Piotruś
#76
Hanka, i dalekie podróże są czasem potrzebne... - może i dobrze się stało, ta Twoja złość, - można było wrócić, zatrzymać się, wyjaśnić. Mówimy różnymi językami bo też sami jesteśmy różni. Ale to nie znaczy, że nie możemy się spotkać.
Cieszę się, że jest lżej.
Może z czasem i myśl o terapii stanie się lekka.
Wytrwałości! I wsparcia w sobie nawzajem. I siły.
Ściskam i pamiętam. J.
Odpowiedz
#77
Aniu,bo tak naprawdę Oni też żyją jakby w innym Świecie przez to,co się z nami dzieje,tylko nie potrafią o tym mówić...
Odpowiedz
#78
Hanka, u mnie nie było mowy o rozwodzie ale jakoś chyba cie rozumiem bo u nas też jakyśmy byli z innej planety. Ja strasznie potrzebuje wciąż rozmów na temat poronienia, masakrycznie wkurza mnie ze nasze dziecko nie ma grobu, aktu urodzenia a mąż mi tu nie pomaga. NIby mówił ze sami stworzymy sobie taki akt, że może jakiś album z zapiskami, wierszami stworzymy ale z realizaji tego to nic nie ma. Założyłam epitafium na \"pamiętajmy\" a on powiedział ze pomyśli i coś napisze i \"myśli\" do dziś... smutne to ale prawdziwe. Miłość jest piękna ale czemu tak trudna? Nie wiem.
Mam nadzieje że znajdziecie wspólną drogę by nosić w sercu Piotrusia.
Odpowiedz
#79
Dziewczyny, wiem z doświadczenia, że różnie przeżywamy życie. Miałam straszną potrzebę wspólnej terapii z mężem, kiedy było nie tak. Ale zrozumiałam, że do terapii trzeba dojrzeć. Może my, kobiety, dojrzewamy wcześniej lub może prościej nam mówić głośno o tym, do czego mężczyźnie trudno się przyznać (z przekonania, że mu NIE WYPADA) - o emocjach. Dajmy im trochę czasu. Rozmawiajmy, wierćmy dziurę w brzuchu ale powoli, małymi krokami. Wierzę, że to może być owocne. U mnie było. Wiem, że faceci są różni i pewnie są i tacy, z którymi się nie da, bo może czegoś już po prostu nie da się odbudować. Ale jeśli jest wola, miłość, to coś WSPÓLNE, to z czasem się uda.
Jestem tu od niedawna ale widzę w Was wiele pięknej woli życia, szczerości, miłości, oddania, potrzeby kochania i bycia kochaną, wspieraną. Nie dajcie się. Wiele z Was jest dla mnie Pięknym Wzorem Pokory i Siły.

(się wywnętrzniłam i wzruszyłam Wink )
Odpowiedz
#80
Aniu, ślę Wam codziennie wspierające myśli...
Odpowiedz
#81
\"Jak dobrze być znowu u siebie i w sobie. A walizki na strychu. \" - bardzo się cieszę. Myślę o Was i modlę się o cud dla Was.
Odpowiedz
#82
Aniu,ja również o Was myślę....
Odpowiedz
#83
Witajcie.
Zaczynam sie czuć \"w ciąży\". Nie mogłam spać taką miałam zgagę. Przy chodzeniu Piotruś zalega na mojej szyjce macicy i muszę przystawać, to już znam z ciąży z Hanką.
A wierci się tak, że nie mieści mi się w głowie, że ma pół serca, a czynnościowo to z 1/8. Pomimo uciążliwości mogłabym tak chodzić całe życie, byleby żył.
W poniedziałek o 11 mamy kolejne echo. Przeraża mnie poziom mojej nadziei na pozytywniejsze informacje. Sytuacja jest jednoznaczna. Na co ja liczę? Ale tak trudno w to uwierzyć.
Odpowiedz
#84
Aniu,tak strasznie chciałabym,żeby w Twoim przypadku jednak stał się cud,żebyś nie musiała przechodzić przez to,co ja....Kurde mol,dlaczego nic nie mogę zrobić??? Aniu,wiem,że fizycznie zaczyna być Ci ciężko,ale to naprawdę najcudniejsze wasze chwile,choć trudno w to uwierzyć kiedy zgaga męczy a mały kopie jak szalony...
Ja czułam ruchy,nawet jak Patryk już nie żył....byłam przekonana,że jest ok,do czasu kiedy nie zrobiło mi się tak jakoś ciężko na dole i pojawił się niepokój....to macica sprawiała wrażenie,że mały się rusza,bo się kurczyła....
Aniu,modlę się o to,żebyś cieszyła się Piotrusiem jak najdłużej,żeby wszystko było jak najlepiej i z całego serducha jestem z wami.Proszę Cię,daj znać,jak Wam poszło na tym echu,ok?Przytulam mocno.
Odpowiedz
#85
Czekamy na Cud razem z Wami.

Dajcie znak po 11.

:*
Odpowiedz
#86
Dzieki. Dam znać, ale koło wieczora. U doc. Dangel nigdy nie zeszliśmy poniżej 4 godzin czekania, a o 15 mam jeszcze wizytę na Karowej. W domu będę ok 18.
Odpowiedz
#87
Pamietam o Was i przesylam moc serdecznych mysli.
Nadzieja - wbrew wszelkim racjom - zawsze gdzies bedzie sie tlic na dnie serca.
Haniu - jak sie czujesz? Jak wczorajsza wizyta u p. Dangel?
Odpowiedz
#88
Dzięki Moniko.
Wizyta w poniedziałek 7.09. Wink
Jak się miewa Twoja mała Hania?
Odpowiedz
#89
Hanko-Aniu

przepraszam, nie dotarly do mnie te daty.
W takim razie poczekamy troche dluzej, caly czas o Tobie myslac.

Mala Hania - rosnie, spi, ... zwyczajne zycie, dziekuje za pamiec. Ile razy patrze na nia, to wiem, ze zycie, jej zycie, jest cudem, ze kazda godzina, dzien, tydzien jest nam darowany... Ta normalnosc \"mojego\" swiata daje sily, aby zmagac sie z innymi przeciwnosciami.
Odpowiedz
#90
Aniu, ślemy dobre myśli, bo pewnie się denerwujesz przed wizytami.
Dużo sił
Odpowiedz
#91
Aniu dzisiaj wizyta...bądź dzielna,trzymam kciuki za Was i z niecierpliwością czekam na Twój powrót.
Odpowiedz
#92
[b]Aniu/b] oby wszystko bylo dobrze daj znać pamietam i myślę o Was
Odpowiedz
#93
Dzięki,
bajki nie będzie, nie mogłam wcześniej napisać, bo ryczę.
Byliśmy dziś na echu serca u doc. Dangel, potem w Centr Zdr Dz u doc. Bieganowskiej od zaburzeń rytmu u dzieci, potem na Karowej u ginekologa. Znikąd nadziei. Musimy podjąć decyzję, czy chcemy leczyć Piotrusia, choć żadne dziecko z taką wadą nie przeżyło. Wiąże się to z otwieraniem klatki piersiowej w pierwszej dobie życia w celu wstawienia rozrusznika, potem zwykle stan się pogarsza w stosunku do urodzeniowego, często dochodzi zapalenie płuc jako powikłanie po operacji. Teraz radzi sobie \"zdumiewająco dobrze\" jak na tak złożoną wadę, ale mnie to już nie cieszy, bo finał jest jeden. Im silniejszy się urodzi, tym dłużej będzie się męczył. Nikt nie śmie prognozować w jakim stanie się urodzi i jak długo będzie żył. Czy w ogóle podejmie samodzielne oddychanie? Oczywiście o decyzję zapytają nas jak się urodzi, ale musimy przemyśleć to teraz.
Ginekolog naciska na poród siłami natury, choć powiedzieliśmy, że chcemy cc, żeby zobaczyć Piotrusia żywego. Porodu może nie przeżyć. Szyjka już przygotowana do porodu, można wcisnąć palec. I nic dziwnego zważywszy moje skurcze. Jestem załamana i zagubiona i chce zniknąć.
Odpowiedz
#94
I Twoje zniknięcie będzie dla nas wszystkich zrozumiałe.
Jesteśmy tłem Twoich przeżyć. Niemniej pamiętaj, że możesz na nas liczyć. Pozdrawiam.
Odpowiedz
#95
Haniu płaczę razem z Tobą. Tak bardzo brak mi słów - zawsze kiedy wchodzę na Twój wątek i staram sie jakoś pocieszyć zatyka mnie. Nie wiem, bezsilność paraliżuje każdą z nas.
Mogę tylko przytulić. Mam nadzieję że jak znikasz to w czyichś czułych ramionach. Całuję..
Odpowiedz
#96
Haniu, tak mi przykro, że choć części Twojego smutku nie mogę wziąć na siebie...
Odpowiedz
#97
Aniu,wiem co czujesz.Najgorsze jest,że jakiejkolwiek decyzji nie podejmiesz i tak może nie okazać się trafna.W takich momentach ludzki rozum już nie jest w stanie się bronić,człowiek całkowicie pada na psyk i traci nadzieję,traci wszystko,co trzymało go do tej pory przy zdrowych zmysłach.Aniu przed Tobą chwile,których wolałabym,żebyś nie musiała przezywać,tak strasznie mi przykro.Musisz się trzymać,Piotruś jeśli odejdzie,będzie Mu lepiej tam,na górze,pamiętaj,że jest jeszcze Hania i Twój mąż,to dla nich spróbuj się całkiem nie poddać.Wiem,łatwo mi pisać myślisz,ale uwierz mi Aniu,nie dawno sama miałam ochotę umrzeć razem z Patrykiem....Rozumiem dlaczego proponują Tobie poród naturalny,wtedy fizycznie łatwiej dojść do siebie.Decyzja należy do Ciebie.Jestem z Tobą z całej siły,modlę się znowu krzycząc na Boga,bo to,co z nami robi czasem w głowie się nie mieści.Przytulam Was mocno.
Odpowiedz
#98
Aniu tak mi przykro,przytulam Cię mocno wszystko co chciała bym teraz napisac wydaje sie takie banalne i mało ważne ...........jesteśmy z Tobą
Odpowiedz
#99
Aniu, bardzo, bardzo mi przykro.
Będzimy tu gdybyś nas potrzebowała.
Odpowiedz
Bardzo mi przykro nie umiem nic napisać paralizuje mnie bezsilność i złość i smutek że musisz przez to przechodzić
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości