Straciła dziecko więc porwała inne...
#1
Witajcie,
media dziś od rana przekrzykują się na temat porwania noworodka. Wciąż powtarzają, że dziewczyna, która je porwała, pół roku temu poroniła.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1...kiego.html
Przerażająca sytuacja. Zastanawiam się, co o tym myśleć i w którym kierunku media pociągną ten wątek.
Niewątpliwie to, co zrobiła ta dziewczyna jest straszne. Nawet nie próbuję się domyślać, co czuła matka tego dziecka, bo na pewno wszystko, co sobie wyobrażę to będzie za mało. Dla porywaczki nie ma żadnego usprawiedliwienia.
Zastanawia mnie jednak, jak w ogóle do tego doszło. Jak strasznie ona musiała być zdesperowana i rozchwiana emocjonalnie i psychicznie by zrobić coś tak potwornego. Jeśli wierzyć, w to co mówią, nie przyznała się nawet najbliższym, że straciła dziecko, więc w swoim bólu była kompletnie osamotniona. Być może nie zrobiła tego z powodu szoku po stracie a potem było już za późno i za daleko zabrnęła? Jak to możliwe, żeby nikt nie zorientował się, co się z nią dzieje?
Do czego zmierzam? Do pomocy psychologicznej po stracie dziecka. Zastanawiam się, czy ona takową otrzymała. Sądząc z efektów, raczej wątpię, a nawet jeśli, to niewystarczającą. Dobrze wiemy, że jest wielu lekarzy, którzy lekceważą utratę ciąży, zwłaszcza na jej wczesnym etapie. Wiem z doświadczenia, że potrafią zaśmiać się w nos, kiedy mówimy o 10 tygodniowym płodzie jako o dziecku i chcemy wydania zgłoszenia urodzenia.
Pytanie, czy jeśli ta kobietą zająłby się jakiś psycholog po tym, co ją spotkało, do tego zdarzenia by nie doszło? Ja oczywiście odpowiedzi nie znam, ale podejrzewam, że to możliwy scenariusz.
Nie usprawiedliwiam w żaden sposób porywaczki. Ale mam nadzieję, że teraz już zajmą się nią dobrzy specjaliści od zdrowia psychicznego. I oprócz ukarania jej, za to, co zrobiła, ktoś jej również pomoże.
Być może ten przypadek mógłby skłonić świat medyczny do poważniejszego traktowania kobiet, które straciły swoje dzieci, nawet jeśli dla świata zewnętrznego te dzieci jeszcze nie istniały. Myślicie że to możliwe?
Co myślicie o tej tragedii? Tragedii z punktu widzenia kazdej ze stron?
Ja nie mogę przestać o tym myśleć odkąd to usłyszałam...
Odpowiedz
#2
Zaczęłyśmy już tym rozmawiać tutaj: https://www.poronienie.pl/forum/showthre...1#pid87881
Odpowiedz
#3
(Kontynuując wątek tutaj)
Ja też czekałam czy chociaż w mediach poruszą głębiej kwestię ogromu tragedii straty dziecka, bo desperacja tej kobiety aż krzyczała, aż się prosiło. Tak egoistycznie miałam nadzieję,że jej nieszczęście coś Nam pomoże. Ale nie.
No i jasno widać na tym jak sprawę jednostronnie naświetlono (chociaż w żadnym wypadku nie usprawiedliwiam tej Biedaczki) i jakie komentarze pojawiły się na portalach internetowych,że dla większości jesteśmy po prostu wariatkami.
Odpowiedz
#4
Cytat:[autor cytatu=murron]
(Kontynuując wątek tutaj)
Ja też czekałam czy chociaż w mediach poruszą głębiej kwestię ogromu tragedii straty dziecka, bo desperacja tej kobiety aż krzyczała, aż się prosiło. Tak egoistycznie miałam nadzieję,że jej nieszczęście coś Nam pomoże. Ale nie.

Może nie jest tak fatalnie z tymi mediami - właśnie poszedł ode mnie reporter z RMF FM, jutro w porannym programie, między 6 a 9, powiedzą o pomocy psychologicznej dla kobiet po poronieniu.
Odpowiedz
#5
To dobrze, że niektórzy dostrzegli problem.
Szkoda, że dopiero teraz.
Odpowiedz
#6
Nie wierzę, że ktoś pomógł tej kobiecie przejść przez jej tragedię... nie wiem jak jest u Was w Waszych miastach ale u nas nikt nie interesuje się rodzicami po stracie... Każdy radzi sobie sam jak może. Ja po śmierci synka wyłam na drodze na widok każdego małego dziecka (wiem, że musiałam wyglądać jak wariatka), z zazdrością patrzyłam na szczęśliwych rodziców i przyznaję się, że sama miałam nie raz ochotę wyjąć i zabrać czyjeś dziecko z wózeczka... Nie myślałam w tym momencie o tym ,że w ten sposób skrzywdzę innych rodziców bo uważałam, że to niesprawiedliwe, że oni mają swoje dziecko a ja nie... Troche trwało zanim doszlam do równowagi sama z sobą i zrozumiałam, że nigdy nie powinnam myśleć w ten sposób...
Odpowiedz
#7
Ja muszę przyznać, że w moim szpitalu, choć wiele rzeczy zrobiono niezgodnie z prawem, to jednak próbowano udzielać mi pomocy psychologicznej. Przez 10 dni pobytu dwa razy była u mnie psycholog. Z tym, że ja jestem silna i miałam przy sobie niemal bez przerwy męża, więc nie czułam potrzeby szukania wsparcia u młodziutkiej stażystki. Tyle korzyści, że pytała, czy nie potrzebuję jakichś informacji medycznych i dwa razy poszła do lekarzy dopytać o coś. No i zostawiła numer telefonu do poradni psychologicznej. Ale obawiam się, że to nie jest standardowe działanie a widząc postawę wielu lekarzy sądzę, że oni nawet nie uważają, że warto dać nam jakieś wsparcie.
Jak byłam u nich starać się o zgłoszenie urodzenia, to usilnie dawali mi do zrozumienia, że moje cierpienie to jest nic w porównaniu z ich cierpieniem. Bo ja straciłam tylko jedno dziecko a oni są codziennie świadkami u uczestnikami wielu takich wydarzeń. Normalnie jakby mi ktoś dał w twarz... Wierze, że ich praca nie jest łatwa, ale taką sobie wybrali podczas gdy my naszego cierpienia nie wybieramy i nikt nie pyta, czy jesteśmy w stanie je unieść. Szkoda w takim razie, że nie wyrażali takiego współczucia i solidarności w moim bólu, kiedy byłam u nich prawie dwa tygodnie i czekałam aż zdecydują, co dalej ze mną i moim nieżyjącym już dzieckiem począć.
Odkąd dowiedziałam się, jakie przysługują mi prawa i ze zostałam oszukana wciąż rozmyślam o sposobie, w jaki można by pomóc tym, które będą jeszcze przez takie tragedie przechodzić. Zarówno prawnie jak i psychicznie. A może raczej jak zmusić tych, którzy są do tej pomocy zobowiązani, by jej udzielali. Na razie zrobiłam krok do przodu w jednym szpitalu. Powiedzieli, że zmienią swoje postępowanie w kwestii informowania kobiet z wczesnymi poronieniami o ich prawach. Za jakiś czas sprawdzę, jak jest naprawdę. Jakby potrzebna była jakaś pomoc w działaniach stowarzyszenia w tej dziedzinie to chętnie pomogę.
I nadal chcę wierzyć, że znajdzie się ktoś, kto pomoże jakoś tej dziewczynie...
Odpowiedz
#8
Dzisiaj był poruszany temat poronienia-strata dziecka w \"Pytanie na śniadanie\". Gratuluję odwagi dziewczynom, które wystąpiły w programie.
Odpowiedz
#9
RMF FM:
http://www.rmf.fm/fakty/?id=151468
Odpowiedz
#10
Chcę powiedzieć, że bardzo przeżyłam tę tragedię, bo miała miejsce w \"moim\" szitalu - koło mojego domu, w którym urodziłam syna i w którym w sierpniu leżałam przed poronieniem... Cały czas mam w głowie, że może znam tę dziewczynę, że może spotkałyśmy się w szpitalu. A poza tym miałam na 14.02 termin porodu. I wszystko wróciło, choć w zasadzie już było dobrze.
Dziwnie to sę zbiegło w czasie, zrobiła to w dniu, kiedy ja miałam termin...
A ja pomocy nie otrzymałam żadnej. I teraz jest gorzej, niż było. Już myślałam o nowej ciąży, ale wrócił paniczny lęk. I cały czas tamte wydarzenia przed oczami. W sumie to już wolałaby, nie róbować, byłoby mi dużo lżej. Ale czuję jakiś wewnętrzny przymus i to mnie dobija. CHCĘ dziecko, nie czuję się absolutnie na siłach psychicznie...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości