dan
#1
Minął miesiąc od śmierci mojego synka. Żył sześć godzin. Urodził się w 24-tym tygodniu ciąży. Informacje zamieszczone na tych stronach były dla mnie często wsparciem, ale ostatnio najprawdopodobniej przechodzę fazę złości i szczerze pisząc jestem na Was wściekła. Nie chcę nikogo urazić ani obrazić, ale... Nie wierzę w te Wasze aniołki. Po prostu nie możecie się pogodzić z tym, że Waszych dzieci już nie ma i nigdy nie będzie. Zresztą, może po prostu zazdroszczę Wam właśnie tej wiary. Właśnie z powodu jej braku (wiary), ja nie mogę czerpać znikąd pociechy. Nikt mi nie siedzi na moim ramieniu, ani prawym, ani lewym. Zostałam zupełnie sama. Po Kostku został mi tylko ból w sercu, odcisk jego stópki i zdjęcie, które na szczęście miałam okazję zrobić, kiedy jeszcze żył. To może i tak więcej niż mają inne z Was, ale ja w odróżnieniu od Was nie mogę liczyć na to, że kiedyś się z nim spotkam. Już nigdy nie będę miała więcej. Po co to piszę? Ze złości! Niech chociaż ktoś wie, że jestem wściekła.
Odpowiedz
#2
Myślę, że to co przechodzisz to normalna faza żałoby po dziecku, moment, w którym negujesz to co się stało i sytuacja budzi w Tobie agresję. Każda z nas przechodziła podobne momenty. Nie wierzysz w aniołki, ale wierzysz w swoje dziecko, które odeszło, za którym tęsknisz i za którym płacze Twoje serce. Nie wierzysz, bo po prostu nie możesz się z tym pogodzić, że nie ma Twego synka. Wszystko potrzebuje czasu, kiedyś gorycz i złość przeminie, nauczysz się żyć z ciężarem śmierci dziecka. W Twoich słowach jest gorycz i złość, ale czasem trzeba wyrzucić z siebie to co boli, by móc pójść dalej.
Przykro mi z powodu Twojego synka, zapalam dla niego światełko i życzę Ci spokoju ducha i byś znalazła ukojenie dla swojej obolałej duszy.
[\'][\'][\']
Odpowiedz
#3
Danwir, tak bardzo mi przykro, że Kostek zmarł. Umieranie dzieci jest takie bezsensowne i okrutne. I wiara nic tu nie zmienia (przynajmniej w moim myśleniu), bo to nie ma dla mnie wielkiego znaczenia, co będzie kiedyś, ważne, że nie przytulam każdego dnia moich dzieci, nigdy nie poczuję ich zapachu i ciepła ich ciał, nie będę przy nich codziennie, nie zobaczę jak rosną, nie usłyszę ich śmiechu. Ale z drugej strony codziennie czuje ich obecność. I nie wiem czy dlatego, że wierzę, że ich dusze żyją, czy dlatego, że są tak głęboko w mojej pamięci. Ale to chyba nie jest takie istotne, ważna jest tylko miłość.

Złość się na nas ile chcesz - mówią, że lepiej dawać wyraz swoim uczuciom, niż je tłumić.
Dużo sił
Odpowiedz
#4
Każdy ma inny przebieg bólu po stracie...
Pamiętam, że dla mnie od początku najważniejsze było nie pytać \"dlaczego\". Wiedziałam, że to pytanie jest bez odpowiedzi i ściągnie mnie w dół. Takie jakieś dziwne przekonanie... Więc nie pytałam. Nie było we mnie złości, jedynie łzy, płacz, żal. Do dzisiaj jest tak, że w ciągu roku są takie miesiące i dni, które przypominają mi o Igorku. Maj na przykład jest miesiącem kiedy Igorek począł się. Czerwiec miesiącem kiedy odszedł. Wszystko od tego czasu jest inne. Osobiście myślę, że wszystko ma jakiś sens, nawet wtedy kiedy nie jest dane nam go teraz albo w ogóle zobaczyć. Dla mnie te dwa lata temu były czasem głębokiego wejścia \"w siebie\". Cierpienie zjednoczyło mnie z Tym, który też wiele wycierpiał. Właśnie to... I może to dziwne, ale nie buntowałam się, czekam... po prostu czekam. Nie byłoby mnie w tym \"tajemniczym świecie\" tego forum, gdyby nie to doświadczenie....
Masz prawo Danwir do złości... Masz prawo do przeżywania straty, bolesnej straty....
Piękne imię wybrałaś dla Synka. (*) dla Twojego Kostka.
Odpowiedz
#5
Danwir, bardzo, bardzo współczuję śmierci synka Sad (*)
Już nie raz zastanawiałam się, jak cięzko musi być tym mamom, rodzicom, którzy są niewierzący... Ty przecież żegnasz swoje dziecko na zawsze, my \"tylko\" na chwilę... i czy okaże się to prawdą po naszej śmierci, czy też nie, nie ma większego znaczenia, bo tu i teraz ta myśl o ponownym spotkaniu daje nam z całą pewnością nieco ukojenia... I choć niejedna z nas w pewnym momencie przechodzi przez okres negowania istnienia Boga, złości i gniewu, to jednak w większości powracamy do naszych przekonań...
Nie dziwi mnie Twoja złość, bo Ty takiego \"koła ratunkowego\" nie masz...
Miesiąc to jeszcze tak niewiele czasu.... na żałobę potrzeba go znacznie, znacznie więcej... Dlatego życzę Ci ogromnej siły, by unieść ten ciężar i wsparcia u najbliższych. I tylko tak myślę sobie, że wprawdzie Kostka nie ma na Twym lewym ramieniu, ale na zawsze pozostanie żywy w Twojej pamięci i sercu - tam go odnajdziesz i z czasem wspomnienie o tych chwilach wspólnego bycia, prócz bólu, przyniosą też rozrzewnienie i czułość, a także swoistą radość, że choć tak krótko, o wiele za krótko, ale Kostek był....
Ślę ciepłe myśli
Odpowiedz
#6
Danwir tak bardzo mi przykro (*) mysle ze nie kazda tutaj jest wierzaca, za to kazda po stracie. Jesli zechcesz zajrzyj do dzialu zaloba tam wiele jest w prostych slowach wyjasnione. etapy zaloby rowniez. byc moze choc troszeczke pomoze Ci to zrozumiec co czujesz i z czym sie musisz jeszcze zmierzyc.....tak niewiele czasu minelo od smierci Kostka i Twoje rany wciaz krwawia mocno...duzo sil Ci zycze.
Odpowiedz
#7
Danwir bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. We mnie jest rowniez bardzo duzo zlosci, ale ja ja kieruje do Boga. Obwiniam go za wszystko, to moj rodzaj buntu. Złość się, płacz i krzycz,a jak chcesz to pisz o swoich uczuciach, to pomaga. Ściskam Cie mocno. (*)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości