śmierć dziecka w 38 tygodniu
#26
malgosia77 przytulam cię mocno, moja córeczka też zmarła w 22/23 tc i miałam zawały, ale dziwne bo nie miałam skoków ćiśnienia
Odpowiedz
#27
Małgosiu...bardzo mi przykro..
dla Alinki [\'][\']
Odpowiedz
#28
Cytat:[autor cytatu=JUKA]
Wklejam coś absolutnie mądrego i pieknego.
Zastępującego tysiące słów...

http://www.dlaczego.org.pl/forum/view.ph...3&first=40


Przepiękne, mnie uspokoiło, przynajmniej na chwilę
Odpowiedz
#29
Małgosiu, bardzo mi przykro. (*) dla Alinki
Odpowiedz
#30
Małgosiu,bardzo mi przykro z powodu córeczki.
Odpowiedz
#31
dzisiaj rozmawiałam z ginekologiem, który odbierał poród - powiedział, że zawał objął 70 proc łożyska i że podobno była to kwestia max 24 h. Ja wiem że to się stało w nocy - bolał mnie wtedy brzuch ale wzięłam to za ból żołądka. Nikt mi nie powiedział że ból nadbrzusza może być oznaką problemów z łożyskiem. Dzisiaj ją widziałam w domu pogrzebowym - myślałam że serce mi pęknie.
Odpowiedz
#32
Małgosiu...
Tak strasznie mi przykro....Serce pęka na milion kawałków ....Łączę się z Tobą w bólu...
----------------
mama Perełek: Natalki i Gabrysi +06.03.2009 r. ( 20 t.c.)
Kocham Was i tęsknię....
Odpowiedz
#33
Cytat:[autor cytatu=malgosia77]
Moja córeczka umarła nagle w 38 tygodniu ciąży na skutek zawału łożyska. Trzy dni trwało wywoływanie porodu na Madalińskiego, w którym z resztą tydzień wcześniej nie przyjęto mnie na oddział patologii nie uwzględniając skoków ciśnienia. W środę 18 marca rano ją urodziłam. Była śliczna. Poszukuję innych rodziców, którym dziecko zmarło tak późno. Do 36 tygodnia było w zasadzie wszystko ok. Skoki ciśnienia pojawiły się nagle. Jeszcze w sobotę 14 marca zapisy ktg były prawidłowe, w niedzielę o 14 lekarz nie stwierdził już tętna. Odeszła w nocy. Wiem, że w samym Madalińskiego była jeszcze po nas co najmniej jedna para z podobnym przypadkiem (u nich było około 37 tyg.). Czujemy potworny ból a jednocześnie zastanawiamy się w jaki sposób uchronić się od takiego wypadku w przyszłości.

Małgosiu My stracilismy naszego synka w 37 tygodniu ciąży półtora tygodnia przed tątragedią zachorowałam jakieś przeziebienie mnie dopadlo chyba syn przyniosl cos ze szkoły poszłam do lekarza rodzinnego dostałam antybiotyk duomox to byl piątek w niedziele wieczorem rozbolał mnie brzuch i miałam taki dziwny skurcz który zaraz przeszedł w poniedziałek rano pojechałam do lekarza który prowdził moją ciąże zbadał mnie i powiedział że wszystko jest w porządku powiedziałam mu że nie czuje w tym dniu wyrażnych ruchow dziecka zrobił mi usg ale nie takie dokładne tylko sprawdził czy serduszko bije i bilo tydzien pózniej na wizycie prywatnej w jego gabinecie okazało sie ze serduszko juz nie bije to był ogromny szok bylam jak w amoku na drugi dzien urodził sie synek nie wiem dlaczego i nie moge sobie tego wybaczyc to wisi nade mna jak gradowa chmura bo braklo mi odwagi i sily aby go zobaczyc teraz mysle ze co ze mnie za matka ktora nie chciala zobaczyc wlasnego dziecka.
lekarz w szpitalu przed porodem zapytany dlaczego nie zostawił mnie w szpitalu skoro zglaszalam ze cos mnie niepokoi powiedzial ze bylam chora i zarazila bym pozostale pacjentki. sekcja zwlok nic nie wykazala nie ma przyczyny smierci mojego malenstwa choć wątpie czy byla ona w ogóle robiona wiele rzeczy mi sie nie zgadza z protokołu. tak bardzo mi ciezko i wiem co czujesz łącze sie z Tobą w bólu (*)(*)(*) dla twojej córeczki
Odpowiedz
#34
witam malgosia77,moja córeczka zmarła w 40 tyg przyczyną było odklejenie sie łożyskaSad kto wie gdyby mi szbko udzielono pomocy a niezwlekanie! to moze MÓJ ANIOŁECZEK BY ŻYŁSad a tak to odwidzam ja na cmetarzu... bardzo mi przykro z twojego powodu 3maj sie
Odpowiedz
#35
Małgosiu!

Ja także straciłam córeczkę w 38 tygodniu ciąży.
Ciąża przebiegała bez zastrzeżeń, miałam super wyniku badań, czułam się naprawdę dobrze.
Do końca byłam aktywna. Bardzo o siebie dbałam.
W czwartek byłam na wizycie u lekarza prowadzącego, który stwierdził, że wszystko jest super.
Umówiliśmy termin cięcia cesarskiego za 1,5 tygodnia,bo miałam wskazania. 90% przygotowań przed porodem miałam zrobione. Zostało rozstawienie łóżeczka i przywiezienie wózka.
W niedzielę zaniepokojona tym, że nie czuję ruchów dziecka pojechałam do szpitala, gdzie lekarz powiedział, że moje dziecko nie żyje.
Nie wierzyłam w to, co mówił. Prosiłam, żeby zrobić usg jeszcze raz. Po 2 usg przyjęłam to do wiadomości i zaczęłam działać mechanicznie jak robot. Po podaniu tabletek na skurcze urodziłam bardzo szybko. Dostałam moją córeczkę. Była piękna, idealna. Przypominała mi moją pierwszą córeczkę. Pewnie byłyby do siebie podobne.
Kolejnego dnia okazało się, że w wyniku porodu pękła mi macica. Bardzo szybko zrobiono mi operację. W szpitalu spędziłam ponad tydzień. Potem powrót do domu i leżenie w pustym łóżku, nawał laktacyjny i walka, aby zahamować mleko. Najgorsze było to leżenie w pustym łóżku ze świadomością, że córeczka mogła być ze mną, mogłabym ją karmić i tulić.
Dziś odebrałam wynik badania łożyska i tak, jak przewidziała położna odbierająca poród na łożysku był krwiak i był zawał łożyska. Poza tym zaczynający się ropny stan zapalny błon płodowych. Łożysko poza zawałem bez zmian.
Dwóch lekarzy miało dwie różne koncepcje. Jeden powiedział, że stan zapalny zrobił się po śmierci dziecka. A drugi lekarz twierdzi, że stan zapalny świadczy o tym, że w organiźmie była infekcja, która doprowadziła do zawału łożyska. Nadal więc nie mam pełnej odpowiedzi, a taką bym chciała uzyskać, żeby uwolnić się od poczucia, że czymś zawiniłam, coś przeoczyłam, a byliśmy już tak blisko szczęśliwego zakończenia.
Odpowiedz
#36
indiAnka bardzo mi przykro Sad
Odpowiedz
#37
indiAnka - bardzo Ci współczuję Sad
dlaczego rodziłaś córcię naturalnie, skoro były wskazania do cc?
Odpowiedz
#38
Dziewczyny!

Chciałabym dowiedzieć się czy z czasem ból jest \"lżejszy\" i jak to jest w kolejnej ciąży po stracie.
Czy można ją przeżyć o zdrowych zmysłach. Czy ktoś zdecydował się na kolejną ciążę?
Chciałbym chyba usłyszeć, że jest nadzieja na przyszłość. Może ktoś odezwie się do mnie?
Odpowiedz
#39
Kazali mi rodzić naturalnie, bo jak twierdzą nie wykonuje się cięcia cesarskiego na martwym płodzie, bo liczy się zdrowie matki, a poród naturalny generalnie mniej komplikacji.
Miałam wskazanie - ryzyko pęknięcia blizny po poprzednim cięciu. i Dokładnie tak się stało po porodzie - blizna pękła. Straciłam dużo krwi i miałam krew przetaczaną. W pewien sposób też otarłam się o śmierć. I to ma być dbanie o zdrowie matki ...
Odpowiedz
#40
IndiAnka - masakra! przecież poród to poród, w dodatku trudniejszy przy martwym dzieciątku Sad strasznie mi przykro. Może powinnaś złożyć skargę na szpital?
Odpowiedz
#41
Witaj indiAnka bardzo mi przykro,że musiałaś przez to wszystko przejść,ale jak widzisz jest Nas dużo,za dużo...Ja też straciłam swojego Synka w 20 tyg.ciąży,z badań hist-patol. dowiedziałam się,że \" przyczyna obumarcia płodu było przewlekłe odklejanie łożyska\" (\'\'płód\'\' to słowo tak rani),nie potrafię zrozumieć co się stało,drąże ten temat,szukam przyczyn,analizuje przeszłość i nadal brak odpowiedzi.Co do przyszłości to jak najbardziej chciałabym zostać Mamą ziemskiego dziecka ale strasznie się boję,zresztą teraz też się bałam,poza tym po tym co mi się przytrafiło jest większe ryzyko,że może być znowu ten sam scenariusz się powtorzy,bądz mój organizm nie wytrzyma więc sama już nie wiem jak to będzie z tą moją przyszłością,nie jestem gotowa na kolejny cios ale nadzieję mam że się w końcu kiedyś uda i Tobie też jej życzę...
Odpowiedz
#42
Cytat:[autor cytatu=indiAnka]
Dziewczyny!

Chciałabym dowiedzieć się czy z czasem ból jest \"lżejszy\" i jak to jest w kolejnej ciąży po stracie.
Czy można ją przeżyć o zdrowych zmysłach. Czy ktoś zdecydował się na kolejną ciążę?
Chciałbym chyba usłyszeć, że jest nadzieja na przyszłość. Może ktoś odezwie się do mnie?

Bardzo mi przykro.
Ból , poczucie żalu i krzywdy minie . Przyjdzie czas kiedy poczujesz wewnętrzny spokuj. Mnie to zajęło 1,5 roku.
Zdecydowałam się na kolejną ciążę , zdawałam sobie sprawę że nie będzie łatwo...ale nie przypuszczałam że będzie tak ciężko. Drżę o każdy dzień. Ciąża po takiej stracie należy chyba do najtrudniejszych i to ze względów zarówno psychicznych jak i medycznych.
Ja jestem po 2 cc w tym ostatnia z komplikacjami ( odklejenie łożyska które było bokiem przyrośnięte) po mimo to zdecydowałam się i jestem w 21 tc. Od początku jestem na Heparynie i innych lekach wspomagających . Co wizyta usg , oglądanie blizn na macicy , sprawdzanie przepływów. Boję się potwornie i odbije się to napewno na psychice mojej i męża ale staram się jak mogę. Od początku leżę profilaktycznie - ze względu na moje poprzednie cięcia i łożysko które w tej ciąży ułożyło się niso.
Czasem zdażają się dni kiedy myślę pozytywnie a następnym razem budzę się i przypominam sobie każdy szczegół mojej tragedii.
Jedyne co trzyma mnie przy nadzieji to wiara , modlitwa i ogromne wsparcie które znalazłam na forum.
Dla Ciebie najważniejsze teraz to przetrwać trudny okres żałoby. Powoli będziesz sobie zdawała sprawę z tego że to co się wydażyło jest nieodwracalne i będziesz musiała na nowo posklejać swoje życie. Z biegiem czasu wróci spokój i normalność a wspomnienia i pamięć pozostaną w Twoim sercu.
Odpowiedz
#43
Łączę się w bólu...
Odpowiedz
#44
Cytat:[autor cytatu=indiAnka]
Dziewczyny!

Chciałabym dowiedzieć się czy z czasem ból jest \"lżejszy\" i jak to jest w kolejnej ciąży po stracie.
Czy można ją przeżyć o zdrowych zmysłach. Czy ktoś zdecydował się na kolejną ciążę?
Chciałbym chyba usłyszeć, że jest nadzieja na przyszłość. Może ktoś odezwie się do mnie?

Czas w pewnym sensie przyzwyczaja do bólu, uczymy się żyć z nim na co dzień...w końcu któregoś dnia nie boli każdy oddech..ale potrzeba czasu..bardzo dużo czasu. Ja straciłam córeczkę w 30 tygodniu ciąży przez przedwczesne odklejenie się łożyska i spowodowany tym krwotok wewnątrzmaciczny, moja Zuzia odeszła 25 miesięcy temu. 8 marca tego roku urodziłam zdrową, żywą córcię przez cc. Ciąża op stracie jest trudna, człowiek drży o maleństwo każdego dnia, nic nie jest już proste i beztroskie. Moja pierwsza ciąża była książkowa, natomiast druga pełna komplikacji, plamienia, krwawienia, skurcze, 29 tydzień nawet wylądowałam na porodówce i byłam przygotowywana do cc, bo lekarze nie mogli powstrzymać skurczy...kosztowało mnie to tyle nerwów i zdrowia psychicznego, że aż strach.
Ale na szczęście Łucja przyszła na świat w 37tc i 3dc.
Nadzieja jest, bo jak mówią ona umiera ostatnia.
Dużo sił kochana!
Odpowiedz
#45
Tak mi okropnie przykro z powodu Twojej straty... współczuję Ci całym sercem i łączę się w bólu... Gdy to czytałam łzy same płynęły... takie duże dzieciątko... Mojego Kacperka straciłam w 24 tc. raptem 2,5 mca temu... Los bywa tak okrutnie niesprawiedliwy...

Czy ból mija? Mój nadal nie minął. Mam lepsze i gorsze dni... Jednak nie ma dnia, nie ma godziny bym o nim nie myślała... Czasem płaczę przez cały dzień, a czasem udaje mi się uśmiechnąć... Mówią, że potrzeba czasu. Każda z nas pewnie potrzebuje go w indywidualnej ilości.

Za mc chcemy z mężem znów spróbować... jednak ostatecznie nie wiem czy spróbujemy, bo im więcej upływa czasu tym wydaje mi się, że psychicznie nie jestem jeszcze gotowa, mimo, że tak bardzo tego pragnę. Po wyjściu ze szpitala chciałam już, natychmiast... ale teraz im więcej o tym myślę, to nie wiem... Jednak jestem pewna, że jeśli się uda to postaram się być wdzięczna za każdy dzień... i tak do rozwiązania, jeśli Bóg pozwoli.

Trzeba mieć nadzieję, choć wiem, że czasem o nią ciężko... ale trzeba.
Odpowiedz
#46
indiAnka bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Sad
Ja swoją córeczkę straciłam w 40 tc podczas porodu. Sekcja wykazała zapalenie płuc.
Ból jest nie do opisania, codziennie boli. Sad
Łączę się z Tobą
Odpowiedz
#47
Dziękuję za słowa otuchy.
Myślę, że my - osierocone matki zadajemy pytania, których \"normalny\" człowiek by nie zadał i czekamy na odpowiedzi, które mogą nas zabić. Ja chciałabym wiedzieć czy moja córeczka umarła nagle, czy umierała powoli. Krwiak na łożysku miał 5 cm, więc nie wiem czy to nastąpiło szybko, czy powoli. Nie przyszło mi do głowy, żeby zapytać o to lekarza, a teraz o tym myślę i czuję się winna, że nie zapobiegłam tej tragedii. Jestem wprost przekonana, że mogłam zrobić coś, żeby uratować Sonię. Obwiniam siebie, męża za bierność.
Czułam, że Sonia rusza się mniej niż zwykle, ale teraz już nie jestem przekonana czy to były jeszcze ruchy maleństwa, czy skurcze macicy. Niczego już nie jestem pewna. Oczekuję na protokół z sekcji zwłok, w którym powinnam mieć określony czas śmierci. A tymczasem kolejne pytania niosą mnie jak nurt rzeki ...


Sonia, 19.05.013r.
Odpowiedz
#48
indiAnka, bardzo mi przykro,
ja stracilam córeczke w 29tyg, i chociaż w listopadzie minie 3 lata, to nadal się zastanawiam i też myślę co mogłam zrobić, jak mogłam uratować swoje dziecko i pewnie przy dużej czujności mojej i lekarzy miałabym teraz biegającą 3-latke.
Przed tobą ciężki czas, pamiętam jak czekałam na sekcje zwłok-jak się uczepiłam, że tam znajde wytłumaczenie, jakiś najmniejszy powód tej tragedii-i jak ogromny był cios gdy się dowiedzialam ze moje dziecko bylo w 100 % zdrowe, a przecież nie żyło- nie mogłam tego pojąć, teraz też nie mogę, ale jest już inaczej.Obwinianie siebie nie minęło, tylko przyjęło troche inny wydźwięk.
A co do kolejnej ciązy-moja córka ma 1,5 roku, ale niestety ciąża po stracie jest pełna strachu, jest ciężka. Grunt to dobry lekarz, który mocno kontroluje sytuację i w pewnym sensie psychicznie potrafi uspokoić.
Życzę ci dużo sił.
Odpowiedz
#49
m_emi mam dokładnie tak samo myślę co mogłam zrobić, co przeoczyłam...obwiniam się..i jestem takiego samego zdania gdyby nie rutyna lekarzy i większa czujność Zuzia była by dziś z nami.
Tak samo czekałam na wyniki sekcji zwłok jak na zbawienie, wierzyłam, że poznam przyczynę, że dowiem się dlaczego to się stało..kiedy otrzymałam wyniki sekcji i okazało się, że Zuzia była zdrowa, mój świat po raz kolejny się posypał..Moje zdrowe dziecko nie żyje..
Pytania nie mają końca..a najgorsze jest to które cały czas siedzi w głowie: DLACZEGO?
IndiAnko straciłyśmy córeczki tego samego dnia, tyle, że ja 2 lata wcześniej.
Odpowiedz
#50
Dla Alinki (*) wiele sił życzę
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości