totalnie się pogubiłam
#1
Wierzę, po prostu muszę wierzyć, że moja córeczka Hania jest w jakimś lepszym świecie. gdzie jest Ktoś kto się Nią zaopiekuje, gdy ja nie mogę. Że jest u Boga i tam z góry patrzy na mnie.
Ale jednocześnie nie wiem czy Bóg istnieje, gdy pozwala na tyle niesczęść, na tyle wylanych łez.
Chciałabym mieć taką wiarę jak niektóre Dziewczyny-wierzą i już i naprawdę nic nie zmieni ich poglądu, a ja mam pytania na które chyba nigdy nie znajdę odpowiedzi!!!!A im bliżej planowanego porodu tym więcej wątpliwości.
To jest chyba nienormalne....
Odpowiedz
#2
Gosieńko... nasze dzieci bawią się razem, a chłopaki na pewno Hanią się opiekują... Wierzę w to, że jest im tam dobrze, gdzie są. Przytulam mocno.
Odpowiedz
#3
Ktos mi kiedys powiedzial, ze Bog nam daje tyle ile jestesmy w stanie uniesc...a wczoraj uslyszalam bardzo piekne slowa...\"Jeli Bog przestanie Cie doswiadczac, sprawdzac...znaczy, ze o Tobie zapomniał\" wydaje mi sie, ze cos w tym jest...ja nie jestem przykladem wiary...mialam i mam chwile zwatpienia...ale ufam...chce ufac, ze ON jest...chocby po to by moc wierzyc,z e moje dziecko poszlo do nieba bo bylo wyjatkowe...choc dla serca mego to marna pociecha gdy krwawi z bolu i tesknoty.
Odpowiedz
#4
Wiem, że ludzie tak mówią, a jednak sądzę, że to nie do końca prawda, czasami niektórzy niosą coś czego nie są w stanie unieść... dlatego zdarzają się samobójstwa, depresje itp.
Ja proszę Boga żeby dał mi siłę abym mogła unieść to co jest mi przeznaczone. Ale bywają też chwile, że na niego krzyczę, żądam oddania mojego dziecka...
Nic nie jest nam dane na zawsze, ani łaska wiary, ani pewność, że Boga nie ma...
Przychodzą różne dni...
Ja tak jak Agata i Karolina chcę wierzyć w to, że kiedyś wezmę moją córeczkę za rękę i pójdziemy na dłuuugi spacer, taki za całe życie.
Odpowiedz
#5
Jakby ma potwierdzenie moich poprzednich słów- dzisiejsza tragedia z Krakowa.
Piszę tragedia bo choć w rozumieniu ogółu- dobrze się skończyło, to dla dziewczyny- porywaczki jest to największa tragedia.
Ona nie była w stanie unieść tego bólu.
Nikt jej nie pomógł, nikt nie zauważył jej cierpienia.
Jak bardzo trzeba cierpieć, żeby odebrać dziecko innej kobiecie.
Nie znam wszystkich faktów dotyczących tej sprawy, ale moim zdaniem widać w niej do czego może doprowadzić ogrom bólu z którym samotnie borykają się kobiety po poronieniu.
To bardzo smutne.
Współczuję przerażenia rodzicom i cierpienia porywaczce. W tej historii wszyscy są ofiarami.
http://wiadomosci.onet.pl/2681,1916641,p...kalne.html
Odpowiedz
#6
Ja bym na miejscu tych ludzi poprosiła nie o pilnowanie oddziałów położniczych, tylko o pomoc kobietom, któe straciły dziecko. Gdyby ktoś tej dziewczynie udzielił wsparcia, nie doszłoby do tego wszystkiego. Bardzo jej współczuję.
Odpowiedz
#7
Cytat:szok porodowy można mieć po porodzie i to nie każdym. musi dojśc do silnego urazu. a nie po poronieniu. można mieć depresję. ale to co przeczytałam to dewiacja, to zwykła wariatka co ciążę udawała (ale to ostatnio modne nawet wśród elit) takie osoby trzeba leczyć aby innym krzywdy nie robiły. współczuję ofiarom czyli rodzicom dziecka.

Cytat:ponad 5 miesięcy! Czy to możliwe żeby,aż tak długo być w szoku?

Jak widać z tych komentarzy, niewyobrażalna tragedia rodziców porwanego noworodka spotyka się ze zrozumieniem, a uczucia matki po stracie dziecka i jej zachowanie, świadczące o naprawdę poważnych problemach psychicznych, już zrozumiałe być nie mogą...
Odpowiedz
#8
Ellen, niestety masz rację
to akurat skrajny przypadek, ale zauważ, jak postrzegane są nasze światełka, kokardki, zapalanie zniczy na grobach nieznanych dzieci, mówienie o tym, że jesteśmy mamami aniołków - to wszystko dla niektórych ludzi jest przejawem ześwirowania, a nie przeżywania żałoby...
a po tym wydarzeniu nie będzie łatwiej - już widzę jak przerażone matki chowają swoje dzieci przed koleżankami, które poroniły... ehhh
Odpowiedz
#9
Gosiu z wiarą już tak jest że albo zaufamy i wierzymy albo też nie...Nie myśl tak że nie wierzysz,wiara jest długa drogą,wymaga przejścia przez morze doświadczeń i nie zawsze jest w naszej mocy....Zamiast tak mówic spróbuj się pomodlic o nią a jestem pewna że z czasem ona przyjdzie,kto szczerze jej pragnie dostanie ją....
Uwierz mi każdy przechodzi bunt,bo jesteśmy tylko ludźmi,a wiara nie jest nam dana raz na zawsze,to wielki dar...
Ja osobiście nie zniosłabym tego że moje dziecko umarło i nikt się tam nim nie zajmuje.....to by mnie zabiło.Tylko to pozwala mi nie zwariowac i jakoś funkcjonowac bo już nigdy nie będę w pełni szczęśliwa.Wiary tez dodaje mi postawa Ojca Świętego JP II gdy odchodził z tego świata,ten spokój i wiara że idzie do lepszego świata...On zawsze mówił prawdę i ja mu wierzę....
Życzę Ci Gosiu abyś osiągnęła pewnośc że Twoje dziecko jest w najlepszych ramionach....

Co się tyczy tej biednej kobiety to uważam że za mało jest zaineresowania i pomocy kobietom po stracie dziecka.Mi nikt nie zaproponował abym skorzystała z pomocy specjalisty i wiem jak strasznie było mi ciężko,teraz wiem że było mi potrzebne i myślę że nie tylko mi...Rozumiem ból tej kobiety i sa to tylko konsekwencje braku opieki po takiej tragedii....Nie każdy jest na tyle silny aby dac sobie radę...a nie leczona depresja dała takie rezultaty.Współczuję też rodzicom tego dziecka,że musieli doświadczyc takiego piekła....to wszystko jest takie nie sprawiedliwe i smutne Sad
Odpowiedz
#10
Proponuję rozmowę o tej tragedii dalej toczyć w wątku Idy: https://www.poronienie.pl/forum/showthre...3#pid87893
Odpowiedz
#11
wiara nie jest czyms stałym, danym raz na zawsze,czy wypracowanym (tak czy inaczej) raz na zawsze... gdy traci sie dziecko, człowiek zmusza sie do wiary...
pamiętam pierwsze dni po zabiegu..nie odzywałam sie wcale do Boga...nie krzyczałam na Niego, nie milczałam z wyrzutem...nic...po prostu nie byłam w stanie zrobić cokolwiek..potem poprosiłam nieśmiało,by zaopiekował się moim maleństwem.pojechaliśmy z mężem do Czestochowy.o to samo prosiłam Matkę Bożą (będąc tam dotarło do mnie,że Ona zrozumie - oglądała śmierć swego Syna;nawet wiedząc o zmartwychwstaniu w tamtym czasie serce miała rozdarte).
przyjaciel mojego męża, ksiądz, zadzwonil do niego i przekonywal z całą pewnośćią, że nasze dziecko jest już u Boga (mi nie musiał tego mówić - jestem teologiem). potem rozmawiał ze mną i powiedział mi tylko: zastanówcie się, co Jezus chce Wam w tym momencie powiedzieć, co chce,abyście teraz zrobili, w tej sytuacji,w której się znaleźliście? Nie mówił, że spotkała nas łaska, że Bóg daje i zabiera...itp.takie słowa mogą zabić resztki ufności i wiary (teraz to wiem). Zdałam sobie sprawę, że Bóg jest z nami w tym cierpieniu; że nie chce, abyśmy się poddali rozpaczy i stali w miejscu... gdy już się trochę pozbierałam zaczełam dbać o siebie, robić badania, zmieniać pewne sprawy, których wześniej nie chciało mi się ruszać. zmieniła się perspektywa mojego życia. już nic nie będzie takie samo... na początku roku dostaliśmy obietnicę z mężem, że będziemy mieć dziecko. więc czekamy.
nie wiem,dlaczego takie rzeczy sie dzieją, dlaczego tyle zła jest...dochodzi tu do głosu tajemnica wolności stworzeń..
nie wiem,dlaczego tyle kobiet musi doświadczyc śmierci dziecka,dlaczego Wam się to przytrafiło, dlaczego mi...wiem tylko, że nikt nie jest sam wówczas. jest Bóg. tylko czasami jest \"bezradny\", bo nieznany i nie ma człowieka, którego mógłby posłać do cierpiącego z pomocą, bo nikt nie chce pójść pomóc. łatwiej dobić kogoś niż pomóc......a Bóg ? \"nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka ledwo tlącego się\" (Iz 42,3).
Pozdrawiam serdecznie i przytulam.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości