Stracilam swoja kruszynke.
#1
Czesc dziewczyny! Ja tez stracilam swoja kruszynke, 3 tyg temu, to byla ciaza pozamaciczna. Staralismy sie o te dziecko ponad 2 lata. I co ja mam teraz robic? Maz strasznie chce zaczac ponowne staranie o dzidzie juz za 3 mies, a ja panicznie sie boje. Nie wiem czy przezyje taka kolejna strate, nie jestem taka silna. Chce miec dzidzie ale mysl za cos moze pojsc nie tak paraliżuje mnie, z kolei mysl ze moze nigdy nie bede mama sprawia ze nie chce mi sie zyc, bo dla kogo? To takie bledne kolo! Jest we mnie tyle zalu i zlosci, przede wszystkim do Boga, ze jest takim egoista. Realizuje wlasne plany a my mamy sie po prostu podporzadkowac! Dlaczego?!
Odpowiedz
#2
Wiolu nikt nie odpowie na pytanie dlaczego?? bo niby dlaczego Ty, dlaczego ja? dlaczego tyle kobiet traci swoje dzieci....i kto jest temu winien...Twoja rana jest swieza i krwawi, daj sobie czas na placz i zal..jesli potrzebujesz wykrzycz swoja zlosc, idz do kosciola i \"pogadaj\" z Panem Bogiem, moze pogadaj z kims bliskim komu mozesz powiedziec wszystko.. pisz tutaj o wszystkim co czujesz. a na starania o nastepne malenstwo przyjdzie czas ... wtedy kiedy poczujesz sie gotowa i kiedy lekarz da wam zielone swiatlo. bardzo mi przykro z powodu straty Malenstwa (*)
Odpowiedz
#3
Witaj. Przykro mi bardzo, że i Ty do nas dołączyłaś. Twoje uczucia są jak najbardziej normalne. Może przyjdzie czas, kiedy będziesz gotowa spróbować jeszcze raz... Porozmawiaj o tym z mężem. Każda z nas po stracie odczuwa strach przy następnej ciąży, ale też trzeba wierzyć, że się uda i wielu z nas się udaje. Ja też miałam pretensje do Boga. Dopiero pół roku po stracie poszłam do spowiedzi, zrozumiałam że to co się stało to nie wina Boga...
Narazie daj sobie czas na przeżywanie żałoby. Życzę Ci dużo siły i zrozumienia wśród bliskich.
Dla Twojego maluszka (*).
Odpowiedz
#4
Dziewczyny dziekuje za slowa wsparcia. Na razie nie chce rozmawiac z Bogiem, czy chodzic do kosciola, zbyt bardzo mnie to boli. Czasami czuje wielka pustke w srodku, jakby wszystkie uczucia ze mnie wyparowaly i nie wiem wtedy kim jestem, czasami potrafie plakac godzinami i czuje jakby dzielily mnie tylko kroczki od szlenstwa. Czy to kiedys minie? Czy wroci mi chec do zycia? Dni strasznie sie ciagna i nie widac konca moim zalom i smutkowi.
Odpowiedz
#5
Wiolu bardzo mi przykro z powodu twojego maleństwa.Zwykle po takiej tragedii zadajemy sobie pytanie,nawet nie jedno a milion pytań \"dlaczego\",na które nie ma przeważnie odpowiedzi.Jest nam ciężko i źle,obrażamy się na Boga albo mamy do niego żal,nie potrafimy zgodzić się na ten porządek świata.Niestety ukojenie naszego bólu nie chce się pojawić i każdy dzień wydajesię trudniejszy do przejścia.Mnie trochę pomogła praca i szczeniak.Po 10 mies.jest mi trudno żyć,ale staram się i wiem,że Tosia będzie zawsze częścią mojej rodziny.
Odpowiedz
#6
Wiecie czego sie najbardziej boje, w nast poniedzialek wracam do pracy. Pracuje z położnymi jako \"pracownik wsparcia\". Jak ja mam tam wrócić? Przeciez przebywanie z kobietami w ciazy, patrzenie na nowo narodzone dzieci wyrwie mi serce. Boje sie ze wybuchne placzem, ze inni pracownicy nie zrozumieja, ze uciekne stamtąd, nie dam rady. Na sama mysl robi mi sie niedobrze. Chcialabym byc silniejsza, chcialabym zeby to wszystko ktos wymazal z mojej pamieci. Czasami udaje ze nic takiego sie nie stalo, wtedy tak nie boli, ale później emocje wracają z podwójna siląSad Nie zrozumcie mnie zle, ja bardzo pragnelam tego dziecka, tylko ten gniew i zal sa tak silne...Wybralismy juz imiona dla naszej niuni,jesli bylby chlopczyk-Natan a jak dziewczynka to Luiza, maz byl taki podekscytowany. Zastanawialam sie po kim nasz aniolek odziedziczylby cechy, jakby wygladal? Teraz juz sie nie dowiem.
Odpowiedz
#7
Wiolu!
Nie dziwię się, że boisz się wracać do pracy!To musi być naprawdę trudne. Oszczędzaj się teraz jak będzie można, może da się choć o kilka dni przedłużyć zwolnienie? We mnie także było straszliwie dużo gniewu, złości i żalu, że nawet nie wiedziałam, że w ogóle tyle jestem ich w stanie w sobie zmieścić- tych wrogich emocji! Byłam zła na wszystko i na wszystkich, także na Boga, bardzo często byłam jednak zła przede wszystkim na siebie, że niczego nie poczułam, nie umiałam temu zapobiec, a może gdybym potrafiła, to uratowałabym synka, bo już był przecież w pełni ukształtowany, zdrowy i silny?! Pozwalałam sobie jednak na przeżywanie tych emocji. Wracałam do domu i wyłam, klękałam na podłodze i wylewałam morze łez, ledwo wlokłam się po klatce schodowej wiedząc już, że się zupełnie rozkleję. Tak było i to często, ale nie tłumienie tego, mi akurat pomagało!
Wierzę, że jeszcze będzie naprawdę dobrze i szczęśliwie! Życzę Ci tego z całego serca!
Odpowiedz
#8
Dziewczyny a czy mozecie mi powiedziec jak dlugo to potrwa? Z perspektywy waszych przezyc i doswiadczen ile czasu minelo zanim poczulyscie sie lepiej?
Odpowiedz
#9
Mario H-S mam nadzieje ze kiedys ten optymizm powroci i do mnie. Dziekuje za zrozumienie i slowa otuchy.
Odpowiedz
#10
To sprawa indywidualna. Ja potrzebowałam kolejnego \"kopa\" od życia. Kiedy moja córka trafiła do szpitala zrozumiałam, że jest ktoś kto mnie potrzebuje, że nie mogę leżeć całymi dniami na kanapie i płakać, że muszę się pozbierać, jeśli nie dla siebie to dla innych. To było 2 miesiące po poronieniu.
Mam nadzieję, że szybko poczujesz się lepiej. To bardzo trudno pozbierać się po stracie jedynego dziecka. Nie tłum w sobie emocji, jeśli możesz rozmawiaj o nich z mężem, może to sprawi, że poczujesz się lepiej. Jeśli o mnie chodzi to ja nigdy nie wróciłam do stanu sprzed poronienia. Jeszcze ddziś, czyli rok później, nie potrafię się cieszyć z niektórych rzeczy, czasami kiedy zapalam wirtualny znicz dla mojego Aniołka popłakuję sobie i wydaje mi się, że stałam się jakby bardziej zamknięta w sobie, skryta, a nawet wredna dla innych ludzi. Ale trzeba z tym żyć.
Ciężko jest pogrzebać nadzieje, plany i wyobrażenia na temat dziecka, zwłaszcza tak długo wyczekiwanego.
Przyjdzie dzień, kiedy Ty również zrozumiesz, że warto żyć, że wiele osób Cię potrzebuje, jesteś kochana przez innych, a Twój Aniołek jest codziennie z Tobą i czuwa nad swoją mamusią.
Odpowiedz
#11
Niedawno znalazlam na jednej ze stron internetowych pewien list, za kazdym razem gdy go czytam placze, nie potrafie sie opanowac po mimo jego tresci, przeslania.

\"Kochana mamo,
wiem, że mnie nie widzisz, nie słyszysz i nie możesz dotknąć. Ale ja
jestem...istnieję ...w Twoim życiu, snach, Twoim sercu...Istnieję.
Kidy byłem tam na dole ,w Twoim ciepłym brzuchu godzinami
zastanawiałem się,
jak to będzie kiedy będę już przy Tobie, w tym miejscu o którym
powiadałaś
gładząc się po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś zasnąć.
Ja wsłuchany w Twoje opowieści i kojący głos chłonąłem każde
słowo ,każdą
informację, a potem cichutko, że by Cię nie obudzić, kiedy wreszcie
zasypiałaś...marzyłem. Wyobrażałem sobie te wszystkie cudowne
miejsca i Ciebie
,jak wyglądasz...
Patrzyłem na swoje dziwne nóżki i rączki u których nie wiem czemu
było po
dziesięć palców i zastanawiałem się czy jestem do Ciebie podobny.
Chyba nie –
myślałem – bo Ty pewnie jesteś piękna, a ja taki dziwny..
pomarszczony...no i
po co mi te dziesięć palców?
A potem się wszystko jednego dnia zmieniło.
Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i już nie było opowieści. \"To nie
może być
prawda\" -mówiłaś godzinami. Słuchałem teraz jak płaczesz, krzyczysz,
prosisz i
błagasz.. A ja nie wiedziałem o co i dlaczego?
Chciałem Cię bardzo pocieszyć więc wywracałem fikołki, żebyś
poczuła, że ja tu
jestem i Cię kocham. Ale wtedy ty płakałaś jeszcze bardziej.
A potem nadszedł tez straszny dzień. Zobaczyłem, że ktoś świeci mi
po oczach,
straszne światło wpadło w głąb Ciebie. I nagłe wszystko zrobiło się
czarne. A
mnie coś wyciągnęło. I zrobiło się cicho. Ktoś trzymał mnie na
rękach, ale to
nie byłaś Ty. A potem usnąłem i kiedy otworzyłem oczy, wszystko
wokoło mnie
zalewał błękit we wszystkich odcieniach. Byłem ten sam, mały
pomarszczony, z
dziesięcioma palcami u rąk. Ale Ciebie nigdzie nie było.
Obok mnie siedział mały rudy chłopczyk. Witaj – powiedział i
uśmiechnął się do
mnie.
Gdzie moja mama? - zapytałem. On wtedy opowiedział mi wszystko. Że
nie każde
dziecko trafia do swoich rodziców. Że to nie ma związku z tym jak
bardzo mnie
chcieli i kochali, że teraz tu jest moje miejsce, pośród innych
małych Aniołków.
Że będzie mi teraz Ciebie Mamo, brakowało, ale musimy oboje nauczyć
się żyć
bez siebie. I musiałem nauczyć się tak żyć. Nie, nie było mi łatwo.
Płakałem
tak jak Ty. I cierpiałem tak jak Ty.
Ale jest mi tu naprawdę dobrze. Mam tu wielu przyjaciół, wiele
zabawy i
radości. Ale nie szalejemy całymi dniami na łące, mamo. Pomagamy
starszym
ludziom przeprowadzić ich na spotkanie tu w niebie. Znajdujemy ich
rodziny,
mężów, dzieci, żeby mogli się spotkać tu w niebie. Możesz być ze
mnie dumna,
mamo. Jestem grzecznym Aniołkiem, naprawdę. No...czasami tylko
robimy sobie
psikusy i troszkę rozrabiamy..
Wiesz kiedy się tu znalazłem jeden Aniołek ,mój Przyjaciel
wytłumaczył mi że
nie mogę się skontaktować z Tobą osobiście. Czasem tylko wolno mi
pojawić się
w Twoich snach ...nic więcej.
Ostatnio jednak zacząłem się robić przeźroczysty. I skrzydełka mi
nie działają
tak jak kiedyś. Mój Przyjaciel popatrzył na mnie smutny i...zabrał
mnie na
ziemię. Usiedliśmy na białym krzyżu i nagle Cię zobaczyłem.
Wiedziałem że to
Ty. Poznałem Twój głos. Stałaś tam w deszczu i płakałaś. Powtarzałaś
ze bardzo
cierpisz...tęsknisz... Przyjaciel popatrzył na moje skrzydełka i
powiedział że
musimy coś z tym zrobić, bo nie możesz tak dalej cierpieć. Musisz
żyć, bo
wobec Ciebie jest jeszcze wiele planów. Bo są gdzieś dzieci którym
musisz
pomóc przejść przez życie i otoczyć je miłością tak wielką, jak tą
która
powoduje teraz Twój wielki ból. Więc piszę, mamo ten list. Pierwszy
i ostatni.
Musisz wziąć się w garść, uśmiechać ,żyć. Ja Cię bardzo mocno kocham
i wiem że
to z mojego powodu płaczesz ale tak nie można. Każda Twoja łza
powoduje, że
moje skrzydełka znikają. Kiedy Ty się poddasz, ja też zniknę. Tu na
górze
istnieję dzięki tobie i Twoim myślom o mnie. Ale tylko tym dobrym
myślom. Mamo
uśmiechaj się częściej. Każdy Twój uśmiech to dla mnie radosna
chwila. Dzięki
Tobie mogę jeszcze zrobić tyle dobrego.
Proszę, mamo, żyj dalej. Nie jesteś sama ...pamiętaj o tym. Nie smuć
się bo
smutek powoduje, że znikam. Pamiętaj, że ja jestem cały czas przy
tobie.
Kocham Cię mamo...\"
Odpowiedz
#12
Nie wiem, co powiedzieć... Piękne...
Odpowiedz
#13
Niestety ja tego nie napisalam ale mysle ze to kobieta tez po przejsciach.
Odpowiedz
#14
A ja choc czytałam ten list już kilka razy i tym razem płaczę ja też was kocham syneczku i Kruszynko-mama
Odpowiedz
#15
Budzi sie we mnie jakas malenka iskierka nadziei na to ze jeszcze jakies malenstwo na mnie czeka, jeszcze przytule je, ucaluje, wychowam, pomoge postawic pierwsze kroki, bede bronic przed okrucieństwem tego swiata. Boze dodaj mi sily!
Odpowiedz
#16
Wiolu1980 trzymam kciuki abyś już niedługo tuliła do siebie maleństwo ja terz jużdługo staram się o dzidziusia i nie chcę narazie się poddać tylko nie raz sił jakoś brak na walkę zPCOS
Odpowiedz
#17
Mariolu jesli nie nadzieja to co nam pozostaje? Musimy wierzyc ze nadejdzie taki dzien w ktorym zostaniemy mamami. Jak mam dobre dzni to wyobrazam sobie co zrobie jak dowiem sie ze jestem w ciazy i z dzidza wszystko ok. Co zrobie jak juz zobacze moja kruszynke na swiecie, obok mnie? Bede skakac z radosci pod niebiosa, bede plakac ale tym razem beda to lzy szczescia, bede krzyczec ale juz nie z bolu i rozpaczy. Bedzie to najszczesliwszy dzien w moim zyciu. Musisz miec nadzieje i wierzyc ze zostaniesz kiedys mama.
Odpowiedz
#18
Ja również wierzę że zostaniemy Mamusiami, chociaż mineło dopiero dwa tygodnie od mojego nieszczęścia to już bym chciała zobaczyć kolejny raz dwie kreski na teście Sad chociaż bardzo ale to bardzo się boję i wiem że staraliśmy się o dzidziusia ponad rok Sad i chociaż wiem że tak miało być i nie miałam na to większego wpływu to i tak nie umiem się przekonać do spowiedzi a za tydzień moje dziecko idzie do I komuni Sad
Przytulam Was Wszystkie
Odpowiedz
#19
aa78 wiem co czujesz. Ja stacilam swoja dzidzie ponad 3 ty temu, staralismy sie z mezem od dwoch lat i bylo to nasze pierwsze dziecko. Tak wyczekiwane, wypragnione. Moim zdaniem nie powinnas sie spieszyc, daj sobie troche czasu na ochloniecie, na żałobę. A co do strachu to musimy sie do niego przyzwyczaic bo bedzie on nam towarzyszył zawsze. Tak to juz jest z kobietkami po przezyciach. Wiesz , co do spowoedzi to indywidualna sprawa, niektorym to pomaga. Ja jestem na etepie nie rozmawiania z BogiemSad Ten zal jest zbyt wielki. Sciskam Cie mocno
Odpowiedz
#20
wiola1980 - już sama nie wiem co robić właśnie w lutym miną rok jak zostałam ciocią aniołka który już miał przyjść na świat a tu tragedia Sad od tego czasu mam straszny żal do Boga i do tej pory coś we mnie siedziało a teraz po mojej tragedii to już sama nie wiem co myśleć Sad dobija mnie ta niemoc Sad
Odpowiedz
#21
aa78 ja czuje to samo, przerazajaca jest ta niewiedza, ta niewiadoma. Dzis sie dowiedzialam ze moja kolejna znajoma jest w ciazy, wiesz co poczulam? Zlosc, jestem wsciekla ze mialam pod sercem upragniopne dziecko ale tylko przez krotki czas, Nie dane mi bylo sie nim dlugo cieszyc. Bycie w ciazy bylo dla mnie jak wielka przygoda, bylam bardzo podekscytowana, wyczekiwalam pierwszych objawow ciazy, sprawdzalam na internecie jak rozwija sie moja dzidzia tydzien po tyg. A teraz jestem znow tylko ja. Jak mi sie chce wrzeszczeć z bolu, z zalu i z tej niemocy!!!!Co ze mna jest nie tak? Ty masz jeszcze córkę, nie zapominaj o niej, ona Cie tez potrzebuje i na pewno tez to przezywa. Dzieci cierpia razem z rodzicami. Masz dla kogo żyć.
Odpowiedz
#22
wiola1980 - masz rację mam dla kogo żyć, mam kochaną i wyjątkową córeczkę która jest dla mnie wszystkim ale i mój mąż stał się dla mnie kimś wyjątkowym, jeżeli masz ochotę popisać pisz na gg 7934489 mam nadzieję, że wesprzemy się nawzajem.
Przesyłam uściski i [*] dla twojego Aniołka
Odpowiedz
#23
Dziekuje za zaproszenie na gg ale niestety nie mam, kiedys probowalam wgrac no i wgralam wirusa konia trojanskiegoSad Od tamtej pory nic nie wgrywam. Ale bardzo chetnie tu z toba popisze, jesli oczywiscie masz ochotke. A tak apropo meza to masz racje, ja chyba swojego troche zaniedbalam. Tak sie skoncentrowalam na sobie i swoim cierpieniu ze ostatnio tylko na niego wrzeszcze. On na pewno to tez przezywa, tylko w milczeniu. Usciski dla Twojego Aniolka i Klaudusi.
Odpowiedz
#24
no właśnie w milczeniu masz rację, milczy ale zawsze gdy się chcę wygadać czy wypłakać to jest przymnie. Rozmawiałam z koleżanką która jest w naszej sytuacji i tak samo małżonek milczy..... nie wiem chyba chcą być twardzi ale wierz mi że strasznie to przeżywają ale nam tego nie pokazują ............
Odpowiedz
#25
Ja czasami chcialabym zobaczyc ze moj maz tez rozpacza po naszej stracie, ale wiem ze raczej tak nie bedzie. Nie wyobrazam sobie milczenia, ja chce wrzeszczec z rozpaczy. A szczegolnie teraz. Dowiedzialam sie ze moja kolezanka jest w ciazy, jaka jestem wsciekla. Moze to okropne ale nie potrafie tego zmienic. Czemu zycie jest jak rosyjska ruletka? Jedni dostaja dziecko a inni nie. Kolezanaka pisala ze chwali sie wszystkim rosnacym brzuszkiem, a mnie zżera zazdrosc. Moja dzidzia miala sie urodzic 09 grudnia. Czy kiedys sie doczekam? Boze jak mi teraz ciezko.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości