tak bardzo je kochałam
#1
to bardzo trudne pogodzić się ze stratą dziecka.dokładnie 2 sierpnia poszłam na kontrolną wizytę do lekarza,byłam pewna że wszystko jest w porządku, ale okazało się,że moje dzieciątko nie ma wykształconej pokrywy czaszki,lekarz powiedział mi że niestety dziecko trzeba usunąć ponieważ ono nie przeżyje kolejnych etapów ciąży.był to już 14-ty tydzień ciąży.nie wierzyłam,myślałam dlaczego,dlaczego to musiało spotkać akurat nas.zawsze myślałam że to nigdy nie będzie mnie dotyczyło,a jednak.poszłam jeszcze do kilku specjalistycznych poradni,które potwierdziły i podtrzymały stanowisko mojego lekarza prowadzącego.bezczaszkowiec tak go nazywali,brzmi to okropnie.nie mogłam jeść, nie mogłam spać i do tej pory chociaż jest już po sztucznym poronieniu nie mogę pogodzić się z tym co mnie spotkało.JA MUSIAŁAM ZABIĆ TO DZIECKO?!TO STRASZNE.kochałam je,bardzo je kochałam.to bardzo boli.ja czuję ,że chyba zwariuje,bo nie mogę przestać o tym myśleć.mój mąż cały czas jest przy mnie i wspiera mnie.dzięki temu jakoś funkcjonuje.nie wiem czy kiedykolwiek sobie z tym poradzę.
Odpowiedz
#2
Syla, bardzo mi przykro...



Zaledwie kilka dni minęło od dnia, w którym straciłaś dziecko... A Ty potrzebujesz właśnie czasu na uspokojenie emocji, pogodzenie się ze stratą i przeżycie żałoby... Dobrze, że chcesz o tym mówić i masz przy sobie męża. To bardzo pomaga...



Nie zabiłaś swojego dziecka...! Pewnie już to słyszałaś od specjalistów i wiesz, że tego typu wady rozwojowe są bardzo ciężkie i nie pozwalają dziecku przeżyć... Maluszek może rozwijać się jedynie w brzuchu matki, ale po urodzeniu nie ma żadnych szans... Ty pozwoliłaś mu odejść wcześniej...



Po poronieniu drugiej ciąży badanie cytogenetyczne zarodka wykazało trisomię 21 chromosomu. Z tą ciążą wiązały się największe moje marzenia - bo mialo byc dobrze, bo pierwsze poronienie to przypadek, bo widziałam serdudzko, bo trwała najdłużej, bo mialam nowego lekarza, bo... I właśnie z tą ciążą potrafiłam się \"pożegnać\" - bo była taka osobowa - mała, chora dziewczynka... Niczyja wina...



Wiem, że jeszcze o tym nie myślisz,... ale w zapobieganiu wad cewy nerwowej pomocne/ważne jest branie kwasu foliowego, ale o tym powie Ci lekarz, kiedyś...



A teraz bądź z nami - wiemy co czujesz, bo też straciłyśmy dzieci, które kochałysmy...



Monika
Odpowiedz
#3
syla, bardzo mi przykro...



Chyba zawsze jest w nas nadzieja, ze nie staniemy w zyciu przed trudnymi decyzjami, tak trudnymi...

Wam nie zostalo to oszczedzone.



Na www.dlaczegor.org.pl dziala forum dotyczace terminacji ciazy (wejdz na strone, z prawej strony jest link do Forum, dalej sa fora \"tematyczne\", forum dot. terminacji ciazy jest zamkniete, aby miec do niego dostep nalezy najpierw wyslac mail do moderatora).



Duzo sil...



Monika




Odpowiedz
#4
Bardzo mi przykro... Ale badz silna, od mojego poronienia minelo juz 3 miesiace i uwierz mi jest lepiej. Coraz wiecej rozumiem powoli zaczynam wracac do siebie. bardzo mi pomogla ta strona i te wszystkie informacje zawarte na niej. bardzo dobrze ze jest przy Tobie ktos kto wspiera. Powodzenia! Goraco sciskam.
Odpowiedz
#5
Przykro mi. Sama straciłam dziecko.Choć już minęło parę mięsięcy, nie ma dnia, godziny abym o tym nie myślała. Powoli podnoszę się. Jest mi bardzo ciężko. Mija dzień za dniam. Jeden jest lepszy, drugi gorszy i tych jest więcej. Ale mam nadzieję, że będzie lepiej. Myśle o kolejnej ciąży i to jedynie powoduje, że jakoś się trzymam. Wiem jak bardzo jest ci ciężko
Odpowiedz
#6
dziękuję wam za słowa otuchy.bardzo wszystkim współczuję bo wiem że również jest wam bardzo ciężko.cieszę się iż są takie osoby jak wy,które pragną się podzielić swoim cierpieniem i wspierać osoby przeżywające podobne tragedie.

jeszcze raz bardzo dziękuję i piszcie do mnie proszę.jeśli możecie napiszcie mi po jakim czasie od poronienia wróciłyście do pracy?

pozdrawiam wszystkich serdecznie
Odpowiedz
#7
Syla - odpisałam na maila.

Pozdrawiam,

Monika
Odpowiedz
#8
Witam

ja jestem juz prawie 8 tyg od zabiegu lyzeczkowania.Od 3 tyg pracuje,wczesniej nie pracowalam,ale siedzenie w domu mnie dobijalo,chodzilam na zakupy,kupywalam ubranka dla dzieci,czesto plakalam.Teraz juz lepiej sie czuje,jak jestem sama rozpamietuje moje malenstwo,nadal licze miesiace,ale praca mi pomogla.Dlatego zeby jakos te tragedie przezyc trzeba isc do ludzi a nie zamykac sie w sobie.Pociesza mnie ciagle fakt ze czas leci i za kilka miesiecy bede mogla sprobowac ponownie zajsc wciaze.
Odpowiedz
#9
A mnie lecacy czas nie pociesza. Jest mi źle, bo nie mam na co czekać. Obrazilam się na Świat.
Odpowiedz
#10
Anutku,



nie chce, zebys odebrala to, co pisze jako wymadrzanie sie...



Na wszystko potrzeba czasu, duzo czasu, a Ty go mialas b. malo. Sa dni, kiedy wydaje nam sie, ze juz jest swietnie, ze dajemy sobie rade, a tu bach, nagle okazuje sie, ze rzeczywistosc jest zupelnie inna niz nasze pragnienia czy wyobrazenia o niej.



Dwa miesiace po poronieniu dzwonilam do profesora... Super swietnie sobie daje rade - mysle wykrecajac numer, jestem w stanie normalnie rozmawiac o tym, co sie stalo. Za chwile wiedzialam, ze jest zupelnie inaczej. Rozmowe zaczynalam kilka razy, nie bylam w stanie oddychac... Po prostu, ledwo zaczynalam, to brakowalo powietrza.



Takich chwil, kiedy bol wracal, kiedy przychodzily gorsze dni, bylo wiele. 14.5 mca po pierwszym poronieniu, 11 mcy po drugim siedzialam w kuchni, moze przez to ze byl to dzien dziecka, moze nerwowka przed majaca sie odbyc na drugi dzien prezentacja, nie wiem, moze tak po prostu... siedzialam i zwijalo mnie z bolu przez to co sie stalo, z tesknoty za dziecmi, lzy same kapaly, w srodku wszystko wylo we mnie... zreszta chyba wiesz, o czym pisze...



Te okresy, kiedy jest lepiej staja sie coraz dluzsze, cierpienie wydaje sie powoli mniej dokuczac... ale na wszystko potrzeba czasu, duzo czasu. To nie jest kwestia dni czy tygodni, ale czesto wielu miesiecy, czasami lat. Warto o tym wiedziec.



Wiesz, ja sobie dalam rok na wszelkie schizy, wariactwa, walenie glowa w sciane, wycie w poduszke, wyplakiwanie sie mezowi, mowienie mu o tym, co boli itd. itp. \"Mam do tego prawo\" - myslalam i to mi b. duzo dalo. Nawet, gdy inni mowili, ze przesadzam, to wiedzialam, ze to ja mam racje, a oni sie myla.



Dzisiaj w jakims sensie wrocilo znow, gdy lekarka pytala sie o ilosc ciaz... Ile mam dzieci - wiedziala. W jakiejs kolejnej dokumentacji medycznej \"tamte dzieci\" zaistnialy, choc tylko pod CII i CIII.



Prosze, nie zamykaj sie przed Swiatem...



Monika (wuchowa)
Odpowiedz
#11
Ja się nie zamykam na Świat, ja się na niego obraziłam. To dziwne, ale świetnie się z tym czuje, bo zaczynam COŚ CZUĆ! A jak będzie trzeba to potupie jeszcze ze złości, bo mam już tego dosyć! Może to nienormalne, ale wszystko co się dookoła mnie dzieje jest nienormalne. Boję się, że niedłgo otworzę lodówkę, a tam ... kolejna kobieta w ciąży. Ostatnio sąsiad przyszedł z dobra nowiną - ten sam miesiąc w którym ja bym była - a mieszkamy drzwi w drzwi. I jak tu sie nie obrazić? A na dodatek ja jescze długo nie bedę mogła starać sie o dzidziusia - jeżeli w końcu kiedyś lekarz powie - do dzieła!



W takim jestem nastroju i potupie sobie jeszcze tup, tup, tup moze odgonie mojego pecha Smile
Odpowiedz
#12
Hmmm.... to nie jest wątek do tupania, trochę nie na miejscu, przepraszam.

Ale jeżeli ktoś ma ochote potupać to zapraszam na wątek o tupaniu.

Pozdrawiam wszystkich
Odpowiedz
#13
Smutna



ja bardzo boję się szybkiego powrotu do pracy ,ponieważ chciaż mam ukończony licencjat z pedagogiki resocjalizacyjnej pracuję w markecie przy wykładaniu towaru.z moją pracą wiąże się bardzo duży wysiłek fizyczny.dzwigam wszystko całymi zgrzewkami.boję się że jeśli za szybko wrócę do pracy to może źle odbić na moim zdrowiu.

nie miałam już krwawienia a wczoraj znowu się pojawiło niewielkie ale jednak.
Odpowiedz
#14
witaj magic



dziękuję za szybki odpis.ja też jestem z Poznania.i całym sercem wspieram waszą chęć założenia takiej fundacji.cieszę się że nawiązałyście kontakt ze szpitalem.ja bardzo źle wspominam szpital,szczególnie ten na polnej.nie chcieli mnie tam przyjąć ze skierowaniem do szpitala.ponieważ jak to określili:,,nie ma bezpośredniego zagrożenia życia\'\'.przeżyłam to strasznie.odsyłali mnie do poradni wad płodu,poradnia do nich i tak w kółko przez 2 dni. w końcu się mój mąż narobił trochę szumu.I wysłali nas do innego szpitala.tam też zastanawiali się czy mają miejsce,ale w końcu mnie przyjęli.Lekarze według mojego odczucia są dla nas zbyt nieczuli.nie rozumieją że to jest wielka tragedia.

Dlatego też trzymam kciuki za powstanie waszej fundacji,bo uważam że jest bardzo potrzebna cierpiącym kobietom.

pozdrawiam bardzo gorąco
Odpowiedz
#15
Syla,

Hmm, ja akurat ten szpital bardzo chwalę - \"uciekłam\" z innego Wink. Sprawa terminacji ciąży jest b. kontrowersyjna i chyba wszystkie szpitale jakoś się przed tym bronią...



Cieszę się, że poznańskie grono zwolenników Stowarzyszenia rośnie. Nie będę taka osamotniona Smile - może kiedyś przyjdzie czas na wspólne działnia ? Zapraszam...



Trzymaj się,

Monika
Odpowiedz
#16
Syla

teraz rozumie dlaczego boisz sie wrocic do pracy, najwazniejsze jest Twoje zdrowie by w przyszlosci nie miec zadnych problemow.Szesc tygodni od zabiegu nie mozna dzwigac ciezkiego i trzeba bardzo o siebie dbac.A krwawienia czy plamienia mialam 2 i pol tyg po zabiegu.Uwazaj na siebie
Odpowiedz
#17
Nie bede mówiła że jest miprzykro ponieważ słyszałąś too już pewnie sto tysięcy razy...wszystkie przeżyłyśmy to samo...niewiem co zrobiłabym w takiej sytuacji naprawde niewiem...jest mi cie naprawde bardzo szkoda jak zresztą wszystkich kobiet które straciły swoje dzieciątkaSadpozostaje mi tylko życzyć Ci abyś sie trzymała...Monika
Odpowiedz
#18
dziękuję ci Moniko



rzeczywiście jest mi nadal bardzo ciężko,zastanawiam się nad pójściem do psychologa.nawet mój lekarz prowadzący moją ciążę wczoraj zasugerował mi,że powinnam skorzystać z takiej pomocy bo zbyt długo nie radzę sobie z tym.stałam się bardzo nerwowa,nie mogę sobie poradzić sama z sobą.muszę zdobyć się na odwagę i jednak pójść z wizytą.

pozdrawiam cię gorąco
Odpowiedz
#19
Magic



jesteś z Poznania,tak jak od niedawna ja.Tylko że ja jeszcze się gubię trochę w tym wielkim mieście.może więc mogłabyś doradzić mi gdzie powinnam się udać,aby skorzystać z bezpłatnej pomocy psychologa?



jeśli mogłabyś mi pomóc to bardzo cię o to proszę



pozdrawiam

Sylwia
Odpowiedz
#20
Syla!

Bardzo współczuję Tobie i Twojemu mężowi. Tak. Czas leczy rany, tylko nie wolno się poddawać. Należy wierzyć, że naszym Aniołkom jest dobrze i one zawsze pozostaną naszymi ukochanymi dziećmi. Mój ukochany Skarb - żona, prawie 2 miesiące walczyła z ogarniającą ją depresją po poronieniu. Byliśmy zawsze blisko siebie, choć nie zawsze umiałem jej pomóc. Ale wierzyłem, że razem pokonamy wszelkie bariery, bo połączyła nas prawdziwa miłość. Po tych 2 miesiącach nastąpił przełom. Wiem, że ból, cierpienie i tęsknota pozostaną. Duszy nie można zszyć, żeby zapomnieć. Ale depresja jest czymś, co niszczy. Mój Skarb nie chciał iść do psychoterapeuty. Nie chciał się obnażać z uczuć, których obcy człowiek mógłby nie zrozumieć. Te uczucia chciała mieć wyłącznie dla siebie i to one strasznie ją przygniatały. Bardzo pomogło jej \"wypisanie się\" w tym forum i na bocianie. To było jak zrzucanie części brzemienia, a jednocześnie dawały poczucie bycia w gronie przyjaciół, których połączyła tragedia straty dziecka. Nikt inny nie potrafił zrozumieć tego, co się działo w jej sercu. Ja również po lekturze postów zrozumiałem wiele i za to wszystko dziękuję.

Myślę, że mając oparcie w mężu, wspólnie poddżwigniecie się. Nie staraj się robić nic na siłę i myśleć, że jest jakiś określony czas na cokolwiek. W uczuciach nie ma reguł.

Wczoraj zmarł mój tata. Trzymałem go za rękę kiedy umierał. Do mnie przytulał się mój Skarb. Jestem lekarzem, a byłem tak bezsilny. Kiedy umarł - mój Skarb powiedział - teraz dziadek zaopiekuje się naszym Aniołkiem. Cieszyliśmy się przez łzy. Oni są teraz na pewno szczęśliwi.

Nie poddawaj się zwątpieniu i depresji.

Pozdrawiam uśmiechem w czerwonych oczach.

Krzysiek
Odpowiedz
#21
krzysiek



dziękuję ci.to bardzo piękne co napisałeś,łzy cisną same się do oczu.

Bardzo ci współczuję z powodu straty ojca.dobrze że macie siebie z żoną nawzajem.

Mój mąż na początku też mnie wspierał i to bardzo,ale teraz wydaje mi się ,iż on już zapomniał o naszym maleństwie.ja nie potrafię tak szybko po tym wszystkim przejść do porządku dziennego jak on.stałam się okropnie nerwowa i nie potrfię sobie z tym poradzić.przeszkadza mi wszystko.często tłumię to w sobie żeby nie krzyczeć zbyt czsto o byle co na męża.ale w końcu i tak nie wytrzymuję i wybucham.sama sobie już z tym nie radzę.wiem że nie może być tak dalej.



bardzo mi przykro,że musisz znosić tyle cierpień.

jeszcze raz przyjmij moje kondolencje z powodu straty ojca.



życzę ci dużo wytrwałości.pozdrawiam.



Sylwia
Odpowiedz
#22
Syla,

Niestety nie pomogę Ci w sprawie znalezienia psychologa. Wydaje mi się, że jakoś sobie radzę bez niego... Raz lepiej, a raz gorzej.

Jeśli chodzi o mężczyzn to oni też cierpią, może troszkę inaczej, ale cierpią... Poczytaj wątek \"pomóżcie zrozumieć mężom\" tam jest najbardziej męski punkt widzenia na forum Smile

Pozdrawiam,

Monika
Odpowiedz
#23
zapisałam się do psychologa.w czwartek mam wizytę.czuję że popadam w depresje.na studiach trochę się o tym uczyłam i wiem że trudno jest poradzić sobie samemu z tą chorobą.jestem dumna z siebie że się odważyłam ponieważ zawsze byłam osobą zamkniętą w sobie,a teraz czuje potrzebę rozmowy.prócz męża i jego rodziny(a mama męża już nie żyje)nie mam w Poznaniu nikogo z kim mogłabym porozmawiać.dlatego się zdecydowałam



sylwia
Odpowiedz
#24
Droga Sylu!!

Ja mialam identyczna sytuację; moje malenstwo stracilam/przez sztuczne poronienie/, dokladnie 28 sierpnia, o 5.00 ranoSad...on/bo to mial być chlopczyk/...mial tą samą wade: ACRANIUS,wraz z przepukliną mozgowo- rdzeniową i rozszczepem kręgoslupa.../acranius- to wlasnie brak podstawy czaszki/,,,kiedy poszlam na usg/18 sierpnia/ bylam w ogromnym szoku..idac ulicą zanosilam się płaczem..i jest we mnie wciaż taki bunt, taka gorycz, rozpacz! Dlaczego to mnie spotkalo???Ja tak pokochalam to malenstwo.. a teraz tak mi go brakuje.. mysle Sylu, ze chyba TY wiesz najlepiej co ja czuję..bo przeszłas to samo..dokladnie to samo.. co ja..a dla lekarzy.. to był tylko kolejny przypadek..tylko jakiś tam acranius a dla mnie- TO BYŁO MOJE DZIECKO!!!!!!Sad...

Pozdrawiam CIe serdcznie -Dorota
Odpowiedz
#25
witaj Dorotko!

Dokładnie przeżyłam taką samą tragedię jak ty.dlatego wiem doskonale co czułaś.To była dla nas wielka tragedia tak długo czekaliśmy na nasze upragnione dzieciątko.wiesz,bardzo chciałam mieć dziewczynkę.czułam nosząc ją pod serduszkiemże to właśnie dziewczynka i rzeczywiście była dziewczynka. jednak niestety bardzo chora ,ciągle mam w pamięci słowa wypowiedziane przez mojego lekarz,wydał wyrok. tak bardzo bolało.staram się o tym nie myśleć,wypełniam dzień jakimiś zadaniami ,ale to wszystko powraca.

jeśli miałabyś ochotę porozmawiać to moje gg 1260430
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości