ja nie popaśc w paranoję czyli życie po...już rok
#1
Jestem nieukojona w żalu. Właśnie dokładnie rok temu dowiedziałam się że zostanę mamą. Tak się cieszyliśmy. Byłam w ciąży 10 tygodni, Widziałam bijące serduszko. Aż nagle,niespodziewanie, stało się....Moje dziecko umarło. Zabieg miałam 6 grudnia. Najgorsze Mikołajki w moim życiu.Na szczęście wybrałam prywatna klinikę i ze strony lekarza i personelu nie spotkały mnie żadne przykrości.Gorzej było już po fakcie. Trzeba było wszystkim powiedzieć że dziecka nie będzie. Musiałam już po tygodniu iśc do pracy i zupełnie ni emogłam sie pozbierać - siedziałam wpatrzona ślepo w monitor i płakałam...potem zupełnie zaskoczyła mnie postawa lekarzy- dla nich to było zupełnie normalne, naturalne...żadna tam tragedia. Płód obumarł - usłyszłam.To sie zdarza. Zrobiłam wiele badań - wszystko niby w porządku. Potem były 3miesiące przerwy - doszłam do siebia jako tako- miałam nowa energie i nadziejkę że znowu możemy próbować, że sie wkrótce uda i że będe mamą...miesiące mijały i nic...co miesiąc liczenie dni, sex zaczał sie stawać czasem męczarnią...i nadal nic...

po pół roku zdecydowałam się powtórzyc badania i dodatkowo iśc do lekarza. Tym bardziej, że cykl mi zaczął skakać, 28,35,38,42 dni...zaczęłam miec bardzo wyostrzone objawy zespołu napięciea przedmiesiączkowego jak nigdy wczesniej...te objawy tak bardzo przypominają ciążowe...(w mojej ciąży już tydzień po zapłodnieniu takmiałam jeszcze zanim test cokolwiek wykazywał)a ja w niepewności, czy może już...myślałam że zaczynam wariować...nastawiałam się...robiłam wciąż testy jak szalona...lekarz sugerował, że wszystkie problemy przez \"natychmiastowa projekcję ciąży\"...rozpłakałam się w gabinecie...czy to cos złego że sie martwię, o swoje zdrowie, że zastanawiam sie nad przyczyną zmina cyklu...dla lekarza to wszystko w granicach norm ale dla mnie oznaka czegoś dziwnego...wymogłam na lekarzu leki na regulacje cyklu, badania...znowu w normach...minęły kolejne 2 miesiące a ja dopiero teraz zauważyłam, że chyba mam z tym problem i że sobie nie radzę- jestem nerwowa, podłamana, nie wierzę w siebie i w przyszłość. Całe swoje życie podporządkowałam cyklowi i żyję pełna niepokoju od... do. Oststnio jakoś pomału przestaję sie nakręcać ale za to miejsce zajmuje wszechobecny smutek...mam kłopoty z koncentacją i z normalnym funkcjonowaniem np w pracy...zaprzestałam ćwiczeń, przytyłam jak zalecał lekarz a teraz mi z tym źle bo czuje sie nieatrakcyjna gorsza. Mąż trez ma pomału dosyć, bo mówi że nie będzie sie ze mną kochał \"na akord\"...ostatnio staram sie tak bardzo o tym nie myśłeć, maluję, chodze na spacery, relaksuje się, dbam o siebie, nie robie już testów tylko czekam, modlę siędo Św Tadeusza Judy - patrona spraw beznadziejnych i do Maryi...to pomaga, ale tylko chwilowo. Jak idę do lekarza to zaczynam płakać, nberwy puszczają i wstyd mi wtedy strasznie bo widze że uważa mnie za histeryczkę.

Nie wiem co będzie dalej - do czego to wszystko doprowadzi ale pomału zaczynam miec dosyć.

Otoczenie niestety nie pomaga.Przyjęli do wiadomości moje \"nieszczęście\"i nikt o tym nie mówi. Za to wszyscy zaczynają pytac kiedy będziemy mieli dziecko a ja nie wiem co mam powiedzieć.Najczęściej mówię, że tego nikt nie wie. A ludzie wmawiają mi że mam sie zrelaksować, wyjechać,nie myśleć i samo wyjdzie...eksperci



nie myślę nawet co zrobię gdy już rzeczywiście zajde w ciążę...no bo z jednej strony panicznie sie pojępowtórzenia tej sytuacji i chciałabym zrobic wszystko by do tego nie dopuścić,a z drugiej strony cy to nie jest tak,że będzie co będzie, że nie mamy na to wpływu? Zastanawiam się nad tym, na przykład w kontekście mojej pracy. Nawet jeśli wzięłabym zwolnienie napierwszy trymest to nie dałabym rady tak siedziec w domu to raz a dwa nikt by tego nie zrozumiał i uważał za zupełne dziwactwo...KOchana- usłyszłam za pierwszym razem- ciąża to nie choroba...no i jak sobie z tym radzić? Jak nie popaśc w paranoję.
Odpowiedz
#2
Witaj...



Twoje odczucia sa jak najbardziej naturalne ...



wg badan hormony masz w porzadku, nie wiem czy badałas TSH i jaki mialas wynik (norma to nie 0,25-5,00, ale wynik powinien byc w granicach od 1 do 2-o czego lekarze czesto nie biora pod uwagę)



sorki ze tak wyskoczylam z tarczycą - ale objawy o ktorych pisałaś są mi znane z autopsji i wlasnie tarczyca okazała sie powodem problemow - pomimo iz wynik mieścil sie w normie



być moze potrzebujesz rozmowy z psychologiem - warto poszukac sobie takiego w otoczeniu, dziewczyny bardzo sobie chwalą takie wizyty - to żaden wstyd... ja czasem żałuje, że nie poszlam...



bardzo czesto sie zdarza, że nie znajdujemy przycyny poronienia i musimy sobie z tym dac rade(moze trzeba się pocieszyc, ze juz zawsze bedziemy sie niepokoic:napierw o to czy zajdziemy w ciąze potem czy ja donosimy a potem czy dziecko bedzie zdrowe i w koncu czy szczesliwe w zyciu dorosłym - nie liczac juz np spóxnien do domu poxnym wieczorem).



wiem, że pomyślisz, ze łatwo mi mowic bo mam juz to wszystko za sobą - ale nie zapomnialam jak sie czułam po stratach ciąż, takie rady bolały i .. nie potrafie ci teraz pwiedziec nic innego ...



chetnei z toba pogadam na gg jak bedziesz chciała ... moj nr to 8668803



pozdrawiam i życze abyś jak najszybciej sie pozbierala po tym wszystkim



Agata
Odpowiedz
#3
czytajac twoj list czytalam swoje zycie\"po\"mam te same objawy tak samo sie zachowuje i wiem ze tylko ja moge sobie pomoc ale tak jak ty nie wiem jak...rozumiem cie jak nikt inny
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości