Czemu tak jest:(
#1
Zawsze myślałam że po stracie pierwszego synka który zginął już nic gorszego mnie nie spotka przez wiele miesięcy nie mogłam pojąć dlaczego, dlaczego On próbowaliśmy z mężem pojąć to wszystko i z czasem doszliśmy do siebie po tym wszystkim. Postanowiliśmy że chcielibyśmy mieć taką malutką istotkę którą będziemy kochać bardzo mocno.Pamiętam jak bardzo się cieszyłam i mąż również gdy zobaczyliśmy dwie kreski na teście byliśmy tacy szczęśliwi niestety nasze szczęście nie trwalo długo pewnego ranka obudziłam się i dostałam krwawienia niestety. Nigdy do końca nie wiedziałam jak czuje się kobieta która poroni bo nigdy tego wcześniej nie przeżyłam teraz wiem.Jestem wściekła na Boga że poraz drugi mnie opuścił teraz się zastanawiam czy Bóg wogóle jest. Nie ma sensu się modlić po co Bóg i tak mnie nie słucha dlaczego tak jest.Teraz jestem wściekła na wszystkich na Boga za to wszystko co Nas spotkało czemu Sad
Odpowiedz
#2
Niestety, nie ma czegoś takiego jak limit nieszczęść Sad
Przytulam mocno
Odpowiedz
#3
Nie zawsze na wszystko potrafimy odpowiedzieć. Ale może trzeba byłoby poptrzeć inaczej, że w ten ludzki świat bóg od czasu do czasu ingeruje okazując Swoją miłość. Gdyby Bóg miał w kazdej sprawie ingerować to doszlibyśmy wniosku, że my właściwie nie ma nic na tym świecie do zrobienia. To boli. Może Bóg jest i po to żeby człowiek, który lubi wszystko wiedzieć miał na kogo zwalić winę. Nie wierzę, że Bóg, który stworzył ten swiat, dobry. Stworzył człowieka i podarowł mu ten świat. Później po grzechu, po odwróceniu się od Niego odkupił go w taki straszliwy sposób umierając na krzyżu miał człowiekowi kogoś zabierać. Bóg pewnie płacze razem z Tobą i pragnie powiedzieć, że nie pozwoli Twoim dzieciom utraconym być pod władzą śmierci, ale przywróci im życie w ciele przy zmartwychwstaniu. Nie wiem czemu Was to spotkało tak samo jak nie wiem dlaczego i wiele innych tak samo cierpiących z powodu utraty dzieci. Jedno jest pewne nie tylko Was to spotkało. Modle się za Was i Wasze utracone Dzieci.
Odpowiedz
#4
Ja zdaje sobie sprawe że nie tylko mnie to spotkało i nie ma czegoś takiego jak limit nieszczęść jak Małgosia napisała. Tylko jest mi teraz ciężko.
Odpowiedz
#5
Gdy w 2007 roku, w Wigilię Bożego Narodzenia, wracałam ze szpitala od mojego męża (wówczas jeszcze narzeczonego), który miał wypadek samochodowy i czekał na trepanację czaszki, myślałam, że gorsza rzecz nas już nie spotka, że po tym wszystkim będziemy już szczęsliwi. Tyle było strachu, niepewności, samotności... Nie wiedziałam wówczas, że rok później o tej samej porze będziemy opłakiwać nasze dziecko...
Odpowiedz
#6
Doris, dużo sił dla Ciebie
Odpowiedz
#7
Doris23451
Jest ciężko Tobie i wszystkim innym, ale gdyby Wam nie było ciężko to by znaczyło, że w tym świecie zatraciłyście ludzkie uczucia. Ten ciężar i smutek jest czymś co mówi o Waszej i Twojej wrażliwości. Dobrze by było na świecie, gdyby wszyscy ludzie byli wrażliwi na różne rzeczy bo wtedy mniej byłoby zła i krzywdy. Twoje Dziecko jest u Boga i wstawia się za Tobą, żebyś ten ciężar mogła nieść. Mam nadzieję, że znajdziesz Swoją golgotę gdzie ten krzyż, ciężar zostawisz. Kiedy w Twoim życiu coś Ci się uda to pomyśl, że moze to zasługa Twojego dziecka, które wyprosiło dla Ciebie tę łaskę.
Odpowiedz
#8
Czasami sobie myśle że Bóg musiał przymknąć oko na chwile gdy to sie zdarzyło
Odpowiedz
#9
Jest mi strasznie smutno i źle. Jak straciliśmy pierwsze dziecko w wypadku było strasznie próbowałam sobie na wszystkie sposoby wytlumaczyć dlaczego tak sie stało jakos sie podnioslam i modlilam sie wtedy do Boga o siłę.Teraz gdy nie ma i drugiego nie potrafie się już modlić nie mam siły.Moja znajoma stwierdziła że tak widocznie musiało być i zostało mi się pogodzić z tym faktem i zapomnieć, ale jak ja mam zapomnieć i pogodzić się ze śmiercią własnych dzieci ani zapomnieć ani pogodzić się nie potrafię i zawsze będe o nich myśleć
Odpowiedz
#10
Doris,

ja tez nie potrafie pogodzic sie ze smiercia moich dzieci ani o nich zapomniec. Smierc, a w szczegolnosci, smierc dziecka, razi nas swoim bezsensem.
Nauczylam sie kochac na nowo zmarle dzieci, pamiec o nich juz nie boli, choc czasami cos sie odzywa.
Nie da sie zapomniec.
Nie da sie nie myslec.
Mama sie stalas na zawsze.

To, co mozna pielegnowac w sobie, to nadzieje na przyszle spotkania - mi wiara w to, ze kiedys sie jednak spotkamy, jest jedyna pociecha. Nie szukam wytlumaczen \'tak mialo byc\', \'to ma jakis sens\'. Nie wiem, dlaczego tak sie stalo.

Duzo, duzo sil.
Monika
Odpowiedz
#11
Cytat:[autor cytatu=wuchowa]

To, co mozna pielegnowac w sobie, to nadzieje na przyszle spotkania - mi wiara w to, ze kiedys sie jednak spotkamy, jest jedyna pociecha.

Ja też mam taką nadzieję. Po śmierci Mamy to była jedyna myśl, która trzymała mnie przy życiu i pozwoliła nie oszaleć i nie pogrążyć się w rozpaczy. Wiem, że Mama wyszła na spotkanie mojemu Tacie, że nie był dzięki temu samotny przechodząc na tę drugą stronę. I to mnie pocieszało po Jego utracie.
Odpowiedz
#12
Ja czsami nie mam sił już ani na nadzieję ani na życie wszystko mi sie rozwalilo. Tak mi źle że nawet opisać nie potrafię.Zastanawiam czy to kiedyś przejdzie i będe potrafiła żyć normalnie w miarę.
Odpowiedz
#13
Kiedy Jezus umarł na krzyżu apostołowie też się załamali i stracili na dzieję, nastał dzień trzeci i Jezus zmartwychwstał. Choć do dzisiaj wspominamy Jego smierć to jednak jast ona rozpatrywana jakby w blasku tego zmartwychwstania i już nie jest ona taka sama jak przed. Trzeba odnaleźć w Bogu to zmartwychwstanie, bo ono dityczy nie tylko Jezusa, ale kazdego znas i Dzieci utraconych też. dla nas życie wieczne jest celem i choć śmierć jest czymś bardzo bolesnym to Pan Jezus mówi: musimy obumrzeć jak ziarno przenicy aby wydać owoc wieczności.
Odpowiedz
#14
Boże czemu najpierw dałeś nam dziecko które tak bardzo kochaliśmy i byliśmy z nim przez 3 lata a potem zabrałeś teraz mieliśmy nadzieje że jednak ale też niestety.
Odpowiedz
#15
Pewna osoba powiedziała mi że to jest kara boska to co nas spotkało że Bóg nas w ten sposób ukarał.
Odpowiedz
#16
Doris, a niby za co Bóg Was tak ukarał? czy siebie też ukarał? Kto opowiada takie brednie???????!!!!!!
Odpowiedz
#17
No właśnie za co przecież my kochaliśmy te dzieci za miłość nas ukarał? Tak się zapytałam tej osoby.Mój mąż powiedział że żal mu tej kobiety wytłumaczył mi że musi bardzo nieszczęśliwa że mówi takie rzeczy i w miarę możliwości mam jej unikać.No właśnie czemu niektórzy ludzie są tak okrutni nie mogę tego zrozumieć.
Odpowiedz
#18
Twój mąż ma rację. Kobieta, która opowiada takie rzeczy, najpewniej nie wie, co mówi. Łatwo chlapnąć bądź co i już. Doris - śmierć Twoich dzieci na pewno nie była karą!
Odpowiedz
#19
Doris - smierc dziecka nie jest kara za grzechy. Czlowiek musi byc bardzo biedny, jesli nosi w sobie taki obraz Boga...

Moze lektura tego watku Ci pomoze:
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=2177

Troche pisalysmy tam z dziewczynami o roznych poboznych pocieszeniach czy wytlumaczeniach, ktore mozna uslyszec w przypadku smierci dziecka.
Ja do dzis nie wiem, czy to Pan Bog 'zabral' mi dzieci, czy smierc, a On je z tej smierci wyratowal. I choc dzis nie jestem w stanie zrozumiec, dlaczego tak a nie inaczej, to kiedys, u koncu czasow, wszystko sie wyjasni, nawet ta rozlaka, ktora teraz trwa 'cale zycie', a potem bedzie chwila jedna, punktem w skali wiecznosci.

Usciski,
Monika
Odpowiedz
#20
Ja po stracie Antosia winiłam wszystkichConfusediebie, Boga, lekarzy. Ale doszłam do wniosku, że szukanie winnego nie jest dobrym sposobem na poradzenie sobie z tym wszystkim. Jednak moje serce, moja dusza potrzebuje jakiegoś wytłumaczenia. Być może jest ono zupełnie irracjonalne, ale być może to pomoże mi zrozumieć sens życia i śmierci.
Nie bez znaczenia dla mnie jest też to, że wszystko przeżywałam w okolicy świąt Wielkanocnych i po nich. Do szpitala trafiłam w poniedziałek - początek wielkiego tygodnia, święta spędziłam w szpitalu z mężem. W niedzielę Pan Jezus Zmartwychwstał, a za 3 dni mój synek odszedł do Pana Boga. I tak jak Pan Jezus umarł, aby odkupić ludzkość, tak może mój synek odszedł, aby odkupić moje grzechy...
Wiem, że to brzmi bezsensu, bo można by od razu powiedzieć, że może mam na sumieniu straszne grzechy skoro tak myślę... nie wiem dlaczego próbuję nadać sens śmierci Antosia, ale bardziej jestem w stanie pogodzić się z tym, kiedy tak właśnie myślę, niż kiedy ktoś mi mówi, że tak miało być lub gdy Bóg tak chciał i już.
Dlatego codziennie się modlę do mojego synka, przepraszam go i proszę, aby był zawsze przy mnie i proszę Boga, aby opiekował się moimi dziećmi.
I nie mam pretensji do Boga, mam nadzieję, że kiedyś będziemy razem - całą rodziną.
Odpowiedz
#21
Cieszę się, że jest tu ksiądz!
Ech, ja to w ogóle nie potrafię być z Bogiem, uwierzyć, że był ze mną i płakał ze mną. ja z nim nie byłam, choć niby trochę się modliłam w szpitalu. Ale czuję, ze to nie były prawdziwe, żarliwe modlitwy. Tylko powierzchowne i bylejakie. Tak jak teraz. Nie umiem naprawde do Boga się zwracać. A przede wszystkim nie potrafię uwierzyć (tak naprawdę), że ma jakiś plan na moje życie, nie umiem zaufać. I stąd tyle moich lęków. Czasami się pytam czy w ogóle jestem wierząca. Obawiam się, że jedynie przyzwyczajenie...
Odpowiedz
#22
Przy pierwszej stracie potrafiłam sie modlić teraz po drugiej jakoś nie potrafie ani sie modlic ani miec nadzei,wierzyć że będzie dobrze
Odpowiedz
#23
Modlitwa to nie tylko odmawianie poszczególnych poszczególnych modlitw. każde zaniesienie mysli do Boga to już jest modlitwa.
Odpowiedz
#24
Zbliża się lipiec jest mi strasznie przykro i źle bo wtedy rodziłam swoje pierwsze dziecko cały czas myślę jaki mój synek by był tak bardzo mi go brakuje znowu nachodzi mnie to uczucie ta złość że nic nie mogłam zrobić że umierał a ja nie mogłam mu pomóc
Odpowiedz
#25
Doris - tacy bezradni stajemy wobec smierci dziecka.
Zaloba to zadanie na lata, czasami na cale zycie, a nie na kilka miesiecy. To normalne, ze wszystko bedzie wracac, u Ciebie to tak niedawno odchodzil synek, potem kolejne doswiadczenie ze smiercia...
U mnie tez wielkimi krokami zblizaja sie rocznicowe dni i bardzo dobrze rozumiem Twoje uczucia.

Dopoki nie dotknie nas smierc, zyjemy w zludnym przekonaniu, ze tak wiele od nas zalezy. Zycie (i smierc wpisana w to zycie) uczy pokory.

Duzo, duzo sil.
Monika
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości