ciąża obumarła
#1
promyk



12.07 dzień jak codzień, 10 tydzień ciąży, wróciłam z pracy do domu i doznałam szoku. zauważyłam, że krawię, bardzo się przestraszyłam, łzy same leciały po polikach. i tak tego dnia znalazłam się w szpitalu. następnego dnia krawienie sie bradzo nasiliło, lekarze po koljenym usg bez wątpienia stwoerdili, że konieczny jest zabieg wyłyżeczkowania. to wszystko tak szybko się zaczęło i tak szybko skończyło. do dziś nie znam przyczyny, czekam na wyniki badań. jak narazie to tylko siebie obwiniam za to co się stało, być może nie tak dbałam o siebie jak powinna kobieta w ciąży, zbytnio się denerwowałam o głupoty. od lekarza dowiedziałam się, że jestem za szczupła i jeśli nie przytyję, to będę miała problemy z zajściem w ciążę. wszyscy wmawiają mi, że się odchudzam a to nie prawda mam taką budowe i nie wiem ile bym jadła to moja waga się nie zmienia. nie wiem co mogłabym zrobić, aby przybrać na wadze, chce isć do dibaetologa, mam nadzieję, że on mi pomoże, jeśli coś wiecie na temat prztycia, to proszę o wskazówki.

Wiem co znaczy strata dziecka, ale wierzcie mi, że wyjście do ludzi bardzo pomaga, nie możemy się zamykać w domu, bo to nas zabija.
Odpowiedz
#2
Witaj,



Ciesze sie, ze doszlas do takiego wniosku. Bardzo wspolczuje Ci straty, ale to dobrze, ze mimo zalu nie zamykasz sie w czterech scianach. Roznym ludziom rozne rzeczy pomagaja, ale samotnosc jest ostatecznoscia. Mozna sie wtedy wyciszyc, uspokoic, unikac przez pewien czas pytan, ale niedobrze jest, jesli to trwa zbyt dlugo.



Promyku, zajrzyj moze do czesci \"Zaloba\". Tam znajduje sie dekalog osieroconych rodzicow (chwilowo zawiera tylko 7 punktow, wiec jesli chcialabys cos dodac, napisz - uzupelnimy). I naucz sie go na pamiec! Bo nie wolno sie obwiniac!!! Przepraszam, ze \"krzycze\", ale to konieczne... Sama jestem przeciwna mowieniu ludziom \"Musisz zrobic to\", \"Musisz zrobic tamto\", ale jest kilka takich rzeczy, o ktorych powiem (nawet bede krzyczec), ze NIE WOLNO ICH ROBIC!.



Po pierwsze - mysle, ze w 99,9% przypadkow wczesnego poronienia, ktore nie zostalo specjalnie wywolane, wina NIE wynika z zachownia kobiety - istnieje wiele czynnikow, ktore mogly je spowodowac, a znakomita wiekszosc ma inne podloze; sa to np. wady genetyczne, nieprawidlowy rozwoj dziecka (wtedy \"natura\" sama \"decyduje\" o tym, ze dziecko nie powinno sie urodzic, bo nie przezyje).



Po drugie - to nic nie zmieni... Pragnelas swojego dziecka, kochalas je - ono tez napewno kochalo by Ciebie - obwiniac sie mozna za cos, co zrobilas w pelni swiadomie, ale nie sadze, zebys chciala skrzywdzic swoje dziecko.



Dlatego prosze, nie obwiniaj sie. Twoj lekarz tez pewnie mnie poprze, mowiac, ze nic nie mozna bylo zrobic. Mozesz pomyslec sobie, ze latwo sie to mowi. Nie, nie mowi sie tego latwo osobie, ktora tez przez to przeszla. Ja tez obarczalam siebie wina za smierc moich dzieci. Potrafilam znalezc nawet takie powody, o ktorych wiele osob nawet nie pomysli... Coz, tak to jest, kiedy przechodzisz faze zaloby, ktora polega na szukaniu winnego. Jesli nie ma nikogo takiego w otoczeniu, zaczynasz obwiniac kogos, kogo \"masz pod reka\" - siebie. Ale to slepa uliczka... Uwierz.



Mam nadzieje, ze uda Ci sie przez ten etap przebrnac. Moze sproboj zapytac swojego meza/partnera, czy sadzi, ze moglas zrobic cos inaczej. Nie innych ludzi - oni czesto beda starali sie \"pomoc\", wyszukujac przyczyny, dla ktorych moglas stracic dziecko, ale to zludna pomoc. Twoj maz/partner Cie kocha i powie Ci prawde. Posluchaj go.



Serdecznie Cie pozdrawiam,



Zaneta
Odpowiedz
#3
promyku,



ja tez naleze do kobiet, ktorym trudno przytyc...



Z pierwszej ciazy mam synka. Urodzil sie maly alergik, a ze go karmilam piersia, wiec przeszlam na diete eliminacyjna. SZukajac przyczyny uczulen mozna sie niezle zagubic. Odchodzily kolejne produkty - nabial, pszenica, ryby, owoce cytrusowe, slodycze, kupne wedliny, wolowina, kurczaki, drozdze, jajka, wszelkie barwniki, konserwanty... zestaw: gotowany indyk, ryz i brokuly jest jednym z obecnie bardziej znienawidzonych przeze mnie... Przy moich 173cm wzrostu waga mi spadla do... 45kg. Wygladalam strasznie.



Gdy zaszlam w druga ciaze, nadal bylam na diecie, juz moze nie tak ostrej j.w., ale nadal bez nabialu, nadal karmilam piersia. Waga wrocila mi juz do mojej \"normy\", czyli 50-52kg (Wiem, ze w moim przypadku to niedowaga, ale nie potrafie przytyc wiecej, z taka waga zaczynalam pierwsza, szczesliwie zakonczona ciaze, wida tak moj organizm funkcjonuje, zreszta pytalam sie lekarza przed pierwsza ciaza, czy powinnam przytyc, powiedzial, ze nie.). W 6tc odstawilam synka od piersi i zaczelam \"normalnie\" jesc. W 8tc - poronilam. Juz po zabiegu lekarka pytala sie meza, czy czasem nie jestem anorektyczka. Ten tylko jej sie rozesmial i powiedzial, ze jem wiecej od niego - zreszta zgodnie z prawda, a moj maz to raczej \"duzy facet\" niz jakas drobinka.



W drugim cyklu po poronieniu udalo nam sie znowu zajsc w ciaze - niestety w 11tc skonczyla sie poronieniem.



Wszystkie ciotki, kolezanki wmawialy mi, ze to przez moja diete. Lekarz mowil co innego. Gdyby to byla dieta, to by wyszlo w morfologii - a tu wyniki mialam dobre. Nie wiem, kto ma racje. Wykoanalam ogrom pracy, zeby sie nie obwiniac za to, co sie stalo.



Trzy miesiace po drugim poronieniu znow zaszlam w ciaze i wlasnie mam w domu niespelna trzytygodniowa coreczke. Ciaze zaczynalam tradycyjnie - od 50 kg. Bralam tylko zwiekszona dawke kwasu foliowego (x 10).



Jedynie w czasie ciazy udaje mi sie przytyc - za kazdym razem mialam cos 25kg wiecej.



Nie wiem, co Ci doradzic. Moze lekarz rodzinny moglby bardziej pomoc... Moze te podstawowe badania, jak np. morfologia krwi cos Ci pokaze? Przyczyn poronienia moze byc tak wiele... bez wzgledu na to, ile staran wlozymy, zeby bylo dobrze, czasami jest po prostu zle. Nie chce Cie zniechecac np. jesli idzie o diete, ale to moze ale nie musi byc odpowiedz na pytanie \'dlaczego tak sie stalo?\'



Duzo nadziei zycze,

Monika - wuchowa
Odpowiedz
#4
Czesc Promyku

Moim zdaniem nie powinnas sluchac ludzi,ktorzy mowia,ze za malo wazysz. Ja sama wazylam 49kg gdy zaszlam wciaze. Gdy stracilam dziecko,slyszalam rowniez od znajomych ,ze przyczyna bylo to ze malo waze,ale nie przejmowalam sie tym.Znam wiele kobiet,bardzo drobnych i niskich,ktore urodzily i zadnych komplikacji nie mialy.Dlatego mysle ze taki byl nas los i nie wiem jak bardzo bysmy sie staraly to losu nie damy rady zmienic.Dlatego nie czas by sie obwiniac i ludzi sluchac,ja tez moge jesc i jesc i nie potrafie przytyc,a najbardziej czepiaja sie mnie osoby,ktory chca schudnac i uwazaja ze to ja sie odchudzam.Trzymaj sie cieplo!!!
Odpowiedz
#5
Cześć Promyku,



Chciałoby się napisać - witaj w klubie. Ja nigdy nie uważałam się za zbyt szczupłą. A jednak na którejś wizycie u ginekologa padło rytualne pytanie \"czy zawsze była pani taka szczupła?\" Przed zajściem w trzecią ciążę usłyszałam ponownie, że powinnam przytyć. Wtedy wydawało mi się to śmieszne... Tak prawdę mówiąc to ważę kilka kg mniej niż dwa lata temu (pierwsze starania), ale nie oznacza to żadnej diety, bo jem dużo Smile. Chyba nerwy ze mnie te kalorie wyciągają...

Czasami szukanie przyczyny poronień to szukanie przysłowiowej igły w stogu siana... Niestety tak jest w moim przypadku, wykonywane badania są o\'k, a poroniłam już trzy razy. Też zarzucałam sobie wiele rzeczy, ale teraz już wiem że to do niczego nie prowadzi. Czasami w naszych ciałach dzieją się rzeczy nad którymi nie możemy zapanować... Niestety... A dodatkowe zamartwianie się i doszukiwanie dowodów winy może pogłębić ból, który odczuwamy. Chyba nie warto, prawda?

Tak więc głowa do góry i myśl o przyszłości - tej szczęśliwej.

Pozdrawiam,

Monika
Odpowiedz
#6
Kieruję ta wiadomośc szczególnie do Moniki - Wuchowa Nie wiem czy mnie pamiętasz troszę razem gadałysmy kiedyś . Teraz przeczytałam że masz drugie dziecko i serce mi sie rozesmiało - bardzo sie ciesze i pozdrawiam . dobrze że ci się udało i że mimo wszystko jesteś z nami nadal. przesyłam buziaczki dla małej pozdrawiam i życzę zdrówka pa
Odpowiedz
#7
Tak podobnie zacznę. 13.01,05r dokładnie dzień jak codzień, obiadek, czekanie na partnera, wieczorem niepokój, bo czujesz, że coś nie tak. Rano tel do przychodni wizyta u lekarza i jego słowa:przykro mi ale dziecko nie żyje, do dziś brzmią w mojej głowie.To był 35 tydz. więc Patrysia mogła żyć! Gdybym tylko, pojechała wieczorem, to może? Czułam jak mnie budziła co rano delikatnymi kopniakami we mnie, a potem tylko ta przerażająca cisza,jeszcze poród(naturalny) i wracasz do domu a tam zamiast łóżeczka tylko ból, i ta przerażająca cisza, jest 7 miesięcy po a ja wciąż każdego 18(wtedy ją urodziłam) siadam przy zeszyci i piszę do Niej,ale nadal nic tylko ta cholerna cisza!!!!!
Odpowiedz
#8
właśnie 3 dni temu straciłam dzidziusia,byłam w 9 tygodniu ciąży.Nierozumiem dlaczego to sie stało ,ciągle jestem załamana,niewiem co mam mysleć,niewiem kiedy ponownie moge starać sie o dziecko,wszystkie moje marzenia pękły jak szklanka,naprawde jestem tak przybita ze rzadko miewałam takie nastroje,niewiem czemu to sie stało,miałam wziąść ślub,i to także odłożyliśmy,bo miał być ze wzgledu na dziecko,teraz juz nie chcemy sie zadłużac,błagam przeslijcie mi jakies rady,bo zwrjuje-w domu słyszer ciąle to samo ,,dobrze będzie\"-pozdrawiam sylwia
Odpowiedz
#9
Witaj Sylwia!!

Bardzo mi przykro,ze stracilas dziecko!! Ja moje malenstwo tez stracilam w 9 tygodniu,nie umialam sobie z niczym poradzic,chodzilam po sklepach,ogladalam ciuszki,jedyne mysli byly o dziecku,w sumie to normalne w takiej sytuacji.Czujemy jakby wszystko przestalo sie dla nas liczyc,zadnych checi na kolejny dzien.N ajgorsze jest byc samemu w domu,wtedy najwiecej sie mysli i placze,mnie bylo strasznie ciezko,choc minelo juz ponad 3 miesiace od tego strasznego zabiegu nadal nie moge zrozumiec tego co sie wydarzylo i nie umie zrozumiec tego ile czlowiek musi przezyc i wycierpiec.Ale jedynym ratunkiem na przyzwyciezenie tego bolu jest mysl o drugiej ciazy,ja przetrwalam ten czas tylko z taka mysla.Wczesniej nie pracowalam, dlatego znalazlam sobie prace,ktora byla moim jedynym celen kazdego dnia,dzieki temu przetrwalam,bo nie mialam wiele czasu,zeby myslec o tym co sie wydazylo.Ty jestes dopiero 3 dni po zabiegu wiec to wszystko jest bardzo swieze.Dlowa do gory,trzymaj sie cieplo!!
Odpowiedz
#10
Witaj Sylwio,



jest mi ogromnie przykro, że straciłaś swoje dzieciątko. Ja swoją córeczkę lub synka poroniłam 21.09.2005. (w 11 tygodniu) Też planowaliśmy ślub w związku z ciążą... teraz też został odłożony. Nie martw się, wszystko się z czasem ułoży. Co prawda strata dziecka boli przez cały czas i wiem, że nigdy o Nim nie zapomnę. Nie zapomnę jak się cieszyliśmy na wieść o Nim, jak mówiliśmy do siebie mamusiu, tatusiu. Wiesz co? Czułam, że jestem w ciąży pomimo braku wykonania jakiegokolwiek testu. Układałam już w myślach meble w sypialni - żeby zmieściło się łóżeczko... Bardzo to boli i boleć będzie przez cały czas. Ale nie wolno sie załamywać Sylwio. Ja postanowiłam myśleć o kolejnej ciąży. Tym razem zaplanowanej i w komplecie przygotowanej. Chcę przygotować swój organizm do ciąży - tym bardziej, że Rh mojej krwi jest ujemne. Byłam juz na jednej wizycie kontrolnej po poronieniu - niestety jestem po niej kompletnie rozczarowana publiczną służbą zdrowia. Lekarz, u którego byłam nawet nie przetłumaczył mi wyników badań histopatologicznych. Sama znalazłam. A w czwartek idę na wizyte do lekarza, który wykonywał mi łyżeczkowanie. Nie wiem dlaczego, ale bardzo go polubiłam. Trafiłam do niego na dyżur do szpitala z powodu delikatnych krwawień i bólu. Na USG okazało się, że dzieciątko już nie żyje od mniej więcej 3 tygodni i zaczął się poród samoistny. Powiedział mi to w sposób bardzo delikatny, widział, jak bardzo jestem ja i mój partner zdenerwowani... Następnego dnia po zabiegu (a miałam go o 5 nad ranem) przyszedł do mnie na salę i porozmawiał, jak się czuję itp. Nie odmówił mi również odpowiedzi na jakiekolwiek moje pytanie. Teraz czuję się już dobrze - fizycznie. Szukam wszędzie jakichkolwiek informacji o ciąży, siedzę na różnych forach i czytam wypowiedzi dziewczyn, które przeszły przez to samo co ja. To pomaga. Smile Naprawdę. Poza tym mój partner - jest wspaniały - nie wiem skąd brał siły na to, żeby mnie przytulać jak płakałam, żeby mnie pocieszać.



Sylwio daj znać jak Ci idzie.



Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki

Monika
Odpowiedz
#11
Sylwio, to jeszcze raz ja.



jeśli masz ochotę, to pisz mi maile. Postaram się Ci pomóc.



Pozdrawiam

Monika
Odpowiedz
#12
Witam Was wszystkich serdecznie



w listopadzie 2004 roku straciłam pierwszą ciążę,była to 11 tygodniowa ciąża.

W czerwcu 2005 roku straciłam drugą ciążę, była to już 20 tygodniowa ciąża. Niestety lekarz prowadządzy nie zuważył, że noszę w sobie matrwy płód przez 7 tygodni. Do dzisiaj mam w sobie ogromną pustkę.



Zapraszam do rozmowy. Pozdrawiam Joanna
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości