Piotruś
#51
Aniu, życzę z calego serca cudu. Nie wiem co jeszcze napisać. Serce matki tak wiele musi znieść.
Dużo sił.
Odpowiedz
#52
Krysiu bardzo mi przykro.
Służba zdrowia i wrażliwość rzadko idą w parze. A przecież nie musi tak być. Odważna jesteś, że do nich zadzwoniłaś. Ściskam Cię gorąco.
Odpowiedz
#53
Wiesz,po tym jak straciłam Patryka miałam ochotę zadzwonić do jednego lekarza,który był tam tak chamski i opryskliwy,że szkoda gadać i mu to powiedzieć,ale odpuściłam.Jego pewnie by to w ogóle nie obeszło (chciał żebym rodziła u nich ale za to ciało dziecka oddaje do badań....).Zadzwoniłam,bo uznałam,że jeśli proszą o pomoc w badaniach i rzeczywiście obchodzą ich losy dzieciaków,to jestem im to winna,tymczasem jak później się okazało martwe dzieci to dla nich żadne dzieci,tak jakby nigdy nie istniały....
Aniu cieszę się ,że dobrze się czujesz.Myślę o Was codziennie.
Odpowiedz
#54
Aniu jak się czujecie? Trzymasz się?
Odpowiedz
#55
Aniu jak się czujecie? przytulam
Odpowiedz
#56
Dzięki Dziewczyny,
trzymam się. Wczoraj wróciliśmy z pielgrzymki Piotrusiowej. Tym razem wszystko się udało. Jutro idę na grupę wsparcia. Bardzo się cieszę, ale czuję się taka jałowa. To życie dniem dzisiejszym, które wszyscy mi polecali, a wydawało się nieosiągalne wówczas, teraz stało się chyba faktem. I wcale nie jest takie fajne. Tak jakbym nic nie czuła. Chyba krok dalej jest już wyparcie problemu. Piszę listy do Piotrka, zajmuję się Hanką i mało domem, myślę o przygotowaniach do wyjazdu. Jakby nigdy nic.
W środę mam wizytę u ginki. Obejrzy mi szyjkę, bo strasznie mi się macica stawia. A w piątek jedziemy nad morze, jeżeli na wizycie będzie ok.
A co u Was?
Odpowiedz
#57
Czytałyście w Wysokich obcasach o gospodyniach domowych i depresji? Mój mąż czytał. Powiedziałam mu dzisiaj, że jak mam rozładować zmywarkę, to też mi się chce płakać. Zaoferował się, że on wyładuje. Zjadł obiad, potem przez godzinę czytał w wannie, potem siedział w necie, a teraz poszedł odstawić samochód do mechanika. Oczywiście zostawię mu tą zmywarkę, niech robi kiedy chce, ale wkurwiona jestem, bo to nie tylko zmywarka. Znowu ja będę kąpać Hanię i kłaść spać. Miałam ochotę na babskie spotkanie dzisiaj o 21, ale już mi przeszło. Jestem zmęczona, a wieczorem będę zjebana. Dziś rano poszłam na czczo oddać krew na morfo. Nie wiem ile jest do przychodni, ale normalnie pojechałabym samochodem tylko, że mi się zepsuł. Myślałam, że nie dojdę. Wróciłyśmy z jęczącą Hanią ok 14, zaliczając jeszcze sklep. Nie mogę się zregenerować po tym spacerze. Mój mąż w ogóle nie rejestruje faktu, że ja wchodzę w 8 miesiąc ciąży. Potrafi strzelić focha, że nie mamy kiedy iść na basen, albo do kina. A ja mam na każdym centymetrze ciała celulit, a najnowszego Harrego Pottera mam w dupie. Całe dnie spędzam z Hanią, która ma fobie i musi stale przebywać w tym samym pomieszczeniu co ja, jest jęcząco-wymuszająca i zajmuje sie sobą przez 10 minut dziennie. Zaraz oszaleję od tej codzienności, a na rozrywkę nie mam po prostu siły.
Dobrą stroną tego stanu ducha, jest to, że cieplej myślę o swojej pracy. Siedem miesięcy bycia gospodynią domową może wyleczyć z narzekania na pracę.
Odpowiedz
#58
Aniu, myslałam o Was całą niedzielę, czy uda się Wam tym razem dojechać do Gidl. Smile

To chyba tak jest, że nic_nie_czucie jest takim sposobem, w jaki nasze ciało broni się przed bólem. Do tego sama ciąża jest przecież niezwykle trudnym czasem, a Twoja stokroć trudniejsza niż przeciętna. A mężowie uciekaja przed cierpieniem inaczej niż my.
Może uda Ci się wypocząć nad morzem...
Dbaj o siebie, bo Twoje samopoczucie jest teraz najważniejsze. I narzekaj tu nam ile będziesz chciała Wink
Dużo, dużo sił
Odpowiedz
#59
Oj, tak. Potrzebne jest takie miejsce do narzekania Smile. Małgosiu, dziękuję za ciepłe słowa.

Byłam na grupie. Okazało się, że chodzi mi o coś innego. Czuję się samotna, brakuje mi uwagi, jestem odpowiedzialna za dzieci,z którymi dzieje się źle, a pretensje o obowiązki domowe to tylko wierzchołek góry. Dobra jest ta nasza grupa.
Odpowiedz
#60
Aniu w momencie kiedy cały Twój Świat stoi na głowie czasem ciężko odpowiedzieć sobie,co Cie tak naprawdę wkurza w danej chwili.Emocje,których nie uwalniamy,żeby nie zagnębić nimi bliskich tylko być w miarę spokojną i opanowaną,czają się gdzieś w środku jak małe demony i wychodzą z nas,kiedy już jest im zdecydowanie zbyt ciasno w naszej duszy.Człowiek niestety ma swoją pojemność i nie ma takiej opcji,żeby przejść przez wszystko z kamienną twarzą,bo wtedy po prostu nie żyje.Starałam się tak długi czas pokazywać wszystkim,że jestem już dużą dziewczynką,że radzę sobie z problemami i nic mnie nie rusza,ale w końcu tama pękła,bo mój organizm powiedział,że kumulować w sobie to on tego nie zamierza i daje mi co jakiś czas objawy somatyczne....Po wizytach u psychologa wiem,że mam prawo do płaczu,do gniewu i do smutku,wtedy absurdalnie, będzie mniej bolało.I tym się ratuje gdy dochodzę do ściany,uderzam głową krzycząc a nie tak jak dotąd w milczeniu.Czasem tylko trochę brak sił,ale z tym też walczę.
Aniu tak jak pisała Małgosia jeśli poczujesz,że gniecie,wylej tutaj te wszystkie swoje emocje,żebyś się nie męczyła w ciszy cały czas,udowadniając wszystkim i sobie,ze dasz radę,bo przecież twarda jesteś.To błąd ja już o tym wiem,dlatego proszę,jeśli boli-krzycz,wtedy będzie lepiej,a my jesteśmy z Tobą.I z Piotrusiem Smile Przytulam mocno!
Odpowiedz
#61
Wiecie, co wymyśliłam? Wcale nie chce jechać nad to morze.
Będę stale pod obstrzałem. Hania, Leszek i jeszcze znajomi. My w jednym pokoju, nigdzie się schować i popłakać. Odbieram ostatnio same sygnały, że czegoś jest za mało. Boję się, że ten wyjazd jest obliczony na czerpanie ze mnie, a nie dawanie mi uwagi. Nie będzie nawet internetu, ani moich wypróbowanych miejsc do płakania/radzenia sobie. Wpakowałam się, a teraz trudno się wycofać.
Odpowiedz
#62
Aniu!
A może takim miejscem stanie się plaża i możliwość spaceru, samotnej wędrówki nad samym brzegiem morza- choćby krótkiej. Wiesz, ja też mam takie swoje \"wypróbowane sposoby\" na radzenie sobie, które bardzo mi pomogły po stracie Jaśka. Wiem o czym mowa, bo chociaż one nie są 100% skuteczne i nie wystarczają, to są jakimś ważnym dodatkiem. Dla mnie np. takim miejscem było i nadal jest kino- odskocznią, miejscem w jakimś sensie magicznym. Ale to może dlatego, że ja bardzo lubię także sama chodzić do kina.
Mam nadzieję, że także nad morzem uda się znaleźć takie miejsca- wspomagacze, czy sposoby- wspomagacze. Życzę Ci tego z całego serca!
A jeśli chodzi o nastawienie całego wyjazdu bardziej na czerpanie z Ciebie... Wydaje mi się, że czasami za mało my- kobiety, zwłaszcza te nastawione na program \"radzenie sobie\" pokazujemy zarówno sobie, jak i światu naokoło, że przecież w gruncie rzeczy jest wiele chwil, w których jesteśmy jak małe, bezbronne dziewczynki i potrzebujemy chwili uwagi i opieki, a wtedy nabieramy sił w nasze akumulatory, żeby znowu mieć siłę i prawdziwą moc. Nie wiem, czy tak jest w rzeczywistości, ale czasami chyba najtrudniejszym sposobem otwarcia się przed tym drugim jest pokazanie mu siebie, jako słabej istoty, jako słabego człowieka po prostu (a może po prostu człowieka???). Ale to moja refleksja, która niekoniecznie musi być trafna... Po rpostu tak mi przyszło do głowy pewnego dnia i powiedziałam to swojej drużynowej w drużynie harcerskiej, że jako moja pierwsza drużynowa była dla mnie niesamowitym autorytetem, bo wszystko wiedziała, umiała, była taka nieomylna. Natomiast prawda jest taka, że teraz, kiedy nasze relacje są równe ja jeszcze bardziej ją szanuję, bo widzę, że jest także człowiekiem po prostu, który ma swoje słabości, czy trudne chwile i mnie po prostu w jakimkolwiek stopniu potrzebuje!
Życzę Ci dużo pokoju mimo wszystko na wakacjach...
Maria
Odpowiedz
#63
Aniu,myślę o Was.
Odpowiedz
#64
Aniu kochana,jak tylko będziesz w stanie,napisz jak Ci tam...
Odpowiedz
#65
Przeczytałam bloga Hanki. Cisną mi się łzy. Ciśnie mi się wołanie o cud.
Piotrusiu...
Pomodlę się o Was, Haniu.
Odpowiedz
#66
Aniu myślę o Was.
Odpowiedz
#67
Aniu...
Przytulam ciepło...
Odpowiedz
#68
Witajcie, wróciliśmy wczoraj.
Było miło. Pobyliśmy ze sobą, ale mało jako rodzina, więcej w szerszym gronie, bo dzieciaki nie dawały się rozdzielić. Na szczęście rodziców mieli bardzo sympatycznych. Był Piotruś (prawie 4 lata), Ignaś (4 lata i 5 miesięcy), Hania (prawie 5 lat) i Michał (6 lat). Chłopcy pozakochiwali się w Hance, tylko najmłodszy bawił się, że jest jej synkiem.
Nam udało się porozmawiać pewnej nocy po przyjeździe. Wiele jeszcze zostało do powiedzenia. Nie wiem, czy mąż też ma niedosyt. Cieszę sie, że odpoczął nad morzem. Hanka jeszcze do piątku została z moją mamą. Mały Piotruś bryka. Ja zmagam się z powrotem do rzeczywistości, prawdę mówiąc wcale nie wzmocniona. Ten wyjazd był w konwencji \"póki Piotruś żyje bawmy się\". Ucieczka od niechcianych uczuć, nigdy nie przyniosła mi korzyści. Ale cieszę sie, że moi odetchnęli.
Dziękuję za ciepłe myśli.
Odpowiedz
#69
ciepłych myśli dla Was, Hanula, pod dostatkiem...
Odpowiedz
#70
Dobrze,że spędziłaś trochę czasu w innym miejscu,Piotrusiowi też pewnie sie podobało.Trzymaj się Aniu,jestem blisko,pozdrawiam i mocno przytulam ....
Odpowiedz
#71
Od dwóch dni męczy mnie bezsenność i wkurwienie. Nie wiem, czy tło jest bardziej hormonalne, czy psychiczne.
Mąż mnie znów wkurwia, ale możliwe, że widzę wszystko w krzywym zwierciadle przez to swoje samopoczucie. Z drugiej strony czasem czuję się jakbym właśnie przejrzała na oczy. Całe życie podporządkowałam spełnianiu oczekiwań jego i Hani. Teraz kiedy jestem mniej wydolna życiowo i emocjonalnie, oni czują się zawiedzeni i źli na mnie. A ja liczyłam na zwrot tej wrażliwości, którą im dawałam. Czuję się przegrana, jakbym źle zainwestowała. Hania jest jeszcze mała, i tak dobrze sobie radzi. Wolę, żeby się złościła niż miałaby się zamknąć w sobie. Tylko mnie akurat teraz trudniej sobie z tym przytomniej poradzić. Z mężem odgrywamy rytualny taniec. Proszę, żeby coś zrobił np. sprzątnął po śniadaniu, on robi to w stylu \"mam jedenaście lat, mama kazała\", ja muszę dokończyć sprzątanie, wkurwiam się, on też, potem ma poczucie winy, przeprasza i jeden dzień się stara. Właśnie wczoraj zostałam przeproszona i dziś się stara. Ale mam to w dupie, jestem nawet bardziej wściekła jak widzę te \"starania\", bo one miną jak tylko się uśmiechnę. Na fali złości myślałam, jednak trzeba się rozejść, ale dziś myślę, że musimy iść na terapię małżeńską. Same rozmowy to już za mało.
Przepraszam, że zalewam Was małżeńskimi problemami. Ale teraz akurat to dominuje w moim ogólnym poczuciu bycia nieszczęśliwą.
Odpowiedz
#72
Aniu to zupełnie naturalne,co czujesz.Żyjesz w ciągłym stresie i tak naprawdę każdy dzień stanowi barierę niemalże nie do pokonania z którą musisz sobie radzić,bo tak naprawdę,nie masz innego wyjścia.A czasem chciałabyś po porostu mieć prawo do swojej słabości,tymczasem niejako jesteś zmuszona funkcjonować tak \"jakby nigdy nic\" to jest maksymalnie frustrujące.Ja np.wk... się,jak widziałam,że mąż żyje normalnie,tak jakby nic złego w naszym życiu miało nie nastąpić,nic mu nie mówiłam na ten temat,bo wałkowałam Go często i widziałam,że powoli ma już dość ale myślałam czasem,że jest bezczelny i chyba nie ma serca kiedy nie robi za mnie obiad,nie sprząta,nie pokazuje mi tego,że widzi moje cierpienie i jest mu mnie szkoda i Patryka tylko postępuje jakby nigdy nic.Szlag mnie trafiał normalnie i też się z nim kłóciłam ile wlezie,bo jak tak można.....Powiem Ci,że nawet teraz kiedy minęło 5 miesięcy tak czasem tak mam.On wypiera wszystko ze swojej psychiki co jest związane z tamtymi wydarzeniami,a ja chciałabym jeszcze o tym rozmawiać,bo nie potrafię udawać,że nic się nie stało i jakoś nie trafiają do mnie słowa,że trzeba iść do przodu,bo czasu nie cofnę.....Życie w naszej sytuacji Aniu przypomina taką farsę,wiesz na zewnątrz twarde,radzimy sobie,bo nie wypada pokazać,że jest inaczej,ale to,co kotłuje się w naszych umysłach wiemy tylko my i nawet jeśli udaje się to uspokoić na chwilę,kiedy myśli wracają rodzi się gniew i wszystko nas wk.....ja wybucham w najmniej oczekiwanej nawet przez siebie sytuacji.
Trzymaj się Ana,jeśli masz siłę i oboje chcecie skorzystajcie z tej terapii,może rzeczywiście coś pomoże.Ja mogę Ci powiedzieć,że z terapią lub bez trzeba to będzie \"przewałkować\" a co potem czas pokaże...Trzymam mocno kciuki za Ciebie i Twoją rodzinę.Pogłaskaj Piotrusia ode mnie,a Ciebie mocno przytulam.
Odpowiedz
#73
Hanka, wkurwiaj się ile wlezie, jeśli Ci tego potrzeba. Wykrzycz, wywrzeszcz, wyrzuć, nie zatrzymuj w sobie.
A potem usiądźcie i pogadajcie.
W złości i bólu dobrych decyzji nie da się podjąć, trzeba spokoju, trzeźwych myśli, jasności.
A teraz, tak myślę, najbardziej potrzeba Wam wsparcia, silnego ramienia, zrozumienia własnych emocji, przepracowania ich i ukojenia.
Terapia to dobry adres, wierzę w to.

Gdzieś musi być ten przysłowiowy złoty środek.
Trzymam kciuki, pamiętam, myślę. J.
Odpowiedz
#74
Aniu jak dobrze wiem co czujesz. Ja się niedawno rozeszłam. Zostałam z dwojgiem dzieci bez pomocy męża nawet finansowej. Mam problemy emocjonalne i uczuciowe. A dzieci jak dzieci-psocą i doprowdzają mnie czasem do obłędu, ale.....gdyby nie ona chyba bym się powiesiła.
Krysia ma racj, jeśli jest szansa na terapię-skożystajcie z niej. My tego nie zrobiliśmy i przegraliśmy. Może jeszcze dmy radę, może choć w sumie w to szczerze wątpię...

A ja żyję z dnia na dzień, staram się nie myśleć co przyniesie jutro. Jest mi ciężko bo nie mam przychylnych mi koleżanek czy rodziny. Ale co dzień powtarzam sobie że \"Jestem silna i dam sobie radę\" i jak do tej pory dają tą radę. Ale jak długo tak wytrzymam to nie wiem...
W każdym razie rozumiem Twoje emocje teraz i jestem myślami przy Tobie. Trzymaj się cieplutko każdej pozytywnej myśli. I nie poddawaj się!
Odpowiedz
#75
Yogoya współczuję rozstania. Jak to bez wsparcia finansowego? Nie można czegoś zrobić? Dziękuję za zrozumienie.

Jasia, wczoraj zagaiłam o terapii. Mąż był zdziwiony. Pogadaliśmy i okazało się, że ma podobne obawy jak ja. Sam to wyraził tak, że boi się, że za jakiś czas spojrzymy wstecz i ja powiem, że jego przy mnie wcale nie było, a on powie, że był przy mnie stale. I żadne z nas nie będzie miało racji.
Jesteśmy tak różni, że czasem trudno się porozumieć. Musieliśmy sobie tłumaczyć, co powiedzieliśmy i co zrozumieliśmy z rozmowy dwa tygodnie temu. W każdym razie czuję się jakby mój mąż wrócił z daleka.

Ściskam Was.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości