jak znaleźć odwagę ....
#1
Trzy tygodnie temu poroniłam, to była moja pierwsza ciąża... i chyba ostatnia. Może to absurdalne co napiszę, bardzo chcę mieć dziecko ,ale nie chcę być w ciąży.
Byłam szczęśliwa przez kilka dni kiedy zrobiłam test i wyszedł pozytywnie, potem przez kilka dni nie ocierało do mnie nic- byłam przepełniona szczęćścem .... a potem tylko żałowałm że \"właśnie teraz\" jestem w ciąży. Sad
Odpowiedz
#2
Soniu 3 tygodnie to bardzo krótki czas... Ból i inne uczucia są jeszcze bardzo silne i na pewno nie rozumiane do końca.
Przytulam Cię wirtualnie.
Światełko dla Twojego Aniołka (*).
Odpowiedz
#3
Soniu... bardzo mi przykro z powodu straty dzieciątka... pamiętaj, że Twoja żałoba jest bardzo świeża i Twoje uczucia są zagmatwane, jesteś zraniona, przerażona... każda z nas to przechodziła... W którymś wątku były opisane dwie reakcje kobiet po stracie dziecka - pierwsza - chcę natychmiast być w ciąży i druga - nigdy więcej. Obie są normalnymi reakcjami na traumę, jaka nas dotyka... zanim wszystko uporządkujesz, zanim wszystko się uspokoi, minie wiele czasu. Na pewno nic już nie będzie takie jak było. Tego co sie stało, straty dziecka, nie da się zapomnieć, przeżyć, zanegować. Można tylko nauczyć się z tym żyć. Żyć od nowa. Zapalam światełko dla Twojego dziecka, i życzę dużo, dużo sił. (*)(*)(*)
Odpowiedz
#4
Cytat:[autor cytatu=sonia]
Trzy tygodnie temu poroniłam, to była moja pierwsza ciąża... i chyba ostatnia. Może to absurdalne co napiszę, bardzo chcę mieć dziecko ,ale nie chcę być w ciąży.

Bardzo dobrze znam to uczucie. Po pierwszej stracie tez tak myslałam że dziecko tak ale ciąża nie. Teraz to nawet mój mąż boi sie mojej ciąży, chociaż o niczym innym nie mówi jak o własnym dziecku.

Soniu doskonale Cię rozumiem.
pozdrawiam.
Odpowiedz
#5
Opowiem wam moją historię... jak pisałam wcześniej wiadomość o tym ,że jestem w ciąży była chyba najlepszą wiadomością na pewno tego roku. Dziecko było planowane, chciane, oczekiwane.Cóż, dla mojego, wtedy przyszłego męża, takie było tylko do momentu zanim pojawiły się dwie magiczne kreski na teście. Potem to było juz nieistotne, ważnejszy był interes który właśnie finalizował, ważniejszy notariusz, księgowy, tata który załatwieał kredyt w banku itd. Zaczęłam lekko krawić- lekarka kazała leżeć i nie wstawać ,chyba że do toalety. Leżałam tak cały tydzień sama, wpadał na chwilę i opowiadał coś tam o tym swoim interesie. Wieczorem kiedy wracał do domu obowiązkiem było piwko i komputer do 1 w nocy. Kiedy mówiłam, że go potrzebuję, że brakuje mi wsparcia, ciepła, zapewnienia, że wszystko będzie dobrze on kwitował to słowami że inne kobiety są w ciąży i nie histeryzują. Wykrzyczałam mu, że żałuję że jestem właśnie w tym czasie w ciąży, że mogłam poczekać aż wkońcu będzie miał dla mnie czas a nie naiwnie czekać i mieć nadzieję, że go to zmnieni. Dostałam odpowiedź \" to usuń\".
I przyszała sobota..... on oczywiście z piwkiem w ręku, kolejna awantura. Chciałam kolejny raz odejść , wyszłam z domu.... i się zaczęło. Lekarka przez telefon powiedział leżeć i czekać. Wróciłam leżałam, ale to się czuje co się dzieje. Na drugi dzień było juz całkiem źle , tego wam nie muszę opowiadać. Pojechałam do lekarki, potwierdziła najgorsze, dała skierowanie do szpitala.
Przyjechałam do domu po rzeczy, pojechałam do szpitala, nie przyjeli mnie- nie byłam wystarczająco na czczo. Lekarka odesłała mnie do domu z prikazem, że gdyby coś się działo od razu do szpitala. Wróćiliśmy do domu, on piwko do ręki i komputer, ja poszłam sie połozyc i płakać- powiedział że jak coś się bedzie działo to zamówi taksówkę . Rano zawiózł mnie do szpitala, tam jakaś wredna sekretarka zaczęła mnie opieprzać, że zamiast dowodu podałam jej kartę bankomatową,nie stanął w mojej obronie- zaczął jej wtórować. Do dzisiaj dziękuję w duchu młodej położnej, króra się mną zajęłą widząc co się dzieje. On sobie poszedł.... a mnie tam skrobali. Za dwa dni ślubował mi miłość wierność i uczciwość... Może ktoś na górze chciał mnie ostrzec?

To taki telegraficzny skrót tych dwóch miesięcy.
Nie chcę być przy nim w ciąży, nigdy więcej.
Odpowiedz
#6
Och, Soniu, tak mi przykro...

Ja też, jak pewnie większość z nas, miałam liczne spięcia z mężem w ciąży - właśnie na tym tle, że on załatwiał interesy i bawił się komputerem, a ja leżałam sama i martwiłam się o dziecko. Mimo wszystko nie przeżyłam tak drastycznych scen jak Ty. Choć w dniu abrazji nogi miałam jak z waty i trzęsłam się cała, a on z uśmiechem: \"to tylko mały zabieg\"! On, który się krzywi, gdy raz na 2 lata każą mu w pracy pobrać krew na badania. A jak zadzwoniłam, że już po wszystkim, pytając czy mnie odbierze z tego szpitala, to powiedział tylko \"tak\" - i zjawił się 5 minut przed szpitalną kolacją...

Ja też po poronieniu nie chciałam być w ciąży. Myślałam o adopcji... Ale w zeszłym roku dostałam na św. Mikołaja dzieciątko - tzn. informację, że jestem w ciąży. Wtedy starałam się tak długo i poroniłam, a teraz bez starań zupełnie, a nawet wbrew ostrożności. Owulacja była opóźniona i dlatego \"popuściłam hamulce\"... W końcu przez 5 lat nigdy nie udało mi się zajść w ciążę, gdy owulacja wypadała po 20 dniu cyklu. A tym razem zaszłam... Myślę czasem, że to mój Aniołek, widząc jak płaczę i świruję (\"nigdy więcej ciąży\"), przysłał mi swojego Braciszka od św. Mikołaja.

Jestem bezradna wobec Twojego smutku... Mogę tylko zaoferować modlitwę (mam nadzieję, że Cię nie urażę, wiem, że nie wszystkie jesteśmy wierzące) i zapewnić, że tulę Cię mocno i ciepło. Życzę siły i mądrości na ten trudny czas. Mówią, że trzeba przetrzymać burzę, by zobaczyć tęczę. Ufam, że niezadługo tęcza pokaże się na Twoim horyzoncie.
Odpowiedz
#7
Soniu, tak bardzo mi przykro. Wiem, co czujesz. Ja też wściekałam się na męża, był moment, że byłam gotowa na rozstanie. Widziałam go zupełnie inaczej, niż był naprawdę. Ale tu, na forum, ktoś mądry mi powiedział, że mężczyźni też cierpią i boją się, tylko zupełnie inaczej niż my. Ich zachowanie jest czasem niezrozumiałe przez nas zupełnie. Ja ciągle rozmawiałam z moim mężem i dziś muszę powiedzieć, że dzięki niemu jeszcze jestem na tym świecie, że to on pomógł mi zwalczyć ból i lęk, przeogromne cierpienie. Nie poddawaj się tak łatwo, porozmawiaj z nim, może źle odczytujesz jego zachowanie. Życzę Ci dużo siły. I jeszcze więcej wiary w lepsze jutro.
Odpowiedz
#8
Soniu, tak bardzo mi przykro, że straciłąś swoje dzieciątko. I że nie dostałaś wsparcia praktycznie od nikogo kogo powinnaś. Bulwersuje mnie przede wszystkim postawa lekarzy i że nie wzięli cię do szpitala od razu kiedy krwawiłąś, tylko kazali czekać na niewiadomo co - aż zrobi się już naprawdę żle. Tak bardzo mi cię żal.
I powiem ci szczerze, twój mąż okazał się nie godnym ciebie. Myślę, że dał ci dostateczny dowód tego, że wcale cię nie kocha, i nie kochał waszego dziecka, a przynajmniej jeszcze nie. Okazał ci zero szacunku. Zastanów się czy chcesz z kimś takim spędzić resztę życia. Czy już zawsze będziesz sama w momentach życia, kiedy będziesz męża potrzebowała. A na pewno będzie ich więcej. Zwłaszcza teraz w okresie żałoby. Szczerze ci współczuję. Wiem jak było ciężko, i jakie jeszcze przed tobą trudne chwile. Ale mimo tego strasznego czasu wykorzystaj go dla siebie dobrze, być może śmierć twojego dziecka miała na celu pokać ci z jakim człowiekiem się związałaś i że zasługujesz na prawdziwego mężczyznę.
Śmierć mojego dziecka zmieniła wszystko, wiem, że to starszne, ale w jakiś sposób uleczyła moją rodzinę, zmusiła mnie do pracy nad sobą i swoimi relacjami z najbliższymi.
Życzę ci wszystkiego dobrego i dużo sił, bądź sobą, nie skrywaj uczuć, one cię wyzwolą.
Odpowiedz
#9
Bardzo mi przykro, z powodu Twojej straty. Ja też tu na forum przeczytałam, że mężczyźni cierpią inaczej. To prawda, że Twój mąż zachował się okropnie. Powiedz mu o tym. Powiedz co czułaś wtedy, kiedy zostawił Cię samą w tak trudnej dla Ciebie chwili i co czujesz teraz. Powiedz mu, czego od niego oczekujesz. I wówczas będziesz wiedziała, czy dostałaś ostrzeżenie, czy może te trudne chwile pozwolą dojrzeć Twojemu mężczyźnie.
Przytulam Cię mocno. Życzę Tobie dużo siły i więcej ciepła od otaczającego Cię świata.
Światełko dla Twojego Aniołka (*)
Odpowiedz
#10
Cytat:[autor cytatu=magdaszkocja]
I powiem ci szczerze, twój mąż okazał się nie godnym ciebie. Myślę, że dał ci dostateczny dowód tego, że wcale cię nie kocha, i nie kochał waszego dziecka, a przynajmniej jeszcze nie. Okazał ci zero szacunku. Zastanów się czy chcesz z kimś takim spędzić resztę życia.

Magdo, mam wrażenie, że jesteś bardzo szybka w ocenianiu ludzi. Jak możesz napisać coś takiego, nie znając w ogóle człowieka? Czy nie rozumiesz, że ocena wydarzeń kobiety po takich przejściach jest trochę inna?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości