiście może się przydać,przygotuj Mu kilka ładnie Mamusiu.
W kwestiach cywilno-prawnych jeśli będę w stanie pomóc,pytaj,myślę,że dziewczyny w razie czego też odpowiedzą.Przytulam mocno.Pozdrów męża i Hanię,pogłaskaj Piotrusia....
Odpowiedz
Jesu,w kwestiach szpitalno-prawnych,pomyliłam się,bo miałam przed oczami kodeks cywilny,przepraszam Smile
Odpowiedz
Haniu - Aniu...strasznie to trudne. Po prostu jesteśmy z Tobą. Jakoś tak kiedy myślę o Was to wierzę w cud...czy się cud stanie?? nie wiemy...ale musimy wierzyć
Odpowiedz
Aniu pamietam o Was
Odpowiedz
Myślę o Was i często się boję.
Pamiętam w modlitwach każdego dnia.
Odpowiedz
Droga Aniu czytając Twoje wypowiedzi,oraz wypowiedzi Krystyny03c i Agika mam po prostu \"gulę \"w gardle.
Podziwiam Waszą siłę ,Wasze dobro i nieoceniony ogrom miłości macierzyńskiej!
Moje ANIOŁECZKI nawet imion nie mająSad Drugie dzieciątko nosiłam \"tylko \"tydzień po informacji ,że od kilku tygodni nie żyje.Nie mniej było to dla mnie bolesnym przeżyciem.Nie znam płci,więc mogłabym tylko\"gdybać\".
Mnie najbardziej wkurza mówienie mi,że \"jestem młoda\"i,że wszystko będzie dobrze...
Piszecie,że macie bardzo troskliwych i wspierających mężów.Mój też taki jest,ale ku mojej wielkiej boleści się nie modli i nie chodzi do kościoła.Ja zawierzam swoje życie Panu Bogu i wiem,że to od Niego wszystko zależy.Ginekolodzy nie są cudotwórcami i na pewne sprawy nie mamy wpływu.
Bardzo by mi ulżyło,gdyby wraz ze mną mąż się pomodlił-pomodlił za nasze dzieci nienarodzone i te które jak wierzę mogą jeszcze przyjść na świat.

Jedyne Chyba,co mogę dla Was zrobić to właśnie się pomodlić...
Odpowiedz
Olu bardzo mi przykro z powodu Twoich Aniołków.
Dziękuję za modlitwe i ciepłe słowa.
Mnie nie wkurza, gdy mi mówią, że jestem młoda, bo mam 35 lat i uzasadnione wątpliwości, czy mogę jeszcze kiedyś się starać. Zresztą teraz to nie wchodzi w grę. Po prostu nie chcę.

U mnie dół za dołem. W weekend przygotowywałam torbę do szpitala. Nie kupowałam ciuszków, tylko wyciągnęłam po Hance. Dopóki je oglądałam, to były Hani bodziaki i śpioszki, ale po praniu, gdy je prasowałam myślałam już o Piotrusiu. I to mnie przerosło. Wczoraj też nie dałam rady się ogarnąć.
Dziś była msza w intencji Piotra z prośbą o Boże miłosierdzie. Jestem padnięta po wczorajszym niespaniu, wiec może zaraz zasnę. Jutro grupa wsparcia. Cieszę sie.
Odpowiedz
Śpij Aniu, odpocznijcie. Śpijcie spokojnie...
Odpowiedz
Aniu, gdyby tylko było możliwe, żebyśmy jakkolwiek mogły pomóc, zdjąć z Ciebie choć odrobinę ciężaru... A tak czujemy się tak samo bezradne jak Ty.
Spokojnej nocy
Odpowiedz
Aniu, moc cieplych mysli...
Odpowiedz
spokojnej nocy.
Odpowiedz
Aniu,chociaż wydaje Ci się,że padasz,świetnie dajesz sobie radę.W sytuacji z którą przychodzi Ci się zmierzyć radzisz sobie doskonale.Smutek,łzy i bezsilność to też uczucia,chociaż wolimy wszyscy te radosne.Jesteś mocną,dzielną kobietą i poradzisz sobie,choćby nie wiem co.Wierze w Ciebie.Na pewno wszystkie dziewczyny również,cała Twoja rodzina chociaż może o tym nie mówi,jest z Tobą i chce dla Ciebie jak najlepiej.Nie jesteś sama Aniu,z taka armią ciepłych myśli będzie chociaż odrobinkę lepiej....Przytulam mocno!
Odpowiedz
Dotychczas nic nie pisalam Aniu, jednak podczytuje Cie od samego poczatku. Jestes naprawde silna kobieta. Załuje ze w zaden sposob nie moge Ci pomoc. Przytulam najmocniej jak potrafie i myśle o Tobie.
Odpowiedz
Aniu, jestem z Tobą i będę pamiętać w modlitwie.
Odpowiedz
ja tez czesto czytam wasze posty...

jest miedzy nami tak wiele ktore naprawde duzo przeszly i wciaz znajda cieple slowo i wsparcie dla innych...

podziwiam was ze wciaz chcecie walczyc i sie nie poddajecie pomimo tego jak ciezko wam jest...
Odpowiedz
Jeszcze nie urodziłam. Nic nie wiem, gdzie rodzić, jak rodzić i co będzie później. Niezła lekcja pokory.
Dziś przewertowałam ileś artykułów o terapii uporczywej. Niestety zaszkodziło mi to emocjonalnie, ale wiedza jest mi niestety niezbędna.
Pisałyście, że nie da się przygotować na śmierć dziecka. Lekarze tego ode mnie oczekują. Wiem przecież, więc powinnam umieć już rozmawiać chłodno i rzeczowo i nie liczyć na nic. Ale sami nie są w stanie powiedzieć \"pani dziecko umrze w przeciągu dwóch godzin, dwóch tygodni, dwóch miesięcy\". Nie są w stanie powiedzieć nic, co mnie przygotuje na ten moment. Jesteśmy z mężem bardzo samotni. Mam naprawdę zły dzień.
Nie piszcie proszę, że jestem dzielna, bo co niby bym robiła gdybym nie była dzielna? Owszem jestem dumna, że udaje mi się trzymać fason przed Hanią, bo to jest dla mnie bardzo ważne, żeby ją ochronić przed totalnym rozstrojem. Ale poza tym nie jestem ani dzielna, ani nie dzielna. Jestem samym strachem.
Odpowiedz
Myślę Aniu o tym, co napisałaś. Dla mnie jednak dzielna... Choć zostań niedzielnaSmile - jeśli wolisz:*

Czekam zawsze na każde wieści od Ciebie. Zazwyczaj otwieram wątek ze strachem i jednocześnie z nadzieją, że u Was dobrze, że się trzymacie, że Piotruś się trzyma. Czytam bloga i nieustająco leją mi się łzy, szczególnie, kiedy piszesz listy. Myślę o Was, kiedy składam ręce do modlitwy. Jestem zła, kiedy myślę o bezradności świata, medycyny, naszych rąk.
Aniu, wiem, że niczego nie mogę powiedzieć, że nie umiem powiedzieć niczego, co Cię podniesie, co Was podniesie. Wiem, że nikt nie czuje jak Ty, nikt jak Wy nie rozumie. Chcę tylko powiedzieć, że jestem, jak my wszyscy tutaj, na Waszym wątku - z troską, ciepłą myślą i nieustającą modlitwą.

Ściskam Ciebie, ugłaskaj też Piotrusia proszę.
Odpowiedz
to abrdzo przykre co napisalas...
kochane drogie malenstwo...

zycze ci duzo sil i nie zapomne o was w dzisiejszej modlitwie
Odpowiedz
Hanka,

mysle, ze bedziesz miala lepsze przygotowanie (choc nie wiem, czy to dobre slowo) teoretyczne do urodzenia dziecka z letalna wada niz lekarze - w tym ludzkim przezyciu Twojego dramatu. Bo lekarze nie wiedza, co mowic, jak sie zachowac, jaka postawe przyjac, aby bylo latwiej, zarowno Tobie jak i im. Tego - czyli jak przezywac przegrane narodziny - nikt ich nie uczyl. To znaczy od strony medycznej, to wiedza (czy powinni), ale jak byc czlowiekiem w tym wszystkim...

Agik kiedys sie dzielila, ze jak przyjechala na porodowke, jej coreczka miala letalna wade, to gdy poinformowala personel medyczny o tym, jaka jest jej sytuacja, to nagle wszyscy z personelu znikneli, zostal tylko lekarz, u ktorego na twarzy malowalo sie przerazenie. W takiej chwili chcialoby sie miec lekarza, ktory madrze potrafi towarzyszyc i ktory jest jak przyslowiowa skala.

Hanka - wiem, ze bylas w szpitalu Sw. Rodziny. Nie wiem, jakie sa Twoje odczucia, ale moze warto umowic sie na spotkanie z dyrektorem tego szpitala i z nim porozmawiac, przedstawic liste pytan zwlaszcza dotyczaca przygotowania lekarzy, ich stosunku do porodu dziecka smiertelnie chorego.

A moze, tak jak istnieje \'lista zyczen osieroconych rodzicow\', stworzyc liste zyczen rodzacej kobiety, ktora wie, ze jej dziecko umrze wkrotce po porodzie, rodzaj apelu czy listu do lekarza?

Tak bym chciala odjac Ci choc czesc Twoich strachow, Twojej samotnosci.

Monika
Odpowiedz
Moniko, piękny pomysł z tą listą... Wiele kobiet mogłoby to uchronić przed niewłaściwym tonem, zachowaniem, spojrzeniem, traktowaniem...
Odpowiedz
Aniu czekając na śmierć dziecka nie jesteś w stanie się przygotować na nic.Wiem coś o tym,9 tygodni czekania które przeżyłam przekonały mnie o tym.I podobnie jak Tobie lekarze ciągle wtykali mi,że nie są w stanie powiedzieć co będzie potem itd....Żyłam w nieświadomości i jednej wielkiej stresówie,czekałam na wszystko,jak to będzie się odbywało,czy Patryk urodzi się martwy,czy może żywy i umrze po porodzie.Byłam w identycznej sytuacji jak Ty Aniu,wiem,co czujesz i wiem jakie to jest trudne.Nie mam prawa Ci nic doradzać,czy sugerować,Twoją decyzją jest jakie decyzje podejmiesz w tej trudnej chwili.Z perspektywy czasu wiem,że podjęłam słuszną decyzję decydując się na poród naturalny nie na cc.Jednak łatwiej jest potem funkcjonować po cc pewnie nie byłabym w stanie uczestniczyć w pogrzebie Patryka.Dobrze pisze Wuchowa,lekarze nie wiedza co Ci powiedzieć,bo sami nie są w stanie ocenić jak będzie się rozwijała sytuacja wszelkie decyzje będą podejmować już podczas porodu.Na dzień dzisiejszy wystarczy,żebyś wiedziała czy chcesz zrobić Piotrusiowi pogrzeb,żebyś ewentualnie potrafiła podjąć decyzję w jaki sposób chcesz Go urodzić,jeśli będziesz mogła wybierać,przygotuj ubranka dla swojego synka kilka i dla siebie rzeczy te,które są zawsze potrzebne po porodzie i spróbujcie z mężem podjąć decyzję,czy jeśli Piotruś przyjdzie na Świat żywy mają go ratować czy pozwolić Mu spokojnie odejść.Może myślisz,że łatwo mi tak pisać a decyzje są zbyt trudne,ale uwierz mi jeśli przynajmniej tyle ustalicie,będziesz już spokojniejsza.Resztę zostaw losowi,ja myslałam jak to będzie itp.tworzyłam sobie różne scenariusze,a i tak wszystko odbyło się inaczej,niż w mojej głowie.....Prawda jest taka,że jeśli nadejdzie \"TEN\" moment wszystko,co myślałaś do tej pory i tak odwróci sie o 90 stopni.Później będziesz musiała dbać o to,żeby wrócić fizycznie do zdrowia,na pewno będziesz miała problem z laktacją kilka dni po porodzie,więc dostaniesz pewnie Bromergon.Dla lekarzy to podobny przypadek jak \"normalna\" ciąża jeśli chodzi o poród więc tak też będą do tego podchodzić w momencie porodu w stosunku do Ciebie (mówię o medycznej) stronie.Życzę Ci,żebyś trafiła na wrażliwych ludzi,lekarzy,położne,bo to strasznie ważne.Aniu,musisz dać radę,niestety,czeka Cie najgorsze wydarzenie w życiu,ale przejdziesz przez to.Współczuję Wam z całego serca,że będziecie musieli się z tym zmierzyć i wierze z całego serca,że dacie radę.Przytulam mocno.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości