Moje przesłanie
#1
witam i serdecznie pozdrawiam wszystkich którzy mieli w sobie odwagę i siłę aby tu zajrzeć

ja podobnie będąc w 6 tyg usłyszałam że "zaczęło sie poronienie, właśnie teraz Pani sama porania", "pęcheżyk płodowy widać jest już w szyjce macicy, łożysko sie obsunęło to kwestia kilku godzin", zarówno z badania gnek. jak i z usg wyrok brzmiał dla mnie straszne Sad nie było szans, lekarz wydkukowała obraz tego USG dla potrzeb dokumentacji - pewnie jako podstawa dlaczego był zabieg i żeby mieć dowód ze były medyczne podstawy. Pamiętam jak powiedział ze w tym momencie już nic nie mogą zrobić nawet gdyby przez całą ciąże trzymali mnie głową do dołu"
a zaledwie parę godz wcześniej nic aż tak złego nie zapowiadało, widziałam bijące serduszko i wszystko było ok tylko te krwawienia i ból w podbrzuszu jak na "mocniejszy"okres. Lekarz zapytał czy chcę zabieg czy wolę sama poronić??
z wielkim płaczem wróciłam na salę, nie potrafiłam o niczym myśleć czułam jedynie ból, ale w pewnym momencie gdy przetarłam oczy z ogromu łez zobaczyłam krzyż wiszący nad drzwiami, przetarłam jeszcze raz oczy i w duchu patrząc na krzyż powtarzałam chyba z 8 razy "JEZU UFAM TOBIE, JEZU UFAM TOBIE, JEZU UFAM TOBIE...." momentalnie uspokoiłam się, jak podczas szybkiej ogólnej narkozy, i dalej powtarzałam "Jezu ufam tobie". Przyszła do mnie pielęgniarka z przygotowanym już zastrzykiem uspokajajacym ale domówiłam bo nie chciałam żadnej chamii, już wtedy czułam że dam sobie radę sama, ze mam w sobie tą wielką siłę. Miałam w głowie jednocześnie myśl "Przecież dla Ciebie Boże wszystko jest możliwe, proszę przenieś mi swoją dłonią to jajeczko wyżej, niech Ono osiądzie, będzie tam" i nagle usłyszałam "czy naprawdę mi tak wierzysz?" odpowiedziałam: "TAK". i dalej powtarzałam "JEZU UFAM TOBIE, JEZU UFAM TOBIE", Głos ponownie się odezwał: "Dobrze wierzę Ci, zatem zrobię to o co prosisz, wrócę Ci to jajeczko" i był moment jakbym to czuła- ale zaraz po tym przyszłą myśl że to nie możliwe, że to pewnie tylko moja wyobraźnia siłą sugestii bo bardzo tego pragnę, ale trzymałam się tego choć z medycznego punktu widzenia to zupełnie nie możliwe. A jedak stał sie CUD, nic mnie nie bolało, nie miałam już żadnych krwawień całą noc, byłam spokojniejsza - choć nie bardzo mogłam spać bo zastanawiałam się czy to możliwe, czy to prawda, czy tylko tak usłyszałam bo bardzo tego pragnęłam, Wolałam już poronić i wiedzieć że już nie ma szans, że już po .... aniżeli leżeć i czekać. Do rana było chyba 2000 godzin, i nic nic się nie działo, nie bolało nie krwawiłam,
Rano pielęgniarka przyniosła mi dokumenty do podpisania zgody na zabieg ---- strasznie, wahałąm się ale bała się o siebie żebym sobie nie zaszkodziła myślałam o CORCE która czeka na mnie w domu, i tym że hyba i tak straiłam to dziecko ale ze mam przecież sznsę na drugie i że przede wszystkim mam już cudną istotę dla której muszę żyć, dla której muszę podpisać tą zgodę by chronić siebie.
A ta decyzja czy chcemy "to" co zostanie wyłeżyczkowane?? czy chcemy zabrać to do domu, pochować??? --- masakra to była najgorsze ze wszystkiego, musiałąm to skonsultować z mężem, ale oboje nie chcieliśmy, na szzęście było to niedziela i mogłąm o tym porozmawiać z księdzem
Tego dnia miał dyżur lekarz który prowadził moją 1 ciążę i do którego byłam zapisana za 3 tyg - bardzo mnie to ucieszyło- na obchodzie powiedział że zrobią mi dziś kontrolne USG.
Usłyszałam potwierdzenie CUDU - "widzę tu bardzo żywą ciążę, nie widzę żeby tu coś się działo" byli strasznie zdziwienia, rozmawiał z tamtym lekarzem, pielęgniarką, zobaczył podczepione usg i nie potrafił tego wyjaśnić jak jajeczko "pęcheżyk płodowy" mógł z szyjki cofnąć sią sam. I nie było tu błędu tamtego lekarza, SmileSmileSmile zalecili mi jeszcze 2 doby w szpitalu na obserwacji.
Niestety na drugi dzień powróciły krwawienia i do południa bardzo silny ból, kolejnego dnia na USG dziecka już nie było, nie było już tego serduszka Sad. Wyznaczyli mi zabieg za 3 godz. strasznie mi szkoda bo byłabym równocześnie w ciąży razem z jedna z 5 moich najserdeczniejszych przyjaciółek - była różnica ok3 tyg - wszystkie się cieszyłyćmy

Ale nie piszę tu po to aby mówić o swoim cierpieniu ale po to by dać światełko innym.

Siedząc tak w tym szpitalu gdzie bałam się iść do toalety , bałam się zobaczyć tą krew, być może to mini maleństwo ..... strasznie się bałam iść do toalety, ale przyszło mi do głowy pytanie "PANIE BOŻE PO CO TO BYŁO, NIE ROZUMIEM PO CO DAJESZ MI TĄ SZANSĘ, NADZIEJĘ JAK I TAK NIC Z TEGO NIE WYSZŁO??, BOŻE CHOĆ POMÓŻ MI ZROZUMIEĆ PO CO TO BYŁO??"
I ponownie usłyszałam "NIE MARTW SIĘ, NIE MYŚL PO CO TO BYŁO BO I TAK NIE ZNAJDZIESZ ODPOWIEDZI, TERAZ TEGO NIE ZROZUMIESZ JESZCZE NIE CZAS, ALE PRZYJDZIE CZAS ŻE BĘDZIESZ WIEIDZIAŁA PO CO TO BYŁO.
DAJ SOBIE TEN CZAS
Po chwili przyszła odpowiedz - pomagaj innym które mocniej to przeżywają, bo TY masz w sobie tą siłę, że komuś pomóc, opowiedz o tym , bo to może komuś pomóc, zaangażuj się,,
otworzyć bloga
ABY PRZEZ TO TOWOJE CIERPIENIE, PRZEZ TO ŻE SAMA PRZEZ TO PRZESZŁAM ABYM POMAGAŁA INNYM KOBIETOM KTÓRE STRACIŁY DZIEKO"



Dziś mija 3 tyg o zabiegu wyłeżyczkowania Sad, Z każdym tyg było coraz lepiej.
JA TO SOBIE TŁUMACZYŁAM TAK, Wiem że to może małę pocieszenie ale
lepiej teraz jak pożniej - poronic w 5 czy 8 miesiący było by znacznie gorsze bo kobieta zwłaszcza gdy bardzo pragnie oczekuje tego dziecka z każdą dobą przywiązuje się coraz mocniej,
BÓG ZNA MNIE LEPIEJ I CHCIAŁ MNIE CHRONIĆ BO WIE JAKBY TO BYŁO I POWINNAM BYĆ MU ZA TO WDZIĘCZNA
lepiej że poroniłam jak miałabym urodzić wcześniej bardzo chore, nierozwinięte dziecko -- cierpieliby wszyscy, my rodzice to dziecko, rodzeństwo, dziadkowie
ja wiem że chyba nie miałąbym chyba sił, nie byłabym w stanie mając bardzo chore dziecko, wiedząc że było by zależne ode mnie do końca życia cieszyć się życiem już nie dla siebie ale dla jego rodzeństwa, byłabtym tym strasznie przybita, załamana a to odbiłoby się na zdrowym dziecko.

WCZORAJ WRÓCIŁAM Z RODZICAMI Z CZĘSTOCHOWY
DAŁAM NA 1 MSZĘ - O DAR POTOMSTWA DLA MOJEJ PRZYJACIÓŁKI
Siostra zakonna która przyjmowała tą intencje powiedziała że w zeszłym roku 2012 było tu 4 pary które chciał dziecko- jednej z nich siostra powiedziała "NIE MARTWCIE SIĘ JESZCZE BĘDZIECIE MIEĆ BLIŹNIAKI" i prawie trafiła przyjechali z 3 dzieci Smile))
pozostali też przyjechali z dziećmi, im też się udało Smile także NIE TRAĆMY NADZIEI U BOGA WSZYSTKO JEST MOŻLIWE

Podsumowując:
* ZAUFAJMY BOGU
* PO PORONIENIU NAWET 7 RAZY MOŻNA URODZIĆ ZDROWE DZIECKO
* TĄ PRÓBĘ TRZEBA PRZEJŚĆ RAZEM Z BOGIEM - ojciec dziecka / mąż tego tak nie przeżywa ale nie patrzmy na nich, bo tu my jesteśmy ważniejsze


Życzę Wszystkim SIŁY i NIEZŁOMNEJ WIERY
i oby jak najmniej osób tu zaglądało Smile


Edit / DzikaMysz 2013-12-18 15:55 / Wydzielenie postów do osobnego tematu

Posty zostały przeniesione z tematu https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=3734.
Jak widać, zmieniam także Podforum, na którym będzie.

Uznałam, że wymagają tego tematyka i kierunek, w jakim się rozwijają wypowiedzi. Tytuł tematu został nadany przeze mnie, może ulec zmianie. Nie ukrywam, że to, jak go potraktować i nazwać, stanowi pewne wyzwanie.
Odpowiedz
#2
Adzia to, że ktoś poronił to nie znaczy że inaczej urodziłby chore dziecko. Poza tym ludzie o te chore dzieci, o to żeby jednak żyły też walczą z całych sił.
Wiele z nas poroniło zdrowe dzieci, a powody były inne... choćby niski poziom progesteronu, problemy immunologiczne, czy jak u mnie- poroniłam zdrowego synka, który do końca żył bo nie wytrzymała szyjka.
I często myślę, że skoro już musiałam poronić to wcale nie \"lepiej teraz niż później\". Bo później może mogłabym Go poznać. Każdy dzień więcej z Nim, byłby dla mnie skarbem.
Odpowiedz
#3
Cytat:[autor cytatu=adzia82]

Podsumowując:
* ZAUFAJMY BOGU
* PO PORONIENIU NAWET 7 RAZY MOŻNA URODZIĆ ZDROWE DZIECKO
* TĄ PRÓBĘ TRZEBA PRZEJŚĆ RAZEM Z BOGIEM - ojciec dziecka / mąż tego tak nie przeżywa ale nie patrzmy na nich, bo tu my jesteśmy ważniejsze

Zgadzam się ze Snopką, czasem jest tak, że prawidłowa ciąża kończy się źle, decyduje biologia.
A czy po 7 razie można dalej z taką samą siłą ufać Bogu - mam wątpliwości. Tak samo jak to, że po 7 razie można urodzić zdrowe dziecko, bo wcale nie musi tak być. Zakonnica oczekuje Ciebie z dzieckiem, a co powie jak tak się zdarzy, że nigdy z nim nie przyjdziesz - że taka była wola Boga?
A co to próby przejście z Bogiem - wybaczcie, ale ja idę podparta o M, tylko to wsparcie odczuwam.

Rozumiem siłę, którą chciałaś przekazać i dziękuję.
Życzę Tobie, żebyś nadal ją miała.
Odpowiedz
#4
Cytat:[autor cytatu=kordi]
A czy po 7 razie można dalej z taką samą siłą ufać Bogu - mam wątpliwości. Tak samo jak to, że po 7 razie można urodzić zdrowe dziecko, bo wcale nie musi tak być. Zakonnica oczekuje Ciebie z dzieckiem, a co powie jak tak się zdarzy, że nigdy z nim nie przyjdziesz - że taka była wola Boga?
Kordi - można ufać Bogu nawet po ntej stracie. Można, dlaczego nie? jeśli Ty wątpisz, nie znaczy, że wszyscy będą wątpić. Poza tym adzia nie napisała, że po 7 poronieniu można urodzić zdrowe dziecko, tylko, że po poronieniu można mieć i 7 zdrowych dzieci. (a po 7 poronieniach można mieć zdrowe dziecko też, są tu na forum przykłady Smile). I jeszcze jedna kwestia - MOŻNA nie znaczy MUSI. Nikt nie pisze, że musi.
Odpowiedz
#5
Co do tej siódemki - czego po czym, to bym się spierała - niestety interpunkcja, a raczej jej brak, uniemożliwia jednoznaczny osąd, jakie było znaczenie w zamyśle. Trochę też i składnia niejasna, brak w niej jednoznaczności. Jest w takich razach posiłkowanie się kolejnością, ale tu tak mocno po całości szwankują te detale, że bym na odzwierciedleniu kolejnością i tak nie polegała.
Ale obie wersje są równie prawdziwe.

Można - niezależnie od dwojakiego znaczenia słowa \"móc\". Można, bo wolno, nie ma zakazu. Można, bo da się, to jest możliwe.

Tak samo jest w kontekście ufania. Można.

To tylko nie oznacza zawsze \"umiem\". Niektórzy umieją.
I nigdy nie oznacza \"musi\".
Odpowiedz
#6
Ja na początku zrozumiałam jak Ania- że nawet jak poroni to można 7 razy urodzić zdrowe dziecko. Ale teraz jak przeczytałam znowu to faktycznie raczej chodzi o to, że można nawet 7 razy poronić a potem urodzić zdrowe dziecko...

I można, nie ma co o tym dyskutować bo przykłady mamy na forum. Ale można też poronić 7 razy i nie urodzić. Albo MOŻNA raz poronić i nie urodzić nigdy dziecka (już nie mówiąc o zdrowym). Albo nigdy nie poronić i nie urodzić... Wiele rzeczy \"można\".
Większość z nas tutaj jest po stracie bardziej sceptyczna... Już wie, że dwie kreski nie zawsze oznaczają, że za 8 miesięcy będzie dzidziuś... Mamy nadzieję, ale nie mamy pewności... Niektóre z nas mimo to mówią \"Na pewno\"... Innym te słowa zgrzytają- np mi, bo nikt mi gwarancji nie da i puste zapewnienia nie dają mi pociechy. Ale myślę, że to fajnie że Adzia ma w sobie tą wiarę i pewność.
Chociaż dla mnie osobiście to żadne pocieszenie, że mogę 7 razy poronić i urodzić dziecko. Co z tego, że będę miała dziecko skoro nie będę miała siedmiorga? Ale to już zależy od podejścia do straty. Myślę, że dla niektórych to nieudane próby w drodze do celu i jak już jest zdrowe dziecko to ta droga i te \"porażki\" na niej tracą na znaczeniu. Widzę to u sporej ilości osób z jakimi rozmawiałam. Takie jest tez podejście otoczenia, to dlatego pocieszają \"będziesz mieć jeszcze dziecko\" bo dla nich wtedy ta strata nie będzie miała znaczenia. Ja mam inaczej, bo wiem że nawet mając kolejne dziecko nadal nie będę miała Gabrysia. Czuję, że nowe dziecko nie wypełni tego miejsca, będzie miało swoje nowe. Pustka po Gabrysiu pozostanie... Nie wiem jak to jest mieć 7 takich pustek... czy wszystkie są takie same... czy każda taka strata tworzy nową pustkę. Mam olbrzymią nadzieję, że nigdy się nie dowiem...
Odpowiedz
#7
andzia 82 chcialabym mec w sobie tyle sily i wiary co i ty masz. Ja po 3 stratach czuje ze nie ufam juz panu Bogu, boje sie kazdej kolejnej ciazy. Wiem ludzie czesto mowia, tak mialo byc, wszystko sie dzieje z pewnogo powodu ale ja czuje sie juz bardzo slaba. Kiedys bylam bardzo blisko Boga, ufalam mu lecz cierpienie oslabia wiare i nadzieje. Boje sie ze Bog mnie nie slyszy i tak naprawde ma wlasne zamiary wobec mnie nie patrzac na moje potrzeby. Skoro dal mi tak wielka milosc do dzieci to czemu nie moge ich miec?
Odpowiedz
#8
Cytat:[autor cytatu=Amelia]
Co do tej siódemki - czego po czym, to bym się spierała - niestety interpunkcja, a raczej jej brak, uniemożliwia jednoznaczny osąd, jakie było znaczenie w zamyśle. Trochę też i składnia niejasna, brak w niej jednoznaczności. Jest w takich razach posiłkowanie się kolejnością, ale tu tak mocno po całości szwankują te detale, że bym na odzwierciedleniu kolejnością i tak nie polegała.
Ale obie wersje są równie prawdziwe.
:lol: diabeł Wink jak zwykle tkwi w szczegółach.
Tak samo jak w telegramie od generała, wysłanym żołnierzom (w sprawie jeńców): ROZSTRZELAĆ NIE WOLNO WYPUŚCIĆ. :mrgreen:
Odpowiedz
#9
Wiolu, Bóg prowadzi różnymi drogami. A na rozterki dotyczące ufności i cierpienia nieustannie polecam lekturę ks. Hioba.
Odpowiedz
#10
Cytat:[autor cytatu=kordi]
A czy po 7 razie można dalej z taką samą siłą ufać Bogu

kordi, może to szansa dla Ciebie?
https://www.poronienie.pl/forum/showthre...#pid224186
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości