pytanie
#1
Mam pytanie do księdza,w jaki sposób można się przeciwstawić i trafić do znajomych ludzi że każde życie jest święte,że każdy z nas był kiedyś embrionem,płodem.Bardzo mnie denerwuje fakt że ludzie tego tak wyraźnie nie postrzegają,że traktują płód jako nie dziecko nie wnuczek,nie siostrzeniec.Negują ból rodziców ,przechodzą obojętnie,nawet nie mówiąc,jest mi przykro,tylko tyle....nie zapalając nawet świeczki na grobie,bo komu skoro to nie był człowiek.Zły jest ten świat,okrutny,bezlitosny.Chciałabym nakrzyczeć aby ludzie się ockneli,ale czy to coś zmieni....Jedyne co mogę zrobić to modlić się aby kolejna matka nie dała się nabrać że to co nosi pod sercem to dziecko,człowiek z duszą iciałem a nie komórki,nic innego mi nie przychodzi do głowy.Byłabym wdzięczna za odpowiedź,pozdrawiam
Odpowiedz
#2
Właściwie nic nie można zrobić co byłoby 100 % sposobem, aby zmienić myślenie takich ludzi. Jedynie można rozmawiać, ukazywać jak My to widzimy. Wolność człowieka jest nie ograniczona. Człowiek może przyjmować co chce i nikt mu tego nie może zabrać.Są ludzie wrażliwi, którzy potrafią zauważyć ten cud jakim jest ludzkie życie i to już od samego poczęcia i sa tacy dla których to nic nie znaczy. Zawsze jednak to zależy od człowieka jaki jest, jaka jest jego wrażliwość. Mnie też często wewnętrznie targają takie myśli dlaczego nie mogę kogoś przekonać. Nawet w sprawach bardzo oczywistych ludzie rożnie reagują a co dopiero w takiej sprawie jak nowe życie, które jest cudem. Możemy dzielić się tylko swoim patrzeniem na te sprawy, ale przyjęcie tego przez inną osobę zależy od niej samej. Pamiętam jak kiedyś cztałem w szkole na temat oddania życia przez matkę swojemu dziecku nienarodzonemu, lekarzowi, który namawiał ją do usunięcia, gdyż groziła jej śmierć powiedziała by ratował ją i dziecko. Choć w klasie było 15 osób tylko jedna z dziewczyn, którą spotkałem w kościele irozmawiałem przyznała, że to odbiło się na zmianie jej życia.
Odpowiedz
#3
Dziękuję za szybką odpowiedź.Ma Ksiądz rację że wolność człowieka jest nie ograniczona i może z nią zrobić co chce.Może postąpić albo dobrze abo źle.Dziwi mnie jednak ten brak szacunku,godności dla życia.Ludzie,moi najbliżsi dziwią się dlaczego ja tak przeżywam śmierć mojego dziecka,bo co by było gdyby umarło mi dziecko które jest na świecie?A ja jestem w szoku dlaczego oni uważają że śmierć innego mojego dziecka bardziej by bolała.Skąd oni to wiedzą jaki to ból,skoro tego nie przeżyli.Ja oczywiście od razu stawiam kontrę i wysłuchają mnie ale to wszystko,widzę że kiwają głowami ale tak naprawdę wcale nie utożsamiają się z tym i uważają mnie za osobę przewrażliwioną.Chciałabym im to wytłumaczyć,ale denerwuję się że moje słowa wpadają w próżnię :roll: Po mału godzę się że tak niewiele mogę zrobić ale jest to dla mnie trudne do zaakceptowania.Ze złem nie potrafię się pogodzić i tyle a przynajmniej nie z tym które jest tak widoczne dla moich oczu.A może nie powinnam się tym aż tak przejmować skoro i tak nie mam wpływu co zrobią lub czują inni ?
Odpowiedz
#4
Mówią, że zło tryumfuje, gdy na nie nie reagujemy. To nic, że ktoś nic sobie z tego nie robi. Ważne by inni wiedzieli, że ja na zło się nie godzę. Choć innych to nie przekona to jednak ważne jest by było jasne, że ja uważam inaczej i nie godzę się na zło.
Odpowiedz
#5
I na tym właśnie polega wiara, że ja robię tylko tyle ile potrafię, a Pan Bóg całą resztę.
Odnosząc się do opisanej sytuacji to widzę to tak:
Staram się przekazać swoje zdanie, ale kwestię tego, czy ktoś to przyjmie pozostawiam wolności wyboru. Wiem ile razy niepotrzebnie spalałam się do przekonania kogoś kto nie chciał być przekonany. Strata jest po obu stronach. Z mojej ulatujące siły i niepotrzebne negatywne emocje, z drugiej strony oddalenie się ode mnie jako stworu dziwnego. Zmieniłam postępowanie mówię to co myślę zaznaczając brak akceptacji zła, a czy ktoś to przyjmie oddaję Panu Bogu, bo wiem, że sama nic nie zrobię.
Wiele razy właśnie bez niepotrzebnego zaangażowania \"rzucałam\" coś i potem okazywało się, że właśnie to trafiało najmocniej i w te osoby, po którym bym się najmniej spodziewała. I takie sytuacje mnie wiele nauczyły... oddania Panu Bogu.
Pozdrawiam Ciebie Magdo78 i życzę dystansu, bo czasem nie warto tak się spalać Smile
Odpowiedz
#6
Chyba tak zrobię jak mi radzicie....Oddając Bogu czego nie potrafię zrobić,a On zrobi resztę....Muszę się tego na okrągło uczyć...a trudna to nauka Big Grin .Dla mnie osobiście warto się spalać,bo życie bez regół i zasad jest nie do zniesienia.Nie chce odejść z tego świata,nie robiąc co w mojej mocy aby choć troszkę zmienić,sumienie mi na to nie pozwala Big Grin Dziękuj z całego serca za rady,pozdrawiam
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości