Czy strata może zatwardzić serce?
#1
Jest Pierwszy Dzień Świąt, a ja mam czas na refleksję jak wygląda moje serce prawie po roku od straty dziecka. I o zgrozo, zamiast zobaczyć serce, które jest bliżej Boga, które bardziej kocha i rozumie ludzi, potrafi przebaczać, zobaczyłam coś zupełnie przeciwnego. Strasznie się zmieniłam, tak mało we mnie współczucia, zrozumienia, sił do przebaczania, tak wiele goryczy i pretensji. Mój mąż powtarza, że nie może już ze mną wytrzymać. Dlaczego? Co się stało, co tak bardzo mnie oddaliło od Ciebie Panie. Uświadomiłam sobie jak bardzo wciągnęła mnie \"gorączka\" przedświątecznych przygotowań i zakupów. Nie była u spowiedzi od rekolekcji przed Świętami Wielkanocnymi, jak wiele się wydarzyło do tego czasu. Proszę księdza, od czego zacząć, gdzie szukać tego co utracone, gdzie szukać ścieżki do Boga, czuję, że moje źródło już całkiem wyschło, a ja czerpię z brudnych strumieni. Nie potrafię przebaczyć, nie potrafię żyć w miłości i tak bardzo mnie to męczy. Jak zmiękczyć swoje serce, jak dotrzeć do prawdziwego źródła, na myśl o Słowie Bożym nie wiem dlaczego przychodzi niechęć, że i tak nic do mnie nie dotrze - pewnie to racja, skoro od roku ponad go nie czytałam. Proszę księdza, czy jest jakaś wskazówka dla kogoś takiego jak ja, która pomoże odnaleźć się w tym świecie, odnaleźć się w zgodzie ze sobą i przyjaźni z Bogiem?
Odpowiedz
#2
Majko czytając Twój list serce ściska.Wiemi jak ciężko życ po stracie,jak trudno wzbudzac nadzieję choc w sercu panuje rozpacz.Wiem też że nie od razu człowiek godzi się z losem i najpierw przechodzi okres buntu.Każdy po śmierci bliskich to przechodzi,ja również choc bardzo bylo mi z tym źle.Bóg tylko jeden wie ile w człowieku jest złości :oops: ...Nie oceniaj siebie tak surowo.Jeśli z całego serca pragniesz Boga to z pewnością Go znajdziesz,On zawsze jest przy Tobie.Możesz zacząc od odwiedzenia kościoła,pomimo oporów, one są złudne,Kto chce pójśc za mną niech się zaprze samego siebie-tak powiedział Pan Jezus.Modlitwa codzienna pomoże Ci trwac bliżej Boga,czytanie pisma Świętego.Przepraszam że wtrąciłam się ponieważ Chciałaś zasięgnąc rady Ksiedza ale tak długo nie ma żadnego wpisu a wiem jak istotna jest wiara w cierpieniu.Pomodlę się za Ciebie,mam nadzieję że odnajdziesz Boga szybciej niż myślisz i tego Ci życzę
Odpowiedz
#3
Majko,
ja też nie jestem ksiądzem, ale pozwole sobie podzielić się moimi myślami.

Śmierć dziecka jest tak strasznym, traumatycznym doświadczeniem. I wcale nie znaczy, że cierpiąc automatycznie stajemy się lepsi (kto to w o góle wymyślił?), a te wszystkie trudne uczucia, smutek, żal, rozpacz, złość wcale nie sprawiają, że stajemy się bardziej współczujący dla innych.

O. Marcin, który już tu do nas nie zagląda niestety, napisał niedawno "W drodze": Kobiety po poronieniu oskarżają Boga o sadyzm, bluźnią przeciw Niemu, odwracają się od Niego. Czasami mówią, że już nie potrafią się modlić. Próbują nawet wejść do kościoła, ale coś zatrzymuje je w progu. Starają się modlić tak, jak dotychczas, pacierzem, w jakiś sformalizowany sposób. Próbują się w relacji do Boga zachowywać tak, jakby nic się w życiu nie wydarzyło. Tymczasem ich serce chce się modlić buntem, krzykiem, nawet przekleństwami. Chce wołać do Boga: „Dlaczego? Gdzie byłeś, gdy moje dziecko umierało?”. Daję wtedy za przykład słowa Pana Jezusa z krzyża: „Boże mój, Boże, czemuś Mnie opuścił”, bo to jest najlepsza modlitwa w tej sytuacji. Kapłan powinien pomóc tym osobom odkryć, że można się na Boga gniewać, że można mieć do Niego pretensje, że można Mu powiedzieć, że się czuje przez Niego zapomnianym. " Cały artykuł: http://www.mateusz.pl/wdrodze/nr423/04.htm

I jeszcze przesłany mi kiedyś przez Wuchową link do artykułu: http://www.mateusz.pl/duchowosc/sl-dopelnianie.htm i kilka zdań z niego:
"Cierpienie samo w sobie, krzyż sam w sobie jest przekleństwem.", "jest tanią mądrością mówić, iż cierpienie uszlachetnia", "Bóg nie jest źródłem cierpienia i go nie potrzebuje. Nie jest tyranem sycącym się krwią poddanych, przeciwnie, jest Miłością i płacze nad tragedią swych dzieci."

Ja w to wierzę, że On cierpi razem z nami, gdy Go nie widzimy jast przy nas, niesie nas w ramionach, trzyma w zagłebieniu swej dłoni i płacze gdy my płaczemy.
Bliski jest Pan tym, których serce jest złamane (Ks. Psalmów 34:19, Biblia Warszawska)
Pan (…) uzdrawia tych, których serce jest złamane, i zawiązuje ich rany. (Ps 147:2-4, BW)

Po śmierci mojego synka długo nia miałam ochoty na rozmowy z Bogiem. Przeczytałam 3 razy Księgę Hioba, wyszukiwałam rózne teksty, wersety, wiersze, które pasowały do tego co czuję
"Panie mój, Królu nasz, Ty jesteś jedyny, wspomóż mnie samotną... wspomóż mnie opuszczoną" (Est 14,17k-m.r-t)
Płacz stał mi się pożywieniem (Hi 3,24)

Potem przyszło mi na myśl, że skoro kocham te moje dzieci, których nie widziałam i nie znam, a które obecne sa stale w moich myślach, to może tez tak być z Bogiem, że moja milcząca uwaga może być odpowiedzią na Jego milcząca obecność.

Nie wiem dlaczego niektórzy z nas są blisko Boga, inni daleko i od czego to zależy, ani jak można zbliżyć się do Niego. W końcu nawet wielkim świętym jak Jak od Krzyża, Teresa z Lisieux czy Matka Teresa z Kalkuty nie było oszczędzone poczucie opuszczenia, samotności, braku poczucia Bożej obecności, "noc ciemna". Można Go szukać na rózne sposoby, ja polecam: modlitwę (w każdej formie, nawet taką, w której mówimy, że nie chce nam się modlić, albo tym buntem, o którem pisze o. Marcin), mądrego spowiednika/kierownika duchowego, książki wszelakie i w miarę możliwości, rekolekcje (są też takie organizowane dla osób w żałobie https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=2267)

PS. A na mój egoizm to mi pomaga najbardziej robienie czegoś dla innych, np. tu w Stowarzyszeniu Smile
Odpowiedz
#4
Dziękuję za słowa otuchy. Minęło tak wiele czasu, od kiedy ostatni raz tutaj byłam.
Wróciłam, bo moje pytanie okazuje się nadal aktualne, a w zasadzie już nie jest pytaniem. Mogę dziś stwierdzić, że moje serce zmieniło się w kamień. Czuję jak jestem daleko od Boga, jak bardzo pogrążona jestem w zwątpieniach i totalnie nie potrafię znaleźć drogi. Chciałabym iść do spowiedzi i brakuje mi sił, wiem, że na konfesjonał to może być zbyt długa spowiedź - potrzebuję chyba generalnej. Napisałam do jednego księdza w Zielonej Górze, do którego miałam namiar od wuchowej, czy podjąłby się tak trudnego zdania by wyprowadzić mnie na prostą. Niestety nie otrzymałam jeszcze odpowiedzi, być może gdzieś wyjechał.

Proszę księdza i Was dziewczyny jeśli znacie księdza w ZG lub bliskich okolicach w stronę Żar/ Lubska/ Żagania to bardzo proszę podajcie namiar. Potrzebuję wody życia i nie potrafię sama już znaleźć drogi do prawdy, wiary i życia. Totalnie już nie wiem kim jestem czy w ogóle jeszcze jest jakieś życie po śmierci - w takim razie co z moją córeczką Inką, tak po prostu odeszła? To niemożliwe, musi coś być, ale jak od nowa w to uwierzyć?
Odpowiedz
#5
ona nie odeszła. Ona cały czas żyje i u Boga, ale bardzo mocno żyje w Tobie i będzie żyła zawsze. Bo co to byłaby za matka, która zapomina o swoim dziecku. Pozwól Majka by toBóg Ciebie odnalazł. My nie musimy szukać Boga, ale dać się Jemu znaleźć. Myślę, że często tłumaczymy się, nie ma wokół nas żadnego księdza, który by nam pomógł. Trzeba pójść i spowiadać się i mówić o tym co czuję i co chcę osiągnąć. Najlepiej teraz kiedy nie ma tłumów. Wiele może nauczyć księży i nie przesadzam bo sam wiele nauczyłem się. Potrzeba tylko odwagi by pójść. Będę modlił się o łaskę dla Ciebie i siły a dla kapłana o postawę Chrystusa Miłosiernego. Pozdrawiam
Odpowiedz
#6
Człowiek idzie, raz - dostaje cięgi mimo, ze przyszedł z pokorą, drugi trzeci, czwarty... potem już nie chce... Zamiast pomocnej reki dostaje brzytwę, pocięte ręce nie chcą już wyciągać się w błaganiu. JA tchórze, nie chcę by kolejny raz bolało, choć może tego chce Bóg?
Odpowiedz
#7
Bóg nie chce by bolało, ale żeby wyleczyć. Choć operacja jest dla chorego bolesna i niekiedy niebezpieczna to jednak jeżeli daje człowiekowi sznse wyleczenia to się na nią godzi. Tak samo zycie duchowe potrzebuje lekarstwa. Choć spowiedź może być nieprzyjemna to ostatecznie daje rzecz, która powinna cieszyć to właśnie przebaczenie Boże, czyli miłosierdzie, które jest nieskończone. Wiem, że jest to trudne, bo wszyscy idąc do spowiedzi w pewnym stopniu \"boją się\" spowiedzi.
Odpowiedz
#8
Majka1980

bede w zg od srody (19.08 ) do pn, odezwij sie na maila, prosze.

monika
Odpowiedz
#9
moje serce bylo kiedys zatwardziale...bol i rozpacz zamienily go doslownie w kamien bez uczuc nawet do samej siebie co bylo najgorsze...

ale czas leczy lzy...po 7 latach z nowm partnerem gosci w moin sercu zianko nadzieji ktore bedziemy napewno pielegnowac bo nigdy wiecej nie chce przezywac tego co robilam z zozpaczy-narktyki proby samobojstwa...

nie jestem z tego dumna ale wtedy moje serce bylo martwe...ale wierze ze bog sie nad nami ulituje i ze moze wlasnie za 4 dni splodzimy fasolke...
Odpowiedz
#10
Dziękuję Wam wszystkich za słowa otuchy, dodam jedynie, że ja to wszystko gdzieś głęboko wiem, ale z drugiej strony nie potrafię przeskoczyć tego czegoś. Sama nei wiem czego, neiwiary, zwątpienia, a moze po prostu nei potrafie uwierzyc, ze jeszcze kiedys bede umiala rozmawiac z Bogiem tak jak dawniej.

Prosze ksiedza, jak moge pozwolic mu sie znalezc, skoro mowie Mu o tym, ze widze swoje zwatpienie strach i grzech i nie chce tego, ale nie potrafie sama z tego wyjsc, jak jeszcze moge Mu pomoc mnei znalezc w tym buszu ciemnym?

P.S.
wuchowa, napisalam do ciebie maila 2 dni temu, ale nic nie otrzymalam, byc moze znowu jest zaklocenie jakies na lini jesli mozesz skontaktuj sie ty ze mna moze byc na gg 3376035
Odpowiedz
#11
Cytat:[autor cytatu=ks tomasz]
Bóg nie chce by bolało, ale żeby wyleczyć. Choć operacja jest dla chorego bolesna i niekiedy niebezpieczna to jednak jeżeli daje człowiekowi sznse wyleczenia to się na nią godzi. Tak samo zycie duchowe potrzebuje lekarstwa. Choć spowiedź może być nieprzyjemna to ostatecznie daje rzecz, która powinna cieszyć to właśnie przebaczenie Boże, czyli miłosierdzie, które jest nieskończone. Wiem, że jest to trudne, bo wszyscy idąc do spowiedzi w pewnym stopniu \"boją się\" spowiedzi.

Przechodzilam juz kiedys podobna operacje, chyba jest z emna cos nei tak skoro nic mnei to nie nauczylo. W kazdym razie, wlasnie, ten bol i to poczucie czasami braku zrozumienia tez powstrzymuje mnie by pojsc ot tak do konfesjonalu. To jednak znowu jest neiwiara, bo przeciez powinnam wierzyc, ze Bog mowi do mnie przez usta kaplana/ ksiedza i w zasadzie milosc juz chyba taka jest, ze czasami musi bolec. Fakt jest tez taki, ze jednak gdzies gleboko jest we mnie ziarnko prawdy i wiary, tylko chwasty je zagluszyly. Przeciez po stracie Inki trafilam na rekolekcjach do konfesjonalu i Bog wtedy przymowil tak trafnie i z taka miloscia, dzieki czemu po kilku miesiacach udalo mi sie jednak pozbierac z tego cierpienia do kupy. Coz moze ksiadz ma racje, moz enie warto szukac jakiegos \"specjalnego\" spowiednika, a zaufac że Duch Św. poprowadzi mnie tam gdzie trzeba.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości